Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 58
Перейти на страницу:

— A figę z makiem — powiedziałam. — Domyślaj­cie się sami. Pan najlepiej wie, kto panu tak źle życzy.

Za Tadeuszem wszedł Zbyszek, kierownik zespo­łu instalacji sanitarnych, a rуwnocześnie nasz na­czelny inżynier.

— Niech pan popatrzy — powiedział Tadeusz z goryczą. — Co oni ze mnie robią. Nieboszczyka.

— Niech pan nic nie mуwi, panie Zbyszku, pan jest też podejrzany!

— Gdyby to o panią chodziło, byłbym pierwszym podejrzanym — oświadczył Zbyszek, patrząc na mnie z odrazą. — Z przyjemnością udusiłbym panią czymkolwiek.

—    To następnym razem, teraz ofiarą jest Tadeusz!

Pełni obrzydzenia i przekonani o naszym fiole, opuścili pokуj. Wrуcił z miasta Leszek i też zabrał się do pracy. Wyobraźnia, zaspokojona znalezie­niem mordercy, dała mi na chwilę spokуj. Nie zwra­całam uwagi na otoczenie, zajęta skomplikowanymi skarpami.

— Nie macie czasem Dziennika Ustaw z ochroną przeciwpożarową? — spytał nagle Janusz

— Zdaje się, że Kazio miał — odparłam. — Brał wszystkie Dzienniki. Jeżeli ich nie ma w sali kon­ferencyjnej, to znaczy, że je zabrał do domu…

Janusz z westchnieniem wstał i wyszedł. Przez chwilę była cisza i nagle drzwi za mną gwałtownie trzasnęły. Odwrуciłam się.

Janusz stał, śmiertelnie blady, oparty o futrynę i patrzył na mnie bez słowa. Wyglądał tak, jakby go ktoś przed chwilą zaprawił czymś ciężkim w ciemię. Poczułam, jak mi się robi zimno w środku, i też patrzyłam na niego w milczeniu. Tamci dwaj, zanie­pokojeni dziwną sceną, poszli za moim przykładem.

— Co ci jest? — spytał Wiesio. — Słabo ci?

— Słuchajcie — powiedział Janusz nieswoim gło­sem. — Słuchajcie…

— No słuchamy! Co się stało?

—    W sali konferencyjnej leży Tadeusz…

Zamurowało nas. Czyżby Janusz zwariował? Te­raz on zaczyna miewać natrętne halucynacje? Czy się może wygłupia?…

— Wygłupiasz się? — spytał Wiesio z nadzieją w głosie.

Janusz stał nieporuszony, ciągle przyglądając mi się dziwnym wzrokiem.

—    Idźcie — powiedział powoli. — Zobaczcie…

Oderwał się od futryny, podszedł do stołu, usiadł i oparł głowę na rękach. Spojrzeliśmy na siebie, a potem zerwaliśmy się z miejsc i runęliśmy wszyscy troje rуwnocześnie do sali konferencyjnej.

Na podłodze, pomiędzy stołem a oknem, leżał Tadeusz Stolarek z zaciśniętym na szyi niebieskim paskiem od damskiego fartucha. Leżał twarzą do gуry i szklistym, nieruchomym wzrokiem patrzył w sufit…

***

Jak długo trwaliśmy tak we troje, upchnięci w cias­nym wejściu do sali konferencyjnej, osłupiałym wzrokiem wpatrzeni w autentyczne zwłoki Tadeusza — nie wiem. Tamci dwaj też nie wiedzieli. Po jakimś czasie ten zbiorowy słup soli zwrуcił wreszcie na siebie uwagę Wiesi i Jadwigi, ktуre siedziały przy swoich stołach w korytarzyku, służącym jako pokуj administracji, i przyglądały się nam z zainteresowa­niem. Wiesia pierwsza nie wytrzymała.

— Co oni tam zobaczyli? — spytała z odcieniem pretensji w głosie. Podniosła się, rozsunęła nas i zaj­rzała do sali. Przez krуtką chwilę rуwnież stała nieru­chomo, a potem nagle zareagowała.

Głos, ktуry wydała z siebie, wahałabym się naz­wać ludzkim. Ze straszliwym rykiem, od ktуrego budynek zatrząsł się w posadach, zawrуciła i runęła w kierunku drzwi wejściowych, do pokoju Matyldy. Kilka następnych chwil dało nam jasny obraz tego, co się będzie działo, gdy rozlegną się trąby na Sąd Ostateczny.

Najbliżej ze wszystkich miała Jadwiga i ona też pierwsza wpadła do sali konferencyjnej. Pomiędzy nią a resztą pracownikуw zaistniała krуtka przerwa w czasie, wynikła z tego, że wszyscy najpierw podąży­li w kierunku źrуdła hałasu, to znaczy Wiesi. Tę przerwę Jadwiga wykorzystała na wykonanie kilku nieco dziwnych czynności. Krzyknąć, owszem, krzyk­nęła, acz mniej przeraźliwie niż Wiesia, następnie uczyniła kilka wahnięć do przodu i do tyłu, przytupu­jąc przy tym w miejscu, co sprawiło wrażenie orygi­nalnego tańca, zupełnie w tych okolicznościach nie­stosownego. Wreszcie zdecydowała się na większe wahnięcie ku przodowi i padła na kolana przy zwło­kach Tadeusza. To z kolei wyglądało na wybuch nie­opanowanej rozpaczy, ktуrej logicznym następstwem powinno być pokrycie nieboszczyka szaleńczymi po­całunkami. Jadwiga jednak nie miała w planie poca­łunkуw, natomiast okazało się, że chciała mu zbadać puls. U Tadeusza nie było już co badać, więc wstała i spojrzała na nas błędnym wzrokiem…

— Pogotowie!… — krzyknęła rozdzierająco.

— Milicja… — odezwał się Wiesio koło mnie zdła­wionym głosem.

W tym momencie skończyła się ta krуtka chwila przerwy. Dostaliśmy dubla z tyłu i rozpoczął się sąd­ny dzień. Personel runął do szturmu na nieszczęsną salę konferencyjną, bo nikt oczywiście nie wierzył krzykom Wiesi i każdy chciał zobaczyć zwłoki na własne oczy. W chwilę potem przestawali wierzyć także własnym oczom.

Wepchnięty przemocą do środka Leszek wyrwał Jadwidze z ręki słuchawkę telefonu z okrzykiem:

— Milicja! Jaki jest numer milicji?!

— Pogotowie! — krzyknęła Jadwiga i na powrуt wyrwała mu słuchawkę. — Człowieka ratować!

— Co pani chce ratować? Nie widzi pani, że sztyw­ny?!

— Sam pan jest sztywny! Lekarza!…

— Głupia pani jest! Milicję!…

Ten ożywiony dialog toczył się przy akompania­mencie przeraźliwego hałasu. Matylda dostała spaz­mуw pod damskim WC, a Wiesia konsekwentnie przy drzwiach wejściowych. Leszek z Jadwigą z krzykiem wydzierali sobie z rąk słuchawkę, tak jakby w całym biurze był tylko ten jeden telefon. Stefan, kolega po fachu Tadeusza, zgięty wpуł opierał się tyłem o szafkę biblioteczną i bardzo głośno jęczał coś niewyraźnego. Rуwnie niewyraźnie wypowiadał się głуwny księgo­wy, ktуry ze zdenerwowania zaczął się nagle strasznie jąkać i stojąc nad głową nieboszczyka, wyrzucał ręce do gуry, jakby się gimnastykował. Z tyłu za nami rozległ się brzęk tłuczonych szklanek, co oznaczało, że wiadomość o nieszczęściu dotarła do naszej herbaciarki. Przez kłębiącą się gromadę przepchnęli się Witek i Zbyszek, obaj na chwilę zaniemуwili, a potem Zbyszek gwałtownie zwrуcił się do mnie.

— To pani?… — krzyknął rуwnocześnie z gnie­wem i z rozpaczą. — To pani pomysł?!..

Nic nie mуwiąc, nerwowo postukałam się palcem w czoło. Chwiejący się obok mnie Włodek zemdlał nagle, zwiększając zamieszanie. Zamiast go ratować wszyscy zgłupieli ostatecznie i miotali się bezmyślnie po pokoju albo zastygali w miejscu, przyglądając się na zmianę sobie i nieboszczykowi otępiałym wzrokiem.

Jedna tylko Alicja była na razie nieobecna. Przeby­wała w damskiej umywalni, skąd wyszła, słysząc wzmagające się krzyki, i zaraz pod drzwiami natknęła się na spazmującą Matyldę. Niepomiernie zdumiona usiłowała czegoś się od niej dowiedzieć, ale Matylda wykrzykiwała tylko histerycznie: „Tam! Tam!…" i pokazywała palcem komуrkę z kuchenką. Alicja, przytomnie uznawszy, że z Matyldą sprawa jest bez­nadziejna, na wszelki wypadek zajrzała do komуrki, w ktуrej jako żywo nic szczegуlnego się nie działo, i dopiero potem dotarła do sali konferencyjnej. Przep­chnęła się do środka i rуwnież osłupiała.

— Co to? — spytała z najwyższym zdumieniem, przenosząc wzrok z Tadeusza na Włodka.

— Zwłoki, jak pani widzi — odparł nieżyczliwie Andrzej, ktуry zaczynał już powoli przytomnieć.

— Jak to?! Obydwaj?!

— Nie, jeden. Drugi mu leży do towarzystwa.

— Dajcie trochę wody, jednego może da się ocucić — powiedział niepewnie Kazio, stojący na środku z założonymi na brzuchu rękami i wyrazem nieboty­cznego zdumienia na twarzy. Wciśnięty dotąd nie­ruchomo w kąt, Wiesio nagle jakby się ocknął, z de­terminacją odsunął stojących mu na drodze i wylał zemdlonemu Włodkowi na głowę wodę z wazonika do kwiatkуw. Woda stała już długo i nieco się zaśmierdła, toteż skutek był piorunujący. Alicja przyj­rzała się jeszcze uważnie Tadeuszowi i zaczęła się wydostawać z sali konferencyjnej. Z trudem wypch­nęłam się za nią.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)