Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 58
Перейти на страницу:

Wreszcie machnęli na mnie ręką i zaczęli znowu wzywać personel płci żeńskiej. Personel płci męs­kiej był tu po pierwsze niekompetentny, a po drugie zdekompletowany, bowiem Witek, Zbyszek, Ry­szard, Stefan, Kacper i Włodek już wcześniej poje­chali na KOPI.

Znуw na pierwszy ogień poszła Alicja. Alicja wie­działa. Siedziałam w swoim kącie w okropnym napięciu i wpatrywałam się w nią dzikim wzrokiem, nie odzywając się ani jednym słowem.

Alicja obejrzała chustkę ze szminką. Oglądała ją długo, wytrwale i w milczeniu, co było dla mnie do­bitnym znakiem, że sobie doskonale przypomniała po­chodzenie śladуw. Potem podniosła głowę i popatrzy­ła na mnie. Nie wiem, co ujrzała w moim obliczu, ale myślę, że wymiana spojrzeń wystarczyła nam obu. Nic mnie nie obchodziło, co sobie pomyślą o tym władze śledcze.

— Nie wiem — powiedziała stanowczo po długiej chwili milczenia. — Nie mam pojęcia.

Oczywiście, wcale jej nie uwierzyli, ale niewątpli­wie utwierdziło ich to w przekonaniu o mojej winie.

— A czy nie sądzi pani — powiedział uprzejmie kapitan — że to właścicielka szminki wycierała się tą chustką?

— Nie wiem. Rуwnie dobrze mogę przypuszczać, że pisała szminką wiersze na szybach, a potem je ścierała. Nie wiem. Tu jest podobno śledztwo i waż­ne są fakty, a nie przypuszczenia.

Anka i Monika były niegroźne. Nie wiedziały, nie było ich wtedy. Potem do sali konferencyjnej weszła Wiesia.

Słabo mi się zrobiło na jej widok, bo nie miałam żadnych wątpliwości, że Wiesia powie, powie z naj­większą radością i satysfakcją, jeżeli tylko sobie przy­pomni. Nie daj Boże, żeby sobie przypomniała!…

— No jak to — powiedziała Wiesia godnie i ja­dowicie. — Przecież to Jadwiga…

Panowie przesłuchujący rzucili się na nią jak sępy na padlinę. Wiesia obrażonym tonem udzielała wy­czerpujących wyjaśnień, a ja nie mogłam udusić jej wzrokiem.

To było w przeddzień śmierci Tadeusza. Jadwiga przyszła do mnie i zażądała pożyczenia jej wszyst­kich szminek, jakie miałam, bo chciała sprawdzić, w jakim kolorze najbardziej jej do twarzy. Poza jed­ną, ktуrej efekt był jej już znany, miałam tylko to cynobrowe, francuskie świństwo. Jadwiga wymalo­wała się na grubo i oglądała się w lustrze.

Były przy tym jeszcze Alicja i Wiesia. Wiesia przyj­rzała się Jadwidze z nienawiścią w oczach.

— Zetrzyjże to, bo wyglądasz jak maszkara — po­wiedziała, pełna obrzydzenia. Istotnie, kolorek Jad­widze urody nie dodawał. Wyciągnęła z torebki wiel­ką, biało-niebieską chustkę i starannie wytarła grube pokłady kosmetyku.

A teraz ta chustka leżała tu, na stole, i służyła jako dowуd popełnienia przestępstwa. Wiesia okazywała olśniewającą pamięć. Chyba nic już nie mogło urato­wać Jadwigi, ktуra miała potężny motyw, pełnię możli­wości, twardy charakter i ktуra na wszystkie świętości błagała mnie o pomoc, przysięgając, że jest niewinna!…

A dla ukoronowania wszystkiego od samego po­czątku wymyśliłam, że to właśnie ona jest zabуjcą Tadeusza! Wymyśliłam to dlatego, że w jej przypad­ku zachodziły największe okoliczności łagodzące…

***

Siedziałam w kącie, przeklinając w duchu okropny­mi słowy siebie, Wiesię, Jadwigę, nieboszczyka, kapi­tana, prokuratora i w ogуle cały świat. Całą duszą chciałam, żeby się coś stało, żeby się okazało, że to jednak nieprawda, że, wbrew wszystkiemu, to nie Jadwiga!

Usadziwszy Wiesię w drugim kącie, wezwali Jad­wigę. Chustka ze śladami, szeroko rozłożona, leżała na stole. Jadwiga weszła, spojrzała na dowуd rze­czowy, potem na mnie, a potem na Wiesię. Potem znуw na chustkę i znуw na mnie.

— Źle zrobiłam — powiedziała spokojnie. — Po­winnam była powiedzieć pani wszystko. Teraz pani wierzy, że to ja, a ja wierzę, że tylko pani może mnie uratować.

— Cholera ciężka — powiedziałam, dając upust uczuciom, bo miałam obawy, że się w końcu z tego wszystkiego uduszę.

Kapitan okazał mi dezaprobatę i zwrуcił się do Jadwigi.

— Proszę się powstrzymać od tych konwersacji z postronnymi osobami i odpowiadać na nasze pyta­nia. Czy przyznaje pani, że ta chustka należy do pani?

— Pewnie, że przyznaję, a co mam robić. Głowę daję, że to ta jaszczurka wszystko wyklepała — od­parła Jadwiga, czyniąc pogardliwy gest brodą w kie­runku Wiesi. Wiesia wydała jakiś nieartykułowany okrzyk, ale nie zdążyła zareagować żywiej, bo kapi­tan natychmiast odwrуcił się do niej.

— Dziękujemy pani — powiedział tak stanowczo, że śmiertelnie urażona Wiesia podniosła się i wysz­ła. Jadwiga siedziała, beznadziejnie patrząc na chust­kę.

— Tą chustką został wytarty dziurkacz, ktуrym uderzono denata w głowę — powiedział kapitan.

— Stwierdziliśmy to ponad wszelką wątpliwość. Czy przyznaje się pani…

— Nic z tego — przerwała mu Jadwiga stanow­czo. — Ta chustka zginęła mi tego dnia, kiedy była zbrodnia. Ja go nie udusiłam, ale zaraz wszystko wyjaśnię. Pani Joanno, daję pani słowo honoru, że powiem prawdę!

Byłam całkowicie zdecydowana uwierzyć jej, co­kolwiek miała powiedzieć. Kapitan chciał mnie wy­rzucić z sali, ale Jadwiga stanowczo zaprotestowała, domagając się mojej obecności i kategorycznie zapo­wiadając, że beze mnie nie powie ani słowa. Tamci byli widocznie już tak zmęczeni i skołowani, że po­godzili się z jej żądaniem.

Jadwiga zaczęła opowiadać. Uczciwie opisała swo­je machlojki, dotyczące byłego męża, udział w tej sprawie Tadeusza, następnie streściła kombinacje ze szminką i przeszła do dnia przestępstwa.

— Już nie miałam do niego siły — mуwiła. — Chciałam go namуwić, żeby się przestał wygłupiać, żeby poczekał, aż wyciągnę z tamtego drania pienią­dze, to mu wtedy zapłacę. Nawet bym mu dała te pięć tysięcy dla świętego spokoju. Cholernie się bałam, że on z tym papierem gdzieś poleci i wszystko mi zepsu­ję. Chciałam się z nim rozmуwić i to ja właśnie zadzwoniłam do niego, żeby przyszedł do sali konfe­rencyjnej…

— Dlaczego pani tego od razu nie powiedziała?

— A co pan myśli, że mam źle w głowie? Przecież by od razu na mnie padły wszystkie podejrzenia. Miałam nadzieję, że znajdziecie tego mordercę, za­nim się to wykryje, i nikt się mnie nie będzie cze­piał.

— Proszę dalej. Zadzwoniła pani i co?

— I przyszedł oczywiście, bo myślał, że mu dam pieniądze. Wieśki nie było w przedpokoju, nikt mnie nie widział. Co ja się tego bydlaka naprosiłam, nabłagałam!… A on się śmiał. Spłakałam się jak głu­pia i wycierałam się tą chustką. Aż mi w końcu zabrakło cierpliwości, powiedziałam, że go Pan Bуg skarżę, zabrałam się i poszłam. A on tu został i widać ta chustka też została, bo potem jej już nie mia­łam. Poszłam od razu do umywalni, bo wyglądałam jak maszkara, umyłam się i wytarłam ręcznikiem, a o chustce przypomniałam sobie dopiero, jak za­częliście szukać…

— Skąd pani wzięła dziurkacz?

— Co?… Znikąd nie wzięłam, nie miałam dziurkacza. Dziurkacz stał na moim stole w przedpokoju. Jak wrуciłam, to już go pewnie nie było, ale nie zwraca­łam uwagi, bo byłam okropnie zdenerwowana.

— W co pani była ubrana?

— W fartuch, jak zawsze. Ale bez paska, paska już dawno nie miałam, gdzieś mi zginął…

Byłam absolutnie przekonana, że Jadwiga mуwi prawdę. To jej głos słyszał Zbyszek z gabinetu. Kon­ferowała tu z tym Stolarkiem prawie piętnaście mi­nut, to niemożliwe, żeby go potem zabiła! Musiałaby mieć przy sobie ten dziurkacz i pasek, a gdyby zamie­rzała go zabić, toby to uczyniła od razu! I skąd wzięła klucz od drzwi?! Nie, Jadwiga mуwi prawdę!…

1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)