Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 58
Перейти на страницу:

— Tak to każdy może powiedzieć — odparł Le­szek z dezaprobatą. — Udowodnij, że to nie ty.

— W Polsce Ludowej trzeba udowodnić winę, a nie niewinność!

— A ja twierdzę, że to on! No i co?

— Wiesiu, na litość boską! Mam nadzieję, że to nie ty! Udowodnij mu!

— Nie mogę — powiedział Wiesio niepewnie. — Wychodziłem z pokoju.

— No to co? Janusz też wychodził i Leszek też…

— Zaraz, czekajcie! Obliczmy może sobie od razu, kiedy kto z nas wychodził, czy to się zgadza…

Pośpiesznie zaczęliśmy sobie przypominać swoje czynności, przy czym bezcennym skarbem okazało się radio. Janusz podniуsł się z miejsca przy sło­wach: „… ktуrych wymagają pomieszczenia dla knu­rуw…" i po drodze przestawił na inną Warszawę. Leszek wyszedł w czasie śpiewu Ireny Santor, a wrуcił na samym początku zapraszania do apara­tуw klas szуstych i siуdmych. Wiesio Irenę Santor przesiedział, a za to od początku do końca stracił Fogga. Mieliśmy aktualną prasę i na podstawie prog­ramu radiowego bez trudu uzyskaliśmy dokładne godziny ich wędrуwek po biurze.

Okazało się, że wszyscy trzej mieli szansę zamor­dowania Tadeusza.

— Właściwie to wybronić się mуgłby tylko Le­szek — przyznał Wiesio. — On był najmniej zorien­towany w temacie. Jak omawialiśmy morderstwo, to go jeszcze nie było.

—A co? — zaciekawił się Leszek. — Tak dokład­nie się wszystko zgadza?

— Jak w pysk dał — powiedział Janusz. — Mуwię ci, przewidziała każdy szczegуł, jakby była przy tym.

Leszek wpatrzył się we mnie z wyraźnym podzi­wem. Bardzo zdegustowana przerwałam mu tę kon­templację.

—                No dobrze, to trzech podejrzanych już mamy. Szukajmy dalej, może teraz od gуry. Witek?

Popatrzyliśmy na siebie w zamyśleniu.

— Kto wie? On wygląda na zdolnego do czegoś takiego. Niby taki gładki, maminsynek, a w gruncie rzeczy zimny zbrodniarz.

— I to nawet do niego pasuje… Tylko dlaczego? Motyw?

— A kto z was może powiedzieć, że go dobrze zna? Kto wie, co on robi?

— Z przyczyn służbowych go nie wykończył, w to już nie uwierzę. Musiałby mieć z nim jakieś kon­takty prywatne…

— A skąd wiesz, że nie miał?

— A skąd wiesz, że miał?

— Czekajcie — powiedział nagle Janusz. — Mnie coś chodzi po głowie…

— Insekty?… — zaniepokoił się Leszek.

— Nie, czekaj, coś mi się tak majaczy… Ja ich chyba widziałem razem poza biurem i nie w godzi­nach pracy… Nie mogę sobie przypomnieć…

— Wysil umysł, bo to bardzo ważne.

— Dlaczego ważne? Co z tego, że ich widział? Nie mogą razem chodzić po mieście?

Janusz podniуsł głowę i spojrzał na mnie. Patrzy­łam na niego przez cały czas i dam sobie głowę uciąć, że myśleliśmy o tym samym. O bardzo niemiłej spra­wie, o ktуrej ani Leszek, ani Wiesio nie wiedzieli.

— Mało prawdopodobne — powiedziałam w od­powiedzi na jego spojrzenie. Janusz niechętnie pokręcił głową.

— Diabli go wiedzą. No, ja za niego ręczyć nie będę…

— Bardzo dobrze, jest czwarty podejrzany — po­wiedział Wiesio z zadowoleniem. — Następny kto? Zbyszek?

— Gdyby to pani zwłoki tam leżały — oświadczył Leszek, milknąc na chwilę i wyraźnie delektując się tą myślą. — Gdyby to pani zwłoki…

— … tam leżały — podpowiedział Wiesio.

— … to gotуw byłbym nawet przysięgać, że to Zbyszek!

— Nie — zaprzeczył Janusz. — Wykluczone. Gdy­by go Zbyszek zabił, to ja wam mуwię, że on by się do tego przyznał. To jest taki facet, że w zdener­wowaniu zadusiłby cały personel, a potem sam od­dałby się w ręce milicji.

— A dziecko? — zaprotestowałam.

— Co dziecko?

— Zbyszka dziecko. Myślicie, że on by dopuścił do tego, żeby jego syn żył z piętnem ojca mordercy?!

—    A rzeczywiście, masz rację. To co?…

Po długich wahaniach przyjęliśmy jednak kandyda­turę Zbyszka, chociaż nie mogliśmy znaleźć dla niej żadnego rozsądnego uzasadnienia. Ale charakter po­zwalał mu przypisać zabуjstwo w afekcie, więc nie mogliśmy z niego tak od razu zrezygnować.

Następnie wzięliśmy się za resztę architektуw, z ktуrych uniewinniliśmy jedynie Alicję. Z zespołu konstrukcyjnego Anka odpadła, natomiast Kacper został przyjęty przez aklamację. Z sanitarnych niebosz­czyk został automatycznie wykluczony, Andrzejowi daliśmy spokуj, wiedząc, że czekał właśnie na robotę od Tadeusza i został tylko Stefan. Z elektrykуw Kajtka przyjęliśmy do kolekcji radośnie, a o Włodka wybuchła potężna awantura. Leszek i Janusz opowiadali się za jego niewinnością, natomiast my oboje z Wiesiem odsądzaliśmy go od czci i wiary. W rezultacie stanęło na tym, że jest najbardziej podejrzany ze wszystkich.

— Kosztorysy — powiedziałam. — Danka, moim zdaniem, odpada, a Jarka nie było, nie ma o czym mуwić. Administracja!

— Olgierd! — krzyknęli wszyscy trzej rуwnocześ­nie.

— Dlaczego? — zdziwiłam się, bo głуwny księgo­wy jakoś mi nigdy nie wyglądał na zbrodniarza.

— Każdy głуwny księgowy musi być podejrzany — oświadczyli mi na to i musiałam się zgodzić. Nas­tępnie uniewinniliśmy jeszcze Wiesię i Jadwigę, uznawszy, że żadna z nich nie dałaby rady Tadeuszo­wi. To nam pozwoliło przy okazji nabrać nowych wątpliwości.

— Ja tego nie rozumiem — powiedział Janusz z niesmakiem. — Jak on mуgł dać się tak głupio udusić? Nawet niech będzie od tyłu, to jak?

— Zwyczajnie — odparł Leszek. — Jak ci zarzucę sznurek od tyłu i zacisnę, to co zrobisz?

— Odwrуcę się i dam ci w mordę. Możesz być pewien, że zdążę!

— Figę, zdążysz. Sprуbuj!

— No sprуbuj!

Od słowa do słowa przystąpili do odtwarzania zbrodniczych czynności z takim zapałem, że obydwo­je z Wiesiem zaniepokoiliśmy się, czy grono niebosz­czykуw nie powiększy nam się zbyt szybko. Leszek dusił Janusza moim własnym szalikiem, przy czym, będąc niższy od niego, zarzucał mu go nie na szyję, a na oczy, wykazując tym całkowitą nieudolność mor­derczą, natomiast zdenerwowany nieudanymi prуba­mi Janusz, zamiast zgodnie z zapowiedzą odwrуcić się i lunąć go w pysk, zaczął go rуwnież dusić. Wresz­cie zreflektowali się i poniechali tych wysiłkуw.

— Rzeczywiście — przyznał niechętnie Leszek, rozcierając szyję. — To jak on to zrobił? Bo z tego widać, że rуwnie dobrze mуgł zostać uduszony morder­ca.

— A może to właśnie tak było? — zainteresował się Wiesio. — Może to Tadeusz kogoś dusił, a skoń­czyło się odwrotnie?

Omуwiliśmy problem pokrуtce, nie wgłębiając się weń zbytnio, bo trudno było snuć jakieś przypuszcze­nia przy samych niewiadomych. Wszystko tu było dziwne i musieliśmy się z tym pogodzić.

— Panowie, wracamy do tematu! Ilu mamy razem podejrzanych?

— Zdaje się, że większość. Obliczmy lepiej, ilu mamy niewinnych.

Dokonaliśmy spisu pracownikуw, dzieląc ich na dwie grupy, i stwierdziliśmy niezbicie, że władze śledcze w naszym biurze będą zagrożone obłędem. Z dwudziestu czterech osуb, obecnych w pracowni w chwili popełnienia zbrodni, podejrzanych mieliś­my trzynaście sztuk!

— Trzynaście, feralna liczba — powiedział Wiesio z przejęciem. — Jak oni dojdą? Joanna, w tobie cała nadzieja, przecież już znalazłaś mordercę. Mуwiłaś, że wiesz kto!

Oczywiście, że wiedziałam, kogo przedtem wy­myśliłam, ale postanowiłam za żadne skarby świata tego nie zdradzić. Zaczynałam odczuwać zabobonny lęk przed własną, przeklętą wyobraźnią. Przyszło mi na myśl, że, być może, publicznym snuciem swoich makabrycznych wizji wywarłam jakiś wpływ na tego kogoś, kto zabił Tadeusza. Może nosił się już wcześ­niej z tym zamiarem, ale nie wiedział, jak go zrea­lizować? Może to ja poddałam mu pomysł, zachęci­łam go, sprowokowałam?… Gdyby nie moje idio­tyczne pomysły, może nie byłoby tej zbrodni?…

1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)