Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 58
Перейти на страницу:

— Dobrze, że chociaż dwie sztuki odpadły. O ktу­rej to było godzinie?

— Około dwunastej piętnaście, stwierdzili na podstawie dziennika. O tej samej porze w gabinecie konferowali jeszcze Witek, Olgierd i Monika, wy­padałoby ich także uniewinnić.

— Jaka szkoda! — powiedziała Alicja z żalem. — Cały czas miałam nadzieję, że to może jednak Witek!

— Nic ci na to nie poradzę. W moim pokoju był Janusz, tkwił murem przy stole, na własne oczy wi­działam. Leszek i Wiesio też byli, ale ponieważ wy­chodzili, nie dam głowy, czy ktуryś z nich nie zdążył zadzwonić. A co u ciebie?

— Dziękuję, wszyscy zdrowi…

— Mуw poważnie, bo cię kopnę!

— Kopnij — zgodziła się Alicja. — To jest, chciałam powiedzieć, już mуwię. U nas był… Czekaj, mam zapisane. Stefan, Kazio, Ryszard, Wieśka i Włodek. No i Kacper.

— Jesteś pewna?

— Całkowicie. Krzyczeli do siebie nawzajem, a Kac­per odkręcił radio na cały regulator, trudno było tego nie zauważyć. Robili ten hałas bardzo długo, ustaliliś­my, że prawie do wpуł do pierwszej.

— Nikt z nich nie dzwonił?

— Owszem, ja. Ale daję ci słowo, że nie do Ta­deusza.

— Rozumiem, że w tym czasie słyszałaś Zbyszka w wychodku?

— Zaraz potem. Z kim on tam był, u diabła? Z pa­nią Glebową?

Milczałam, świadoma tego, że Alicja jest na progu odkrycia tajemnicy Zbyszka. Całe szczęście, że właś­nie ona, a nie ktoś inny. Miałam pewność, że odkryw­szy, będzie milczeć jak grуb, ale wolałam jej w tym nie pomagać. Alicja, ktуrej zaczęło coś świtać, pat­rzyła na mnie z zaciekawieniem.

— Wiesz i nie powiesz, co? Czekaj, zaraz wydedukuję sama. Prawie wszystkie nasze babki zloka­lizowane, bez miejsca zostają tylko… czekaj, pani Glebowa, Jadwiga… i Anka! Anka?!…

— Anka, Anka, daj jej już spokуj. Tu jest pogrzeba­ny bardzo ładny pies, ktуry mi się cholernie nie po­doba, zostawmy na razie ten temat. Ustalmy wresz­cie, kto dzwonił. Obawiam się, że za chwilę dokona­my wspaniałego odkrycia, że duchy.

— To by się nawet zgadzało, nieboszczyk dostarcza informacji, a duchy posługują się telefonem. Czekaj, pozwуl, że się otrząsnę. Anka?… Jestem zbulwerso­wana! To znaczy, że ona się wcale nie szarpała z gar­derobą, tylko gruchała ze Zbyszkiem u Olgierda? Nadzwyczajne!

— Dobrze, odbulwersuj się i słuchaj. Zostają nam następujące osoby: Wiesio, Leszek, Jadwiga, ta gru­chająca para i Kajtek.

— No i pani Glebowa…

— Odczep się wreszcie od pani Glebowej. Kajtek spędził bardzo dużo czasu, stojąc jej nad głową w ko­mуrce i patrząc w garnek, bo gotował sobie serdelki. Gotowanie serdelkуw dzwonienia nie wyklucza.

— To znaczy, że musiał to być ktoś z nich, jeżeli odpadają czynniki nadprzyrodzone. Co nam z tego?

—Jeszcze nie wiem. Czekaj, zapomniałam ci po­wiedzieć o jednej nadzwyczajnie ważnej rzeczy. Ta­deusza nie uduszono od razu…

— Tylko stopniowo? Jakiś sadysta?

— Nie, nie to. Przed uduszeniem został zapra­wiony w globus naszym dziurkaczem.

— Ach, to dlatego był zepsuty? — ucieszyła się nie wiadomo czemu Alicja.

— Opamiętaj się. Nie dziurkacz był zepsuty, tylko zszywacz, i to na długo przed tym niestosownym użyciem.

— Tak? Możliwe. To mi się widocznie pomyliło. Ale to odwraca moje pojęcia, do tej pory myślałam, że mordercą musiał być silny facet, natomiast w świetle dziurkacza dopuszczam nawet subtelną kobietę,

— No to teraz sprawdzajmy alibi. Masz spisane godziny?

Alicja wyciągnęła z kieszeni kilka drobno zapisa­nych kartek.

— Tak, tutaj. Nie, czekaj, tu jest spis bielizny, ktуrą oddałam do prania. To też nie, tu mam zesta­wienie dłużnikуw i wierzycieli… Może to? Zaraz… Oddać pończochy do łapania, wymienić żarуwki… Nie, nie to. Gdzie ja to mam?

— Może po drugiej stronie? — spytałam zrezyg­nowana.

— A rzeczywiście, masz rację. Jest!

Przystąpiłyśmy do sporządzania harmonogramu niewinności. Na kawałku papieru w kratkę zaczęłyś­my wykreślać rozmaite skomplikowane znaki. Po długich wysiłkach i obliczeniach uzyskałyśmy rewe­lacyjne rezultaty. Wypadło nam, że w żaden sposуb nie mogło popełnić tego morderstwa mnуstwo osуb. Jako podejrzani ostali się tylko Witek, Zbyszek, Anka, Kajtek, Jadwiga, Ryszard, Kacper i Monika.

— Właściwie Ankę też należy wyrzucić — powie­działa Alicja. — Popatrz, tu mam zeznanie Moniki. Widziała ją, jak szła od nich do naszego pokoju, weszła i już nie wychodziła. Kacper to poświadcza i Kazio. Jak tylko weszła, przełączyła radio, godziny się zgadzają.

— Popatrz, kto by to pomyślał, że te radioodbior­niki tak się nam przydadzą! Gdyby nie to, chyba żadna ludzka siła nie zdołałaby niczego konkretne­go stwierdzić, nikt przecież nie siedzi ze wzrokiem bez przerwy utkwionym w zegarek.

— Więc co? Anka jednak nie miała szans.

— To zależy, gdzie ją Monika widziała. Czy nie mogła akurat wchodzić albo wychodzić z sali kon­ferencyjnej?

— Nic z tego. Anka szła od drzwi ich pokoju i Mo­nika widziała w lustrze, jak weszła do naszego. Nie ma wątpliwości.

Wpisałam Ankę w odpowiednią rubrykę.

— A Zbyszek? — powiedziałam z nadzieją. — Czy on mуgł zdążyć? Opuścił ten ich przybytek uczuć wcześniej niż Anka, a dał się widzieć pуźniej. Cze­kaj, sprawdźmy. Nie, tu go uniewinnia Matylda, po­tem wyszedł tu… A w tym miejscu był już u was. Mnie tu wychodzą dla niego cztery minuty.

— Nie starczy?

— Musiałby wziąć dobre tempo. Obliczmy, wyob­raź to sobie. Zaprawienie dziurkaczem to jest se­kunda, łagodne ułożenie nieboszczyka na podłodze to ile? Pięć sekund?

— Przyjmijmy, że dziesięć. Był zdenerwowany i mуgł sobie otrzeć pot z czoła, to też trwa.

— No to otrzyj sobie, zobaczymy, jak długo. Nie rуb masażu całej twarzy, tylko otrzyj pot! Do licha, masz przecież wyobraźnię?

Wytężywszy wyobraźnię Alicja starannie wytarła wyimaginowany pot. Powtуrzyła tę czynność kilka razy, a ja patrzyłam na zegarek. Jakiś pan siedzący przy sąsiednim stoliku zaczął się nam przyglądać bardzo podejrzliwie. Uznałyśmy, że na pot wystar­czą cztery sekundy.

— No to na wszystko razem mamy dziesięć se­kund. Nieboszczyk leży na podłodze i teraz go trze­ba dodusić. Zakładam, że pasek to bydlę miało przy­gotowany, ile czasu mуgł go dusić?

— Co najmniej dwie minuty, jeżeli chciał mieć pewność, że mu nie zmartwychwstanie.

— Dorzućmy dwadzieścia sekund na szarpanie się z nieboszczykiem, żeby mu ten pasek dobrze założyć. Ile już mamy? Dwie i pуł minuty.

— A teraz jeszcze musi wytrzeć dziurkacz, skoro mуwiłaś, że był wytarty. Wyjmuje z kieszeni chust­kę do nosa…

— Wielki Boże! — przerwałam i spojrzałam na Alicję w olśnieniu. Chustkę do nosa! Stąd ta mania zbierania gałganуw! Oczywiście, że szukali tej szma­ty, ktуrą dziurkacz został wytarty, jak można było nie domyślić się od razu?!

— Jednakże należy nas uznać za bandę tępych matołуw — oświadczyłam stanowczo.

— Nas jak nas — odparła Alicja krytycznie, —Tak mуwiąc między nami, to o tym dziurkaczu wiedzia­łaś tylko ty…

— Zaraz się zrehabilituję. Wyciera dziurkacz… Jak długo?

— To zależy, czy jest z natury porządny. Może nawet na niego pluć i czyścić go do połysku.

— Razem z połyskiem nie zajmie mu to więcej niż pуł minuty. Przy dużej sprawności zbrodniarza można przyjąć na całe morderstwo minut trzy. Zby­szek, niestety, zdąży.

— To ilu nam tych bandytуw zostało? — zacie­kawiła się Alicja, zajrzawszy przedtem do filiżanki i stwierdziwszy, że nie ma już kawy.

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)