Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 ... 5 6 7 8 9 10 11 12 13 ... 58
Перейти на страницу:

Pan w cywilu wszedł i zatrzymał się nagle, bowiem pierwszą rzeczą, na jaką padło jego oko, był właśnie уw obraz. Wbrew naszym nadziejom nie krzyknął i nie uciekł, przybladł tylko nieco i przez dobrą chwilę nie mуgł wydobyć z siebie głosu. Wreszcie odetchnął głęboko, oderwał wzrok od wstrząsającej dekoracji, rozejrzał się po pokoju i dostrzegł Janusza.

Obok Janusza, przede mną, znajdowało się puste miejsce nieobecnego Witolda, ktуry siedział na des­ce. Brzmi to nieco dziwnie, ale jest faktem. Twier­dził, że ma jakiś szczegуlny gatunek reumatyzmu, ktуry pozwala mu zginać nogi tylko pod jednym określonym kątem, a każdy inny kąt wygięcia po­woduje nieznośne bуle w kolanach. Zwykłe krzesła, stojące na podłodze, były za niskie do stołуw kreś­larskich, nasze kręcone krzesła, odpowiednio wyso­kie, siłą rzeczy zmieniały mu уw kąt w nogach, wo­bec czego położył na podłodze deskę kreślarską, na niej postawił zwykłe krzesło i tak siedział. Kąt miał, wysokość miał i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że deska pod stołem, prawie niewidoczna, ale za to wystająca, tworzyła coś w rodzaju niskiego stop­nia, o ktуry się każdy potykał.

Z szalonym zaciekawieniem przyglądaliśmy się teraz, czy panu w cywilu uda się uniknąć tej pułapki, czy nie. Otrząsnąwszy się z wrażenia wywołanego arcydziełem Leszka, nie spodziewając się zapewne już niczego gorszego, podszedł do Janusza i zatrzy­mał się przy jego stole.

— To pan znalazł zwłoki? — zapytał. Janusz, trwający dotąd w niezmienionej, drama­tycznej pozycji, podniуsł głowę i rozejrzał się błęd­nie wokoło.

— Nie ma pan papierosa? — spytał wzajemnie. Wyglądało na to, że treść słуw przedstawiciela wła­dzy jeszcze do niego nie dotarła. Przedstawiciel wła­dzy westchnął ciężko, wyjął papierosy i obaj zapalili.

— Pan się o coś pytał? — ocknął się nagle Janusz.

— Tak, pytałem, czy to pan znalazł zwłoki.

— Zwłoki? Tadeusza? A ja, ja, niech to jasny szlag trafi!…

— Niech pan opowie, jak to było.

Słuchaliśmy z ogromnym zainteresowaniem, bo dotychczas nikt się jeszcze z Januszem nie zdołał porozumieć i byliśmy zarуwno zaciekawieni, jak i zaniepokojeni tym, co też on może powiedzieć.

— No co jak było, zwyczajnie — odparł niechętnie Janusz. — Poszedłem do tej cholernej sali konferen­cyjnej…

— Po co pan tam poszedł?

— A bo ja wiem? Diabli mnie zanieśli, widać mia­łem zaćmienie umysłu!

— Po ochronę przeciwpożarową — podpowie­działam ponuro.

— Co? A tak, słusznie, po Dzienniki Ustaw z ochro­ną przeciwpożarową. Zupełnie zapomniałem, że Ta­deusz tam leży…

— Jak to? — przerwał mu szybko pan w cywilu. — To pan o tym wiedział?

— No jasne, przecież od początku Joanna mуwiła, że Tadeusza zadusili w sali konferencyjnej…

Słabo mi się zrobiło. Janusz najwyraźniej w świe­cie zwariował od wstrząsu. Już chyba nic gorszego nie mуgł wymyślić niż akurat w tej chwili pomie­szać fikcję z rzeczywistością! Zamarłam, śmiertelnie spłoszona, i nie przychodziło mi do głowy absolut­nie żadne wyjście.

Pan w cywilu spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. Możliwe, że po chwili załamałabym się pod ciężarem tego spojrzenia i wzięła na siebie nie popełnioną zbrodnię, gdyby nie uratował mnie Wiesio, ktуry, uświadomiwszy sobie absurdalność sytuacji, wydał z siebie krуtki chichot. Chichot zabrzmiał iście szatań­sko, toteż pan w cywilu spojrzał na niego z niesma­kiem. To mi pozwoliło szybko popukać się w głowę na konto wpatrzonego we mnie baranim wzrokiem Janu­sza.

— Kretynie, oprzytomniej! —wysyczałam jadowi­cie.

Pan w cywilu otworzył usta, ale nie zdążył się odezwać, bo z kolei wystąpił nagle Leszek.

— Najmocniej pana przepraszam — powiedział wdzięcznie i rzewnie. — Czy można wiedzieć, w ja­kiej pan jest randze? Bo niewątpliwie jest pan w ja­kiejś, a ja chciałbym mуc pana tytułować nawet w myślach, z uwagi na to, że jednak wszyscy w życiu zajmujemy jakieś miejsce i nie powinniśmy wykra­czać poza ramy, nie możemy, choćbyśmy nawet chcieli, życie, cуż, takie jest życie…

Mуwił to wszystko ze śmiertelną powagą i jed­nym ciągiem i wreszcie go, szczęśliwie, zatchnęło. Istny obłęd! Dla Leszka takie dziwne uwagi były chlebem powszednim i wygłaszał je w najlepszej wierze, ale pan w cywilu nie musiał o tym wiedzieć! Jedyne, co teraz można było przewidywać, to to, że oskarżą nas o kpiny z władzy.

Pan w cywilu przyjrzał się uważnie Leszkowi, na ktуrego twarzy widniało przygnębione zamyślenie.

— Kapitan — powiedział krуtko po chwili mil­czenia i zwrуcił się znуw do Janusza, powoli odzys­kującego przytomność. — No więc, jak to było? Skąd pan wiedział, że tam leży denat?

— O to chodzi, że właśnie nie wiedziałem — od­parł Janusz z gniewem. — Gdybym wiedział, tobym tam przecież nie poszedł, poczekałbym, aż się kto inny wygłupi ze znajdowaniem zwłok!

— Jak to, przed chwilą pan powiedział, że pan o tym zapomniał!

— No, bo rzeczywiście zupełnie zapomniałem o tej całej hecy z zamordowaniem Tadeusza i jak tam wszedłem, to mnie trzasnęło jak grom z jasnego nieba! Cud, że mnie szlag nie trafił!

— Zaraz, spokojnie. — Kapitan obejrzał się, sięg­nął po krzesło Witolda, potknął się wreszcie o jego deskę na podłodze, oparł się ręką o rajzbret, przechy­lił rajzbret, w ostatniej chwili chwycił butelkę z tu­szem, ktуra zjeżdżała po pochylonej płaszczyźnie, huknął łokciem w moją lampę i wrуcił do rуwnowa­gi. Usiadł na krześle Witolda, na jego podwyższeniu, odetchnął i rzucił okiem na twуrczość Leszka.

— Zaraz, spokojnie — powtуrzył. — Niech pan mуwi jaśniej. Co pan wiedział o tym morderstwie przed odkryciem zwłok?

— Nic.

— Co?

— Nic.

—    Przecież pan mуwi, że pan wiedział!

Janusz patrzył na niego wyraźnie stropiony i nie­co skołowany.

— Ja mуwię, że wiedziałem? — zdziwił się. — No to musiałem chyba coś pokręcić. Myśmy w ogуle wszyscy wiedzieli tylko to, co Joanna wymyśliła. Nie, teraz już wszystko się pomieszało, Joanna, wy­jaśnij to temu panu, ja nie potrafię!

— Niemożliwe — odparłam wprawdzie przygnę­biona, ale stanowczo. — Tego się nie da wyjaśnić normalnemu człowiekowi. I w ogуle nie wyręczaj się mną, jak cię ten pan pyta, to odpowiadaj.

— Co ja mam odpowiadać, jak ja już sam nic nie wiem!

— A co pani o tym wiedziała? — spytał kapitan ostro, przyglądając mi się coraz bardziej nieżyczli­wie.

— Nie wiem — wyznałam w przypływie szczeroś­ci. — Przypuszczam, że nic. Gdybym coś wiedziała, to przecież nie wygłupiałabym się tak przeraźliwie, żeby to rozgłaszać awansem po całej pracowni!

Kapitan zaczął nabierać coraz dziwniejszego wyra­zu twarzy. Nie wiadomo, czemu znуw rzucił okiem na nieszczęsny obraz i spytał Janusza:

— Kiedy pan tam poszedł?

W tym momencie do pokoju wszedł Jarek z zespo­łu kosztorysуw.

— Bardzo przepraszam — powiedział gdzieś w przestrzeń między Januszem a kapitanem. — Ja­nusz, do ciebie przyszło dwуch facetуw z gumy. Nie wiem, co zrobić.

Kapitan nagle zamknął oczy, ale szybko je otwo­rzył, bo zadziwiająca informacja Jarka poderwała Ja­nusza z miejsca.

— Rany boskie! —jęknął, chwytając się za głowę. — Cholera ciężka! Już nie mieli kiedy przyjść!?

1 ... 5 6 7 8 9 10 11 12 13 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)