Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 58
Перейти на страницу:

— No to zastanуwmy się, czy miała inne wyjście — zażądał prokurator.

Zgodziłam się z nim i posłusznie zaczęłam się zastanawiać. Inne wyjście… Jakie? Opłacać Stolarka, zgrzytając zębami? Czym? Zerwać wszystkie kontak­ty? Owszem, to mogła zrobić i potem upierać się, że zerwała je na długo przed poznaniem oblubieńca, ale, wszystko jedno, oblubieniec mуgł mieć pretensję o przeszłość.

— Ja bym miał — powiedział stanowczo proku­rator.

— O? — zdziwiłam się i przyjrzałam mu się kry­tycznie. — A pan nie ma przeszłości?

— To jest co innego…

—A pewnie, nawet gorzej. Kobieta jest podrywa­na i może być tylko bezwolną ofiarą, natomiast pan musi zawsze występować jako strona aktywna.

— Rzeczywiście, pani Monika nawet wygląda na bezwolną ofiarę…

— Pan też wygląda…

—                No to wrуćmy do tematu. Co jeszcze mogła?

Co jeszcze mogła? Uprzedzić ewentualne infor­macje Tadeusza? Też na nic, zbyt wiele musiałaby tłumaczyć i już chyba w żaden sposуb nie zdołałaby być nieskazitelna w oczach przyszłego… Nie, jedy­ne, co mogła zrobić, to udusić szantażystę…

—                No sama pani widzi, że tu może człowieka szlag trafić — powiedział prokurator z irytacją. — Gdyby wszystkie zbrodnie były takie, to już bym dawno zmienił zawуd. Następny!

Następny był Ryszard. Ryszard… Ho, ho! Czego on nie mуgł zrobić! Nieobliczalny szaleniec, opętany myślą o wyjeździe, mуgł wymordować nawet całą pracownię, gdyby to się okazało niezbędne. Ale Ry­szard zrobiłby to inaczej. Albo byłby przekonany o słuszności swego postępowania i nie fatygowałby się z usuwaniem śladуw, przeciwnie, rozgłosiłby swуj czyn wszem i wobec, albo też uczyniłby to w afekcie, a co za tym idzie mniej roztropnie i z większym ha­łasem. Rozmowa, toczona przez Ryszarda, byłaby słyszalna nie tylko w całym biurze, ale nawet na klatce schodowej. No i nieboszczyk nie tak by wyglądał…

Oczyma duszy ujrzałam Ryszarda w szale i furii duszącego Tadeusza, rzucającego się na niego i ma­sakrującego zwłoki, a potem patrzącego w przera­żeniu i ze zgrozą na swoje dzieło, wypadającego z krzykiem z sali konferencyjnej, gdzie został trup w opłakanym stanie… Z trudem oderwałam się od tego makabrycznego obrazu.

Nie, do Ryszarda ta cicha, genialnie wykonana zbrodnia zupełnie nie pasowała. No i przecież by chyba bezpośrednio po uduszeniu człowieka nie spał!

— A spał? — zainteresował się prokurator.

— Martwym bykiem. Rozumiem, że jest niedospa­ny, bo systematycznie pracuje po nocach, ale jeszcze nie słyszałam o takim wypadku, żeby ktoś spał ze zdenerwowania.

— Ja też nie.

— Zaraz, to mi coś przypomina…

Wspomnienie śpiącego Ryszarda nasunęło mi na myśl obraz wspуłpracownikуw, oczekujących przy­bycia milicji. Przypomniałam sobie wyraz twarzy Mo­niki, w ktуrym oprуcz innych uczuć była wdzięcz­ność… Tak, najwyraźniej w świecie ona podejrzewała mnie, zresztą wszyscy podejrzewali mnie, i była mi wdzięczna!…

— Za usunięcie z jej drogi szantażysty? No, tak, to by ją uniewinniało. Jest pani pewna?

— Absolutnie!

—                Coś okropnego — mruknął prokurator.

Co do Kajtka tylko jedna rzecz była dla mnie pew­na, to, co powiedziałam już Alicji. Tadeusz był dla niego bezcenny za życia, a nie po śmierci. Żaden dług nie zmusiłby go do zabicia człowieka, ktуry żyrował mu pożyczkę i robił z nim korzystne interesy. Chyba że było jeszcze coś, o czym nie wiedziałam. Prokura­tor też nie wiedział. Ankę załatwiłam błyskawicznie.

— Niech ją pan zostawi w spokoju — powiedzia­łam stanowczo. — Wiemy, gdzie była wtedy, kiedy jej nie było, i mamy na to trzy sztuki świadkуw. Musi mi pan uwierzyć na słowo, bo od razu mogę pana zapew­nić, że panu ci świadkowie tego nie powiedzą. Mnie powiedzieli i ja wiem. Nie miała żadnych szans popeł­nić zbrodni, nawet gdyby trwała cztery sekundy, a nie cztery minuty.

Po Ance doszliśmy wreszcie do Zbyszka. Na ten temat miałam już swoje wyrobione zdanie i nie omieszkałam go wygłosić.

— Skąd pani ma taką pewność, że on jest niewin­ny? — spytał z dezaprobatą prokurator.

— Niech pan przyjmie na wiarę fakt, że jak na je­go potrzeby morderstwo zostało popełnione ze zbyt wielkim opуźnieniem. Kilka tygodni wcześniej sy­tuacja wyglądałaby zupełnie inaczej, a teraz ja panu mуwię, że to nie on!

— To jest tylko pani prywatne przekonanie…

— Oparte na faktach. Do wyjawienia tych faktуw zmusi mnie, a zapewne i jego, tylko postawienie przed sądem. Zostawmy go i jedźmy dalej.

Następna była Jadwiga. Milicja zbadała już, co oznaczał уw numer przy jej nazwisku w notesie Ta­deusza. Był to numer rejestracyjny prywatnego samo­chodu. Pochodził z odległych czasуw, kiedy prywatne samochody były oznaczone literą H i dlatego w pierw­szej chwili nie przyszło to nikomu do głowy. Zaczę­łam się zastanawiać.

Co jakiś prywatny samochуd może mieć wspуlne­go ze śmiercią Tadeusza? Z całą pewnością Jadwiga nigdy w życiu nie posiadała pojazdu mechaniczne­go. Przejechało ją coś czy co? Owszem, jej уwczesny mąż miał jakiś samochуd, miał też warsztat, był inicjatywą prywatną, ale co z tego?

— Może popełnił jakieś nadużycie i nieboszczyk ją teraz tym szantażował?

— Ją szantażował? Przeciwnie, sprawiłby jej tym szaloną radość. Jadwiga ozłociłaby go za najgorsze wiadomości o swoim byłym mężu, bo od wiekуw toczy z nim świętą wojnę o alimenty.

— Siedemdziesiąt tysięcy złotych?

— Ach, i to pan wie? Tak, siedemdziesiąt tysięcy zaległych złotych. Gdyby nieboszczyk zbierał dla niej negatywne informacje o owym mężu, toby go karmiła ananasami, a nie zabijała, bzdura!

— No, a jak z jej charakterem?

— Tylko w jednym wypadku… — powiedziałam, popadając w zamyślenie. — Tylko w jednym wypad­ku…

— No?…

— Gdyby chodziło o dziecko. O przyszłość jej cуr­ki. Gdyby Tadeusz w jakiś sposуb miał w dalszej konsekwencji przynieść szkodę jej dziecku, byłaby zdolna absolutnie do wszystkiego. I sposуb popeł­nienia zbrodni nawet do niej pasuje…

— Widzę, że trzeba będzie zbadać dokładnie spra­wę tego tajemniczego samochodu — przyznał nie­chętnie prokurator. — Nie wiem, jakim sposobem… Ale może w tym coś jest?

Z całą stanowczością stwierdziłam, że o Witku mogę powiedzieć niewiele. Czy miał jakiś powуd? Z jednej strony wyglądało na to, że nie był szantażo­wany, w notesie go Tadeusz nie opisał. Ale z drugiej coś tam razem mieli, sądząc ze spostrzeżeń Janusza. Co? Moje domysły na ten temat były tak mgliste i tak nieprzyjemne, że wolałam o nich nie wspomi­nać. Znуw zamajaczył mi przed oczami ponury ob­raz i znуw czym prędzej się go pozbyłam…

— No tak, on właściwie nie ma powodu — po­wiedział prokurator w zamyśleniu. — Ale gdyby miał, to jaki?

— Kariera — odparłam bez namysłu. — Kariera zawodowa. Witek ma kolosalne ambicje i jest pozba­wiony skrupułуw. Gotуw po trupach piąć się na wyżyny. Charakter ma też stosowny… Dostatecznie inteligentny i opanowany, żeby zaplanować i wyko­nać nawet dwadzieścia zbrodni doskonałych. I nie ma wątpliwości, że dla kariery byłby gotуw na wszystko, bo to jest jego sens życia. Gdybym wiedziała, że miał powуd, stawiałabym na niego bez wahania, ale o nim przecież Tadeusz nic nie wiedział.

— A pani coś wie?…

1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)