Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 58
Перейти на страницу:

— Kiedy?!…

— Co kiedy?

— Kiedy to było?!…

— Nigdy! Ja ci opowiadam kryminalną powieść!

— Ach! — powiedział Wiesio z ulgą. — Rozu­miem. No i co?

—    No i nie wiem, kto był mordercą. Wiem, dla­czego go udusił, ale nie wiem, kto.

W tym momencie wszedł do pokoju Janusz.

— Janusz, w sali konferencyjnej leżą zwłoki udu­szonego Stolarka — powiedział Wiesio. — Nie wiesz, kto go udusił?

Janusz zatrzymał się na środku, jak rażony pioru­nem.

— Co?!

—    Kto udusił Stolarka? — powtуrzył Wiesio.

—    Paskiem od damskiego fartucha — dodałam.

Janusz odwrуcił się i patrzył na nas oszołomiony i zdumiony.

— Czyście zwariowali? Kto udusił Stolarka? Gdzie?! Kiedy?!

— Powieść tworzę — wyjaśniłam. — Mam ofiarę i motyw, nie mam mordercy. Musi być ktoś z per­sonelu, zastanуw się, kogo można wrobić?

Janusz narysował wymowne kуłko palcem na czo­le, ale temat go zainteresował. Zapalił papierosa i za­czął się zastanawiać.

— A dlaczego go udusił? — spytał ciekawie.

— Bo on coś wiedział. Posłuchajcie, jak było. Ta­deusz wydawał okrzyki w pokoju: „Cha, cha, ja coś wiem! Nie macie pojęcia, co mi się przytrafiło!” i tak dalej. Drzwi do przedpokoju były otwarte. I za chwi­lę był do niego telefon, Tadeusz powiedział „dob­rze” i wyszedł.

— Wywołał go do sali konferencyjnej? I tam go załatwił?

— Właśnie! Kto?

— Łysy z kontroli — oświadczył Janusz stanow­czo.

— Zwariowałeś? Dlaczego?

— Wyszło mu, że Tadeusz zarobił dwanaście pa­tykуw, a sam zarabia dwa. I przez zazdrość go udu­sił, taki charakter…

— Wykluczone, Tadeusz ma metr osiemdziesiąt, łysy nie sięgnie! Może Włodek?

— Dlaczego Włodek? — zdziwił się Wiesio.

— Bo Włodek ma żonę i dzieci. Tadeusz był świad­kiem jego nierządnych czynуw i mуgł to powiedzieć żonie, żona zażądała rozwodu z jego winy i odebrała mu dzieci. Wpadł w panikę i popełnił morderstwo.

— Może być — pochwalił Wiesio. — A może Wi­tek?

— Witek? Dlaczego nie? Jako kierownik pracowni popełnił rуżne machlojki i bał się kompromitacji. Mуgłby być Witek…

— Zbyszek! — zawołał nagle Janusz. — Zabił go za to, że przyjął od ciebie podkłady, nie podpisane przez głуwnego inżyniera. On jest ostatnio taki nerwowy…

— Nie wygłupiaj się! Nieboszczyk w sali konfe­rencyjnej, a ty sobie dowcipy robisz.

— A może ty sama? — spytał Wiesio nieufnie.

— Nie, ja mam alibi. Tadeusz był tu żywy i zapalał mi papierosa. Potem wyszedł i kojfnął, a ja się przez ten czas nie ruszyłam z miejsca, o czym wy wszyscy trzej zaświadczycie. Leszek też będzie obecny…

— Żadne takie — powiedział Janusz ostrzegaw­czo. — Nic za ciebie nie zaświadczam. Nie zmusisz mnie do tego!

— Za to wy nie macie alibi — ciągnęłam dalej z satysfakcją. — Każdy z was kolejno na chwilę wy­chodził.

Zamyśliliśmy się głęboko.

— Musi być facet? — spytał Janusz. — Nie może być kobieta? Matylda go zadusiła, bo się nie chciał wpisywać do książki spуźnień.

—    Jadwiga! — krzyknął Wiesio triumfalnie.

– Jadwiga! — ucieszyłam się. — Ona chce wyto­czyć sprawę sądową o siedemdziesiąt tysięcy zło­tych. Zrobiła coś, o czym Tadeusz wiedział, co jej uniemożliwi wygranie. Ona chce wyjść za mąż za jednego faceta, a bez siedemdziesięciu tysięcy on się z nią nie ożeni. Wpadła w szał i udusiła Tadeusza.

Obydwaj odnieśli się do tego z uznaniem. Po chwi­li znуw zaczęliśmy mieć wątpliwości. Siedzieliśmy już przy robocie, na szczęście akurat mało absorbują­cej umysłowo, tak że zajęte mieliśmy ręce, a myśl była swobodna.

— A nie mogła go zabić Alicja? — spytał Wiesio z wahaniem.

— Wykluczone, Alicja jest mi potrzebna w śledz­twie. Ona jest roztargniona, co znakomicie urozma­ici akcję.

— Ale jest najmniej podejrzana — oświadczył Ja­nusz. — Mordercą powinien być najmniej podejrza­ny. Zaraz ci powiem: nasza herbaciarka!

— O Boże, dlaczego?

—    Odmуwił picia herbaty w musztardуwce…

Wiesio zaczął nagle chichotać.

— Czego się śmiejesz? — spytałam z niesma­kiem. — Ja tu rozstrzygam poważny problem, a ty głupio chichoczesz.

— Włodek go udusił kiszką pasztetową!…

— Co? Jakim sposobem? Chyba flakiem po kiszce pasztetowej. Całej kiszki się dookoła szyi nie okręci!

— Nie, nie na szyi. Wpychał mu ją do gęby…

— Ach, to nie kiszkę! Jajko na twardo albo biały ser, to najlepiej zatyka.

— Tadeusza dzisiaj nie ma — powiedział Janusz. — Najśmieszniej by było, gdyby go tak kto faktycz­nie udusił, tobyś dopiero ładnie wyglądała. Pierw­sza podejrzana!

Zaniepokoiłam się.

— Jak to nie ma? A gdzie jest?

— Nie wiadomo.

Wiesio wziął kawał papieru, napisał na nim nieforemnymi kulfonami: „Kto udusił Stolarka?! Niech się natychmiast przyzna!” i powiesił to na tablicy ogłoszeń. Obok tablicy ogłoszeń przechodzi mnуst­wo osуb. W ciągu kwadransa zbrodnią zaintereso­wał się cały personel, zdezorientowany i zaniepo­kojony faktem nieobecności Tadeusza. Odwiedzali nas kolejno, dopytując się o znaczenie tajemniczej wiadomości. Nie ukrywaliśmy niczego, z nadzieją, że wreszcie ktoś z nich odkryje mordercę.

— Ja nie mam alibi! — wykrzyknęła Alicja z ra­dością. — Mуj fartuch jest w domu, bo go wzięłam do prania razem z paskiem!

— No to co? Musiał go dusić akurat twoim far­tuchem? A poza tym, jak jest w domu, to właśnie masz alibi. Nie wygłupiaj się, nie psuj mi akcji, mу­wiłam ci, że jesteś mi potrzebna do czego innego.

Jadwiga gwałtownie zaprotestowała, kategorycznie domagając się usunięcia jej kandydatury, co natych­miast wzmogło dotyczące jej podejrzenia. Reszta bez oporуw zgodziła się wziąć udział w akcji. Kierownika pracowni przezornie nie pytaliśmy o zdanie.

Wiesio, po przedyskutowaniu zagadnienia, powie­sił na tablicy drugą kartkę: „Jak wykazują pierwsze wyniki śledztwa. Stolarka prawdopodobnie udusił kolega Włodek, wtykając mu do gardła dwa jajka na twardo i w skorupkach”. Obie kartki spokojnie wisia­ły.

Zajęci pracą, sporadycznie rzucaliśmy rуżne przy­puszczenia.

— Ja bym się upierał, że go udusił Kajtek — oznaj­mił Wiesio w zamyśleniu. — Pożyczył od niego ja­kąś oszołamiającą sumę pieniędzy i chciał uniknąć oddania.

— Bez sensu. Tadeusz mu ostatnio coś żyrował. Kto zabija własnego żyranta?

—    Może i bez sensu, ale mnie się to najbardziej podoba.

Nagle doznałam olśnienia,

— Wiem! — krzyknęłam. — Wiem, kto jest mor­dercą!

— No? Kto?!

— Nie powiem. Myślcie sobie sami. Ja wiem i nie powiem.

— Oooo… — powiedział nagle Wiesio i zastygł ze spojrzeniem utkwionym w drzwi. Odwrуciliśmy się i spojrzeliśmy w tym samym kierunku.

W drzwiach stała ofiara morderstwa z doskonale ogłupiałym wyrazem twarzy.

— Co to ma znaczyć? Kto mnie udusił, dlaczego jajkami? Czy tu już cały personel zwariował?

—                 Panie Tadeuszu, przyznaj się pan! — wykrzyknął Janusz. — Co pan takiego wie, że pana za to ukatrupią?

Tadeusz osłupiał jeszcze bardziej.

— Ktoś tu ma kota — oświadczył z głębokim przekonaniem. — Albo powiecie, o co chodzi, albo was do sądu zaskarżę.

Uradowani wywołanym wrażeniem, wytłumaczy­liśmy mu wszystko. Tadeusz słuchał z wyraźnym niesmakiem, a potem stanowczo zażądał, żebym mu wyjawiła nazwisko mordercy.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)