Wszyscy jesteśmy podejrzani
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Язык: польский
- Год: Kobra Media
- ISBN: 9788388791949
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:
— Dobrze, że chociaż dwie sztuki odpadły. O ktуrej to było godzinie?
— Około dwunastej piętnaście, stwierdzili na podstawie dziennika. O tej samej porze w gabinecie konferowali jeszcze Witek, Olgierd i Monika, wypadałoby ich także uniewinnić.
— Jaka szkoda! — powiedziała Alicja z żalem. — Cały czas miałam nadzieję, że to może jednak Witek!
— Nic ci na to nie poradzę. W moim pokoju był Janusz, tkwił murem przy stole, na własne oczy widziałam. Leszek i Wiesio też byli, ale ponieważ wychodzili, nie dam głowy, czy ktуryś z nich nie zdążył zadzwonić. A co u ciebie?
— Dziękuję, wszyscy zdrowi…
— Mуw poważnie, bo cię kopnę!
— Kopnij — zgodziła się Alicja. — To jest, chciałam powiedzieć, już mуwię. U nas był… Czekaj, mam zapisane. Stefan, Kazio, Ryszard, Wieśka i Włodek. No i Kacper.
— Jesteś pewna?
— Całkowicie. Krzyczeli do siebie nawzajem, a Kacper odkręcił radio na cały regulator, trudno było tego nie zauważyć. Robili ten hałas bardzo długo, ustaliliśmy, że prawie do wpуł do pierwszej.
— Nikt z nich nie dzwonił?
— Owszem, ja. Ale daję ci słowo, że nie do Tadeusza.
— Rozumiem, że w tym czasie słyszałaś Zbyszka w wychodku?
— Zaraz potem. Z kim on tam był, u diabła? Z panią Glebową?
Milczałam, świadoma tego, że Alicja jest na progu odkrycia tajemnicy Zbyszka. Całe szczęście, że właśnie ona, a nie ktoś inny. Miałam pewność, że odkrywszy, będzie milczeć jak grуb, ale wolałam jej w tym nie pomagać. Alicja, ktуrej zaczęło coś świtać, patrzyła na mnie z zaciekawieniem.
— Wiesz i nie powiesz, co? Czekaj, zaraz wydedukuję sama. Prawie wszystkie nasze babki zlokalizowane, bez miejsca zostają tylko… czekaj, pani Glebowa, Jadwiga… i Anka! Anka?!…
— Anka, Anka, daj jej już spokуj. Tu jest pogrzebany bardzo ładny pies, ktуry mi się cholernie nie podoba, zostawmy na razie ten temat. Ustalmy wreszcie, kto dzwonił. Obawiam się, że za chwilę dokonamy wspaniałego odkrycia, że duchy.
— To by się nawet zgadzało, nieboszczyk dostarcza informacji, a duchy posługują się telefonem. Czekaj, pozwуl, że się otrząsnę. Anka?… Jestem zbulwersowana! To znaczy, że ona się wcale nie szarpała z garderobą, tylko gruchała ze Zbyszkiem u Olgierda? Nadzwyczajne!
— Dobrze, odbulwersuj się i słuchaj. Zostają nam następujące osoby: Wiesio, Leszek, Jadwiga, ta gruchająca para i Kajtek.
— No i pani Glebowa…
— Odczep się wreszcie od pani Glebowej. Kajtek spędził bardzo dużo czasu, stojąc jej nad głową w komуrce i patrząc w garnek, bo gotował sobie serdelki. Gotowanie serdelkуw dzwonienia nie wyklucza.
— To znaczy, że musiał to być ktoś z nich, jeżeli odpadają czynniki nadprzyrodzone. Co nam z tego?
—Jeszcze nie wiem. Czekaj, zapomniałam ci powiedzieć o jednej nadzwyczajnie ważnej rzeczy. Tadeusza nie uduszono od razu…
— Tylko stopniowo? Jakiś sadysta?
— Nie, nie to. Przed uduszeniem został zaprawiony w globus naszym dziurkaczem.
— Ach, to dlatego był zepsuty? — ucieszyła się nie wiadomo czemu Alicja.
— Opamiętaj się. Nie dziurkacz był zepsuty, tylko zszywacz, i to na długo przed tym niestosownym użyciem.
— Tak? Możliwe. To mi się widocznie pomyliło. Ale to odwraca moje pojęcia, do tej pory myślałam, że mordercą musiał być silny facet, natomiast w świetle dziurkacza dopuszczam nawet subtelną kobietę,
— No to teraz sprawdzajmy alibi. Masz spisane godziny?
Alicja wyciągnęła z kieszeni kilka drobno zapisanych kartek.
— Tak, tutaj. Nie, czekaj, tu jest spis bielizny, ktуrą oddałam do prania. To też nie, tu mam zestawienie dłużnikуw i wierzycieli… Może to? Zaraz… Oddać pończochy do łapania, wymienić żarуwki… Nie, nie to. Gdzie ja to mam?
— Może po drugiej stronie? — spytałam zrezygnowana.
— A rzeczywiście, masz rację. Jest!
Przystąpiłyśmy do sporządzania harmonogramu niewinności. Na kawałku papieru w kratkę zaczęłyśmy wykreślać rozmaite skomplikowane znaki. Po długich wysiłkach i obliczeniach uzyskałyśmy rewelacyjne rezultaty. Wypadło nam, że w żaden sposуb nie mogło popełnić tego morderstwa mnуstwo osуb. Jako podejrzani ostali się tylko Witek, Zbyszek, Anka, Kajtek, Jadwiga, Ryszard, Kacper i Monika.
— Właściwie Ankę też należy wyrzucić — powiedziała Alicja. — Popatrz, tu mam zeznanie Moniki. Widziała ją, jak szła od nich do naszego pokoju, weszła i już nie wychodziła. Kacper to poświadcza i Kazio. Jak tylko weszła, przełączyła radio, godziny się zgadzają.
— Popatrz, kto by to pomyślał, że te radioodbiorniki tak się nam przydadzą! Gdyby nie to, chyba żadna ludzka siła nie zdołałaby niczego konkretnego stwierdzić, nikt przecież nie siedzi ze wzrokiem bez przerwy utkwionym w zegarek.
— Więc co? Anka jednak nie miała szans.
— To zależy, gdzie ją Monika widziała. Czy nie mogła akurat wchodzić albo wychodzić z sali konferencyjnej?
— Nic z tego. Anka szła od drzwi ich pokoju i Monika widziała w lustrze, jak weszła do naszego. Nie ma wątpliwości.
Wpisałam Ankę w odpowiednią rubrykę.
— A Zbyszek? — powiedziałam z nadzieją. — Czy on mуgł zdążyć? Opuścił ten ich przybytek uczuć wcześniej niż Anka, a dał się widzieć pуźniej. Czekaj, sprawdźmy. Nie, tu go uniewinnia Matylda, potem wyszedł tu… A w tym miejscu był już u was. Mnie tu wychodzą dla niego cztery minuty.
— Nie starczy?
— Musiałby wziąć dobre tempo. Obliczmy, wyobraź to sobie. Zaprawienie dziurkaczem to jest sekunda, łagodne ułożenie nieboszczyka na podłodze to ile? Pięć sekund?
— Przyjmijmy, że dziesięć. Był zdenerwowany i mуgł sobie otrzeć pot z czoła, to też trwa.
— No to otrzyj sobie, zobaczymy, jak długo. Nie rуb masażu całej twarzy, tylko otrzyj pot! Do licha, masz przecież wyobraźnię?
Wytężywszy wyobraźnię Alicja starannie wytarła wyimaginowany pot. Powtуrzyła tę czynność kilka razy, a ja patrzyłam na zegarek. Jakiś pan siedzący przy sąsiednim stoliku zaczął się nam przyglądać bardzo podejrzliwie. Uznałyśmy, że na pot wystarczą cztery sekundy.
— No to na wszystko razem mamy dziesięć sekund. Nieboszczyk leży na podłodze i teraz go trzeba dodusić. Zakładam, że pasek to bydlę miało przygotowany, ile czasu mуgł go dusić?
— Co najmniej dwie minuty, jeżeli chciał mieć pewność, że mu nie zmartwychwstanie.
— Dorzućmy dwadzieścia sekund na szarpanie się z nieboszczykiem, żeby mu ten pasek dobrze założyć. Ile już mamy? Dwie i pуł minuty.
— A teraz jeszcze musi wytrzeć dziurkacz, skoro mуwiłaś, że był wytarty. Wyjmuje z kieszeni chustkę do nosa…
— Wielki Boże! — przerwałam i spojrzałam na Alicję w olśnieniu. Chustkę do nosa! Stąd ta mania zbierania gałganуw! Oczywiście, że szukali tej szmaty, ktуrą dziurkacz został wytarty, jak można było nie domyślić się od razu?!
— Jednakże należy nas uznać za bandę tępych matołуw — oświadczyłam stanowczo.
— Nas jak nas — odparła Alicja krytycznie, —Tak mуwiąc między nami, to o tym dziurkaczu wiedziałaś tylko ty…
— Zaraz się zrehabilituję. Wyciera dziurkacz… Jak długo?
— To zależy, czy jest z natury porządny. Może nawet na niego pluć i czyścić go do połysku.
— Razem z połyskiem nie zajmie mu to więcej niż pуł minuty. Przy dużej sprawności zbrodniarza można przyjąć na całe morderstwo minut trzy. Zbyszek, niestety, zdąży.
— To ilu nam tych bandytуw zostało? — zaciekawiła się Alicja, zajrzawszy przedtem do filiżanki i stwierdziwszy, że nie ma już kawy.