Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 ... 3 4 5 6 7 8 9 10 11 ... 58
Перейти на страницу:

—Ja też nie — oświadczyłam natychmiast rуwnie kategorycznie. — Wybij to sobie z głowy!

— No to kto? — krzyknął z rozpaczą Zbyszek, odrywając się nagle od Stefana. — Kto, do wszyst­kich diabłуw?!

— Kto? — zawtуrowała mu Matylda z jeszcze większą rozpaczą. — Boże mуj, kto?!

— Właśnie, kto? — poparł ich Wiesio z żywym zainteresowaniem, spoglądając pytająco na mnie. Poczułam, że i mnie ogarnia rozpacz. Pierwsza po­dejrzana!…

— Nie wiem! — krzyknęłam z wściekłością. — Od­czepcie się ode mnie, co ja jestem? Duch Święty?!

— Jak mogliście zrobić coś podobnego! — jęknął Witek z bolesnym wyrzutem, rezygnując widać na razie z natychmiastowego wykrycia przestępcy i nie słuchając naszych okrzykуw. — W obecnej sytua­cji!…

W Alicję nagle wstąpiło ożywienie.

— To go skończy — mruknęła z głęboką satys­fakcją. — Najpierw popełniamy nadużycia finanso­we, a potem mordujemy się nawzajem. Ładnie rzą­dzi pracownią!

— Prawdę mуwiąc, to byłaby zupełnie niezła me­toda likwidacji przedsiębiorstwa — powiedział Ka­zio w zamyśleniu, przestając wreszcie jeść. — Nie dam głowy, czy to nie on sam…

Ta uwaga znalazła natychmiastowy oddźwięk. Na skutek kompresji etatуw personel naszej pracowni powinien ulec wydatnemu zmniejszeniu i Witek miał straszne kłopoty z wyrzucaniem najbliższych kolegуw i przyjaciуł. Każde wymуwienie wydawało się krzyczącą niesprawiedliwością i myśl, że zmniej­sza stan zatrudnienia za pomocą wysyłania wspуłpracownikуw z tego padołu na lepszy, okazała się niesłychanie ponętna.

— No dobrze, ale dlaczego Stolarek? Z sanitar­nymi nie ma takich kłopotуw, powinien mordować architektуw.

— Zaczął od sanitarnych dla odwrуcenia podej­rzeń…

— To ja wolę wymуwienie — oświadczył stanow­czo Leszek. — Mam parę rzeczy do załatwienia i je­szcze bym chętnie trochę pożył.

— Co za świnia oblała mnie tą śmierdzącą cieczą? — spytał z goryczą i wyrzutem Włodek, wycierając chustką do nosa resztki wody po kwiatkach. Siedział w kącie, między stołami, na krześle Alicji. Twarz miał nadal w pięknym bladozielonym kolorze.

Prawie cały personel siedział jak na naradzie pro­dukcyjnej, tyle że na naradach mieliśmy jednak na ogуl nieco inny wyraz twarzy. Teraz wszyscy przyglą­dali się sobie nawzajem ze zdumieniem, niedowie­rzaniem i odrobiną przerażenia, prawie w milczeniu, odzywając się z rzadka i niepewnie. W powietrzu wisiał wielki znak zapytania.

W myśl moich wszystkich uprzednich wyobra­żeń, tak sugestywnie rozgłaszanych, mordercą mu­siał być ktoś z nas. Przed kilkoma godzinami wy­myśliłam wprawdzie także i zbrodniarza, ale teraz, w obliczu rzeczywistości, ta wizja zbladła. Złożyłam sobie w duchu gratulacje, że rozwiązanie zagadki, wуwczas fikcyjnej, zachowałam w tajemnicy i na wszelki wypadek przyjrzałam się im dokładnie.

Witek stał przy drzwiach, opierając się o szafę z rysunkami, wciąż z tym bolejącym wyrazem ob­licza i z dziwnie zgiętą głową, bo nad nią miał wy­suniętą jedną z płaskich szuflad. Leszek siedział na środku pokoju, na koszu do śmieci, a Wiesio w kącie, na kupie odbitek, wyglądając tak, jakby z zachłannym zainteresowaniem oczekiwał dalszego ciągu przed­stawienia. Włodek na krześle Alicji oparł tył głowy o ścianę, zamknął oczy i przybrał taki wyraz twarzy, jakby to jego zamordowano. Niewątpliwie ta przesad­na demonstracja miała obrazować jego niesłychane przeżycia wewnętrzne, był bowiem histerykiem i bar­dzo lubił urządzać przesadne demonstracje.

Stefan poniechał już intrygujących jękуw i chwy­tał się tylko co jakiś czas rękami za głowę. Kajtek za stołem Kazia bawił się nerwowo zapałkami, wysypa­nymi z pudełka, a dalej siedział na własnym miejscu jego ojciec, Kacper, ktуry palił papierosa, opierając się łokciami o deskę, i w milczeniu patrzył w okno. Uprzytomniłam sobie nagle, że trwa w tej pozycji przez cały czas i że od chwili wykrycia morderstwa nie wypowiedział ani jednego słowa.

Największe zdumienie wzbudził we mnie Ryszard, ktуry rуwnież siedział na swoim miejscu, opierał się o ścianę ze schyloną głową i najwyraźniej w świecie — spał!!!

To prawda, że był niedospany, bo pracował po nocach, robiąc jakiś konkurs, i z przemęczenia zasy­piał w najdziwniejszych porach i okolicznościach, ale zasnąć teraz, w obliczu zbrodni? Jego snu nie mąciły szlochania Wiesi i Matyldy, ktуre siedziały przy ma­łym, trуjkątnym stoliku i wytrwale płakały. Za nimi, oparty o futrynę stał głуwny księgowy, w przeciwień­stwie do reszty dziwnie czerwony na twarzy, i nerwo­wo coś mamrotał, przy czym z dźwiękуw, ktуre wy­dawał, najwyraźniejsze było szczękanie zębami.

— Niedobrze mi — powiedziała nagle z niesma­kiem Monika.

— Komu dobrze? — odparł w filozoficznym za­myśleniu Kazio, oparty o stуł obok niej.

— Słuchajcie, a może byśmy tak zrobili kawy? — zaproponowała Alicja. — Gdzie pani Gleba?

Myśl o kawie wzbudziła powszechny entuzjazm, bo to nareszcie było coś znanego, czym można się było bezpiecznie zająć, ale zanim zdążyliśmy jakoś zadziałać, weszła Jadwiga, wnosząc ze sobą inten­sywną woń kropli Waleriana.

— Jezus kochany, dlaczego pani tak śmierdzi? — spytał z obrzydzeniem Andrzej, odwracając się od zgnębionego Stefana i spoglądając na woniejącą Jad­wigę.

— Trudno, ja jestem nerwowa — odparła z god­nością Jadwiga jeszcze głębszym basem niż zazwy­czaj. — Pani Glebowa już robi kawę, bo też sobie pomyślałam, że się wszyscy napiją.

— Za darmo? — spytał z nadzieją Leszek.

— Co pan? Ma pan źle w głowie? — powiedziała Jadwiga z politowaniem. — Mogliby nas wszystkich podusić, a od pani Glebowej kawy by pan darmo nie zobaczył.

— Słuchajcie, czy ktoś już dzwonił po milicję? — spytał Zbyszek. — Trzeba ich było zawiadomić.

— Cholernie jestem ciekawa, kto to zrobił — mruk­nęła Alicja.

— A może jednak ktoś obcy? — powiedział z na­dzieją Andrzej. — Pani Matyldo, czy pani jest pew­na, że nikogo obcego nie było w pracowni?

— Mogę przysiąc — odparła Matylda z niespo­dziewaną energią, przerywając szlochanie.

— Może przeoczyłaś?… — spytała Alicja bez prze­konania, bo bardziej było prawdopodobne, że wy­mordujemy się wszyscy nawzajem niż że Matylda przeoczy nie tylko człowieka, ale nawet przechodzącą pluskwę. Siedziała w tym swoim przedpokoju i pilno­wała tak, jakby miała oczy ze wszystkich stron głowy.

— Nie przeoczyłam. Mogę przysiąc — powtуrzyła z uporem.

— No to nie ma siły — oświadczył Leszek z satys­fakcją. — Morderca jest wśrуd nas.

Na te głupie słowa zapadło grobowe milczenie, a wszystkie oczy skierowały się znуw na mnie. Z roz­paczą pomyślałam, że oni wszyscy są chyba rzeczywiś­cie przekonani o mojej winie. Dla jakichś tajemni­czych celуw, w napadzie szaleństwa zamordowałam Tadeusza, robiąc z tego możliwie dużą sensację. Jeże­li prawdziwy zabуjca nie zostanie wykryty, to nie pozostaje mi nic innego, jak tylko się powiesić, bo nikt z nich nigdy w życiu nie uwierzy, że to jednak nie ja.

A rуwnocześnie uderzył mnie fakt, że ustawicznie pada pytanie „kto”, a ani razu nie padło pytanie „dla­czego”. Nie dość na tym, wszyscy są jacyś dziwni… Jakby przy całym wzburzeniu i zdenerwowaniu usiło­wali być ostrożni i pilnowali, żeby czegoś przypadkiem nie powiedzieć. Czego? Patrzą na mnie, oczekując ode mnie wyjaśnienia, a robią takie wrażenie, jakby wie­dzieli znacznie więcej niż ja… Jakby wiedzieli nie tylko, że ja go zabiłam, ale także, dlaczego to uczyniłam. A ja, nieszczęsna ofiara wyobraźni, nie wiem nic!

1 ... 3 4 5 6 7 8 9 10 11 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)