Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 58
Перейти на страницу:

— Nie wiem, muszek by chyba było mniej… Część by wcześniej wyleciała. Nie wiem, w jakim tempie one się lęgną…

— No dobrze, to jeszcze zbadamy. Przypuśćmy, że wyjął klucz z szuflady, dość, że go miał. Co dalej?

— Dalej wybiera chwilę… A, nie, przedtem dzwo­ni. Zaraz, zaraz…

Wpatrywałam się intensywnie w prokuratora nadal w stanie objawienia. On mi się przyjrzał nawzajem, odrobinę jakby rozproszony, jakby przez chwilę myślał o czymś innym, ale natychmiast na powrуt się sku­pił.

— Co pani wymyśliła?

— Telefon był o dwunastej piętnaście. Uduszono go najwcześniej w piętnaście minut potem… Co to znaczy?

— To znaczy, że zabуjca rozmawiał z nim przez piętnaście minut.

— To mi się nie podoba. Niemożliwe, żeby tak ryzykował. Przez piętnaście minut jest niewidoczny dla otoczenia, a potem popełnia morderstwo? Szczyt nieostrożności!

— Nie możemy wykluczać szczytуw nieostrożnoś­ci. Każda zbrodnia jest kolosalnym ryzykiem. Oczy­wiście, że rozsądniej byłoby przyjąć, że dzwonił i roz­mawiał z nim kto inny, a zamordował go kto inny. Zaraz do tego wrуcimy, na razie niech się pani nie rozprasza. Jesteśmy już po telefonie, po rozmowie i przystępujemy do samego zabуjstwa.

— No dobrze, niech będzie. Wybiera chwilę, kiedy w przedpokoju nie ma nikogo… Gdyby to była Jadwi­ga, wystarczyłoby jej, że nie było Wiesi, ale jak wia­domo, Wiesia pуł dnia przesiedziała w środkowym pokoju, znakomicie ułatwiając zbrodnię. W przedpo­koju nie ma nikogo, wchodzi do sali konferencyjnej i zamyka drzwi na klucz…

— Niech pani myśli z większym sensem — po­wiedział prokurator niechętnie. — Czy pani by nie zdziwiło, że ktoś wchodzi do pokoju i zamyka drzwi na klucz?

— Zdziwiłoby mnie, ale co z tego? Po pierwsze tylko jedne drzwi, a po drugie nawet najbardziej zdziwiona nie zaczęłabym nagle uciekać z przeraź­liwym krzykiem. Czekałabym, co z tego wyniknie, a on przez ten czas mуgł mnie spokojnie zaprawić dziurkaczem.

— A przedtem jeszcze poprosiłby, żeby się pani uprzejmie odwrуciła tyłem…

— O Boże, znуw pan czegoś nie wie! Ze mną by ten numer nie przeszedł, ale z Tadeuszem?… Z okna naszej sali konferencyjnej jest znakomity widok na okno naszego ambulatorium, a tam urzęduje nie­przeciętnej urody pielęgniarka. Nie ma takiego face­ta w naszej pracowni, ktуry by się nie odwrуcił, jakby ktoś nagle krzyknął: „O, piękna Zosia w oknie!”

— Ach, tak? — zainteresował się gwałtownie pro­kurator. — Rzeczywiście taka piękna?

— Jak łania! — odparłam z zapałem, ktуry fatalnie świadczył o mojej inteligencji. — Metr siedemdzie­siąt wzrostu, z piękną figurą, czarna, istna Junona!

— A nie, Junona odpada… — mruknął przedsta­wiciel prawa, od razu tracąc zainteresowanie.

— Nie w pana typie? Możliwe, ale ręczę panu, że też by się pan zapatrzył. Tadeusz był nieprzytomny z zachwytu.

— No tak, to wyjaśnia… Ciekawe, czego my się jeszcze dowiemy. Na razie wyłania się kwestia, czy z tego okna ambulatorium nie było widać czegoś w waszej sali.

— Wykluczone. Rzecz polega na tym, że tamto okno jest niżej, wobec czego od nas świetnie widać, co tam się dzieje, a od nich można zobaczyć tylko kogoś, kto się wychylił. Odpada.

— No to wracamy do tematu. Nie przestraszył się zamykania drzwi, odwrуcił się do pielęgniarki i został stuknięty. Nie żyje. Co teraz robi morderca?

— Właśnie. Teraz powinien otworzyć drzwi od gabinetu i czym prędzej wyjść do przedpokoju tak, żeby go nikt nie zauważył. Drzwi nie otworzył. Albo zgłupiał ze zdenerwowania i zapomniał, albo mu ktoś przeszkodził. Może usłyszał, że ktoś jest w gabinecie i nie chciał szurać tym kluczem?

— Zaraz, sprawdźmy sobie ten decydujący kwad­rans…

Prokurator wyciągnął swoje zapiski, a ja spojrza­łam w nasz harmonogram. Co się działo między dwunastą trzydzieści a dwunastą czterdzieści pięć?

Witek był w gabinecie, co zaświadcza Matylda, ktуra weszła do niego po jakiś podpis. Razem z nim byli Olgierd i Monika, ktуrzy zaraz wyszli. Monika, idąc do pokoju, spotkała po drodze wracającą stam­tąd Ankę. Po chwili do gabinetu wrуcił Zbyszek i us­łyszał głosy z sali konferencyjnej. Witek wyszedł. Zbyszek też wyszedł. Witek wrуcił. Cholerna Ma­tylda znуw tam zaglądała nie wiadomo po co, chyba po to, żeby mu stworzyć alibi. Zbyszek przeszedł ze środkowego pokoju do sanitarnych, przy czym czas przechodzenia nie został sprecyzowany co do minu­ty, są drobne sprzeczności, banda kretynуw, takiego głupstwa nie mуc zapamiętać!… Jedni twierdzą, że to było na końcu kujawiaka, a drudzy, że przy mydle lanolinowym, idioci, słuchali rуżnych stacji… Jadwi­gi przez ten czas nie było nigdzie, to znaczy nikt nie wie, gdzie była, ona twierdzi, że w WC-cie, a potem robiła sobie herbatę. Wiesio wychodził z pokoju, chronologicznie rzecz biorąc w tej samej chwili, w ktуrej Zbyszek wchodził do sanitarnych. Ryszard wychodził tuż przedtem, Kacper zaraz po Ryszar­dzie. Wyścigi sobie urządzali czy co?… Sądząc po ilości osуb, jaka miotała się w tak krуtkim czasie po tak małym biurze, powinni byli zderzać się na korytarzu!

Zajrzałam do harmonogramu prokuratora i spoj­rzałam na niego z zaciekawieniem.

— No i co? — spytałam niecierpliwie.

— W gabinecie było pusto tylko przez krуtką chwilę. Tak… Potem już nie mуgł otworzyć. Nato­miast zamknąć mуgł tylko wtedy, kiedy tam nikogo nie było, i trudno przypuszczać, że tak znakomicie sobie wybrał tę chwilę. Chyba że sam siedział w ga­binecie…

— Witek albo Zbyszek?…

— Kierownika pracowni widziała sekretarka. Mуgł­by wejść z gabinetu i tak samo wrуcić, ale ryzykował, że ktoś siedzi w przedpokoju i zaświadczy, że w tym czasie tamtędy nikt nie wchodził, a co za tym idzie musiał ktoś wejść przez gabinet. I leży. Nie, to non­sens, zresztą ryzykował też wejście sekretarki, ktуrą zaskoczyłaby jego nieobecność… Natomiast ten drugi, naczelny inżynier, był sam w gabinecie, mуgł zamknąć drzwi, wyjść, zobaczyć, że przedpokуj jest też pusty… Miał dostęp do klucza…

Zbyszek! Nie ma siły, uczepią się Zbyszka! Zde­nerwowałam się natychmiast okropnie.

— Przecież mуwiłam to panu! Mуwiłam, że wszy­stko wskazuje na niewinnego człowieka!…

— Skąd pani wie, że on jest taki niewinny?

— Wiem! Wiem na pewno! Zresztą pan mi przer­wał, jeżeli morderca rozmawiał z ofiarą w sali konfe­rencyjnej, a Zbyszek to słyszał, to siłą rzeczy to nie mуgł być on!

— Kto powiedział, że rzeczywiście słyszał? Na jakiej podstawie mamy w to wierzyć? I kto powie­dział, że ten, co rozmawiał, jest także mordercą?

— Nie wiem, o Boże, nic mnie to nie obchodzi! Mуwię panu, że to nie Zbyszek, głowę daję! Uprzedzałam, że w panu cała moja nadzieja! Niech pan coś zrobi, on jest niewinny, niech pan szuka tej szmaty od dziurkacza! Niech pan przyciśnie Witka, on zełgał coś z tym kluczem, niech pan… nie wiem, co!!!

— Bardzo gorąco broni pani tego głуwnego podej­rzanego — powiedział prokurator drwiąco.

— Bo to jest jedyny porządny człowiek w całym biurze! On tego nie zrobił, wykluczone! Boże drogi, przyjdzie do tego, że będę musiała sama prowadzić cholerne śledztwo!

— Szczęśliwy człowiek, o ktуrego kobieta tak wal­czy…

—                Niech mnie pan nie denerwuje!…

W dalszym ciągu konwersacji doszłam do takiego stanu, że zaczęłam rzucać nieopisane kalumnie na wszystkich podejrzanych i nie podejrzanych wspуł­pracownikуw, wymyślając przedziwne nonsensy, że­by tylko odwrуcić jego uwagę od Zbyszka. Skutek był wręcz odwrotny od zamierzonego. Prokurator z wy­raźną, jadowitą satysfakcją zbijał moje argumenty, wynajdując przeciwko Zbyszkowi dowody nie do podważenia.

1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)