Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58
Перейти на страницу:

— A potem je zużytkował jako własne — kon­tynuował Marek z niesmakiem. — Weźcie pod uwa­gę, że dostał drugą nagrodę i do tej pory nie jest rozstrzygnięte, ktуry projekt będzie realizowany, możliwe, że właśnie jego.

— Ach, to dlatego mуgł sobie pozwolić raczej na utratę pracowni niż opinii! Realizacja obiektu w Per­sji była dla niego warta dwudziestu nieboszczykуw.

— Oni go jednak chyba znacznie bardziej podejrze­wali niż my — powiedziałam w zamyśleniu. — Mam wrażenie, że Jadwigę wsadzili bez przekonania.

— Oni sobie nie zdawali sprawy, czym jest dla Witka stanowisko dyrektora przedsiębiorstwa — mruknęła Alicja. — A myśmy z kolei nie wiedzieli, że Tadeusz wiedział o konkursie.

— Mуwiąc między nami, obawiam się, że to ja się tu znacznie przyczyniłem — powiedział Marek z westchnieniem. — Od chwili kiedy wyznałem, że dużo mniejsze zdziwienie wzbudziłby we mnie kie­rownik pracowni w charakterze ofiary, rzeczywiście zaczęli szukać jego wrogуw. No i znaleźli. Okazało się, że wśrуd naszych przyjaciуł było parę osуb, ktу­re zauważyły głęboką awersję przekupionego autora tamtych szkicуw do Witka, było też parę osуb, ktуre miały o naszym kierowniku nie najlepsze zdanie… Perski konkurs był tylko gwoździem do trumny.

— Dlaczego nic nie mуwiłeś? — spytała Alicja z niezadowoleniem. — Pozwoliłbyś im na skazanie Jadwigi?

Marek przyjrzał się jej z wyraźną dezaprobatą.

— Nie miałem żadnego powodu mуwić na ten temat, ponieważ byłem zdania, że to nie ma nic do rzeczy. O tym, że Tadeusz go szantażował, dowie­działem się od panуw śledczych przedwczoraj wie­czorem.

— Słusznie, masz rację…

— Swoją drogą, jestem dla niego pełen podziwu. To się nazywa człowiek, ktуry umie dążyć do wytknię­tego celu! Ja bym się na to nie zdobył…

— Poza tym, sądząc z tego, co wiemy o Tadeuszu, morderstwo było właściwie czynem chwalebnym — zauważyła Alicja — Mam obawy, czy go aby nie uniewinnią.

— Wątpię — odparłam ponuro. — Popełnił za dużo błędуw. Przechytrzył z tą chustką.

— Chyba nie mуgł przewidzieć, że akurat bę­dziesz tego świadkiem? To była bardzo dobra myśl, gdyby nie to, Jadwiga wpadłaby znacznie bardziej.

— Tak, ale w męskim by się nie zapchało…

— Kto ci to powiedział? W męskim zapycha się tak samo! Moim zdaniem, idiotyzmem było raczej nie wytrzeć klucza. Po cholerę on go w ogуle tam chował?

— Przypuszczam, że obawiał się stracić jedyny klucz od tych drzwi. Nie wiedział, że drugi jest w wa­zonie. Wetknął go tam pewnie w pośpiechu przed rewizją osobistą na wszelki wypadek, a potem już nie mуgł wyjąć. Codziennie do wieczora ktoś tam sie­dział, a potem zostawiali na noc dyżurnego milicjanta w holu. A poza tym zabrali mu klucze od pracowni.

— A meble znał na pamięć, bo je sam projektował i pilnował wykonania — uzupełniła Alicja.

— No i trzeba trafu, że jego błędy zaznaczyły się akurat w umysłach osуb, ktуrym nie sposуb nie uwierzyć. Matylda zapamiętała, że przechodził koło niej dwa razy, tylko ona jest zdolna do czegoś po­dobnego, wiecie, ja ją podejrzewam, że ma w mуzgu fotokomуrkę… A jego przybycie na rewizję osobistą zauważyli Andrzej i Zbyszek, najbardziej przytomni i najbardziej prawdomуwni ze wszystkich…

— Pewnie, gdyby to Włodek tak twierdził, to rуw­nie dobrze mogłoby się okazać, że Witek był pierw­szy, a ostatni przyszedłeś ty, i to na czworakach.

— Dziurkacz zabrał ze stołu Jadwigi, przecho­dząc… Popatrzcie, pierwszy raz się wykryło, kto ostatni używał dziurkacza!

— Ja bym tylko chciał wykryć jeszcze jedno — po­wiedział Marek w zamyśleniu. — Oni się dowiedzie­li na skutek znalezienia czegoś przy Tadeuszu. Ale jakim sposobem dowiedział się o tej całej historii Tadeusz? Dużo bym dał za tę skromną informację…

Pomyślałam sobie, że niezależnie od tego, ile by dał, mam nadzieję, że nigdy się o tym nie dowie. Prawdopodobnie w tego rodzaju nadziei nie byłam odosobniona, prawie każdy z personelu liczył na takt i dyskrecję władz śledczych na rozprawie. Tra­ciliśmy pracownię, to było dostateczne nieszczęście. Jeszcze by tylko tego brakowało, żeby się rozeszły po świecie wszystkie wiadomości, ktуre wspуłpra­cownicy nieboszczyka tak starannie i z takim wysił­kiem ukrywali.

— Szkoda pracowni — westchnęła Alicja, podno­sząc się od stolika. — Dobrze się tam pracowało.

— I pomyśleć, że gdyby go udusił o ten głupi miesiąc pуźniej, to dałoby się ją uratować. Takie piękne zlecenia — dodałam z żalem.

— Trudno, moje drogie panie, fatum — powie­dział Marek. — Dawno wam mуwiłem, że nie ma sensu walczyć z przeznaczeniem.

EPILOG

— No wiesz! — powiedział Wiesio, ktуry skończył pierwszy. Położyłam palec na ustach, wskazując mu resztę czytających, i Wiesio zamilkł, kręcąc tylko gło­wą.

W baraku na stokach Cytadeli siedziały niedobit­ki dawnego zespołu, czytające maszynopis kryminal­nej powieści, ktуrą wreszcie udało mi się napisać, dzięki charakterowi nieboszczyka Tadeusza Stolar­ka i zdeterminowaniu Witka. Tu znajdowało się biu­ro, w ktуrym znalazła przytułek część personelu, część przybyła w charakterze zaproszonych gości, kilku osуb w ogуle brakowało.

Dawna pracownia poszła w rozsypkę. Pieczołowi­cie wykańczane niegdyś pomieszczenia przeszły we władanie innego biura, meble rozwłуczono po całym mieście, a my wszyscy poprzenosiliśmy się służbowo i prywatnie do rozmaitych innych miejsc pracy. Wi­told, Wiesio, Janusz, Monika i Kacper pracowali na stokach Cytadeli. Stefan, Włodek, Andrzej i Zbyszek przeszli do innego biura, pokrewnego tamtemu. Ma­rek, Kazio i Anka wyjechali za granicę, każde w inną stronę. Matylda poszła na emeryturę, a Olgierd kontrolował biuro, w ktуrym ja sama pracowałam. Leszek robił olśniewającą karierię jako malarz impresjonista. Ryszard, ciągle nie mogąc jakoś zrealizować swojego wyjazdu, brał udział w imponujących konkursach, Alicja, zdegustowana dyscypliną pracy, przerzuciła się na graficzne zlecenia, Danka siedziała w jakimś wojskowym biurze, Jadwiga leżała w szpitalu. Stola­rek na cmentarzu, a Witek siedział w mamrze.

Od zbrodni minęło prawie pуł roku i lada dzień oczekiwaliśmy wynikуw wniesionej przez Witka rewiz­ji. Zebrałam możliwie dużą ilość byłych wspуłpracow­nikуw i przyniosłam im maszynopis, traktujący o ich własnych poczynaniach, spodziewając się dużego zainteresowania. Nie zawiodłam się, siedzieli i czytali, wydzierając sobie nawzajem poszczegуlne kartki.

Po Wiesiu skończyła Alicja, po niej Monika, Wło­dek, Stefan… Nic już nie zdołało ich powstrzymać od zgłoszenia krytycznych uwag.

Na szczęście byli nieco oszołomieni i otumanieni tą intensywną lekturą i nie reagowali przesadnie ży­wiołowo.

— Słuchaj no — powiedziała Monika. — Jeżeli wydrukujesz to wszystko i nie umieścisz na początku oświadczenia, że to jest wyssane z palca, to oświad­czam ci, że twoi spadkobiercy będą mogli napisać następną powieść. Ja cię zabiję osobiście.

— Ja to nic — oświadczył Stefan złowieszczo. — Ja jestem przyzwyczajony, ale moja żona to tu chyba wkroczy.

— Twoja żona?! — zawołała Alicja. — A Zbysz­ka?! A Kacpra?!

— A Witek?!…

— Witek siedzi!,,.

— Ale wyjdzie! Dożywocia nie dostał!

— Kiedy on tam wyjdzie…

— Złożył apelację i jeszcze go uniewinnią. Zoba­czycie, że go uniewinnią!

1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)