Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 58
Перейти на страницу:

— Niedużo, siedem sztuk. Teraz zobaczmy, jak nam się to kojarzy z telefonami. Kto z nich miał szansę dzwonić?

— Pokaż. Tylko troje? Jadwiga, Zbyszek i Kaj­tek?!…

Popatrzyłyśmy na siebie w milczeniu. Dopуki osoba mordercy pozostawała w sferze mglistych przypusz­czeń, całe śledztwo mogłyśmy uważać wręcz za rozryw­kę. Teraz się nam nagle dziwnie blisko skrystalizowała i zrobiło się nam głupio.

— Daj spokуj — powiedziała niepewnie Alicja. — Sądzisz, że to istotnie ktoś z nich?

Czułam się bardzo niewyraźnie. Wiedziałam, że Tadeusz szantażował Zbyszka. Jego romans z Anką zaczął się kilka miesięcy przed jej ślubem. Wycho­dząc za mąż Anka nie przejawiała szaleńczej radości, przeciwnie, wyglądała jak zmora. Wszystko wska­zywało na to, że owe uczucia do tej pory jeszcze nie wygasły, chociaż romans ze Zbyszkiem nie miał przyszłości. Zbyszek nie rozwiуdłby się w żadnym wypadku ze względu na dziecko, a z narzeczonym Anka musiała się na coś zdecydować, bo właśnie dostawał przydział na spуłdzielcze mieszkanie. Ta­deusz o tym wszystkim niewątpliwie wiedział…

Alicja była dostatecznie bystra, żeby sobie rуw­nież coś niecoś skojarzyć, ponadto Stefan zdążył ją poinformować, że Zbyszkowi Stolarek też był wi­nien.

— No nie — zaprotestowała okropnie zdegusto­wana. — To mi się absolutnie nie podoba. Ja nie chcę, żeby to był Zbyszek!

— Żebyś ty wiedziała, jak ja nie chcę…

— Ale jeszcze mamy tamtych dwoje. Ja już na­prawdę wolę, żeby to był Kajtek!

— Ale Tadeusz mu rzeczywiście żyrował weksle! Zastanуw się…

— A czy ty wiesz, ile Kajtek mu był winien?!

— Komu? Kto? Kajtek Tadeuszowi? A nie odwrot­nie? Przecież Kajtek spłacił Tadeusza dzięki tym kan­tom z ORS-em i jeszcze mu pożyczył!

— Guzik — oświadczyła Alicja stanowczo. — Spła­cił mu część. Kajtek rozwalił cudzy motor i remonto­wał go za pieniądze Tadeusza. Musiał się bardzo śpieszyć, żeby się właściciel nie dowiedział, Kacper też o tym nie wie. A do tego ta dziewczyna, z ktуrą głupi smarkacz koniecznie chce się żenić! Kacper mu zapowiedział, że go wyrzuci z domu na zbity pysk!…

— To są wszystko niepoważne powody…

— A Kajtek jest poważny? Nieodpowiedzialny szcze­niak, ja nawet nie wiem, czy on sobie zdawał sprawę z tego, co robi!

— Przecież nie jest niedorozwinięty! Nie, no, nie przesadzaj. Nie twierdzę, że to nie on, ale jeżeli on, to zupełnie nie mogę zrozumieć dlaczego. Tadeusz był dla niego znacznie bardziej cenny za życia niż po śmierci. Ustawicznie coś razem kombinowali.

— No to nie wiem. Zresztą, ja nic nie wiem, tylko nie zgadzam się, żeby to byt Zbyszek. Może Jadwiga?

— Jeżeli nieboszczyk mуgł jej jakoś przeszkodzić w jej planach życiowych, to trzech groszy bym za nią nie dała. Tylko jak?…

Zamyśliłyśmy się bardzo ponuro.

— Zbyszek — mruknęła Alicja. — Mуj Boże, wszystkiego bym się spodziewała, tylko nie czegoś takiego. Zbyszek…

— Cała moja nadzieja w tym, że może jesteśmy głupie i źle myślimy. Wszystko odwrotnie, błędnie i bez sensu — powiedziałam bez przekonania, bo jednak harmonogram nieobecności mуwił sam za siebie, a przy tym mogłam mieć pewność, że wspуł­pracownicy znacznie więcej prawdziwych wiadomoś­ci udzielali nam niż milicji. Na razie sytuacja wyg­lądała fatalnie. Zbyszek miał i motyw, i możliwość.

— No, a drzwi? — spytała po chwili Alicja. — Te drzwi od gabinetu?

—                A właśnie. Mam nadzieję, że w tym coś jest. Może ty wiesz, gdzie zazwyczaj leżał klucz od nich?

Alicja się zamyśliła.

— Dawno temu — powiedziała powoli i rozwlek­le. — Dawno, dawno temu…

— Na litość boską, kiedy? Przed pierwszą wojną światową?!

— Nie, przed trzema laty. Jeszcze za czasуw na­szego prawdziwego dyrektora ten klucz leżał u nie­go w szufladzie. Byłam świadkiem, jak zamknął nim drzwi do sali konferencyjnej. Wyciągnął go z naj­niższej szuflady, przypuszczam, że potem schował go tam na powrуt.

— Obawiam się, że tym razem wyjątkowo Leszek ma rację. Morderca zamknął drzwi na klucz, tylko po co?

— Żeby się zabezpieczyć. Nie wiesz? Mogły mu się otworzyć samoczynnie w najbardziej nieodpo­wiedniej chwili.

Istotnie, klamka tych drzwi była zepsuta i niekie­dy otwierały się znienacka bez żadnego powodu.

Myślałam, że to zostało już naprawione, ale Alicja była lepiej poinformowana.

— No dobrze, a co potem zrobił z tym kluczem? Jak go zabrał z szuflady, jeżeli był w szufladzie? Nie, no to okropne, wszystko wskazuje na Zbyszka, kosz­mar!

— A może jednak Jadwiga? Zbyszek słyszał dwa męskie głosy, Jadwiga mуwi basem…

Zgrupowanie podejrzeń wokуł Zbyszka zdenerwo­wało mnie w najwyższym stopniu. Gdyby to istotnie on miał być mordercą, byłam wręcz gotowa sama zacierać ślady. Zbyszek! Jedyny naprawdę porządny człowiek nie tylko w naszej pracowni, ale chyba w ogуle we wszystkich biurach projektуw. Szlachet­ny, rycerski, prawdomуwny Zbyszek, moja najwięk­sza, najgorętsza, platoniczna sympatia…

Pełna niepokoju o Zbyszka usiłowałam zebrać ja­koś myśli, bo cały czas miałam mgliste wrażenie, że zostało nam jeszcze mnуstwo szalenie ważnych rze­czy do omуwienia. Coś jeszcze mnie męczyło i nie mogłam sobie uprzytomnić co.

— Mamy jedną przewagę nad milicją — zauwa­żyła bystro Alicja. — Znamy ich wszystkich i wiemy dokładnie, czego możemy po nich oczekiwać, zna­my stopień ważności ich problemуw, jeśli wiesz, co mam na myśli.

Kiwnęłam głową ze zrozumieniem.

— Właśnie. Niech to sobie nawet wygląda głupio, ale weź na przykład Ryszarda. Nie masz przecież wątpliwości, że ten wyjazd to dla niego jedyna szan­sa życiowa, warta dziesięciu nieboszczykуw. Albo Monika…

— Monika jest za mądra na to, żeby się tak wyg­łupić, ostatecznie ma te swoje dzieci. Chociaż, kto wie? A może właśnie dla zabezpieczenia dobrobytu dzieciom byłaby zdolna do morderstwa?

— Diabeł mуwił to samo — mruknęłam. — Przes­tań, bo cofniemy się w rozwoju do zera. To już prę­dzej Jadwiga dla zapewnienia dobrobytu dziecku…

— No proszę, mуwiłam, że Jadwiga!…

—                Gliny was szukają po całym budynku — powie­dział Wiesio, stając nam nagle nad głową. — Domyś­liłem się, że tu jesteście, i przyszedłem, bo jestem cholernie ciekaw dalszego ciągu śledztwa. Idźcie prędko zeznawać.

***

Wiesio doniуsł milicji o drzwiach do gabinetu, w związku z czym poszukiwana była Alicja, pracu­jąca w naszym biurze niemal tak długo, jak on sam. Starsi stażem od nich byli tylko Witek i Matylda. Mnie na razie nie potrzebowali.

Leszka w pokoju nie było, Janusz i Witold pracowali nad arkuszem plastyku. Miejsce Witolda było wolne i ledwie zdążyłam usiąść przy swoim stole, pojawił się diabeł. Zamknęłam oczy, potrząsnęłam głową, otwo­rzyłam je i spojrzałam. Diabeł usiadł wygodniej.

— Głupia jesteś beznadziejnie — oznajmił z dez­aprobatą. — Kto ci powiedział, że telefon musiał być od mordercy?

To mnie natychmiast zaciekawiło i postać złego ducha wydała mi się nagle wręcz sympatyczna.

— A co? — spytałam z zainteresowaniem. — Za­kładasz czyjeś wspуlnictwo?

— Chyba twoje — odparł pogardliwie. — Nie przyjdzie ci do głowy taka prosta rzecz jak to, że ktoś inny miał do niego jakiś inny interes?

Potrząsnęłam głową.

— Toby się przyznał. Cała pracownia grzmiała tym telefonem i nie było takiego, co dzwonił. Gdyby był niewinny, nie miałby powodu tego ukrywać.

1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)