Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 58
Перейти на страницу:

— Musi panią chyba dużo łączyć z tym panem — powiedział rуwnocześnie uprzejmie i z przekąsem, przyglądając mi się jak jakiemuś ciekawemu okazowi. Musiałam zresztą istotnie wyglądać jak ciekawy okaz, czerwona, rozczochrana, wściekła, niewątpliwie po­mazana nieco grafitem z ołуwka, demonstrująca w roz­paczy wszystkie braki umysłowe. Chciałam mu w sza­le odpowiedzieć jednym słowem, krуtkim, treściwym i niecenzuralnym, ale się na szczęście powstrzymałam. Zamiast tego krzyknęłam:

—                Przecież on się śmiertelnie kocha…!

I urwałam. Lojalność w stosunku do Zbyszka była silniejsza nawet niż furia.

— W kim? — podchwycił natychmiast prokurator.

— W jednej pani — odparłam ponuro. — Nie we mnie, ręczę panu. Romansuje sobie z tą panią długo i wytrwale, a ja im błogosławię. A łączy mnie z nim platoniczna sympatia i wzajemne zaufanie.

Prokurator patrzył teraz na mnie, jakbym już zu­pełnie zwariowała.

— On się kocha w jednej pani, a pani go tak bro­ni? Przepraszam, ale ja tego nie rozumiem.

— To niech pan sobie nie rozumie. Widocznie obce są panu ludzkie uczucia.

— Przeciwnie, ludzkie uczucia są mi dobrze zna­ne i właśnie dlatego nie rozumiem.

— No to ja jestem taka nietypowa. I co, zamknie mnie pan za to?

— Panią nie, ale może tego pana…

Musiał mieć jednak mnуstwo wdzięku i nieprze­ciętne podejście do kobiet, bo doprowadził mnie znуw do przytomności. Jeszcze raz pokrуtce zreasu­mowałam z nim wszystkie wnioski. Podejrzanych nadal było osiem sztuk, z czego dwie, moim zdaniem, wykluczone psychologicznie, dwie na skutek subtel­nych obserwacji, a jedna nie mająca powodu. Уsma osoba, Wiesio, w ogуle nie mieściła mi się w głowie.

Wrуciłam na gуrę w pomieszanym nastroju, bo z jednej strony śledcze rozważania zdecydowanie mnie przygnębiły, a z drugiej urok prokuratora, ob­ficie na moje konto roztaczany, znacznie podniуsł na duchu. Trafiłam wprost na zbiegowisko, ktуre Witek zwołał w środkowym pokoju.

Usiadłam obok Alicji i zanim zdążyłam odetchnąć, usłyszałam od niej rewelacyjną informację.

— Uszczęśliwiłam ich — powiedziała z dużą sa­tysfakcją. — Grzebią w wychodku.

— Na miłosierdzie pańskie! Dlaczego?! Zwario­wali?!…

— Nie, ale skoro zadają głupie pytania, to słyszą głupie odpowiedzi.

Pozostawiony w pracowni kapitan, wpadłszy wi­dać w ostateczną rozpacz, zadał Alicji zgubne pyta­nie. Mianowicie koniecznie chciał się dowiedzieć, czy od chwili wykrycia morderstwa nie zdarzyło się w biurze coś niezwykłego.

— Poza zapchaniem się damskiego WC-tu nie za­uważyłam nic szczegуlnego — odparła beztrosko Alicja, po czym udzieliła mu szczegуłowych wiado­mości na temat naszych urządzeń sanitarnych. Za­pychanie damskiego WC-tu bowiem rуwnież nie było niczym niezwykłym. Zapychał się od byle cze­go. Wystarczyło tam wrzucić ogryzek od jabłka i już koniec luksusуw.

Kapitan, usłyszawszy tę wyczerpującą odpowiedź, dostał nagłego przypływu wigoru, wezwał posiłki i przy pomocy pani Glebowej przystąpił do gruntow­nego czyszczenia urządzeń kanalizacyjnych. Pani Gle­bowa była zachwycona, że chociaż raz w życiu milicja ją wyręcza, bo inaczej musiałaby to robić sama. Innych rezultatуw tych poczynań, poza uszczęśliwieniem pani Glebowej, Alicja na razie nie znała.

— Czy ja paniom przypadkiem nie przeszkadzam? — spytał Witek jadowitym szeptem, bo toczyłyśmy rozmowę, nie zwracając najmniejszej uwagi na roz­poczęcie zebrania.

— Nie, skądże, co znowu — odparłyśmy obie uprzejmie, ale poniechałyśmy konwersacji, bo zebra­nie zapowiadało się niezwykle interesująco.

Witek wygłaszał wspaniałą mowę, grzmiąc drama­tycznym szeptem przeciwko naszym błędom i wypa­czeniom. Z boleścią piętnował upadek dyscypliny, zaznaczający się szczegуlnie po zbrodni, co, jego zda­niem, było nadzwyczaj karygodne.

— A co on chciał, żebyśmy zaczęli gwałtownie pracować ze zdenerwowania? Z tą gliną na karku? — spytał rozgoryczonym szeptem Włodek.

— Znacie sytuację — szemrał Witek z boleścią. — Właśnie teraz mamy szansę uratowania pracow­ni. Przychodzą nowe zlecenia na blisko trzy miliony złotych…

— Chała będzie, a nie zlecenia — mruknął Stefan, siedzący obok nas na stole.

Witek nadal szeptał nonsensy, czepiając się wyłą­cznie dyscypliny i zręcznie omijając drażliwe tematy, takie, jak zatrzymująca nas wyświetlarnia, introligatornia, nadrabiane przez nas, nie wiadomo dlaczego, błędy i niedociągnięcia inwestorуw, komplikacje z na­szymi władzami budowlanymi i tym podobne. Nikt nie mуgł zrozumieć, o co mu właściwie chodzi. Nag­le, ni z tego, ni z owego, zakończył.

— I proszę teraz o rzeczywiście twуrcze wnioski — powiedział godnie i boleściwie.

Twуrcze wnioski padły natychmiast. Zapropono­wano sprowadzenie dwуch psуw, należących do Ste­fana i Janusza, w celu uwiązania ich w korytarzu i przy drzwiach wyjściowych.

— Stefana suka tresowana, trzeba ją jeszcze przy­uczyć, żeby przepuszczała do WC-tu — powiedział Leszek natchnionym głosem.

Alicja rzuciła myśl, żeby każdego przykuć za nogę do stołu łańcuchem, zamykanym na kłуdkę. Wiesio, żywo zainteresowany kwestią spуźnień, domagał się zamieszkania całego personelu na stałe wisiorze. Włodek proponował pozapychanie wszystkim gąb gipsem. Witek słuchał i cierpiał.

Wbrew naszym lekkomyślnym wypowiedziom ze­branie zakończyło się twardym akcentem. Witek wy­dał kategoryczny zakaz wychodzenia z pracowni na miasto niezależnie od potrzeb, picia kawy w gronie większym niż jedna osoba i nawet zakaz wychodze­nia z pokoju. Jak sobie w takiej sytuacji wyobrażał koordynacje międzybranżowe. Bуg raczy wiedzieć!

— Rzeczywiście — powiedział melancholijnie Ka­zio, kiwając głową. — Lataliśmy po korytarzach i pro­szę, co z tego wynikło. Jeszcze byśmy trochę polatali i już nikt by z życiem nie uszedł…

Co dziwniejsze, odebrał nam wszystkim głуwne projektanctwo i zostawił je sobie. On sam miał być głуwnym projektantem wszystkich obiektуw. To już zakrawało na obłęd, bo głуwny projektant to jest ofiara do wszystkiego. W naszej pracowni, poza tym, że nieszczęśnik musiał zrobić projekt architektoniczny, należało jeszcze do jego obowiązkуw milion innych rzeczy. Sprawdzenie wycen branż, przygotowanie umowy, kontakty z inwestorem, koordynacje wszyst­kich specjalności, architektury, konstrukcji, sanitar­nych, elektrycznych, drogowych, zieleni, technologii, i jak się dało, to jeszcze czegoś więcej, użeranie się z wyświetlarnią i wreszcie osobista odpowiedzialność finansowa za całość projektu. Istny koszmar!

Alicja, zamiatając kiedyś podłogę w czasie choroby pani Glebowej, oświadczyła, że nie dziwi jej ten jeden więcej obowiązek głуwnego projektanta. Ja sama, chcąc za wszelką cenę dotrzymać terminu, wepchnę­łam w wyświetlarnię tysiąc pięćset swoich prywatnych złotych w charakterze łapуwki i naraziłam się wszyst­kim czynnikom zatwierdzającym, domagając się od nich wydania opinii w ciągu dwуch godzin, zamiast dwуch tygodni. Kazio osobiście uczestniczył w wier­ceniach geologicznych, chcąc zaspokoić Kacpra, ktуry oświadczył, że bez badań gruntowych do roboty nie usiądzie…

Głуwne projektanctwo Witka na wszystkich obiek­tach było w ogуle nie do pomyślenia. Musiałby istnieć co najmniej w sześciu osobach rуwnocześnie. Wszys­cy byliśmy tak zdumieni, że nikt nic nie powiedział.

Opinie zaczęły się rozprzestrzeniać dopiero po za­kończeniu zebrania. W zmniejszonym nieco gronie doszliśmy do dwуch wnioskуw: po pierwsze, że Wi­tek zwariował, a po drugie, że z całą pewnością nie popełnił morderstwa. Pierwsze było dla wszystkich jasne i zrozumiałe, a drugie wytłumaczył Stefan.

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)