Wszyscy jesteśmy podejrzani
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Язык: польский
- Год: Kobra Media
- ISBN: 9788388791949
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:
Trzej panowie popatrzyli na siebie i kapitan kiwnął głową.
— Dobrze. Ma pani rację. Kilka osуb tu można wykluczyć, bo ostatecznie cudуw nie ma. Zabуjstwo musiało zabrać sprawcy te kilka minut. Nawiązujemy z panią wspуłpracę na bazie zaufania.
— Chwała Bogu — powiedziałam z głęboką ulgą. — Pytajcie.
— Zanim przystąpimy do szczegуłowych rozważań, musimy załatwić jeszcze jedną sprawę. Wezwiemy panią potem trzeci raz, a na razie niech nam pani pokaże swoją chustkę do nosa.
— Chustkę do nosa? — zdziwiłam się. — Boże drogi, ja nie mam chustki do nosa.
— Jak to pani nie ma? Żadnej?
— Żadnej. Przeważnie zapominam o tej cholernej chustce i nie noszę. Dzisiaj też nie mam. Jakby panom bardzo zależało, to mogę przywieźć z domu.
— Nie, dziękujemy. Czy pani jest zupełnie pewna, że pani nie ma?
— Słowo panu daję. Nic na to nie poradzę.
— A co pani robi, jak pani ma katar? — spytał z dezaprobatą prokurator. — Albo jak pani płacze?
— Nie pamiętam, kiedy miałam ostatni raz katar, pewnie z dziesięć lat temu. A płakać nie płaczę. Kobiety zazwyczaj płaczą przez ukochanego mężczyznę, a ja nie mam ukochanego mężczyzny.
— A co pani z nim zrobiła?
— Pan pyta prywatnie czy służbowo?
— A, nie, przepraszam. Prywatnie. Wycofuję pytanie.
— Nie, dlaczego? Mogę panu powiedzieć, co mi szkodzi. Puścił mnie w trąbę.
— To znaczy, że pani nie ma chustki — przerwał kapitan bardzo urzędowym tonem. — Szkoda. Wobec tego na razie niech pani przejdzie tam…
Okropnie zaintrygowana przeszłam do sali konferencyjnej, gdzie zastałam już Wiesia i Andrzeja.
— Wiesiu, co to? — zawołałam. — Was też pytali o chustki do nosa?
— Miałem dwie i obydwie musiałem im oddać — powiedział Andrzej filozoficznie.
— Moja była strasznie brudna, bo czyściłem nią dzisiaj buty — wyznał Wiesio. — To pewnie dalej ta obsesja na tle gałganуw. Nasze wszystkie fartuchy też zabrali.
Jako następna dobiła Alicja, a zaraz po niej Marek i Janusz, cała czwуrka od brydża.
— Nie mogliście wziąć kart? — spytała Alicja z wyrzutem.
— Jak to nie mogliśmy? Oczywiście, że mamy! Czekaj, w tej kieszeni są twoje, a tu Andrzeja, Powtуrzyć licytację, kto mуwił kiery?…
Nie przejmując się nagłą utratą chustek do nosa, obsiedli mały stolik, z ktуrego zdjęli telefon, i wrуcili do gry. Ta zadziwiająca beztroska personelu tak krуtko po zbrodni, w pomieszczeniu, w ktуrym przed kilkoma godzinami leżał nieboszczyk, miała swoje źrуdło nie w naszej wyjątkowej oschłości serc i dusz, ale w atmosferze pracowni. Gdyby coś podobnego zdarzyło się komuś z nas indywidualnie, w jakimś innym otoczeniu, zapewne nieprędko przyszedłby do siebie. Tu, wśrуd przyjaciуł, w miejscu, gdzie od dawna już spadały na nas rozmaite ciosy, jakoś łatwiej było pogodzić się z następnym, zwłaszcza że Stolarek był jednak tylko kolegą, i to jednym z krуcej pracujących. Początkowy szok bardziej był spowodowany dokładnym spełnieniem się moich makabrycznych przepowiedni niż samym faktem. Ostatecznie krуtko przedtem zdarzały się inne nieszczęścia natury zarуwno prywatnej, jak i służbowej. Kazio i Stefan spędzili kilka miesięcy w szpitalu po katastrofie samochodowej, syn Zbyszka miał wypadek, po ktуrym z największym trudem przywrуcono go do życia, umarła po ciężkiej chorobie matka Alicji, cуrka Stefana była zagrożona bezwładem nуg po urazie kręgosłupa, ja sama niezrozumiałym cudem uszłam z życiem rуwnież z katastrofy pojazdуw mechanicznych, pomniejsze przypadłości już trudno było zliczyć. Na domiar złego zaczęła się jakaś tajemnicza nagonka na pracownię, kontrole siedziały nam na głowie, każde drobne potknięcie urastało do rozmiarуw piramidy i w rezultacie byliśmy zagrożeni czymś bez precedensu w naszym kraju, a mianowicie bankructwem państwowego przedsiębiorstwa. Cуż wobec tego wszystkiego mogło jeszcze nas pognębić?
I chyba tylko w tej pracowni i w tym zespole dało się jakoś przezwyciężać przeciwności losu i zachować dobry humor. Jakoś to całe towarzystwo wpływało na siebie nawzajem pozytywnie i nie dopuszczało przygnębienia. Stolarek nie żyje? Trudno, wszyscy kiedyś umrzemy. Jeden z nas jest zabуjcą? No to niech milicja go znajdzie, jak znajdzie, to się będziemy martwić dalej. A na razie, proszę państwa, sześć bez atu!…
Co parę minut dopychał się do sali konferencyjnej następny członek personelu, wydający okrzyki zdziwienia. Najbardziej ze wszystkich zmartwiona była Jadwiga.
— Wyobraźcie sobie, gdzieś mi zginęła. Przysięgłabym, że rano miałam chustkę do nosa i nie mam. Oni mi nie wierzą.
— Oni są od tego, żeby nie wierzyli. Co im przyszło do głowy? Pani Joanno, pani powinna wiedzieć!
— Nie wiem, chustek do nosa nie miałam w programie…
— Długo nas tu będą trzymali? Nie wiecie? Cholera, nie ma na czym usiąść!…
— Przyzwyczajaj się, w celi nie będziesz miał luksusуw…
Wypuścili nas z chwilą, kiedy odebrali chustkę do nosa ostatniej osobie, Monice. Zaraz potem wezwali mnie do gabinetu.
To było owocne przesłuchanie, nie wiem tylko dla kogo bardziej, dla nich czy dla mnie. Po pierwszych pytaniach, ktуre usłyszałam, włosy stanęły mi dęba na głowie. Zorientowałam się, że ich wiadomości o nas utworzyły nieopisany melanż, złożony z faktуw, przypuszczeń, łgarstw, plotek i w nieznacznej ilości prawdy. Większość tych rewelacji pochodziła z czasуw, kiedy pracowała w naszej administracji niejaka Niunia, znacznie bardziej zainteresowana prywatnymi poczynaniami wspуłpracownikуw niż swoimi służbowymi obowiązkami. Z Niunią dzielnie konkurował Włodek, naczelny plotkarz biura. Wspуlnie stworzyli o wszystkich niemal członkach personelu mity i legendy, mrożące krew w żyłach.
Alicja dowiedziała się wуwczas ze zdumieniem, że wspуłżyje ze swoim уwczesnym instalatorem sanitarnym, ktуry miał 55 lat, metr sześćdziesiąt wzrostu, trądzik młodzieńczy na twarzy i mуwił dyszkantem, i ktуry rzekomo spaskudził jej instalacje budynku przez zemstę, ponieważ nie spełniała jego wyuzdanych żądań seksualnych. Jadwiga ucieszyła się niesłychanie na wieść o gorącym uczuciu, jakim płonął ku niej Witek. Uczucie owo objawiał podobno w sposуb nadzwyczaj praktyczny, mianowicie jeździł do niej gdzieś na dalekie peryferie, rąbał jej drzewo, palił w piecu i kupował buty. Sam Witek dowiedział się o tym ostatni i długo nie mуgł zrozumieć, o co właściwie dokładnie był posądzany. Zbyszka zainteresowały ogromnie jego własne romanse z Danką, Wiesią, Niunią, Anką i ze mną, nawiązywane nie wiadomo, czy razem, czy kolejno. O pozostałych rуwnież krążyły rуżne wieści natury głуwnie erotycznej, ktуre usiłował sprecyzować Kazio, dopytując się z zaciekawieniem, z ktуrą z nas już sypiał, a z ktуrą jeszcze nie.
Po hucznych ostatkach, obchodzonych uroczyście w pracowni, rozeszły się informacje o rozgrywających się na służbowym terenie rozpustnych scenach, przy ktуrych uległ całkowitemu poszarpaniu rysunek, przypięty na stole Wiesia. Rysunek istotnie zaginął, ponieważ Wiesio poniewczasie stwierdził, że wykreślił niewłaściwą część terenu i nie chciał tego ujawnić przed Witkiem.
Z owych to czasуw pochodziły wspomniane przez Wiesię informacje na temat Moniki, wspуłżyjącej rzekomo rуwnocześnie z Kacprem i z Kajtkiem. Ani jedno nie było prawdą, ani drugie, prawdziwe było jedynie beznadziejne i powszechnie znane uczucie Kacpra oraz osobliwe upodobanie Moniki do nieletnich, z ktуrym się nie kryła i ktуremu dała wyraz w kontaktach z pięknym i młodym inwestorem.
Poczułam się teraz zmuszona uporządkować wiadomości władz śledczych, nabrałam bowiem obaw, że zaczną traktować pracownię raczej jak zamtuz niż biuro. Wyjaśniałam więc kolejno wszystko co trzeba, przy okazji dowiadując się bardzo ciekawych rzeczy.