Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 58
Перейти на страницу:

— W duchy wierzysz — oświadczył diabeł pogard­liwie. Milczał chwilę, przyglądając mi się drwiąco.

— No to wracamy do tematu — zażądał, dokonu­jąc tym na nowo przewrotu mojego wnętrza. — Sa­ma widzisz, że sprawa ma dużo stron i taka bardzo jasna nie jest.

— A ty ją zaciemniasz jeszcze więcej — powie­działam zniecierpliwiona. — Najpierw upierałeś się przy Zbyszku, potem przy Monice, potem wyszła na jaw Jadwiga, a teraz wrabiasz Witka. Zdecyduj się na coś!

— Jeszcze czego. Ja ci podsuwam myśli, a ty sobie sama wyciągaj wnioski. Nie mam co robić, tylko pracować za ciebie! No, teraz się możesz zastano­wić, gdzie są te brakujące rzeczy.

— Albo spłynęły kolektorem do Wisły, jeżeli je zabrał morderca — powiedziałam, zamyślając się — albo zostały gdzieś ukryte przez Tadeusza. Wiesz — dodałam, patrząc bystro na diabła — że nawet to drugie bardziej mi się podoba. Trudno przecież przy­puszczać, że jedyne materiały, jakimi dysponował, były zawarte w notesie. To były tylko podręczne notatki, zasadnicze rzeczy powinien trzymać gdzie indziej, zręcznie ukryte. Diabeł uczynił coś w rodzaju ukłonu.

— Moje uznanie — powiedział. — Zaczynam na­prawdę wierzyć, że do czegoś dojdziesz. Gdzie?

— A ty wiesz, gdzie?

— No pewnie, że wiem! Jazda, myśl!

— W domu?… — powiedziałam niepewnie.

— A gdzie jeszcze mуgłby?…

— W pracowni nie. Przewrуcili ją do gуry noga­mi. Skrytka pocztowa? Nonsens! Musiałby mieć klucz i chyba jakieś zaświadczenie. Zresztą niech milicja sprawdza… U jakiejś rodziny? Wątpię… Nie, chyba tylko w domu.

— A jak w domu, to gdzie?

— Przecież nie pod poduszką! Czyja wiem, w rуż­nych miejscach. Jeżeli się liczył z możliwością rewi­zji… Albo włamaniem ktуrejś z ofiar… To musiał to dobrze schować. Przed żoną chyba też. I przed dziec­kiem. Gdzie schować?…

— Pomogę ci — powiedział diabeł miłosiernie. — Głupia jesteś taka, że przykro patrzeć. Czym był Tadeusz z zawodu?

— Instalatorem sanitarnym…

— No? Nic ci to nie mуwi?…

— W urządzeniach sanitarnych? — spytałam z po­wątpiewaniem. — Kto wie? Może i masz rację?… Diabeł pochylił się nieco i znуw wpatrzył się we mnie hipnotycznie.

— Skup się — rozkazał. — Skup się! I patrz!…

Zaciągnął się niedopałkiem papierosa i wypuścił wielki kłąb dymu. Dym, gęsty i ciemny, zasłonił go, kotłował się chwilę, aż przybrał postać najzwyklejsze­go w świecie zlewozmywaka, przytwierdzonego do ściany. Obejrzałam zlewozmywak dokładnie, przykuc­nęłam i odkręciłam syfon pod spodem. Wyleciało nieco brudnej wody i nic więcej.

Znajdowałam się w mieszkaniu nieboszczyka Ta­deusza Stolarka. W kuchni poza zlewozmywakiem nie było nic interesującego, przeszłam więc do ła­zienki. Odkręciłam syfon pod umywalką. Nic, jeżeli nie liczyć jednej małej spinki od mankietu. Położy­łam spinkę na pralce, zajrzałam przy okazji do wnęt­rza pralki, obejrzałam dokładnie wannę. Wanna by­ła obmurowana i wyłożona glazurą. Nic, żadnej skrytki. Wlazłam na wannę i zajrzałam do rezerwu­aru. Rуwnież nic.

Zamyśliłam się, stojąc na środku łazienki. Żona Tadeusza była niewątpliwie idealną gospodynią, bo wszystko lśniło czystością. Zachęcona tą czystością zaczęłam oglądać miskę klozetową, bez przekonania usiłując pokręcić wszystkim, cokolwiek wystawało.

Z gуry wiedziałam, że jeżeli to urządzenie ma pra­widłowo działać, to nic tam nie powinno się ruszać. Ale miska klozetowa też musi mieć syfon… Tak, tylko że tędy przepływa woda… Zajrzałam od tyłu, ujęłam klapkę, przykręconą poniżej wlotu rury wo­dociągowej, i o dziwo! Klapka ruszyła się!

Zdziwiło mnie to niesłychanie. Jak to, przecież to powinno być wbite na mur! Pokręciłam klapką dalej, aż cała wyszła z gwintu, pomacałam trochę i wyczu­łam pod palcami okrągłe metalowe pudełko. Jako żywo niczego takiego nie umieszcza się w żadnym przewodzie!

Przejęta do nieprzytomności z trudem wyciągnę­łam pudełko, w ktуrym niegdyś było kakao, i stwier­dziłam, że za pudełkiem był uszczelniający pakunek. Tak, to była skrytka Tadeusza!

I w tym samym momencie zamarłam, siedząc w kucki pod miską klozetową, bo nagle dobiegł mnie dźwięk, ktуry zmroził mi krew w żyłach! Ktoś grzebał kluczem w zamku…

Sama nie wiedząc kiedy, wbiłam z powrotem pu­dełko do skrytki, wepchnęłam dekielek i wyprysnęłam z łazienki. Byłam sama w pustym mieszkaniu nieboszczyka Tadeusza, pora, sądząc po słońcu, była przedpołudniowa, żona w pracy, dziecko w szkole, Tadeusz w kostnicy, a drzwi usiłował otworzyć mor­derca, ktуry przyszedł po dowody swojej zbrodni…

Co do tego, że to morderca, nie miałam najmniej­szych wątpliwości. Co najdziwniejsze, mniej intere­sowała mnie możliwość postradania życia w tych dramatycznych okolicznościach niż nadzieja przeko­nania się wreszcie, kto to jest! Pуłprzytomna z wra­żenia, od stуp do głуw przepełniona ciekawością, schowałam się w przedpokoju pod niską ławą, zasłoniętą jakąś dekoracyjną szmatą, na skutek ciasnoty przyjąwszy pozycję bardzo niekorzystną, a mianowicie tyłem do drzwi wejściowych, a przodem do łazienki.

Morderca wszedł i nie zadając sobie trudu szuka­nia gdziekolwiek indziej, udał się wprost do owej miski klozetowej. Drzwi od łazienki zostawił otwar­te i wyraźnie widziałam, jak przykucnął w tej samej pozycji, co ja przed chwilą, jak wyciągnął owo pu­dełko… Jeszcze chwila, a wyprostuje się i odwrуci…

— Joanna!!! — wrzasnęło mi coś przeraźliwie nad uchem.

Skoczyłam na rуwne nogi. Wrażenie było okropne! Przez długą chwilę nie mogłam oprzytomnieć wpatru­jąc się wybałuszonymi oczami w stojącą obok Alicję.

Alicja zdziwiła się nieco.

— Co ci się stało? Czego mi się przyglądasz, tak się ostatnio zmieniłam? Nie idziesz do domu?

— Na litość boską — powiedziałam, ochłonąwszy z pierwszego szoku. — Jak mogłaś!…

— A co? — zaciekawiła się Alicja. — Robiłaś coś ważnego? Wydawało mi się, że nic nie robisz.

— Odkrywałam mordercę. Jeszcze sekunda, a już bym wiedziała, kto to jest. Krzyknęłaś dokładnie w chwili, kiedy miał się odwrуcić do mnie przodem!

— Krzyczałam przedtem kilkakrotnie, tyle że nie­co ciszej, zaczęłam się już obawiać, że ogłuchłaś. A przedtem był odwrуcony tyłem?

— Nawet, można powiedzieć, wypięty… W tej pozycji nie sposуb poznać.

— Okazywał ci lekceważenie? — spytała Alicja z zainteresowaniem.

— Nie, grzebał w urządzeniach sanitarnych nie­boszczyka. Przeżyłam wstrząsające chwile. Idę do domu, oczywiście. Czekaj, zaraz się spakuję.

Alicja była wyraźnie zaciekawiona moimi wizja­mi, ktуre streściłam jej pokrуtce, zbierając swoje rzeczy.

— Jak to, nie poznałaś nawet, czy to kobieta, czy mężczyzna? — spytała z naganą.

Zaskoczyła mnie tym pytaniem, bo uprzytomniłam sobie, że istotnie nie mogłam przysiąc. Morderca miał na sobie coś w rodzaju bardzo obszernego, nie­bieskiego kombinezonu. W śledczym zapale i w prze­konaniu, że za chwilę zobaczę jego twarz, nie zwrуci­łam na to dostatecznej uwagi.

Opuściłyśmy biuro, dojechałyśmy na Mokotуw tak­sуwką, po czym doszłyśmy do wniosku, że właściwie nigdzie nam się nie śpieszy. Nic nie stało na przeszko­dzie, żeby iść na kawę i kontynuować przerwane przez Wiesia śledcze rozważania.

Od wczoraj wzbogaciłam się o mnуstwo wiado­mości, wśrуd ktуrych, wbrew sugestiom diabła, naj­bardziej wybijały się te, dotyczące Wiesia. Zwierzy­łam się z tego Alicji, ktуra wysłuchała mnie bez zdziwienia.

1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)