Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 ... 6 7 8 9 10 11 12 13 14 ... 58
Перейти на страницу:

— Chwileczkę — powiedział kapitan bezradnie. — Co przyszło?…

— Dwуch z gumy — powtуrzył Jarek.

— Diabli ich nadali!… — jęczał Janusz.

— Co to znaczy? Z jakiej gumy?!…

— Wszystko jedno! — krzyknął Janusz w rozpa­czy. — Rany boskie! Witek ich widział?

— Kto ich wpuścił?! — krzyknął kapitan, rezyg­nując widać na razie ze sprecyzowania rodzaju gu­my.

— Nikt, czekają w holu i cholernie się awanturu­ją…

— A jeszcze przyjdzie piwo — powiedział Leszek proroczo i z ponurą satysfakcją. Janusz wpadł w ostateczną panikę.

— O rany, to koniec!!! Panie władzo, ja z nimi muszę!… Jarek, idź do nich, powiedz, że zabili Ta­deusza, nie, powiedz, że to mnie zabili, Witka za­bili, wszystkich zabili! Niech idą do diabła, jutro wszystko dostaną, tylko niech zamkną gębę i niech mu się nie pokazują na oczy!

— O co tu chodzi?! — krzyknął kapitan, wyraźnie tracąc zimną krew. — Nigdzie pan teraz nie pуjdzie, z nikim pan nie będzie rozmawiał! Tu jest śledztwo, nie rozumie pan tego?!…

— Sodoma i gomora — powiedział Wiesio uszczęś­liwiony.

Wszystko razem, rzeczy, ludzie i zbiegi okolicz­ności, sprzysięgło się, żeby zrobić jak największe zamieszanie. Dziwaczna zbrodnia na terenie miejs­ca pracy oszołomiła nas i nikt jeszcze na razie nie zdawał sobie sprawy ze skutkуw, jakie mogła mieć w dalszej przyszłości. Jeden skutek się właśnie ob­jawił.

Z rуżnych przyczyn pracownia nie była w kwit­nącym stanie. Projekty dla Zjednoczenia Przemysłu Gumowego i Przemysłu Piwowarskiego były opуź­nione, co pociągało za sobą liczne wizyty rozwście­czonych przedstawicieli inwestora. Zarуwno owe wizyty, jak i opуźnienia Janusz i Leszek starannie ukrywali przed Witkiem, usiłując załatwić rzecz drogą nieoficjalną, znacznie bezpieczniejszą od ofic­jalnej. Opуźnioną dokumentację dostarczali kawał­kami i właśnie teraz mieli na ukończeniu od dawna obiecywane resztki, po ktуre przedstawiciele owej gumy i piwa chcieli się zgłosić poprzedniego dnia. Wśrуd tysiącznych umizgуw zostali przestawieni na dziś, a dziś właśnie ktoś udusił Stolarka!

Zrozpaczony Janusz zgłupiał z tego do reszty, Ja­rek na środku pokoju patrzył na nas w bezmyślnym otępieniu, kapitan był bliski apopleksji, a w holu czekali faceci z gumy. Nie pozostało nam nic inne­go, jak tylko wyjaśnić władzy dramatyczną sytuację.

— Mуw, Januszek — powiedziałam zachęcająco, bo zgnębiony Janusz wyraźnie się wahał. — Lepiej przyznać się do wszystkiego całemu regimentowi milicji niż Witkowi. Zatruje ci życie…

— Może masz rację — westchnął Janusz i zaczął relację, w ktуrej z zapałem wzięliśmy udział wszys­cy, usiłując opowiadać możliwie przystępnie i zro­zumiale. Po długich i obrazowych wyjaśnieniach ka­pitan wreszcie przejął się tematem.

— Dobrze, rozumiem — powiedział. — Niech pan sobie z nimi porozmawia, ale w mojej obecności. Jak pan się z nimi dogada, to już nie moja rzecz, chodź­my, załatwimy to od razu.

Janusz uczynił nagle ruch, jakby chciał mu się rzucić na szyję, ale zamiast tego zerwał się z miejsca i wypadł z pokoju. Kapitan pośpiesznie wypadł za nim.

Następnych kilka chwil ujawniło nową komplika­cję. Ciągle jakby nieco oszołomiony Jarek usiadł i wytrzeszczył na nas oczy z wyrazem osłupienia.

— Słuchajcie, co się tu dzieje? Na cyku trochę jestem, przed chwilą przyszedłem i już sam nie wiem, czy to ja jestem taki pijany, czy wszyscy powariowali. Rzeczywiście Stolarek coś tego?…

— Nie tylko coś, ale nawet zupełnie. Załatwiony odmownie.

— Niech ja skonam — powiedział Jarek, baranie­jąc jeszcze bardziej. — A kto go wykończył?

—    Prawda! — przypomniałam sobie. — Panie Jar­ku, to pana nie było?

Jarek się wyraźnie stropił.

— Kiedy właśnie o to chodzi, że byłem…

— Jak to?…

— No, urzędowo byłem, a nieurzędowo wręcz przeciwnie. Po cichu sobie wyszedłem, jak Matylda była u Witka w gabinecie, i teraz nie wiem, co zro­bić. Przyznać się czy nie…

— Nie wpisałeś się do książki wychodkуw?

— No pewnie, że nie! Za cholerę nie wiem, co zrobić…

— Lepiej mуw prawdę — poradził mu Wiesio. — Jeżeli w tym czasie nic nie ukradłeś na mieście, to możesz się przyznać, że cię nie było.

— Ukraść nie ukradłem, ale ubijałem jeden inte­res taki trochę nie tego…

— Ale jak cię nie było, to nie mogłeś załatwić Ta­deusza. Masz alibi.

— Ale jak powiem, że mnie nie było, to muszę to udowodnić. Jak?

— Nie masz świadkуw?

— Mam, tego jednego, z ktуrym ubijałem interes. On się za nic w świecie do mnie nie przyzna.

— No to rzeczywiście leżysz martwym bykiem. Ubiłeś go chociaż?

— Ubiłem, cholera, i nawet wziąłem pieniądze…

— Nie?! — krzyknął Leszek i zerwał się z miejsca. — I dopiero teraz to mуwisz? Pięć stуw do pierwszego!

— Z byka spadłeś? Co ty myślisz, że ja bank ogra­biłem czy co? Dwie maksymalnie.

Krakowskim targiem stanęli na dwуch i pуł. Le­szek schował pieniądze i pokręcił głową.

— Może i rzeczywiście lepiej, żebyś się nie przyzna­wał. Ostatecznie kiedyś to się przecież wyjaśni.

— A kto to mуgł zrobić? Jak myślicie?

— No proszę — powiedział Wiesio z głębokim zadowoleniem. — Nareszcie mamy powуd, żeby się nad tym rzeczywiście zastanowić.

Zaczęliśmy się zastanawiać, rzucając rуżne przy­puszczenia rуwnie chaotyczne, jak głupie, streszcza­jąc jednocześnie Jarkowi przebieg wydarzeń. Wraca­jący z Januszem kapitan przerwał nam te rozważania i wypłoszył Jarka z pokoju. Na twarzy Janusza malo­wała się głęboka ulga i był już z kapitanem wyraźnie zaprzyjaźniony.

— No to może teraz zaczniemy wszystko od po­czątku — powiedział przedstawiciel władzy, siada­jąc znуw na miejscu Witolda. — Kto w rezultacie odkrył zbrodnię, pan czy pani?

— Janusz oczywiście, już pan słyszał. Poszedł do sali konferencyjnej i znalazł zwłoki. Rzecz w tym, że to wszystko było wcześniej omawiane z licznymi szczegуłami.

— Co było omawiane?

— No zbrodnia. Jeszcze za życia Tadeusza i nie­boszczyk sam brał w tym udział.

— Nic nie rozumiem — powiedział kapitan nie­cierpliwie. — Obawiam się, że będziemy musieli przystąpić do przesłuchania. Jak się pani odpowie­dzi zacznie protokуłować, to będzie pani mуwić z większym sensem.

— Nawet gdyby pan je rył w kamieniu, sensu pan w nich nie znajdzie, bo to jest za głupie, żeby w to można uwierzyć. Myślę, że trzeba panu jakoś wytłu­maczyć od początku…

W trakcie opisywania kapitanowi poczynań mojej rozszalałej wyobraźni dokonaliśmy licznych cen­nych odkryć. Najpierw ustaliliśmy godzinę znalezie­nia zwłok.

Jak się okazało, tuż przed wyjściem Janusza z poko­ju Wiesio nastawił radio, przy czym spojrzał na zega­rek i stwierdził, że było dziesięć po pierwszej. Mу­wiąc o tym, wstał i urządził przedstawienie, odtwa­rzając swoje dalsze czynności, w ktуrych skład wcho­dziło narysowanie dwunastu kуłek rуżnej wielkości. Narysował te kуłka w skupieniu i z szalonym zainte­resowaniem. Chyba jeszcze nigdy kreślenie drzew na planie zagospodarowania terenu nie było dla nikogo taką atrakcją!

Za pomocą dwunastu kуłek stwierdziliśmy, że Janusz wyszedł z pokoju o trzynastej trzynaście, po czym na­tychmiast dokonał swojego makabrycznego odkrycia.

Ustawienie w czasie żywego Tadeusza było nieco trudniejsze. Leszek wrуcił z miasta dokładnie w chwi­li, kiedy grali hejnał. O wpуł do dwunastej Jadwiga pytała mnie o godzinę. Nieboszczyk Stolarek był w naszym pokoju i sprzeczał się o swoją śmierć po­między pytaniem Jadwigi a powrotem Leszka.

1 ... 6 7 8 9 10 11 12 13 14 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)