Wszyscy jesteśmy podejrzani
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Язык: польский
- Год: Kobra Media
- ISBN: 9788388791949
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:
— No to zastanуwmy się, czy miała inne wyjście — zażądał prokurator.
Zgodziłam się z nim i posłusznie zaczęłam się zastanawiać. Inne wyjście… Jakie? Opłacać Stolarka, zgrzytając zębami? Czym? Zerwać wszystkie kontakty? Owszem, to mogła zrobić i potem upierać się, że zerwała je na długo przed poznaniem oblubieńca, ale, wszystko jedno, oblubieniec mуgł mieć pretensję o przeszłość.
— Ja bym miał — powiedział stanowczo prokurator.
— O? — zdziwiłam się i przyjrzałam mu się krytycznie. — A pan nie ma przeszłości?
— To jest co innego…
—A pewnie, nawet gorzej. Kobieta jest podrywana i może być tylko bezwolną ofiarą, natomiast pan musi zawsze występować jako strona aktywna.
— Rzeczywiście, pani Monika nawet wygląda na bezwolną ofiarę…
— Pan też wygląda…
— No to wrуćmy do tematu. Co jeszcze mogła?
Co jeszcze mogła? Uprzedzić ewentualne informacje Tadeusza? Też na nic, zbyt wiele musiałaby tłumaczyć i już chyba w żaden sposуb nie zdołałaby być nieskazitelna w oczach przyszłego… Nie, jedyne, co mogła zrobić, to udusić szantażystę…
— No sama pani widzi, że tu może człowieka szlag trafić — powiedział prokurator z irytacją. — Gdyby wszystkie zbrodnie były takie, to już bym dawno zmienił zawуd. Następny!
Następny był Ryszard. Ryszard… Ho, ho! Czego on nie mуgł zrobić! Nieobliczalny szaleniec, opętany myślą o wyjeździe, mуgł wymordować nawet całą pracownię, gdyby to się okazało niezbędne. Ale Ryszard zrobiłby to inaczej. Albo byłby przekonany o słuszności swego postępowania i nie fatygowałby się z usuwaniem śladуw, przeciwnie, rozgłosiłby swуj czyn wszem i wobec, albo też uczyniłby to w afekcie, a co za tym idzie mniej roztropnie i z większym hałasem. Rozmowa, toczona przez Ryszarda, byłaby słyszalna nie tylko w całym biurze, ale nawet na klatce schodowej. No i nieboszczyk nie tak by wyglądał…
Oczyma duszy ujrzałam Ryszarda w szale i furii duszącego Tadeusza, rzucającego się na niego i masakrującego zwłoki, a potem patrzącego w przerażeniu i ze zgrozą na swoje dzieło, wypadającego z krzykiem z sali konferencyjnej, gdzie został trup w opłakanym stanie… Z trudem oderwałam się od tego makabrycznego obrazu.
Nie, do Ryszarda ta cicha, genialnie wykonana zbrodnia zupełnie nie pasowała. No i przecież by chyba bezpośrednio po uduszeniu człowieka nie spał!
— A spał? — zainteresował się prokurator.
— Martwym bykiem. Rozumiem, że jest niedospany, bo systematycznie pracuje po nocach, ale jeszcze nie słyszałam o takim wypadku, żeby ktoś spał ze zdenerwowania.
— Ja też nie.
— Zaraz, to mi coś przypomina…
Wspomnienie śpiącego Ryszarda nasunęło mi na myśl obraz wspуłpracownikуw, oczekujących przybycia milicji. Przypomniałam sobie wyraz twarzy Moniki, w ktуrym oprуcz innych uczuć była wdzięczność… Tak, najwyraźniej w świecie ona podejrzewała mnie, zresztą wszyscy podejrzewali mnie, i była mi wdzięczna!…
— Za usunięcie z jej drogi szantażysty? No, tak, to by ją uniewinniało. Jest pani pewna?
— Absolutnie!
— Coś okropnego — mruknął prokurator.
Co do Kajtka tylko jedna rzecz była dla mnie pewna, to, co powiedziałam już Alicji. Tadeusz był dla niego bezcenny za życia, a nie po śmierci. Żaden dług nie zmusiłby go do zabicia człowieka, ktуry żyrował mu pożyczkę i robił z nim korzystne interesy. Chyba że było jeszcze coś, o czym nie wiedziałam. Prokurator też nie wiedział. Ankę załatwiłam błyskawicznie.
— Niech ją pan zostawi w spokoju — powiedziałam stanowczo. — Wiemy, gdzie była wtedy, kiedy jej nie było, i mamy na to trzy sztuki świadkуw. Musi mi pan uwierzyć na słowo, bo od razu mogę pana zapewnić, że panu ci świadkowie tego nie powiedzą. Mnie powiedzieli i ja wiem. Nie miała żadnych szans popełnić zbrodni, nawet gdyby trwała cztery sekundy, a nie cztery minuty.
Po Ance doszliśmy wreszcie do Zbyszka. Na ten temat miałam już swoje wyrobione zdanie i nie omieszkałam go wygłosić.
— Skąd pani ma taką pewność, że on jest niewinny? — spytał z dezaprobatą prokurator.
— Niech pan przyjmie na wiarę fakt, że jak na jego potrzeby morderstwo zostało popełnione ze zbyt wielkim opуźnieniem. Kilka tygodni wcześniej sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej, a teraz ja panu mуwię, że to nie on!
— To jest tylko pani prywatne przekonanie…
— Oparte na faktach. Do wyjawienia tych faktуw zmusi mnie, a zapewne i jego, tylko postawienie przed sądem. Zostawmy go i jedźmy dalej.
Następna była Jadwiga. Milicja zbadała już, co oznaczał уw numer przy jej nazwisku w notesie Tadeusza. Był to numer rejestracyjny prywatnego samochodu. Pochodził z odległych czasуw, kiedy prywatne samochody były oznaczone literą H i dlatego w pierwszej chwili nie przyszło to nikomu do głowy. Zaczęłam się zastanawiać.
Co jakiś prywatny samochуd może mieć wspуlnego ze śmiercią Tadeusza? Z całą pewnością Jadwiga nigdy w życiu nie posiadała pojazdu mechanicznego. Przejechało ją coś czy co? Owszem, jej уwczesny mąż miał jakiś samochуd, miał też warsztat, był inicjatywą prywatną, ale co z tego?
— Może popełnił jakieś nadużycie i nieboszczyk ją teraz tym szantażował?
— Ją szantażował? Przeciwnie, sprawiłby jej tym szaloną radość. Jadwiga ozłociłaby go za najgorsze wiadomości o swoim byłym mężu, bo od wiekуw toczy z nim świętą wojnę o alimenty.
— Siedemdziesiąt tysięcy złotych?
— Ach, i to pan wie? Tak, siedemdziesiąt tysięcy zaległych złotych. Gdyby nieboszczyk zbierał dla niej negatywne informacje o owym mężu, toby go karmiła ananasami, a nie zabijała, bzdura!
— No, a jak z jej charakterem?
— Tylko w jednym wypadku… — powiedziałam, popadając w zamyślenie. — Tylko w jednym wypadku…
— No?…
— Gdyby chodziło o dziecko. O przyszłość jej cуrki. Gdyby Tadeusz w jakiś sposуb miał w dalszej konsekwencji przynieść szkodę jej dziecku, byłaby zdolna absolutnie do wszystkiego. I sposуb popełnienia zbrodni nawet do niej pasuje…
— Widzę, że trzeba będzie zbadać dokładnie sprawę tego tajemniczego samochodu — przyznał niechętnie prokurator. — Nie wiem, jakim sposobem… Ale może w tym coś jest?
Z całą stanowczością stwierdziłam, że o Witku mogę powiedzieć niewiele. Czy miał jakiś powуd? Z jednej strony wyglądało na to, że nie był szantażowany, w notesie go Tadeusz nie opisał. Ale z drugiej coś tam razem mieli, sądząc ze spostrzeżeń Janusza. Co? Moje domysły na ten temat były tak mgliste i tak nieprzyjemne, że wolałam o nich nie wspominać. Znуw zamajaczył mi przed oczami ponury obraz i znуw czym prędzej się go pozbyłam…
— No tak, on właściwie nie ma powodu — powiedział prokurator w zamyśleniu. — Ale gdyby miał, to jaki?
— Kariera — odparłam bez namysłu. — Kariera zawodowa. Witek ma kolosalne ambicje i jest pozbawiony skrupułуw. Gotуw po trupach piąć się na wyżyny. Charakter ma też stosowny… Dostatecznie inteligentny i opanowany, żeby zaplanować i wykonać nawet dwadzieścia zbrodni doskonałych. I nie ma wątpliwości, że dla kariery byłby gotуw na wszystko, bo to jest jego sens życia. Gdybym wiedziała, że miał powуd, stawiałabym na niego bez wahania, ale o nim przecież Tadeusz nic nie wiedział.
— A pani coś wie?…