Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 58
Перейти на страницу:

— Bardzo słusznie — powiedział diabeł z odro­biną uznania. — A teraz myśl dalej logicznie. Gdyby go zabił, toby się tam jeszcze poniewierał przed nią z tym kretyńskim krzykiem?

Zastanowiłam się przez chwilę.

— Nie, boby uważał, że zmazał winę. Zdradził ją, naraził na szantaż, po czym zrekompensował to, za­bijając szantażystę…

— A zatem?…

— A zatem Kacper jest niewinny.

— Dalej!

— Dalej, dalej… Przestań mnie poganiać! Dalej miotał się tak przesadnie, bo myślał, że swoim głu­pim czynem sprowokował ją do popełnienia tego morderstwa.

— A nie sądzisz, że wie o niej coś więcej? Więcej niż ty?

— Jeżeli on wie więcej, to silą rzeczy ja wiem mniej. Objawienie nagle na mnie nie spłynie, czego się czepiasz?

— To, co on wie, ty możesz wydedukować. Co ona ma?

Patrzyłam bezmyślnie na diabła. O co mu chodzi? Co ta Monika może mieć?

— Seksapil… — powiedziałam niepewnie.

— Kretynka! Ja mуwię o tym, co ty też masz! No? Ty masz i ona ma, a Alicja nie ma ani jednej sztuki.

— Dzieci! — krzyknęłam w olśnieniu. — Dwoje dzieci!

— No widzisz. Orientujesz się, do czego jest zdolna kobieta dla swoich dzieci. Wy wszystkie macie takie­go fioła… Wiesz chyba, ile ten jej fagas ma pieniędzy.

— Jadwiga też ma dziecko — zaprotestowałam. — I większego fioła!

— A właśnie, dobrze, że mi przypomniałaś. Co ty tam, serdeńko, mуwiłaś na początku o Jadwidze? Siedemdziesiąt tysięcy złotych?… A nie zauważyłaś czasem, jak ona ostatnio wypiękniała?

— Głupie dowcipy. Cała pracownia wie, że Jad­wiga niedawno kogoś sobie poderwała. Patrzy na to, że poleci z nim do ołtarza…

— Nie wyjeżdżaj mi tu z ołtarzem, bo mnie zde­nerwujesz. Za darmo?

— Jakie darmo! Przecież właśnie dlatego tak się rwie do tych siedemdziesięciu patykуw! Włoży mu to w przedsiębiorstwo, on jest prywatna inicjatywa. I będzie miała zapewniony byt dla swojej Laluni, co, mam ci to jeszcze tłumaczyć?

— Mnie nie, sobie… A te fakturki? Jak ci się zda­je? Za parę lat głуwny księgowy idzie na emeryturę. Co ci to mуwi?

— Że ujawnienie tych machlojek to byłby dla nie­go krach życiowy — powiedziałam ponuro. — Dys­cyplinarne zwolnienie i z emerytury nici.

—A tobie on się wydawał łagodnym człowiekiem — powiedział diabeł, kiwając z politowaniem rogatą głową.

— No dobrze, ale w to jest zamieszany Witek! To on jest kierownikiem, nie Olgierd!…

— O Witku to ty jeszcze, moja perełko, za mało wiesz, za mało… A jak tam w tym świetle wygląda nasza Aneczka?…

— Nijak! — warknęłam gniewnie.

— Pewnie, że nijak — potwierdził diabeł złośli­wie. — Za Aneczkę by to załatwił ktoś inny. Błędny rycerz.

— Odczep się. Błędni rycerze dawno wymarli.

— On jest ostatni z tej krwi. No, pozbieraj do kupy wszystko, czego się dziś dowiedziałaś, pozbie­raj. „Kiziu, nie martw się, ja to załatwię. Nikt nie będzie wiedział”… Ładnie to brzmi, co?

— Odczep się! — wrzasnęłam z gniewem. — Przestań mnie denerwować!

— A wiem, wiem, że ci się to nie podoba. Wiem, dlaczego się tak pchasz w to śledztwo, mnie nie oszukasz. Nie wiedziałaś przedtem, że Zbyszka też ten bydlak szantażował, co? A teraz już nawet wiesz, czym…

— Nonsens — odparłam ostro. — Zbyszek by się tak nie wygłupiał. On ma dziecko, już ci mуwiłam.

— Cуż znaczy dziecko wobec ukochanej kobiety? I to kobiety, ktуrej grozi taki skandal! Przypomnij sobie, jak ona wyglądała, jak wychodziła za mąż. To tak niedawno, nie masz przecież zanikуw pamięci? Sama widziałaś, jak przyszła do niego. Stolarek też mуgł widzieć. Ona nie ma pieniędzy, nie mogła mu się opłacać, co robi błędny rycerz w takiej sytuacji?

— Szlag mnie trafi — mruknęłam z furią.

Diabeł zachichotał jadowicie.

— Zbrodnię trzeba popełnić inteligentnie, dobrze zatrzeć ślady właśnie ze względu na dziecko… A ta zbrodnia jest popełniona bardzo inteligentnie…

— Bydlę!!! — wrzasnęłam, zrywając się z miejsca. — Paszoł won stąd!!!…

Złapałam pudełko z cyrklami, ktуre leżało na sto­le przede mną, i nieprzytomna z wściekłości w szale rzuciłam nim w diabła…

— Zwariowałaś?! — spytał z niebotycznym zdu­mieniem Janusz.

Oprzytomniałam. Diabeł znikł. Dookoła mnie stali już Wiesio, Kazio i Leszek i przyglądali mi się w osłupieniu. Prawdopodobnie w ferworze dyskusji z nadprzyrodzonym czynnikiem podnosiłam niekie­dy głos.

— Na mуzg ci padło? Przekomarzasz się tak sama ze sobą?

— Tu był diabeł — mruknęłam ponuro. — Oma­wiałam z nim śledztwo.

— Rany boskie, znуw ma halucynacje — powiedział Leszek ze zgrozą. — Wymorduje całą pracownię!

— Jaki diabeł? — zainteresował się Wiesio.

— Zwyczajny, jak diabeł. Z rogami, z ogonem…

— No i co ci powiedział?

— Że Kacper jest niewinny. Za to szkalował parę innych osуb.

— No dobrze, ale dlaczego rzucasz w diabła moimi cyrklami? — spytał Janusz z głębokim niesmakiem, wchodząc pod stуł Witolda i zbierając rozsypane szczątki. — Gdzie zerownik?! — ryknął nagle okrop­nie. — Ten diabeł zabrał?!

— Nic nie zabrał, to porządny diabeł. Masz zerow­nik, tu leży…

— Skąd się pani wziął ten diabeł, dopiero wpуł do jedenastej — zdziwił się Kazio. — O pуłnocy to jeszcze rozumiem…

Ochłonęłam nieco po konwersacji ze złym du­chem i teraz już byłam gotowa nawet pracować, że­by tylko nie myśleć.

Władze śledcze poszły mi na rękę. Nagle rozpo­czął się gwałtowny spęd pracownikуw, przy czym panie zaganiano do gabinetu, a panуw do sali kon­ferencyjnej. To zrуżnicowanie płci ogromnie nas za­ciekawiło.

Posłusznie szłam do gabinetu, kiedy nagle po dro­dze ujrzałam, że prokurator i kapitan wchodzą znуw do pokoju Olgierda. Nie zamierzałam być przesad­nie lojalna, a przy tym insynuacje diabła zdenerwo­wały mnie w najwyższym stopniu, więc, wykorzys­tując zamieszanie, szybko zawrуciłam i weszłam do damskiego WC-tu. Zajęłam stosowną pozycję, usi­łując w miarę możności nie oddychać.

— Trzeba zrobić taki harmonogram nieobecności, bo inaczej tu zwariujemy — powiedział prokurator. — Nie ma sposobu kogokolwiek wykluczyć…

W tym momencie usłyszałam, że ktoś wszedł do męskiej strony WC-tu, po czym stałam się świad­kiem zdumiewającego zjawiska. W męskiej kabinie rozległy się jakieś dziwne, stłumione odgłosy, a nas­tępnie w damskiej poleciała woda. Nie zdążyłam nawet zastanowić się nad tym, jakim sposobem to dziwo się dokonało, bo pod drzwiami usłyszałam głosy milicjantowi musiałam natychmiast wyjść. Nie chciałam, żeby się ktokolwiek zorientował, że tkwię w WC-cie w śledczych celach.

„Harmonogram nieobecności, genialne!”, pomyś­lałam z uznaniem. „My też…”

Do gabinetu przybyłam ostatnia. Władza ludowa sprowadziła posiłki płci żeńskiej i w obydwуch po­mieszczeniach rуwnocześnie przeprowadzono rewiz­ję osobistą. Długo to trwało, a przez ten czas na tere­nie pracowni odbywała się jeszcze jedna rewizja nieosobista. Rezultaty zarуwno jednej, jak i drugiej nie zostały przed nami ujawnione.

Przed samą pуłnocą Jarek zdecydował się wresz­cie, że go nie było, i zostaliśmy zwolnieni z poste­runku. Cały personel był tak zmęczony, że nikomu się nawet nie chciało iść na wуdkę, za to rozdrapa­liśmy taksуwki z dwуch postojуw. Nikogo nie zat­rzymano, śledztwo w sprawie tajemniczej śmierci Tadeusza zostało na razie nie rozstrzygnięte…

Witold, ktуremu skończył się właśnie urlop, był jedynym człowiekiem, przybyłym nazajutrz do pracy punktualnie o wpуł do уsmej. Przyczyny zdumiewa­jącej pustki w pracowni były dla niego niepojęte aż do przyjścia pani Glebowej, ktуra udzieliła mu wy­czerpujących wyjaśnień, wprawiając go tym w kom­pletne osłupienie.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)