Wszyscy jesteśmy podejrzani
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Язык: польский
- Год: Kobra Media
- ISBN: 9788388791949
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:
Wreszcie machnęli na mnie ręką i zaczęli znowu wzywać personel płci żeńskiej. Personel płci męskiej był tu po pierwsze niekompetentny, a po drugie zdekompletowany, bowiem Witek, Zbyszek, Ryszard, Stefan, Kacper i Włodek już wcześniej pojechali na KOPI.
Znуw na pierwszy ogień poszła Alicja. Alicja wiedziała. Siedziałam w swoim kącie w okropnym napięciu i wpatrywałam się w nią dzikim wzrokiem, nie odzywając się ani jednym słowem.
Alicja obejrzała chustkę ze szminką. Oglądała ją długo, wytrwale i w milczeniu, co było dla mnie dobitnym znakiem, że sobie doskonale przypomniała pochodzenie śladуw. Potem podniosła głowę i popatrzyła na mnie. Nie wiem, co ujrzała w moim obliczu, ale myślę, że wymiana spojrzeń wystarczyła nam obu. Nic mnie nie obchodziło, co sobie pomyślą o tym władze śledcze.
— Nie wiem — powiedziała stanowczo po długiej chwili milczenia. — Nie mam pojęcia.
Oczywiście, wcale jej nie uwierzyli, ale niewątpliwie utwierdziło ich to w przekonaniu o mojej winie.
— A czy nie sądzi pani — powiedział uprzejmie kapitan — że to właścicielka szminki wycierała się tą chustką?
— Nie wiem. Rуwnie dobrze mogę przypuszczać, że pisała szminką wiersze na szybach, a potem je ścierała. Nie wiem. Tu jest podobno śledztwo i ważne są fakty, a nie przypuszczenia.
Anka i Monika były niegroźne. Nie wiedziały, nie było ich wtedy. Potem do sali konferencyjnej weszła Wiesia.
Słabo mi się zrobiło na jej widok, bo nie miałam żadnych wątpliwości, że Wiesia powie, powie z największą radością i satysfakcją, jeżeli tylko sobie przypomni. Nie daj Boże, żeby sobie przypomniała!…
— No jak to — powiedziała Wiesia godnie i jadowicie. — Przecież to Jadwiga…
Panowie przesłuchujący rzucili się na nią jak sępy na padlinę. Wiesia obrażonym tonem udzielała wyczerpujących wyjaśnień, a ja nie mogłam udusić jej wzrokiem.
To było w przeddzień śmierci Tadeusza. Jadwiga przyszła do mnie i zażądała pożyczenia jej wszystkich szminek, jakie miałam, bo chciała sprawdzić, w jakim kolorze najbardziej jej do twarzy. Poza jedną, ktуrej efekt był jej już znany, miałam tylko to cynobrowe, francuskie świństwo. Jadwiga wymalowała się na grubo i oglądała się w lustrze.
Były przy tym jeszcze Alicja i Wiesia. Wiesia przyjrzała się Jadwidze z nienawiścią w oczach.
— Zetrzyjże to, bo wyglądasz jak maszkara — powiedziała, pełna obrzydzenia. Istotnie, kolorek Jadwidze urody nie dodawał. Wyciągnęła z torebki wielką, biało-niebieską chustkę i starannie wytarła grube pokłady kosmetyku.
A teraz ta chustka leżała tu, na stole, i służyła jako dowуd popełnienia przestępstwa. Wiesia okazywała olśniewającą pamięć. Chyba nic już nie mogło uratować Jadwigi, ktуra miała potężny motyw, pełnię możliwości, twardy charakter i ktуra na wszystkie świętości błagała mnie o pomoc, przysięgając, że jest niewinna!…
A dla ukoronowania wszystkiego od samego początku wymyśliłam, że to właśnie ona jest zabуjcą Tadeusza! Wymyśliłam to dlatego, że w jej przypadku zachodziły największe okoliczności łagodzące…
***
Siedziałam w kącie, przeklinając w duchu okropnymi słowy siebie, Wiesię, Jadwigę, nieboszczyka, kapitana, prokuratora i w ogуle cały świat. Całą duszą chciałam, żeby się coś stało, żeby się okazało, że to jednak nieprawda, że, wbrew wszystkiemu, to nie Jadwiga!
Usadziwszy Wiesię w drugim kącie, wezwali Jadwigę. Chustka ze śladami, szeroko rozłożona, leżała na stole. Jadwiga weszła, spojrzała na dowуd rzeczowy, potem na mnie, a potem na Wiesię. Potem znуw na chustkę i znуw na mnie.
— Źle zrobiłam — powiedziała spokojnie. — Powinnam była powiedzieć pani wszystko. Teraz pani wierzy, że to ja, a ja wierzę, że tylko pani może mnie uratować.
— Cholera ciężka — powiedziałam, dając upust uczuciom, bo miałam obawy, że się w końcu z tego wszystkiego uduszę.
Kapitan okazał mi dezaprobatę i zwrуcił się do Jadwigi.
— Proszę się powstrzymać od tych konwersacji z postronnymi osobami i odpowiadać na nasze pytania. Czy przyznaje pani, że ta chustka należy do pani?
— Pewnie, że przyznaję, a co mam robić. Głowę daję, że to ta jaszczurka wszystko wyklepała — odparła Jadwiga, czyniąc pogardliwy gest brodą w kierunku Wiesi. Wiesia wydała jakiś nieartykułowany okrzyk, ale nie zdążyła zareagować żywiej, bo kapitan natychmiast odwrуcił się do niej.
— Dziękujemy pani — powiedział tak stanowczo, że śmiertelnie urażona Wiesia podniosła się i wyszła. Jadwiga siedziała, beznadziejnie patrząc na chustkę.
— Tą chustką został wytarty dziurkacz, ktуrym uderzono denata w głowę — powiedział kapitan.
— Stwierdziliśmy to ponad wszelką wątpliwość. Czy przyznaje się pani…
— Nic z tego — przerwała mu Jadwiga stanowczo. — Ta chustka zginęła mi tego dnia, kiedy była zbrodnia. Ja go nie udusiłam, ale zaraz wszystko wyjaśnię. Pani Joanno, daję pani słowo honoru, że powiem prawdę!
Byłam całkowicie zdecydowana uwierzyć jej, cokolwiek miała powiedzieć. Kapitan chciał mnie wyrzucić z sali, ale Jadwiga stanowczo zaprotestowała, domagając się mojej obecności i kategorycznie zapowiadając, że beze mnie nie powie ani słowa. Tamci byli widocznie już tak zmęczeni i skołowani, że pogodzili się z jej żądaniem.
Jadwiga zaczęła opowiadać. Uczciwie opisała swoje machlojki, dotyczące byłego męża, udział w tej sprawie Tadeusza, następnie streściła kombinacje ze szminką i przeszła do dnia przestępstwa.
— Już nie miałam do niego siły — mуwiła. — Chciałam go namуwić, żeby się przestał wygłupiać, żeby poczekał, aż wyciągnę z tamtego drania pieniądze, to mu wtedy zapłacę. Nawet bym mu dała te pięć tysięcy dla świętego spokoju. Cholernie się bałam, że on z tym papierem gdzieś poleci i wszystko mi zepsuję. Chciałam się z nim rozmуwić i to ja właśnie zadzwoniłam do niego, żeby przyszedł do sali konferencyjnej…
— Dlaczego pani tego od razu nie powiedziała?
— A co pan myśli, że mam źle w głowie? Przecież by od razu na mnie padły wszystkie podejrzenia. Miałam nadzieję, że znajdziecie tego mordercę, zanim się to wykryje, i nikt się mnie nie będzie czepiał.
— Proszę dalej. Zadzwoniła pani i co?
— I przyszedł oczywiście, bo myślał, że mu dam pieniądze. Wieśki nie było w przedpokoju, nikt mnie nie widział. Co ja się tego bydlaka naprosiłam, nabłagałam!… A on się śmiał. Spłakałam się jak głupia i wycierałam się tą chustką. Aż mi w końcu zabrakło cierpliwości, powiedziałam, że go Pan Bуg skarżę, zabrałam się i poszłam. A on tu został i widać ta chustka też została, bo potem jej już nie miałam. Poszłam od razu do umywalni, bo wyglądałam jak maszkara, umyłam się i wytarłam ręcznikiem, a o chustce przypomniałam sobie dopiero, jak zaczęliście szukać…
— Skąd pani wzięła dziurkacz?
— Co?… Znikąd nie wzięłam, nie miałam dziurkacza. Dziurkacz stał na moim stole w przedpokoju. Jak wrуciłam, to już go pewnie nie było, ale nie zwracałam uwagi, bo byłam okropnie zdenerwowana.
— W co pani była ubrana?
— W fartuch, jak zawsze. Ale bez paska, paska już dawno nie miałam, gdzieś mi zginął…
Byłam absolutnie przekonana, że Jadwiga mуwi prawdę. To jej głos słyszał Zbyszek z gabinetu. Konferowała tu z tym Stolarkiem prawie piętnaście minut, to niemożliwe, żeby go potem zabiła! Musiałaby mieć przy sobie ten dziurkacz i pasek, a gdyby zamierzała go zabić, toby to uczyniła od razu! I skąd wzięła klucz od drzwi?! Nie, Jadwiga mуwi prawdę!…