Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 58
Перейти на страницу:

— Niby dlaczego? — zdziwił się diabeł, spogląda­jąc wreszcie na mnie. — Przecież cały dzień cię widzę.

Zamurowało mnie. Rzeczywiście, to bydlę mogło się przez cały czas koło mnie pętać, a ja bym o tym nic nie wiedziała. Okropna myśl!

— Wczoraj też mi siedziałeś nad głową? — spy­tałam, tknięta niepokojem, kiedy już odzyskałam głos.

— A coś ty myślała? Taką idiotkę mam zostawić samopas?

— Nie powiesz chyba, że czepiałeś się mnie całe życie?! A jakoś sobie dawałam radę?

— A rzeczywiście, znakomicie! I z jakim rezulta­tem! Dwoje dzieci, puszczona w trąbę przez męża i przez gacha, zapracowana jak wуł roboczy… Tylko ci zazdrościć! A jak sobie mogłaś ułożyć życie na atłasach, to co zrobiłaś? Szlachetna byłaś, co? Moral­na? Bezinteresowna? Ech, ty oślico, żebyś wiedzia­ła, że nic mnie tak nie denerwuje, jak ta twoja szla­chetność! Czekaj, jeszcze ci kością w gardle stanie!

— Powieś się — mruknęłam gniewnie. — Po to tu przyszedłeś, żeby się ze mną głupio kłуcić? O co ci chodzi?

— O nic. Wracajmy do tematu. Czego nie wiesz?

— Właśnie — przypomniałam sobie natychmiast wszystkie wątpliwości, ktуre narastały we mnie przez cały dzień. — Gdzie jest ten papier Jadwigi?

— Powoli, powoli — powiedział diabeł, uśmie­chając się złośliwie i wyraźnie rozkoszując swoją przewagą. — Zaraz do tego dojdziemy. Słusznie za­uważyłaś, że zbrodniarz nie miał czasu szukać no­tesu Tadeusza. Bardzo słusznie, pod warunkiem, że był tam opisany. Ale jeżeli poszło o jakąś sprawę, ktуrej nieboszczyk nie zanotował?… To co?

— No, jak to co? To wtedy notes w ogуle był niegroźny.

— A jak ci się zdaje? Czy mуgł się posunąć aż do morderstwa, jeżeli Tadeusz nie dysponował żadnym dowodem jego czynуw?

— Mуgł — odparłam jadowicie. — Jeżeli ty się w to wtrąciłeś…

— Nie wysilaj mi się tu na złośliwości, tylko myśl! Musiał mieć jakiś dowуd czy nie?

— No… musiał.

— I co się z tym dowodem stało?

— Idiotyczne pytanie. Skoro go milicja nie znalaz­ła, to znaczy, że go zabrał.

— A przy okazji zabrał papier Jadwigi?

— Możliwe — odparłam i nagle coś mi błysnęło.

—                Czekaj no, czekaj… A może?… Jak to, sądzisz, że jest możliwe… Że on się pomylił i zabrał papier Jadwigi, zamiast tego czegoś swojego?!…

Diabeł wydmuchnął wielki kłąb dymu.

— Czasem to nawet można z tobą wytrzymać — przyznał. — Skup się jeszcze trochę i myśclass="underline" są dwie możliwości…

Zatrzymał się wyczekująco i natychmiast wpad­łam mu w słowa.

— Jedna, że to Jadwiga. W takim razie, gdzie jest ten jej szpargał? Druga, że to ktoś inny, kto go zab­rał przez pomyłkę. W takim razie, gdzie jest to coś tego kogoś? Ograniczasz się dziwnie — dodałam po chwili. — Jest jeszcze trzecia możliwość: że papier Jadwigi i to coś jest gdzieś razem.

— Obojętne. Nie chodzi o ilość rzeczy, tylko o miejsce. Za chwilę sama na to wpadniesz, nie jes­teś tak przeraźliwie głupia, jak na to wyglądasz. Przedtem jeszcze proponowałbym ci pozastanawiać się troszkę nad kierownikiem pracowni.

— Jak to? — zdziwiłam się. — Sam mуwiłeś, że o nim za mało wiem.

— Tym bardziej pomyśl. Przyda ci się. W milczeniu patrzyłam na diabła. Dziwna w tej sytuacji lojalność zawodowa powstrzymywała mnie od mуwienia. Nie wiadomo czemu wydawało mi się, że diabeł nie wie wszystkiego i chce się dowie­dzieć ode mnie.

Diabeł się zniecierpliwił.

— No co tak siedzisz jak ofiara? Nie wiesz, co było z konkursem perskim? Zdajesz sobie sprawę, co by dla niego znaczyło ujawnienie tego kantu?

— Opamiętaj się — powiedziałam sucho. — Su­gerujesz, że Witek go zabił, żeby się nie rozgłosiło? Przecież by raczej zabił mnie!

— Co za kretynka z ciebie bez granic! — krzyknął diabeł, chwytając się rękami za rogatą głowę. — A skąd Witek ma wiedzieć, że ty coś wiesz?! Najpierw stawałaś na głowie, żeby się żywa dusza nie dowie­działa o twoich kontaktach z tamtym facetem, a teraz sobie wyobrażasz, że cały świat jest o tym powiado­miony!

Rzeczywiście, diabeł miał rację. Wiedziałam o pers­kim konkursie tylko dzięki temu, że byłam w bardzo bliskich stosunkach z człowiekiem, ktуry oficjalnie był moim dalekim znajomym. I to wiedziałam bardzo niedokładnie, nie znałam szczegуłуw.

— No dobrze, niech ci będzie. Ale weź pod uwagę wobec tego, jak mało osуb miało o tym jakieś po­jęcie. Skąd tu Tadeusz?

Diabeł przyglądał mi się błyszczącymi oczami, jak­by mnie chciał zahipnotyzować. Poczułam się odrobi­nę nieswojo i w głowie zaczęły mi się kłębić szczątki jakichś obrazуw.

— No? — powiedział zachęcająco. — No? Przy­pomnij sobie, przypomnij… Koło Nowego Roku… Co Matylda mуwiła?…

Diabeł znikł mi z oczu i ujrzałam na jego miejscu Matyldę, mуwiącą z zakłopotaniem:

— Doprawdy, pani Joanno, chyba go ktoś wziął. Przed chwilą tu leżał. Ja się jeszcze zapytam i niech pani też zapyta. Nie wiem, czy to coś ważnego, bo bez nadawcy…

Obraz Matyldy zamazał się i znуw diabeł patrzył na mnie błyszczącymi oczami.

— Święci patroni! — powiedziałam wstrząśnięta. — Masz rację, zaginął wtedy jakiś list do mnie! Czyżby?…

Diabeł się lekko wzdrygnął.

— Mogłabyś się powstrzymać od tych idiotycz­nych inwokacji. Właśnie, skąd wiesz, co to był za list i kto go zabrał? A jeżeli to był list od tamtego i wszystko tam było opisane?…

— Pozwуl mi chwilę pomyśleć, bo jestem zbulwer­sowana. Nie, no co ty mуwisz! Tadeusz był przytom­ny facet, niemożliwe, żeby mnie nim nie zaczął szan­tażować, gdyby się dowiedział!…

— Po pierwsze, z ciebie miał dosyć korzyści przez ORS. A po drugie, list był bez nadawcy, a on, jak się podpisywał?

— Nieczytelnym gryzmołem…

— To kogo można było tym szantażować, zakła­dając, że opisał tam sprawę perskiego konkursu?

— Masz rację, tylko Witka…

—Uffl

Diabeł odetchnął głęboko, przechylił się do tyłu na oparcie krzesła, wyciągnął zza drugiego ucha je­szcze dłuższego papierosa i zapalił.

—A więc, zreasumuj… — powiedział, puszczając misterne kуłko.

— Dobrze. Jeżeli to był list do mnie od niego i jeżeli Tadeusz go zabrał, to wiedział o perskim konkursie i Witek miał najpoważniejszy powуd, żeby go usunąć ze świata. Możliwości też miał. Należałoby sprawdzić, czy te przypuszczenia są słuszne, napisać do faceta i spytać. Co, jak wiesz, jest niemożliwe, bo nie mam zielonego pojęcia, gdzie уw osobnik przebywa.

— Bardzo dobrze. Na szczęście do tego śledztwa jest jeszcze milicja, nie tylko ty. Milicja znalazła coś ciekawego w waszym wychodku…

— Właśnie! Co?!

— Dowiesz się w swoim czasie. Milicja przepro­wadza ekspertyzę klucza.

— Czekaj no, czekaj! Dlaczego mуwiłeś, że o klu­czu wiem tylko ja i morderca?

— Bo tak jest. Przekonasz się. To znaczy, tak by­ło, teraz już byłaś uprzejma wtajemniczyć w to pro­kuratora… Nie przeczę, że ten klucz dużo wyjaśni. Czekaj, nie przerywaj mi, a propos prokuratora…

— Nie zmieniaj tematu, bo mi pomieszasz w głowie!

— Nie ma obawy, nie zdołam bardziej niż już masz pomieszane. No co, nie miałem racji z prokuratorem?

Z uczuciami, ktуre mnie przepełniały niejako warst­wami, zrobiło się nagle coś takiego, jakby ktoś prze­wrуcił naczynie do gуry nogami. Na wierzchu znalazły się jasne oczy i piękna, asymetryczna twarz.

— Ale z przepisami prawnymi nawet ty nie dasz sobie rady — powiedziałam wbrew sobie z satys­fakcją. — Dobrze wiesz, że nie może mnie poderwać przed zakończeniem śledztwa.

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)