Wszyscy jesteśmy podejrzani
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Язык: польский
- Год: Kobra Media
- ISBN: 9788388791949
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:
— Czy może nam pani ją pokazać?
— Ależ proszę uprzejmie…
Zabrali szminkę i wyszli, pozostawiając nas w stanie osłupienia. Popatrzyliśmy na siebie nic nie rozumiejąc.
— O co chodzi? — spytał Janusz. — Przyznajcie się, co wyście namotali z tą szminką?
— Głupie pomysły zawsze się mszczą — powiedział Leszek z satysfakcją.
Witold pokręcił głową w zamyśleniu, wracając na swoje miejsce.
— Oj, coś mi się to nie podoba — mruknął. — Zdaje się, że oni na coś wpadli…
W chwilę potem zostałam wezwana do sali konferencyjnej. Trzej panowie siedzieli dookoła stołu, a atmosfera była pełna potępienia.
— Może nam pani powie, co to jest? — spytali, wskazując przedmiot, leżący na stole.
Przedmiot był najwyraźniej w świecie dużą, męską chustką do nosa w biało-niebieską kratkę. Chustką przestępcy!…
— O ile mnie wzrok nie myli, to jest chustka do nosa — powiedziałam ostrożnie.
— Czyja?
— Nie wiem. Pierwszy raz to widzę na oczy. Ale przypuszczam, że to jest właśnie ta chustka, ktуrej panowie szukali.
Po mojej życzliwej uwadze na krуtki moment zapanowało nieżyczliwe milczenie. Po chwili padło następne pytanie:
— Kiedy pani ostatni raz używała tej swojej szminki?
— Nie pamiętam, ale chyba bardzo dawno temu. Prawdopodobnie wczesną wiosną, jak miałam na sobie taką rudą bluzkę, bo to jest jedyny strуj, do ktуrego ta szminka pasuje.
— A przypadkiem nie trzy dni temu?
— Wykluczone! Tę bluzkę noszę tylko, jak jest zimno. A nie oszalałam jeszcze do tego stopnia, żeby się tak głupio malować.
— Pani tu zostanie. Proszę usiąść tam…
Coraz bardziej zaintrygowana i nieco zaniepokojona, posłusznie usiadłam na wskazanym miejscu. Prokurator wyraźnie unikał mojego spojrzenia. Do sali konferencyjnej wezwano Alicję, co mnie szalenie ucieszyło, bo nareszcie mogłam być świadkiem cudzych wypowiedzi przy przesłuchaniu. Alicja weszła, spojrzała na mnie bez zdziwienia i usiadła, czekając na pytanie. Chustkę przed nią schowano.
Prokurator poprowadził konwersację na tematy kosmetyczne. Pokazał Alicji szminkę i spytał, do kogo należy. Alicja obejrzała szminkę, pomazała się nią po ręce i zamyśliła się.
— Bo ja wiem? Idiotyczny kolor… Anka się tak maluje, ale ona ma chyba trochę jaśniejszą. Monika wykluczona. Może Joanny? — spojrzała na mnie niepewnie.
— Kiedy pani Joanna była tym umalowana ostatni raz?
— Przedostatni — poprawiła Alicja. — Ostatni jest przed samą śmiercią. Nie pamiętam, nie zwracam uwagi na głupstwa.
— Może tydzień temu?
— Może… — zgodziła się Alicja, a mnie zimny dreszcz przeleciał po krzyżu.
— A może miesiąc temu?
— Możliwe — odparła Alicja rуwnie zgodnie.
— A może rok? — w głosie prokuratora zabrzmiał jakiś podejrzanie uprzejmy ton.
— Też możliwe. Nie wiem, nie rozrуżniam. Ja nie mam poczucia czasu.
— Alicja, skup się, na miłosierdzie pańskie! — jęknęłam ze swojego kąta, ogarniana coraz większym niepokojem.
— Proszę się nie odzywać! — krzyknął ostro kapitan.
Alicja spojrzała na mnie.
— Ach, zależy ci na tym?…
— Niech pani sprуbuje sobie koniecznie przypomnieć. To bardzo ważne — powiedział rуwnocześnie prokurator, całkowicie ignorując moje istnienie.
Alicja utkwiła wzrok w ścianie i zaczęła wytężać pamięć.
— Już wiem! — zawołała nagle.— To mi się kojarzy… Ona tego chyba używała w większej masie.
Kapitan popatrzył na nią okropnym wzrokiem, ale prokurator nie stracił cierpliwości.
— Co to znaczy w większej masie? Cała była tym wymalowana?
— Nie, cała była ubrana w taki kolor. Tak, z pewnością. Z każdą inną odzieżą to by się fatalnie gryzło, a nie zauważyłam, żeby się na niej kiedykolwiek kolory gryzły.
Przeniknęła mnie głęboka wdzięczność dla Alicji zarуwno za potwierdzenie prawdziwości moich słуw, jak i za ten komplement.
— No to niech pani sobie jeszcze przypomni, kiedy to mogło być.
— Myślę, że jakoś dawno temu. Chyba to było coś zimowego.
— Dziękujemy pani…
Następna była Anka, ktуra się kategorycznie wyparła jakichkolwiek związkуw z moją szminką, na dowуd pokazując swoją, istotnie jaśniejszą. Monika sprawdziła efekt na dłoni z najwyższym wstrętem. Wszystkie kobiety z pracowni, kolejno pytane, wykazały całkowity brak pamięci w sprawie mojego makijażu.
Wypuściwszy ostatnią, panowie przesłuchujący odpoczywali jakiś czas w milczeniu. Potem prokurator nagłym ruchem wyjął z szuflady chustkę i rozwinął ją w całej okazałości.
— Wobec tego może nam pani powie, skąd się na tej chustce wzięło to!
W ciągu ułamka sekundy przestało mi się chcieć spać i przestałam być głupio i niewinnie zaciekawiona. Na biało-niebieskiej kratce wyraźnie odcinały się ślady mojej własnej, cynobrowej szminki!
Siedziałam jak siup soli, wpatrzona w przeklętą chustkę, i czułam, jak mi się robi rуwnocześnie zimno i gorąco, bo nagle odzyskałam pamięć. Wiedziałam, skąd się tam wzięły te ślady i, co najgorsze, wiedziałam także, kto jest mordercą!…
Mogłam to oczywiście powiedzieć. Mogłam się też wyprzeć i nadal twierdzić, że nic nie pamiętam, mogłam zrobić mnуstwo rzeczy! Ale zgłupiałam do tego stopnia, że nie przyszło mi do głowy nic innego, jak tylko to, że raczej się udławię niż powiem prawdę!
Milczałam tak długo, aż stało się wyraźnie widoczne, że pozostawiona samej sobie będę milczeć do skończenia świata. Prokurator zimnym, oficjalnym tonem powtуrzył pytanie:
— Skąd się na tej chustce wzięły ślady pani szminki?
— Nie powiem — odparłam nieoczekiwanie dla samej siebie.
— Co takiego?!
— Nie powiem — powtуrzyłam z uporem.
— Jak to pani nie powie? Już pani sobie przypomina?!
— Przypominam sobie. I oświadczam panom, że więcej nie powiem.
— Dlaczego?!
— Bo nie! Odmawiam zeznań!
Na twarzach przedstawicieli prawa odmalowała się konsternacja i wyraźne zaskoczenie. Spojrzeli na mnie i na siebie.
— Czy pani zdaje sobie sprawę z tego, że stawia się pani w dziwnym świetle? To jest pani szminka, pani jest podejrzana!
— Niech sobie będę! Wszystko mi jedno, nie powiem!
— Pani zostanie zatrzymana.
— Możecie mnie nawet zakuć w kajdany. Nie powiem wcześniej niż stojąc przed sądem, oskarżona o morderstwo!
Kapitan i prokurator wyglądali tak, jakby miał ich za chwilę szlag trafić. Porucznik patrzył na mnie wytrzeszczonymi oczami. Prawdę mуwiąc nie byłam tym zbytnio zdziwiona. Chyba ostatnią rzeczą, jakiej się mogli spodziewać, było to, że ja, nieskalanie niewinna, posiadająca żelazne alibi, deklarująca im swoją pomoc, okażę się nagle tak dokładnie wmieszana w to zabуjstwo. I to jeszcze po tych dwуch wieczorach z prokuratorem!…
Siedziałam zacięta, zrozpaczona, wściekła, usiłując wymyślić jakieś wyjście. Gdybyż mnie chociaż na chwilę wypuścili z tej cholernej sali! Wiedziałam, kto jest mordercą, i okropnie mi się to nie podobało, ponieważ to była właśnie ta sama osoba, ktуrą sobie na początku idiotycznie wyobraziłam! To niemożliwe, żeby się do tego stopnia wszystko zgodziło, to złośliwość, to świństwo!… Co oni teraz zrobią?
Władze śledcze odzyskały panowanie nad sobą. Powoli, ostrożnie, dyplomatycznie zaczęli mnie namawiać do zwierzeń. Tłumaczyli, prosili, ostrzegali, prokurator patrzył na mnie z wyrzutem i rozgoryczeniem — wszystko na nic! Zaparłam się. Miałam swoje powody…