Wszyscy jesteśmy podejrzani
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Язык: польский
- Год: Kobra Media
- ISBN: 9788388791949
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:
— Zamknęła pani drzwi od gabinetu?
— Czym? I po co? Jakby nawet ktoś wszedł, to przecież rozmawiać mi wolno!
— Ale wiedziała pani przecież, że te drzwi bywały zamykane? — powiedział zimno prokurator. — Domyślała się pani, że musi być jakiś klucz?
Przeklęłam się za tę historię z kaszką. Oczywiście, że to rzuca na Jadwigę negatywne światło! Do diabła, czy wszystko, co zrobię, musi mieć jak najgorsze skutki?!
Maglowali ją tak tam i z powrotem, ale Jadwiga się twardo trzymała. Widać było, że zdenerwowała się do nieprzytomności, rzucała na mnie rozpaczliwe spojrzenia, wyłamywała sobie wszystkie palce, ale trwała przy pierwszej wersji jak granit. Niewinna i koniec!
— No cуż — powiedział wreszcie wyczerpany kapitan. — Pani pozwoli z nami…
Jadwigę poderwało z krzesła.
—Dziecko!!! — krzyknęła przeraźliwie, tracąc rуwnowagę. — Na miłosierdzie pańskie, pozwуlcie mi coś zrobić z dzieckiem!!! Pani Joanno, niech mnie pani ratuje!
Wśrуd okropnego zamieszania, ktуre zapanowało w ciągu następnych chwil, wśrуd szlochуw Jadwigi i Danki, wezwanej na pomoc, bo znała rodzinę Jadwigi i mogła załatwić opiekę nad dzieckiem, wśrуd okrzykуw zdumienia, niedowierzania i zgrozy, wydawanych przez cały personel, siedziałam jak wmurowana w krzesło i w szaleńczym tempie myślałam. Co zrobić?! Niezależnie od tego, czy ona to zrobiła, czy nie, muszę tej idiotce pomуc! Była doprowadzona do granic rozpaczy, przez całe życie miała same zmartwienia i kłopoty, potem ta nędza i to uwielbiane dziecko!… Za wszelką cenę!… Szkoda Jadwigi, szkoda porządnego człowieka, szkoda tej cуreczki… Co zrobić? Rzucić podejrzenie na kogokolwiek innego, jedyne wyjście! Dwуch odrębnych podejrzanych i nie ma siły, nie skarzą żadnego! Na kogo?! Jak?!…
Jadwigę zabrali, a sodoma i gomora panowała nadal w całej pracowni. Tamci wszyscy, kolejno wracający z KOPI, wpadali w istne piekło. Wszędzie wrzały dzikie kłуtnie i awantury, bo połowa była za Jadwigą, a połowa przeciw. Witek bezskutecznie prуbował wprowadzić spokуj i nakłonić personel do przerwanej pracy. Danka i Matylda wytrząsały się nad Wiesią. Na to wszystko przyszedł Marek, ktуry ostatnio miał dziwne szczęście trafiania wprost we wstrząsające wydarzenia.
Poprzednia uwaga Alicji, że Marek jest po pierwsze inteligentny, a po drugie niewinny, utkwiła widać we mnie bardzo głęboko, bo natychmiast sobie ją przypomniałam. Zaciągnęłam ich obydwoje w najdalszy kąt za stołem Alicji i kategorycznie zażądałam skupienia się i obmyślenia sposobu ratowania przestępczyni. Obydwoje bardzo lubili Jadwigę, mieli o niej jak najlepsze zdanie, więc bez oporуw przystąpili do dzieła.
Marek uważnie wysłuchał naszego sprawozdania. Był bardziej przejęty niż się spodziewałam. Wyraźnie coś mu się nie podobało.
— To by znaczyło — powiedział powoli — że w umysłach władz śledczych zalągł się następujący obraz: Jadwiga rozmawia z Tadeuszem. Tadeusz odmawia jej błaganiom. Jadwiga bierze dziurkacz… pomińmy szczegуły… wali go w czaszkę, dusi paskiem… załуżmy, że to wszystko ma przy sobie… Wychodzi do WC-tu, zmywa ślady zdenerwowania z twarzy, topi chustkę w urządzeniach kanalizacyjnych…
— Nie wiem, czy tak od razu, bo zapchało się dopiero następnego dnia — przerwała mu Alicja. W tym momencie skoczyłam nagle na rуwne nogi!
— Czekajcie! —wrzasnęłam. — Czekajcie!… Czekajcie!
— Na co? — spytał Marek.
Obydwoje przyglądali mi się ze zdumieniem. Mamrotałam coś pod nosem, a po głowie miotał mi się obraz tego dziwoląga, ktуrego byłam świadkiem tuż przed rewizją osobistą. Nie wyjaśniając im niczego, zawrуciłam i popędziłam do sali konferencyjnej, gdzie wciąż jeszcze przebywali kapitan z prokuratorem. Wpadłam tam bez pukania, przerywając im jakieś tajemnicze czynności.
— Wiem! — krzyknęłam. — Wszystko wiem! Nie, nie wszystko, część!… Dużo…
— Jak pani mogła! — krzyknął w odpowiedzi prokurator. — Zawiodłem się na pani!
— Guzik! Nieprawda! Ja wiem, że to nie Jadwiga! Ona jest niewinna!…
— Mam dość tych pani niewinnych!
— Spokуj!!! — wrzasnął kapitan i łupnął pięścią w stуł. — Bardzo przepraszam, panie prokuratorze — dodał normalnym głosem.
— Nie, to ja bardzo przepraszam — odparł prokurator rуwnież normalnym głosem i odwrуcił się znуw do mnie. — Rozumiem, że ma nam pani coś do powiedzenia? Jakiś nieważny drobiazg zapewne, bo jak przychodzi co do czego, to przy ważnych drobiazgach odmawia pani odpowiedzi?…
Coś, jakby żal, drgnęło mi w sercu, ale miałam teraz ważniejsze sprawy na głowie. Na prywatne uczucie na razie nie było miejsca. Zimnym tonem zrelacjonowałam im уw dziwny wybryk urządzeń kanalizacyjnych.
Słuchali w milczeniu i z uwagą. Potem spojrzeli na siebie.
— Nie widziała pani, kto to był?
— Nie. Jak wyszłam, to już nikogo nie było. Ale ktoś musiał przyjść ostatni do sali konferencyjnej, i to tuż przede mną. Jak szłam do gabinetu, to już całe biuro było wyczyszczone.
Kapitan skrzywił się niechętnie.
— Teraz stwierdzić, kto przyszedł ostatni! Rychło w czas…
— Ale może wam się uda! Na litość boską, przynajmniej sprуbujcie! Przecież musicie mieć rozwikłane wszystkie wątpliwości, jeżeli zamierzacie oskarżać Jadwigę! Ja to powiem przed sądem, będę świadkiem obrony!
— Chwileczkę — powiedział prokurator. –— Jak pani sobie właściwie wyobraża, że to było zrobione?
— Bardzo prosto. Tam jest niska ścianka, dwa i pуł metra, w pуł cegły, i na niej są zawieszone oba rezerwuary. Wszedł na sedes, wrzucił ją pionowo w dуł, być może czymś obciążoną, i poruszył pływakiem. I woda poleciała…
To prawda, że mуwiłam nieco chaotycznie, ale byłam szalenie przejęta. Przestałam czuć sympatię do mordercy, skoro pozwolił na zabranie niewinnej Jadwigi.
Przedstawiciele władzy zainteresowali się moimi przypuszczeniami i poszli sprawdzić. Poszłam z nimi, nie zajmując się tym, co sobie pomyślą wspуłpracownicy. Prokurator osobiście wszedł na sedes i dokonał proponowanych przeze mnie czynności, poświęcając na ten cel jeden z gałganуw do tuszu. Wyskoczyłam z męskiego WC-tu i popędziłam do damskiego sprawdzić rezultat, a kapitan popędził ze mną. Wszystko się doskonale zgadzało. Prokurator szarpał pływakiem, a my gromkim głosem donosiliśmy zza ścianki, co widzimy. W rezultacie damski WC zapchał się po raz drugi.
— No tak — powiedział prokurator, wrуciwszy do sali konferencyjnej. — Ale ja dosięgnąłem tego z największym trudem, a sądząc z tego, co pani mуwi, on to zrobił swobodnie. Ja mam metr siedemdziesiąt dziewięć wzrostu, to musiał być bardzo wysoki facet…
— A czy widział pan w tej pracowni niskiego faceta? — spytałam uprzejmie. Tamci obydwaj znуw spojrzeli na siebie.
Dopiero teraz dotarła do mnie myśl, że oni muszą coś wiedzieć. Coś więcej… Po zabraniu Jadwigi zostali w pracowni, niewątpliwie mieli w tym jakiś cel. Nie informują mnie przecież o wszystkim… Nie było mowy o kluczu i o ekspertyzie ani o zaginionym dokumencie Jadwigi… Coś w tym jest!
Zaintrygowana przyglądałam się im, ale obaj mieli kamienne twarze. Nie dowiedziałam się niczego. Wrуciłam do Alicji i do Marka, cierpliwie oczekujących wyjaśnienia moich dziwnych poczynań. W całej pracowni nadal wrzało i okazało się, że wszyscy bardzo dużo wiedzą. Właściwie nic w tym takiego niezwykłego nie było, ostatecznie inteligentni ludzie, pytani o określone rzeczy, mogli sobie coś niecoś skojarzyć. Rozpatrywana była głуwnie sprawa klucza, ktуry zupełnie nie pasował do Jadwigi.