Wszyscy jesteśmy podejrzani
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Язык: польский
- Год: Kobra Media
- ISBN: 9788388791949
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:
— Idź pan do stu diabłуw! — powiedziałam gniewnie, wyrywając mu rękę. — Jak ja mogę w tych warunkach podrywać człowieka?!…
***
— Mam wrażenie, że udało wam się popełnić zbrodnię doskonałą — powiedział piękny prokurator, zapalając mi papierosa.
Tym razem był w garniturze, śnieżnobiałej koszuli i czarnym krawacie. Zapalał papierosa, gnąc się w nieskazitelnym ukłonie, przy czym czynił to wyraźnie odruchowo, ponieważ byłam bardziej kobietą niż podejrzaną. Oblicze miał nieprzeniknione służbowo, a w oczach błysk natury prywatnej. Pomyślałam sobie, że chyba jednak diabeł miał rację… Kapitan, patrzący w okno, robił wrażenie nieco zniechęconego.
— Już sam nie wiem, jak z wami rozmawiać — mruknął niechętnie. — Co za ludzie!…
— Bardzo sympatyczni — zaprotestowałam. — Trochę może oryginalni, ale to przecież nie wada. Słucham panуw.
Panowie spojrzeli na siebie, a potem na mnie, budząc tym we mnie żywe zaciekawienie. Kapitan wzruszył ramionami, a prokurator jakby się nieco zawahał.
— No nic… — powiedział. — Co by pani powiedziała na to, żebyśmy tak poszli sobie porozmawiać na jakimś neutralnym terenie? Na przykład gdzieś na kawie. Nie w celu prowadzenia oficjalnego przesłuchania, a raczej nieoficjalnej wymiany poglądуw… Tak sobie, podyskutować na ciekawy temat…
Zaczęłam wietrzyć jakiś podstęp, chociaż propozycja sama w sobie była mi pod każdym względem na rękę. Ufna w swoje talenty dyplomatyczne i nieprzeciętne walory umysłowe, wyraziłam zgodę. Ustaliliśmy czas i miejsce. Kapitan się nie wtrącał, słuchając naszej rozmowy z wyrazem beznadziejnej rezygnacji.
W pуł godziny potem usiadłam przy tym samym stoliku, przy ktуrym poprzednio toczyłam rozważania z Alicją. Nietypowy prokurator traktował mnie jak cenną podrywkę. Nie miałam żadnych wątpliwości, że diabeł bierze w tej historii żywy udział.
Zapalił papierosa, prokurator oczywiście, nie diabeł, spojrzał na mnie tymi niezwykle jasnymi, błyszczącymi oczami, z kamiennie spokojną twarzą, i powiedział:
— Doszliśmy do wniosku, że sami sobie nie damy rady. Nie możemy poprzestać na siedmiu podejrzanych, bo to jest to samo, co nie znaleźć żadnego. Jesteśmy w obcym środowisku, wśrуd ludzi nam nie znanych, a ze sobą nawzajem zżytych. Nic gorszego! Musimy prosić o pomoc kogoś, kto zna dobrze osoby dramatu, okoliczności i resztę. Wybуr padł na panią. Wychodzimy z założenia, że pani jest niewinna…
—A jeżeli jestem winna, to wykryjecie to właśnie dzięki tej przyjacielskiej wspуłpracy — uzupełniłam w przypływie wzmożonej bystrości umysłu. — Bardzo słuszne przewidywanie. To na czym właściwie panowie stoją?
— Panowie leżą… Niech pani posłucha. Wykrycia mordercy można dokonać dwiema drogami: albo za pomocą odnalezienia jakichś śladуw, albo drogą eliminacji, z nadzieją, że stopniowo odpadną wszyscy, z wyjątkiem tego jednego. W tym przypadku ani jedna, ani druga metoda nie daje rezultatуw. Śladуw praktycznie brak, morderca był niewątpliwie człowiekiem inteligentnym. Eliminacja idzie jak po grudzie, właśnie z uwagi na specyficzne środowisko, i biorąc pod uwagę motywy i możliwości, podejrzani jesteście prawie wszyscy. Rzadko się zdarza, żeby tyle osуb naraz było tak dokładnie wmieszanych w morderstwo. A przy tym każdy usiłuje coś ukryć i nie wiadomo, czy to ma związek ze zbrodnią, czy nie. Informacjami cykacie jak zepsuty zegarek, dziś wyszła na jaw sprawa tych zamkniętych drzwi, skąd my możemy wiedzieć, co tu się jeszcze wykryje dziwnego czy uderzającego i kiedy?! Kapitan jest zniechęcony, a ja… Dla mnie to jest sprawa prestiżowa, szczerze pani wyznam, że mam prywatne powody, dla ktуrych muszę to rozwikłać. Cała moja nadzieja leży w pani.
— A moja w panu — powiedziałam stanowczo.
Prokurator spojrzał nieco zaskoczony.
— Co pani chce przez to powiedzieć?
— Domyśla się pan chyba, że prowadzimy rozważania na własną rękę? Gdyby nie to, że przedtem tę zbrodnię omawiałam i że wszyscy byli tak wstrząśnięci nagłą realizacją fikcji, niewątpliwie jeszcze przed przybyciem milicji połowa śledztwa byłaby załatwiona. Niech pan weźmie pod uwagę, że wywlekałam wуwczas na światło dzienne motywy… Niby żarty, ale w tych żartach było mnуstwo prawdy. Potem się wszyscy śmiertelnie wystraszyli i dlatego usiłują nabrać wody w usta, co im się zresztą nie bardzo udaje. Wracając do tematu, prowadzimy rozważania i z tych rozważań wynika, że wszystko wskazuje na niewinnego człowieka. Liczę na to, że pan znajdzie prawdziwego winowajcę, a niewinny automatycznie odpadnie.
— Po pierwsze, kto to jest „my”? A po drugie, kto to jest ten niewinny?
— My, to Alicja i ja. Zaraz panu wszystko streszczę, ale pan nawzajem?…
— Nawzajem, nawzajem — powiedział niecierpliwie, kiwając głową. — Skoro chcę, żeby pani pomogła, to muszę panią trochę wtajemniczyć, to chyba jasne?
Kiwnęłam głową rуwnież i uznając pierwszeństwo władz śledczych, opowiedziałam pokrуtce, jak i do czego doszłyśmy z Alicją. Potem przypomniałam sobie diabła i wysunęłam nieśmiałą wątpliwość co do autorstwa telefonu. Prokurator, patrzący w przestrzeń, spojrzał teraz na mnie z zainteresowaniem.
— Owszem, my to rуwnież bierzemy pod uwagę. Możliwe, że dzwonił ktoś przypadkowy. To oczywiście komplikuje zagadnienie, bo byłoby bardzo przyjemnie zawęzić śledztwo tylko do tych czterech osуb…
— Zaraz, jakich czterech? Nam wyszło trzy… Chwileczkę, niech pan najpierw powie, o ktуrej godzinie on zginął? Według lekarza?
— Pomiędzy dwunastą trzydzieści a dwunastą czterdzieści pięć.
Ciężar padł mi na serce, chociaż spodziewałam się tego. Właśnie na ten kwadrans przypadały owe cztery minuty Zbyszka.
— No dobrze, a kto jest tą czwartą osobą?
Okazało się, że nasze obliczenia zawierały błąd i czwartą osobą był Wiesio. Wszystko inne zgadzało się nieskazitelnie z wynikami milicji… Wiesio zadziwił mnie niesłychanie.
— Miał dokładnie pięć minut na to uduszenie. Mуgł zdążyć, prawda? — powiedział prokurator, demonstrując mi coś w rodzaju wyciągu z ich harmonogramu nieobecności. Przyjrzałam się temu z zaciekawieniem i porуwnałam z naszym, ktуry na wszelki wypadek miałam przy sobie.
— No dobrze, zakładając, że kto inny dzwonił, a kto inny zamordował… przy czym jedno od drugiego jest oddalone dokładnie o piętnaście minut… to co?
— To musimy brać pod uwagę dziewięć osуb. Rany boskie, zwariować można!… I te dziewięć osуb chciałbym z panią omуwić.
Dziewięć osуb. Dziewięć osуb, ktуre znam dobrze od wielu lat. Ktуraś z tych osуb musi być mordercą… Niesamowite!
Na pierwszy ogień poszedł Kacper. Kacpra Już sobie przemyślałam wcześniej, i to przy pomocy diabła, więc teraz mogłam bez trudu wygłosić poglądy. Prokurator w zasadzie zgodził się ze mną.
— Tak, logicznie rzecz biorąc, istotnie należy raczej przyjąć, że podejrzewał panią Monikę niż że sam to zrobił. Ale miał powody. A może specjalnie robił przedstawienie dla odwrуcenia podejrzeń?
— Możliwe, ale to by je robił od początku. A on od początku zachowywał się tak, jakby właśnie chciał wzbudzić podejrzenia.
— Definitywnie odrzucić go nie można. Jedźmy dalej. Co z panią Moniką?
Oczyma duszy ujrzałam przed sobą czarne, płonące wściekłością oczy Moniki. O tak, ona miała charakter… A do tego dwoje dzieci i perspektywę jasnej, pięknej, beztroskiej przyszłości, niszczoną przez Tadeusza. Ale przy tym była mądra i gdyby miała jakiekolwiek inne wyjście, to oczywiście zastosowałaby je, nie mordując Tadeusza.