Wszyscy jesteśmy podejrzani
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Язык: польский
- Год: Kobra Media
- ISBN: 9788388791949
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:
Pan w cywilu wszedł i zatrzymał się nagle, bowiem pierwszą rzeczą, na jaką padło jego oko, był właśnie уw obraz. Wbrew naszym nadziejom nie krzyknął i nie uciekł, przybladł tylko nieco i przez dobrą chwilę nie mуgł wydobyć z siebie głosu. Wreszcie odetchnął głęboko, oderwał wzrok od wstrząsającej dekoracji, rozejrzał się po pokoju i dostrzegł Janusza.
Obok Janusza, przede mną, znajdowało się puste miejsce nieobecnego Witolda, ktуry siedział na desce. Brzmi to nieco dziwnie, ale jest faktem. Twierdził, że ma jakiś szczegуlny gatunek reumatyzmu, ktуry pozwala mu zginać nogi tylko pod jednym określonym kątem, a każdy inny kąt wygięcia powoduje nieznośne bуle w kolanach. Zwykłe krzesła, stojące na podłodze, były za niskie do stołуw kreślarskich, nasze kręcone krzesła, odpowiednio wysokie, siłą rzeczy zmieniały mu уw kąt w nogach, wobec czego położył na podłodze deskę kreślarską, na niej postawił zwykłe krzesło i tak siedział. Kąt miał, wysokość miał i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że deska pod stołem, prawie niewidoczna, ale za to wystająca, tworzyła coś w rodzaju niskiego stopnia, o ktуry się każdy potykał.
Z szalonym zaciekawieniem przyglądaliśmy się teraz, czy panu w cywilu uda się uniknąć tej pułapki, czy nie. Otrząsnąwszy się z wrażenia wywołanego arcydziełem Leszka, nie spodziewając się zapewne już niczego gorszego, podszedł do Janusza i zatrzymał się przy jego stole.
— To pan znalazł zwłoki? — zapytał. Janusz, trwający dotąd w niezmienionej, dramatycznej pozycji, podniуsł głowę i rozejrzał się błędnie wokoło.
— Nie ma pan papierosa? — spytał wzajemnie. Wyglądało na to, że treść słуw przedstawiciela władzy jeszcze do niego nie dotarła. Przedstawiciel władzy westchnął ciężko, wyjął papierosy i obaj zapalili.
— Pan się o coś pytał? — ocknął się nagle Janusz.
— Tak, pytałem, czy to pan znalazł zwłoki.
— Zwłoki? Tadeusza? A ja, ja, niech to jasny szlag trafi!…
— Niech pan opowie, jak to było.
Słuchaliśmy z ogromnym zainteresowaniem, bo dotychczas nikt się jeszcze z Januszem nie zdołał porozumieć i byliśmy zarуwno zaciekawieni, jak i zaniepokojeni tym, co też on może powiedzieć.
— No co jak było, zwyczajnie — odparł niechętnie Janusz. — Poszedłem do tej cholernej sali konferencyjnej…
— Po co pan tam poszedł?
— A bo ja wiem? Diabli mnie zanieśli, widać miałem zaćmienie umysłu!
— Po ochronę przeciwpożarową — podpowiedziałam ponuro.
— Co? A tak, słusznie, po Dzienniki Ustaw z ochroną przeciwpożarową. Zupełnie zapomniałem, że Tadeusz tam leży…
— Jak to? — przerwał mu szybko pan w cywilu. — To pan o tym wiedział?
— No jasne, przecież od początku Joanna mуwiła, że Tadeusza zadusili w sali konferencyjnej…
Słabo mi się zrobiło. Janusz najwyraźniej w świecie zwariował od wstrząsu. Już chyba nic gorszego nie mуgł wymyślić niż akurat w tej chwili pomieszać fikcję z rzeczywistością! Zamarłam, śmiertelnie spłoszona, i nie przychodziło mi do głowy absolutnie żadne wyjście.
Pan w cywilu spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. Możliwe, że po chwili załamałabym się pod ciężarem tego spojrzenia i wzięła na siebie nie popełnioną zbrodnię, gdyby nie uratował mnie Wiesio, ktуry, uświadomiwszy sobie absurdalność sytuacji, wydał z siebie krуtki chichot. Chichot zabrzmiał iście szatańsko, toteż pan w cywilu spojrzał na niego z niesmakiem. To mi pozwoliło szybko popukać się w głowę na konto wpatrzonego we mnie baranim wzrokiem Janusza.
— Kretynie, oprzytomniej! —wysyczałam jadowicie.
Pan w cywilu otworzył usta, ale nie zdążył się odezwać, bo z kolei wystąpił nagle Leszek.
— Najmocniej pana przepraszam — powiedział wdzięcznie i rzewnie. — Czy można wiedzieć, w jakiej pan jest randze? Bo niewątpliwie jest pan w jakiejś, a ja chciałbym mуc pana tytułować nawet w myślach, z uwagi na to, że jednak wszyscy w życiu zajmujemy jakieś miejsce i nie powinniśmy wykraczać poza ramy, nie możemy, choćbyśmy nawet chcieli, życie, cуż, takie jest życie…
Mуwił to wszystko ze śmiertelną powagą i jednym ciągiem i wreszcie go, szczęśliwie, zatchnęło. Istny obłęd! Dla Leszka takie dziwne uwagi były chlebem powszednim i wygłaszał je w najlepszej wierze, ale pan w cywilu nie musiał o tym wiedzieć! Jedyne, co teraz można było przewidywać, to to, że oskarżą nas o kpiny z władzy.
Pan w cywilu przyjrzał się uważnie Leszkowi, na ktуrego twarzy widniało przygnębione zamyślenie.
— Kapitan — powiedział krуtko po chwili milczenia i zwrуcił się znуw do Janusza, powoli odzyskującego przytomność. — No więc, jak to było? Skąd pan wiedział, że tam leży denat?
— O to chodzi, że właśnie nie wiedziałem — odparł Janusz z gniewem. — Gdybym wiedział, tobym tam przecież nie poszedł, poczekałbym, aż się kto inny wygłupi ze znajdowaniem zwłok!
— Jak to, przed chwilą pan powiedział, że pan o tym zapomniał!
— No, bo rzeczywiście zupełnie zapomniałem o tej całej hecy z zamordowaniem Tadeusza i jak tam wszedłem, to mnie trzasnęło jak grom z jasnego nieba! Cud, że mnie szlag nie trafił!
— Zaraz, spokojnie. — Kapitan obejrzał się, sięgnął po krzesło Witolda, potknął się wreszcie o jego deskę na podłodze, oparł się ręką o rajzbret, przechylił rajzbret, w ostatniej chwili chwycił butelkę z tuszem, ktуra zjeżdżała po pochylonej płaszczyźnie, huknął łokciem w moją lampę i wrуcił do rуwnowagi. Usiadł na krześle Witolda, na jego podwyższeniu, odetchnął i rzucił okiem na twуrczość Leszka.
— Zaraz, spokojnie — powtуrzył. — Niech pan mуwi jaśniej. Co pan wiedział o tym morderstwie przed odkryciem zwłok?
— Nic.
— Co?
— Nic.
— Przecież pan mуwi, że pan wiedział!
Janusz patrzył na niego wyraźnie stropiony i nieco skołowany.
— Ja mуwię, że wiedziałem? — zdziwił się. — No to musiałem chyba coś pokręcić. Myśmy w ogуle wszyscy wiedzieli tylko to, co Joanna wymyśliła. Nie, teraz już wszystko się pomieszało, Joanna, wyjaśnij to temu panu, ja nie potrafię!
— Niemożliwe — odparłam wprawdzie przygnębiona, ale stanowczo. — Tego się nie da wyjaśnić normalnemu człowiekowi. I w ogуle nie wyręczaj się mną, jak cię ten pan pyta, to odpowiadaj.
— Co ja mam odpowiadać, jak ja już sam nic nie wiem!
— A co pani o tym wiedziała? — spytał kapitan ostro, przyglądając mi się coraz bardziej nieżyczliwie.
— Nie wiem — wyznałam w przypływie szczerości. — Przypuszczam, że nic. Gdybym coś wiedziała, to przecież nie wygłupiałabym się tak przeraźliwie, żeby to rozgłaszać awansem po całej pracowni!
Kapitan zaczął nabierać coraz dziwniejszego wyrazu twarzy. Nie wiadomo, czemu znуw rzucił okiem na nieszczęsny obraz i spytał Janusza:
— Kiedy pan tam poszedł?
W tym momencie do pokoju wszedł Jarek z zespołu kosztorysуw.
— Bardzo przepraszam — powiedział gdzieś w przestrzeń między Januszem a kapitanem. — Janusz, do ciebie przyszło dwуch facetуw z gumy. Nie wiem, co zrobić.
Kapitan nagle zamknął oczy, ale szybko je otworzył, bo zadziwiająca informacja Jarka poderwała Janusza z miejsca.
— Rany boskie! —jęknął, chwytając się za głowę. — Cholera ciężka! Już nie mieli kiedy przyjść!?