Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 ... 4 5 6 7 8 9 10 11 12 ... 58
Перейти на страницу:

Wymyślone przeze mnie morderstwo stało się nagłe faktem. Popełnił je ktoś, przez cały czas obec­ny w pracowni. A ci tutaj, zdawałoby się, inteligent­ni, przedsiębiorczy ludzie, siedzą jak stado owiec i zamiast prуbować coś wykryć, przeprowadzić ja­kieś badania, na gorąco szukać zbrodniarza, patrzą na mnie!…

Nie wiem, jak długo wytrzeszczaliby na mnie oczy, gdyby nie to, że nagle trzasnęły drzwi wejściowe i usłyszeliśmy kroki. W trwającej nadal okropnej ciszy wszystkie oczy zwrуciły się teraz na drzwi, w ktуrych po chwili stanął Marek, najprzystojniejszy facet w na­szej pracowni. Niegdyś pracował na pełnym etacie, wobec czego niejako należał do rodziny, ale ostatnio przeniуsł się na pуł i jego udział w naszym służbowym życiu uległ pewnemu ograniczeniu.

— Co to, zebranie robocze? — spytał, zatrzymu­jąc się w progu. — Przepraszam, że pozwoliłem so­bie przeszkodzić…

— Mamy zwłoki — powiedział Leszek, patrząc na niego bezmyślnie z kosza na śmieci.

— Co macie?

— Zwłoki…

— Zwłoki w czasie? W sensie przestojуw robo­czych?

— Nie, w sensie nieboszczyka.

— Doprawdy? — powiedział Marek z życzliwym zainteresowaniem. — A kto umarł?

— Stolarek. Nie tyle umarł, co został zamordo­wany.

— Nie rozumiem — powiedział Marek po chwili zastanowienia, podczas gdy wszyscy nie wiadomo czemu patrzyli w niego jak w tęczę. — Czy nie mog­libyście tego jakoś przystępniej sprecyzować?

— Moglibyśmy — odparła z przekonaniem Alicja. — Stolarek został uduszony na śmierć przez niezna­nego sprawcę paskiem od fartucha.

— Damskiego — podkreślił Wiesio z satysfakcją.

— I nikogo obcego nie było w pracowni — uzu­pełnił uprzejmie Andrzej.

— Nie! Poważnie mуwicie?

— Skąd, żartujemy! Mamy taki nowy rodzaj dow­cipуw…

Marek patrzył na nas przez chwilę w zamyśleniu, a następnie bystro rzucił okiem na Witka, ktуrego twarz dobitnie świadczyła o prawdziwości informa­cji. Potem znуw popatrzył na nas.

— Tego jeszcze nie było — powiedział z uzna­niem. I dodał z głębokim zdziwieniem: — Dlaczego akurat Stolarek?

— A, tego to już nie wiemy…

— Świeć, Panie, nad jego duszą… Czy jesteście zupełnie pewni, że nie zaszła jakaś pomyłka co do osoby ofiary?

— Niczego nie jesteśmy pewni poza tym, że w sali konferencyjnej leżą zwłoki Tadeusza.

— Jak to leżą? — zaniepokoił się Marek. — To kiedy ten smutny fakt nastąpił?

— Przed chwilą. To znaczy pewnie z pуł godziny temu. Zaraz powinna przyjechać milicja.

— A nie, to ja wychodzę. Państwo wybaczą… Mor­dujcie się sami, ja opuszczam ten lokal.

— Zostań, napijesz się kawy. Fakt jest wstrząsa­jący i trzeba się pokrzepić przed śledztwem. Pani Glebowa już robi.

— Bardzo wam dziękuję za zaproszenie, ale nie przepadam za piciem kawy w towarzystwie niebosz­czykуw. Pozwуlcie, że jednak wyjdę, zanim nasze drogie władze tu przybędą i zaczną mnie podejrze­wać. Wolałbym nie być wmieszany w duszenie insta­latorуw sanitarnych…

Skłonił się nam wytwornie i bez przesadnego poś­piechu, ale stanowczo zawrуcił do drzwi wejściowych. Rуwnocześnie weszła pani Glebowa z tacą zastawioną szklankami z kawą i zrobiło się lekkie zamieszanie, bo Leszek, siedzący na środku pokoju jak niewzruszona skała, zdecydowanie utrudniał komunikację. Obie z Alicją wyjrzałyśmy za Markiem. Był już przy stole Matyldy, kiedy drzwi otworzyły się przed nim i weszła władza ludowa w ilości trzech osуb, w tym dwуch w mundurach i jednego w cywilnym ubraniu…

Marek zatrzymał się gwałtownie, a potem z cięż­kim westchnieniem zawrуcił. Na twarzy miał wyraz łagodnej rezygnacji.

— Przepadło — powiedział spokojnie. — Fatum. Nie będziemy walczyć z przeznaczeniem…

***

Sympatycznie wyglądający pan w cywilnym ubra­niu stał na środku pokoju i przyglądał się nam w za­myśleniu. Od chwili swego przybycia bez żadnego trudu zdołał ustalić kilka faktуw. Dowiedział się, że kierownikiem pracowni jest Witek, Zbyszek jest na­czelnym inżynierem, a Matylda sekretarką i personal­ną w jednej osobie. Pojął też, że nie wszyscy jesteśmy zatrudnieni w tym jednym pokoju, że nieboszczyk Tadeusz pracował w sąsiednim, a w sali konferencyj­nej nie pracował nikt. Wykrył osobę, ktуra zawiado­miła milicję, bo Alicja przyznała się do tego bez oporуw. Odebrał od Matyldy przysięgę, że nikt obcy nie wchodził ani nie wychodził z pracowni, po czym zażądał opisania przebiegu wypadkуw i tu go zasto­powało.

Zadziwiającym sposobem wszystkim nagle odjęło mowę. Kilka osуb prуbowało coś powiedzieć, ale po pierwszych słowach zaczynali się plątać, milkli i spog­lądali na mnie. Wreszcie zapadła martwa cisza.

Bardzo dobrze wiedziałam, o co im chodzi. Moje idiotyczne wizje pomieszały im w głowach doszczętnie i nikt już nie był pewien, co było naprawdę, a co ja przedtem wymyśliłam. A przy tym wahali się, czy należy mnie wkopać opowiadając wszystko od po­czątku, czy też raczej trzeba się ograniczyć do rze­czywistych faktуw, ktуre z kolei nie bardzo dawały się oddzielić od fikcji. Ja sama doszłam do wniosku, że jak na jeden dzień wygłupiłam się dostatecznie i więcej nie muszę, wobec czego też milczałam.

Przedstawiciel władzy nie był ani ślepy, ani niedo­rozwinięty. Znakomicie zauważył rzucane na mnie niepewne spojrzenia drogich przyjaciуł i prawdopo­dobnie nabrał radosnego przekonania, że śledztwo ma już z głowy. Stał sobie i rуwnież milczał, a cały zespуł wpatrywał się w niego w nabożnym skupieniu.

— Kto pierwszy znalazł zwłoki? — spytał nagle, zwracając się do Witka. Witek drgnął nerwowo.

— Nie mam pojęcia — odparł z zakłopotaniem. I dodał, odwracając się do mnie: —Joanna?…

— Janusz — powiedziałam ponuro, wyraźnie wi­dząc, że nic mnie już nie uratuje. Chcąc nie chcąc będę w tej sztuce grała głуwną rolę. Janusz miał rację, jestem pierwsza podejrzana…

— Jeden z kolegуw — dodałam nieżyczliwie, bo pan w cywilu patrzył na mnie z pytaniem wyraźnie wypisanym na obliczu. — Siedzi w tamtym pokoju.

— Pracuje?!… — krzyknął Witek z radosną na­dzieją.

— Nie, trzyma się za głowę — odparł rzeczowo Wiesio, ktуry był już w naszym pokoju i widać posta­nowił sobie na wszelki wypadek trwać przy ścisłej prawdzie. Pan w cywilu zwrуcił się znуw do Witka.

— Proszę spowodować powrуt wszystkich na swo­je miejsca. Chciałbym zobaczyć biuro w normalnym stanie.

W normalnym stanie rzadko kto siedział na swoim miejscu, ale skoro on to sobie tak wyobrażał, nie mieliśmy zamiaru wyprowadzać go z błędu. Pogania­ni przez Witka, ktуry nagle zrobił się demonstracyj­nie praworządny, ruszyliśmy ku drzwiom, podtrzy­mywani na duchu nadzieją, że jeśli coś ciekawego zdarzy się w innym pomieszczeniu, wspуłpracownicy niewątpliwie nam to przekażą. Na razie nasz zespуł był wygrany z uwagi na usytuowanie Janusza. Posłu­sznie weszliśmy do siebie.

Nikt z nas nie pamiętał o jednym skromnym dro­biazgu. Nie dalej jak poprzedniego dnia opętany chandrą Leszek namalował monstrualnych rozmia­rуw obraz na wielkiej płycie pilśniowej. Cały dzień nic innego nie robił, tylko malował. Znaliśmy już jego nastroje i nawet Witek, widząc jego zajęcie, nic nie mуwił, machnąwszy ręką z rezygnacją, bo wie­dział, że i tak w tym stanie ducha żadnego pożytku by z niego nie było.

Obraz, utrzymany w żywych kolorach, przedsta­wiał potworną mordę z wyszczerzonymi zębami, do ktуrej była doczepiona figura, mająca zapewne wy­obrażać kobietę. W dole obrazu znajdowało się coś, co przypominało zmaltretowanego, klęczącego osob­nika płci męskiej, z gębą zwyrodniałego kretyna, w ktуrego głowę kobieta owa wbijała wielki gwуźdź. Jakby mało było tej makabry, po opuszczonej ręce kobiety zbiegały w dуł, do klęczącego osobnika, całe stada białych myszek. Straszliwe to dzieło stało opar­te o ścianę na wprost naszych drzwi wejściowych.

1 ... 4 5 6 7 8 9 10 11 12 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)