Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 58
Перейти на страницу:

—                 Idź pan do stu diabłуw! — powiedziałam gniew­nie, wyrywając mu rękę. — Jak ja mogę w tych warun­kach podrywać człowieka?!…

***

— Mam wrażenie, że udało wam się popełnić zbrodnię doskonałą — powiedział piękny prokura­tor, zapalając mi papierosa.

Tym razem był w garniturze, śnieżnobiałej koszuli i czarnym krawacie. Zapalał papierosa, gnąc się w nies­kazitelnym ukłonie, przy czym czynił to wyraźnie odruchowo, ponieważ byłam bardziej kobietą niż podejrzaną. Oblicze miał nieprzeniknione służbowo, a w oczach błysk natury prywatnej. Pomyślałam so­bie, że chyba jednak diabeł miał rację… Kapitan, patrzący w okno, robił wrażenie nieco zniechęconego.

— Już sam nie wiem, jak z wami rozmawiać — mruk­nął niechętnie. — Co za ludzie!…

— Bardzo sympatyczni — zaprotestowałam. — Tro­chę może oryginalni, ale to przecież nie wada. Słu­cham panуw.

Panowie spojrzeli na siebie, a potem na mnie, budząc tym we mnie żywe zaciekawienie. Kapitan wzruszył ramionami, a prokurator jakby się nieco zawahał.

— No nic… — powiedział. — Co by pani powie­działa na to, żebyśmy tak poszli sobie porozmawiać na jakimś neutralnym terenie? Na przykład gdzieś na kawie. Nie w celu prowadzenia oficjalnego prze­słuchania, a raczej nieoficjalnej wymiany poglą­dуw… Tak sobie, podyskutować na ciekawy temat…

Zaczęłam wietrzyć jakiś podstęp, chociaż propozy­cja sama w sobie była mi pod każdym względem na rękę. Ufna w swoje talenty dyplomatyczne i nieprze­ciętne walory umysłowe, wyraziłam zgodę. Ustaliliś­my czas i miejsce. Kapitan się nie wtrącał, słuchając naszej rozmowy z wyrazem beznadziejnej rezygnacji.

W pуł godziny potem usiadłam przy tym samym stoliku, przy ktуrym poprzednio toczyłam rozważa­nia z Alicją. Nietypowy prokurator traktował mnie jak cenną podrywkę. Nie miałam żadnych wątpliwoś­ci, że diabeł bierze w tej historii żywy udział.

Zapalił papierosa, prokurator oczywiście, nie dia­beł, spojrzał na mnie tymi niezwykle jasnymi, błysz­czącymi oczami, z kamiennie spokojną twarzą, i po­wiedział:

— Doszliśmy do wniosku, że sami sobie nie damy rady. Nie możemy poprzestać na siedmiu podejrza­nych, bo to jest to samo, co nie znaleźć żadnego. Jesteśmy w obcym środowisku, wśrуd ludzi nam nie znanych, a ze sobą nawzajem zżytych. Nic gorszego! Musimy prosić o pomoc kogoś, kto zna dobrze osoby dramatu, okoliczności i resztę. Wybуr padł na panią. Wychodzimy z założenia, że pani jest niewinna…

—A jeżeli jestem winna, to wykryjecie to właśnie dzięki tej przyjacielskiej wspуłpracy — uzupełniłam w przypływie wzmożonej bystrości umysłu. — Bar­dzo słuszne przewidywanie. To na czym właściwie panowie stoją?

— Panowie leżą… Niech pani posłucha. Wykrycia mordercy można dokonać dwiema drogami: albo za pomocą odnalezienia jakichś śladуw, albo drogą eli­minacji, z nadzieją, że stopniowo odpadną wszyscy, z wyjątkiem tego jednego. W tym przypadku ani jedna, ani druga metoda nie daje rezultatуw. Śladуw praktycznie brak, morderca był niewątpliwie czło­wiekiem inteligentnym. Eliminacja idzie jak po gru­dzie, właśnie z uwagi na specyficzne środowisko, i biorąc pod uwagę motywy i możliwości, podejrzani jesteście prawie wszyscy. Rzadko się zdarza, żeby tyle osуb naraz było tak dokładnie wmieszanych w morderstwo. A przy tym każdy usiłuje coś ukryć i nie wiadomo, czy to ma związek ze zbrodnią, czy nie. Informacjami cykacie jak zepsuty zegarek, dziś wyszła na jaw sprawa tych zamkniętych drzwi, skąd my możemy wiedzieć, co tu się jeszcze wykryje dziw­nego czy uderzającego i kiedy?! Kapitan jest znie­chęcony, a ja… Dla mnie to jest sprawa prestiżowa, szczerze pani wyznam, że mam prywatne powody, dla ktуrych muszę to rozwikłać. Cała moja nadzieja leży w pani.

—                A moja w panu — powiedziałam stanowczo.

Prokurator spojrzał nieco zaskoczony.

— Co pani chce przez to powiedzieć?

— Domyśla się pan chyba, że prowadzimy roz­ważania na własną rękę? Gdyby nie to, że przedtem tę zbrodnię omawiałam i że wszyscy byli tak wstrząś­nięci nagłą realizacją fikcji, niewątpliwie jeszcze przed przybyciem milicji połowa śledztwa byłaby załatwiona. Niech pan weźmie pod uwagę, że wyw­lekałam wуwczas na światło dzienne motywy… Ni­by żarty, ale w tych żartach było mnуstwo prawdy. Potem się wszyscy śmiertelnie wystraszyli i dlatego usiłują nabrać wody w usta, co im się zresztą nie bardzo udaje. Wracając do tematu, prowadzimy roz­ważania i z tych rozważań wynika, że wszystko wskazuje na niewinnego człowieka. Liczę na to, że pan znajdzie prawdziwego winowajcę, a niewinny automatycznie odpadnie.

— Po pierwsze, kto to jest „my”? A po drugie, kto to jest ten niewinny?

— My, to Alicja i ja. Zaraz panu wszystko stresz­czę, ale pan nawzajem?…

— Nawzajem, nawzajem — powiedział niecierpli­wie, kiwając głową. — Skoro chcę, żeby pani pomogła, to muszę panią trochę wtajemniczyć, to chyba jasne?

Kiwnęłam głową rуwnież i uznając pierwszeństwo władz śledczych, opowiedziałam pokrуtce, jak i do czego doszłyśmy z Alicją. Potem przypomniałam so­bie diabła i wysunęłam nieśmiałą wątpliwość co do autorstwa telefonu. Prokurator, patrzący w przest­rzeń, spojrzał teraz na mnie z zainteresowaniem.

— Owszem, my to rуwnież bierzemy pod uwagę. Możliwe, że dzwonił ktoś przypadkowy. To oczywiś­cie komplikuje zagadnienie, bo byłoby bardzo przyjem­nie zawęzić śledztwo tylko do tych czterech osуb…

— Zaraz, jakich czterech? Nam wyszło trzy… Chwileczkę, niech pan najpierw powie, o ktуrej go­dzinie on zginął? Według lekarza?

— Pomiędzy dwunastą trzydzieści a dwunastą czterdzieści pięć.

Ciężar padł mi na serce, chociaż spodziewałam się tego. Właśnie na ten kwadrans przypadały owe cztery minuty Zbyszka.

—                No dobrze, a kto jest tą czwartą osobą?

Okazało się, że nasze obliczenia zawierały błąd i czwartą osobą był Wiesio. Wszystko inne zgadzało się nieskazitelnie z wynikami milicji… Wiesio za­dziwił mnie niesłychanie.

— Miał dokładnie pięć minut na to uduszenie. Mуgł zdążyć, prawda? — powiedział prokurator, de­monstrując mi coś w rodzaju wyciągu z ich harmo­nogramu nieobecności. Przyjrzałam się temu z za­ciekawieniem i porуwnałam z naszym, ktуry na wszelki wypadek miałam przy sobie.

— No dobrze, zakładając, że kto inny dzwonił, a kto inny zamordował… przy czym jedno od dru­giego jest oddalone dokładnie o piętnaście minut… to co?

— To musimy brać pod uwagę dziewięć osуb. Rany boskie, zwariować można!… I te dziewięć osуb chciałbym z panią omуwić.

Dziewięć osуb. Dziewięć osуb, ktуre znam dob­rze od wielu lat. Ktуraś z tych osуb musi być mor­dercą… Niesamowite!

Na pierwszy ogień poszedł Kacper. Kacpra Już so­bie przemyślałam wcześniej, i to przy pomocy diab­ła, więc teraz mogłam bez trudu wygłosić poglądy. Prokurator w zasadzie zgodził się ze mną.

— Tak, logicznie rzecz biorąc, istotnie należy ra­czej przyjąć, że podejrzewał panią Monikę niż że sam to zrobił. Ale miał powody. A może specjalnie robił przedstawienie dla odwrуcenia podejrzeń?

— Możliwe, ale to by je robił od początku. A on od początku zachowywał się tak, jakby właśnie chciał wzbudzić podejrzenia.

— Definitywnie odrzucić go nie można. Jedźmy dalej. Co z panią Moniką?

Oczyma duszy ujrzałam przed sobą czarne, pło­nące wściekłością oczy Moniki. O tak, ona miała charakter… A do tego dwoje dzieci i perspektywę jasnej, pięknej, beztroskiej przyszłości, niszczoną przez Tadeusza. Ale przy tym była mądra i gdyby miała jakiekolwiek inne wyjście, to oczywiście zas­tosowałaby je, nie mordując Tadeusza.

1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)