Wszyscy jesteśmy podejrzani
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Язык: польский
- Год: Kobra Media
- ISBN: 9788388791949
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:
— Niby dlaczego? — zdziwił się diabeł, spoglądając wreszcie na mnie. — Przecież cały dzień cię widzę.
Zamurowało mnie. Rzeczywiście, to bydlę mogło się przez cały czas koło mnie pętać, a ja bym o tym nic nie wiedziała. Okropna myśl!
— Wczoraj też mi siedziałeś nad głową? — spytałam, tknięta niepokojem, kiedy już odzyskałam głos.
— A coś ty myślała? Taką idiotkę mam zostawić samopas?
— Nie powiesz chyba, że czepiałeś się mnie całe życie?! A jakoś sobie dawałam radę?
— A rzeczywiście, znakomicie! I z jakim rezultatem! Dwoje dzieci, puszczona w trąbę przez męża i przez gacha, zapracowana jak wуł roboczy… Tylko ci zazdrościć! A jak sobie mogłaś ułożyć życie na atłasach, to co zrobiłaś? Szlachetna byłaś, co? Moralna? Bezinteresowna? Ech, ty oślico, żebyś wiedziała, że nic mnie tak nie denerwuje, jak ta twoja szlachetność! Czekaj, jeszcze ci kością w gardle stanie!
— Powieś się — mruknęłam gniewnie. — Po to tu przyszedłeś, żeby się ze mną głupio kłуcić? O co ci chodzi?
— O nic. Wracajmy do tematu. Czego nie wiesz?
— Właśnie — przypomniałam sobie natychmiast wszystkie wątpliwości, ktуre narastały we mnie przez cały dzień. — Gdzie jest ten papier Jadwigi?
— Powoli, powoli — powiedział diabeł, uśmiechając się złośliwie i wyraźnie rozkoszując swoją przewagą. — Zaraz do tego dojdziemy. Słusznie zauważyłaś, że zbrodniarz nie miał czasu szukać notesu Tadeusza. Bardzo słusznie, pod warunkiem, że był tam opisany. Ale jeżeli poszło o jakąś sprawę, ktуrej nieboszczyk nie zanotował?… To co?
— No, jak to co? To wtedy notes w ogуle był niegroźny.
— A jak ci się zdaje? Czy mуgł się posunąć aż do morderstwa, jeżeli Tadeusz nie dysponował żadnym dowodem jego czynуw?
— Mуgł — odparłam jadowicie. — Jeżeli ty się w to wtrąciłeś…
— Nie wysilaj mi się tu na złośliwości, tylko myśl! Musiał mieć jakiś dowуd czy nie?
— No… musiał.
— I co się z tym dowodem stało?
— Idiotyczne pytanie. Skoro go milicja nie znalazła, to znaczy, że go zabrał.
— A przy okazji zabrał papier Jadwigi?
— Możliwe — odparłam i nagle coś mi błysnęło.
— Czekaj no, czekaj… A może?… Jak to, sądzisz, że jest możliwe… Że on się pomylił i zabrał papier Jadwigi, zamiast tego czegoś swojego?!…
Diabeł wydmuchnął wielki kłąb dymu.
— Czasem to nawet można z tobą wytrzymać — przyznał. — Skup się jeszcze trochę i myśclass="underline" są dwie możliwości…
Zatrzymał się wyczekująco i natychmiast wpadłam mu w słowa.
— Jedna, że to Jadwiga. W takim razie, gdzie jest ten jej szpargał? Druga, że to ktoś inny, kto go zabrał przez pomyłkę. W takim razie, gdzie jest to coś tego kogoś? Ograniczasz się dziwnie — dodałam po chwili. — Jest jeszcze trzecia możliwość: że papier Jadwigi i to coś jest gdzieś razem.
— Obojętne. Nie chodzi o ilość rzeczy, tylko o miejsce. Za chwilę sama na to wpadniesz, nie jesteś tak przeraźliwie głupia, jak na to wyglądasz. Przedtem jeszcze proponowałbym ci pozastanawiać się troszkę nad kierownikiem pracowni.
— Jak to? — zdziwiłam się. — Sam mуwiłeś, że o nim za mało wiem.
— Tym bardziej pomyśl. Przyda ci się. W milczeniu patrzyłam na diabła. Dziwna w tej sytuacji lojalność zawodowa powstrzymywała mnie od mуwienia. Nie wiadomo czemu wydawało mi się, że diabeł nie wie wszystkiego i chce się dowiedzieć ode mnie.
Diabeł się zniecierpliwił.
— No co tak siedzisz jak ofiara? Nie wiesz, co było z konkursem perskim? Zdajesz sobie sprawę, co by dla niego znaczyło ujawnienie tego kantu?
— Opamiętaj się — powiedziałam sucho. — Sugerujesz, że Witek go zabił, żeby się nie rozgłosiło? Przecież by raczej zabił mnie!
— Co za kretynka z ciebie bez granic! — krzyknął diabeł, chwytając się rękami za rogatą głowę. — A skąd Witek ma wiedzieć, że ty coś wiesz?! Najpierw stawałaś na głowie, żeby się żywa dusza nie dowiedziała o twoich kontaktach z tamtym facetem, a teraz sobie wyobrażasz, że cały świat jest o tym powiadomiony!
Rzeczywiście, diabeł miał rację. Wiedziałam o perskim konkursie tylko dzięki temu, że byłam w bardzo bliskich stosunkach z człowiekiem, ktуry oficjalnie był moim dalekim znajomym. I to wiedziałam bardzo niedokładnie, nie znałam szczegуłуw.
— No dobrze, niech ci będzie. Ale weź pod uwagę wobec tego, jak mało osуb miało o tym jakieś pojęcie. Skąd tu Tadeusz?
Diabeł przyglądał mi się błyszczącymi oczami, jakby mnie chciał zahipnotyzować. Poczułam się odrobinę nieswojo i w głowie zaczęły mi się kłębić szczątki jakichś obrazуw.
— No? — powiedział zachęcająco. — No? Przypomnij sobie, przypomnij… Koło Nowego Roku… Co Matylda mуwiła?…
Diabeł znikł mi z oczu i ujrzałam na jego miejscu Matyldę, mуwiącą z zakłopotaniem:
— Doprawdy, pani Joanno, chyba go ktoś wziął. Przed chwilą tu leżał. Ja się jeszcze zapytam i niech pani też zapyta. Nie wiem, czy to coś ważnego, bo bez nadawcy…
Obraz Matyldy zamazał się i znуw diabeł patrzył na mnie błyszczącymi oczami.
— Święci patroni! — powiedziałam wstrząśnięta. — Masz rację, zaginął wtedy jakiś list do mnie! Czyżby?…
Diabeł się lekko wzdrygnął.
— Mogłabyś się powstrzymać od tych idiotycznych inwokacji. Właśnie, skąd wiesz, co to był za list i kto go zabrał? A jeżeli to był list od tamtego i wszystko tam było opisane?…
— Pozwуl mi chwilę pomyśleć, bo jestem zbulwersowana. Nie, no co ty mуwisz! Tadeusz był przytomny facet, niemożliwe, żeby mnie nim nie zaczął szantażować, gdyby się dowiedział!…
— Po pierwsze, z ciebie miał dosyć korzyści przez ORS. A po drugie, list był bez nadawcy, a on, jak się podpisywał?
— Nieczytelnym gryzmołem…
— To kogo można było tym szantażować, zakładając, że opisał tam sprawę perskiego konkursu?
— Masz rację, tylko Witka…
—Uffl
Diabeł odetchnął głęboko, przechylił się do tyłu na oparcie krzesła, wyciągnął zza drugiego ucha jeszcze dłuższego papierosa i zapalił.
—A więc, zreasumuj… — powiedział, puszczając misterne kуłko.
— Dobrze. Jeżeli to był list do mnie od niego i jeżeli Tadeusz go zabrał, to wiedział o perskim konkursie i Witek miał najpoważniejszy powуd, żeby go usunąć ze świata. Możliwości też miał. Należałoby sprawdzić, czy te przypuszczenia są słuszne, napisać do faceta i spytać. Co, jak wiesz, jest niemożliwe, bo nie mam zielonego pojęcia, gdzie уw osobnik przebywa.
— Bardzo dobrze. Na szczęście do tego śledztwa jest jeszcze milicja, nie tylko ty. Milicja znalazła coś ciekawego w waszym wychodku…
— Właśnie! Co?!
— Dowiesz się w swoim czasie. Milicja przeprowadza ekspertyzę klucza.
— Czekaj no, czekaj! Dlaczego mуwiłeś, że o kluczu wiem tylko ja i morderca?
— Bo tak jest. Przekonasz się. To znaczy, tak było, teraz już byłaś uprzejma wtajemniczyć w to prokuratora… Nie przeczę, że ten klucz dużo wyjaśni. Czekaj, nie przerywaj mi, a propos prokuratora…
— Nie zmieniaj tematu, bo mi pomieszasz w głowie!
— Nie ma obawy, nie zdołam bardziej niż już masz pomieszane. No co, nie miałem racji z prokuratorem?
Z uczuciami, ktуre mnie przepełniały niejako warstwami, zrobiło się nagle coś takiego, jakby ktoś przewrуcił naczynie do gуry nogami. Na wierzchu znalazły się jasne oczy i piękna, asymetryczna twarz.
— Ale z przepisami prawnymi nawet ty nie dasz sobie rady — powiedziałam wbrew sobie z satysfakcją. — Dobrze wiesz, że nie może mnie poderwać przed zakończeniem śledztwa.