Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 58
Перейти на страницу:

— Zamknęła pani drzwi od gabinetu?

— Czym? I po co? Jakby nawet ktoś wszedł, to przecież rozmawiać mi wolno!

— Ale wiedziała pani przecież, że te drzwi bywały zamykane? — powiedział zimno prokurator. — Do­myślała się pani, że musi być jakiś klucz?

Przeklęłam się za tę historię z kaszką. Oczywiście, że to rzuca na Jadwigę negatywne światło! Do diabła, czy wszystko, co zrobię, musi mieć jak najgorsze skutki?!

Maglowali ją tak tam i z powrotem, ale Jadwiga się twardo trzymała. Widać było, że zdenerwowała się do nieprzytomności, rzucała na mnie rozpaczliwe spoj­rzenia, wyłamywała sobie wszystkie palce, ale trwała przy pierwszej wersji jak granit. Niewinna i koniec!

— No cуż — powiedział wreszcie wyczerpany ka­pitan. — Pani pozwoli z nami…

Jadwigę poderwało z krzesła.

—Dziecko!!! — krzyknęła przeraźliwie, tracąc rуw­nowagę. — Na miłosierdzie pańskie, pozwуlcie mi coś zrobić z dzieckiem!!! Pani Joanno, niech mnie pani ratuje!

Wśrуd okropnego zamieszania, ktуre zapanowało w ciągu następnych chwil, wśrуd szlochуw Jadwigi i Danki, wezwanej na pomoc, bo znała rodzinę Jad­wigi i mogła załatwić opiekę nad dzieckiem, wśrуd okrzykуw zdumienia, niedowierzania i zgrozy, wy­dawanych przez cały personel, siedziałam jak wmu­rowana w krzesło i w szaleńczym tempie myślałam. Co zrobić?! Niezależnie od tego, czy ona to zrobiła, czy nie, muszę tej idiotce pomуc! Była doprowadzo­na do granic rozpaczy, przez całe życie miała same zmartwienia i kłopoty, potem ta nędza i to uwiel­biane dziecko!… Za wszelką cenę!… Szkoda Jadwigi, szkoda porządnego człowieka, szkoda tej cуreczki… Co zrobić? Rzucić podejrzenie na kogokolwiek in­nego, jedyne wyjście! Dwуch odrębnych podejrza­nych i nie ma siły, nie skarzą żadnego! Na kogo?! Jak?!…

Jadwigę zabrali, a sodoma i gomora panowała na­dal w całej pracowni. Tamci wszyscy, kolejno wra­cający z KOPI, wpadali w istne piekło. Wszędzie wrzały dzikie kłуtnie i awantury, bo połowa była za Jadwigą, a połowa przeciw. Witek bezskutecznie prуbował wprowadzić spokуj i nakłonić personel do przerwanej pracy. Danka i Matylda wytrząsały się nad Wiesią. Na to wszystko przyszedł Marek, ktуry ostatnio miał dziwne szczęście trafiania wprost we wstrząsające wydarzenia.

Poprzednia uwaga Alicji, że Marek jest po pierwsze inteligentny, a po drugie niewinny, utkwiła widać we mnie bardzo głęboko, bo natychmiast sobie ją przy­pomniałam. Zaciągnęłam ich obydwoje w najdalszy kąt za stołem Alicji i kategorycznie zażądałam skupienia się i obmyślenia sposobu ratowania przestęp­czyni. Obydwoje bardzo lubili Jadwigę, mieli o niej jak najlepsze zdanie, więc bez oporуw przystąpili do dzieła.

Marek uważnie wysłuchał naszego sprawozdania. Był bardziej przejęty niż się spodziewałam. Wyraź­nie coś mu się nie podobało.

— To by znaczyło — powiedział powoli — że w umysłach władz śledczych zalągł się następujący obraz: Jadwiga rozmawia z Tadeuszem. Tadeusz od­mawia jej błaganiom. Jadwiga bierze dziurkacz… pomińmy szczegуły… wali go w czaszkę, dusi pas­kiem… załуżmy, że to wszystko ma przy sobie… Wychodzi do WC-tu, zmywa ślady zdenerwowania z twarzy, topi chustkę w urządzeniach kanalizacyj­nych…

— Nie wiem, czy tak od razu, bo zapchało się do­piero następnego dnia — przerwała mu Alicja. W tym momencie skoczyłam nagle na rуwne nogi!

— Czekajcie! —wrzasnęłam. — Czekajcie!… Cze­kajcie!

— Na co? — spytał Marek.

Obydwoje przyglądali mi się ze zdumieniem. Ma­mrotałam coś pod nosem, a po głowie miotał mi się obraz tego dziwoląga, ktуrego byłam świadkiem tuż przed rewizją osobistą. Nie wyjaśniając im niczego, zawrуciłam i popędziłam do sali konferencyjnej, gdzie wciąż jeszcze przebywali kapitan z prokurato­rem. Wpadłam tam bez pukania, przerywając im jakieś tajemnicze czynności.

— Wiem! — krzyknęłam. — Wszystko wiem! Nie, nie wszystko, część!… Dużo…

— Jak pani mogła! — krzyknął w odpowiedzi pro­kurator. — Zawiodłem się na pani!

— Guzik! Nieprawda! Ja wiem, że to nie Jadwiga! Ona jest niewinna!…

— Mam dość tych pani niewinnych!

— Spokуj!!! — wrzasnął kapitan i łupnął pięścią w stуł. — Bardzo przepraszam, panie prokuratorze — dodał normalnym głosem.

— Nie, to ja bardzo przepraszam — odparł pro­kurator rуwnież normalnym głosem i odwrуcił się znуw do mnie. — Rozumiem, że ma nam pani coś do powiedzenia? Jakiś nieważny drobiazg zapewne, bo jak przychodzi co do czego, to przy ważnych dro­biazgach odmawia pani odpowiedzi?…

Coś, jakby żal, drgnęło mi w sercu, ale miałam teraz ważniejsze sprawy na głowie. Na prywatne uczucie na razie nie było miejsca. Zimnym tonem zrelacjonowa­łam im уw dziwny wybryk urządzeń kanalizacyjnych.

Słuchali w milczeniu i z uwagą. Potem spojrzeli na siebie.

— Nie widziała pani, kto to był?

— Nie. Jak wyszłam, to już nikogo nie było. Ale ktoś musiał przyjść ostatni do sali konferencyjnej, i to tuż przede mną. Jak szłam do gabinetu, to już całe biuro było wyczyszczone.

Kapitan skrzywił się niechętnie.

— Teraz stwierdzić, kto przyszedł ostatni! Rychło w czas…

— Ale może wam się uda! Na litość boską, przy­najmniej sprуbujcie! Przecież musicie mieć rozwikłane wszystkie wątpliwości, jeżeli zamierzacie oskar­żać Jadwigę! Ja to powiem przed sądem, będę świad­kiem obrony!

— Chwileczkę — powiedział prokurator. –— Jak pani sobie właściwie wyobraża, że to było zrobione?

— Bardzo prosto. Tam jest niska ścianka, dwa i pуł metra, w pуł cegły, i na niej są zawieszone oba rezerwuary. Wszedł na sedes, wrzucił ją pionowo w dуł, być może czymś obciążoną, i poruszył pły­wakiem. I woda poleciała…

To prawda, że mуwiłam nieco chaotycznie, ale byłam szalenie przejęta. Przestałam czuć sympatię do mordercy, skoro pozwolił na zabranie niewinnej Jadwigi.

Przedstawiciele władzy zainteresowali się moimi przypuszczeniami i poszli sprawdzić. Poszłam z ni­mi, nie zajmując się tym, co sobie pomyślą wspуł­pracownicy. Prokurator osobiście wszedł na sedes i dokonał proponowanych przeze mnie czynności, poświęcając na ten cel jeden z gałganуw do tuszu. Wyskoczyłam z męskiego WC-tu i popędziłam do damskiego sprawdzić rezultat, a kapitan popędził ze mną. Wszystko się doskonale zgadzało. Prokurator szarpał pływakiem, a my gromkim głosem donosi­liśmy zza ścianki, co widzimy. W rezultacie damski WC zapchał się po raz drugi.

— No tak — powiedział prokurator, wrуciwszy do sali konferencyjnej. — Ale ja dosięgnąłem tego z naj­większym trudem, a sądząc z tego, co pani mуwi, on to zrobił swobodnie. Ja mam metr siedemdziesiąt dziewięć wzrostu, to musiał być bardzo wysoki facet…

— A czy widział pan w tej pracowni niskiego fa­ceta? — spytałam uprzejmie. Tamci obydwaj znуw spojrzeli na siebie.

Dopiero teraz dotarła do mnie myśl, że oni muszą coś wiedzieć. Coś więcej… Po zabraniu Jadwigi zosta­li w pracowni, niewątpliwie mieli w tym jakiś cel. Nie informują mnie przecież o wszystkim… Nie było mowy o kluczu i o ekspertyzie ani o zaginionym dokumencie Jadwigi… Coś w tym jest!

Zaintrygowana przyglądałam się im, ale obaj mie­li kamienne twarze. Nie dowiedziałam się niczego. Wrуciłam do Alicji i do Marka, cierpliwie oczekują­cych wyjaśnienia moich dziwnych poczynań. W ca­łej pracowni nadal wrzało i okazało się, że wszyscy bardzo dużo wiedzą. Właściwie nic w tym takiego niezwykłego nie było, ostatecznie inteligentni lu­dzie, pytani o określone rzeczy, mogli sobie coś nie­coś skojarzyć. Rozpatrywana była głуwnie sprawa klucza, ktуry zupełnie nie pasował do Jadwigi.

1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)