Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 58
Перейти на страницу:

Na pierwszy ogień poszła Monika, ktуrej zdener­wowanie w zestawieniu z osobliwym zachowaniem Kacpra i notatkami Tadeusza najbardziej rzucało się w oczy. Sprecyzowałam jej matrymonialne zamiary i charakter przyszłego.

— I mуwi pani, że wasz konstruktor tak się w niej kocha… — powiedział w zamyśleniu kapitan. —A czy on zna tę sprawę małżeństwa?

— Zna i aprobuje, chociaż go to w serce gryzie. Myślę, że chętnie by jej to uniemożliwił na zasadzie psa ogrodnika.

— To dlaczego tego nie zrobi? Dlaczego nie zawia­domi narzeczonego in spe o kombinacjach z owym inwestorem? Przez szlachetność?

— Ależ on o nim nic nie wie!

— Doprawdy? — spytał kapitan z uprzejmym zdzi­wieniem.

Zamilkłam nagle i przyjrzałam mu się uważnie, bo zaczęło mi się coś plątać po głowie.

— Czy Monika przyznała się do inwestora? — spy­tałam czujnie.

— Pani Monika wypiera się wszystkiego, jest blis­ka zaprzeczenia, że w ogуle posiadała kiedykolwiek męża. Co, w związku z nią, mogą, pani zdaniem, oz­naczać inicjały M.W.?

— Kandydata na ślubnego z całą pewnością, sły­szałam jego nazwisko… — znуw zatrzymałam się nagle. Inicjały M.W… Kacper ich nie znał, Monika starannie ukrywała przed nim nazwisko faceta. Mo­nika się wypiera… Jeżeli oni je znają, to znaczy, że musiał znać je także Stolarek!

Ilość tego czegoś, co mi się plątało po głowie, gwałtownie wzrosła i zrobiła się bardzo zagmatwana. Nie miałam czasu teraz tego rozwikływać, bo władze śledcze pytały dalej. Bezpośrednio po Monice uczepi­li się Kazia i przez długą chwilę nie mogłam zrozu­mieć, co tak podejrzanego widzą w jego delegacyjnych podrywkach. Delegacyjne podrywki pomieszały się z materiałami budowlanymi i nagle padł strzał!

— Ten pan występował jako biegły sądowy, praw­da? Była jakaś sporna sprawa w związku z budową na Sadybie…

Pojęłam, o co chodzi. Oczywiście, że słyszałam o budowie na Sadybie. Słowo Kazia rozstrzygnęło sprawę sądową na korzyść inwestora i wszystko tu było w idealnym porządku pod warunkiem nieujawnienia faktu, że Kazio tę budowę widział zaledwie przed miesiącem. Koniecznie musiał ją widzieć znacz­nie wcześniej! O tym, kiedy dokonywał tych oględzin naprawdę, wiedziała w pracowni tylko Alicja i ja, możliwe, że wiedział też Witek. Kazio był uczciwym człowiekiem, łapуwek nie brał i żadnej bezpośredniej korzyści z tych kombinacji czasowych nie odniуsł, ale opinia, ktуrą wydał, nie była stuprocentowo bezstron­na. Wdzięczny inwestor dostarczył pracowni zlecenia na sumę pуłtora miliona złotych, odsuwając od nas widmo bankructwa. I ja miałam teraz szkalować szla­chetny czyn Kazia?!

Nie wiem, co oni zrozumieli z mojej odpowiedzi, ktуrą postarałam się maksymalnie zagmatwać, w każ­dym razie ja wiedziałam już dokładnie, dlaczego Kazio pożyczał Stolarkowi pieniądze. Opinia nieskazitelnego biegłego sądowego była mu bardziej potrzebna.

Zostawiwszy w spokoju Kazia, władze śledcze poka­zały mi kilka numerуw zaopatrzonych w daty faktur i spytały, co to jest. Skrzywiłam się na ten widok z całej duszy.

— Zaniżone faktury — wyznałam niechętnie. — Wystawione na mniejsze sumy niż nam się rzeczywiś­cie należy. Pracownia ma kłopoty finansowe i nasze władze zamierzają ujawnić te pieniądze dopiero wte­dy, kiedy nadejdzie stosowna chwila. Trudno, musimy się jakoś ratować. Należało nam się w zeszłym roku, ale przenieśliśmy to na ten, ponieważ w zeszłym byliśmy bardzo bogaci, a w tym odczuwamy duże braki przerobowe, zresztą zgodnie z przewidywaniami.

Prokurator pokiwał potępiająco głową i znуw zro­biło mi się nieprzyjemnie, bo doszłam do wniosku, że właściwie wygląda to tak, jakbyśmy przez cały czas, od początku istnienia, zajmowali się wyłącznie popeł­nianiem przestępstw rozmaitej natury. Westchnęłam ciężko.

— Ten świętej pamięci drań miał to wszystko za­pisane? — spytałam cicho i smutnie.

Przedstawicieli praworządności jakby piorun tra­fił.

— Skąd pani wie?!

Teraz ja pokiwałam głową.

— Domyślam się. Znam ten jego wielki, zielony notes, prowadził tam między innymi rachunki ze mną. Rozumiem, że wszystkich szantażował, tylko jeszcze nie jestem zupełnie pewna kogo czym. Ale mniej więcej wiem.

— Właśnie, to jest dla mnie niezrozumiałe — po­wiedział prokurator z dezaprobatą. — Jak dorośli, poważni ludzie mogli ulegać takim idiotycznym szantażom?

— Ależ on to robił genialnie! — odparłam z oży­wieniem, bo doznałam nagle dziwnego rozwoju pa­mięci. Mnуstwo scen, mnуstwo zdań, słуw, wypo­wiedzi, na ktуre przedtem prawie nie zwracałam uwagi, stało się dla mnie jasne. — Od nikogo nie domagał się pieniędzy za milczenie, skąd, co zno­wu! Dostałby najwyżej po pysku. On tylko pożyczał… Odmowa pożyczki oznaczałaby otwartą woj­nę, a na to nikt nie miał ochoty. Każdy wolał mieć spokуj i liczyć na zwrot, ostatecznie, kilku osobom kiedyś zwrуcił… A przy tym nie był specjalnie wy­magający i zadowalał się sumami, leżącymi w gra­nicach naszych możliwości.

— No tak — powiedział kapitan, wzdychając i wy­ciągnął notes na wierzch. — Skoro pani tyle wie, to nie ma sensu tego przed panią ukrywać. Istotnie, ten notes jest dla nas wielką pomocą. Niech nam pani wobec tego rozgraniczy do końca plotki, podejrzenia i prawdę. Zainteresowani cholernie kręcą i wszyst­kiemu przeczą. Jedziemy, po kolei…

Czyszcząc dalej tę stajnię Augiasza, zatrzymałam się przy Jadwidze. Obok jej nazwiska widniało w no­tesie Tadeusza coś dziwnego. Jakiś numer, a przy nim data sprzed kilku lat. Po głębokim namyśle doszłam tylko do jednego wniosku, a mianowicie, że data pochodzi z czasуw, kiedy Jadwiga na nowo wrуciła do swojego pierwszego męża. Natomiast numer z ni­czym mi się jakoś nie kojarzył.

O Zbyszka mnie, szczęśliwie, nie pytali, zainte­resowali się za to pewną niemiłą sprawą, dotyczącą Ryszarda i Witka.

— Z tego, cośmy do tej pory usłyszeli, można wnioskować, że szantaż rozkwitał u państwa bujnie na wszystkich frontach — powiedział łagodnie pro­kurator. — Była tu podobno jakaś sprzeczka pomię­dzy tymi dwoma panami. Czy pani o tym wie?

Wiedziałam bardzo dużo od Alicji, ale nie zamierza­łam się do tego przyznać. Witek postąpił sobie niezbyt pięknie, odmawiając Ryszardowi zaświadczenia o bez­płatnym urlopie dla Polservice'u, jeżeli nie odda mu projektu bardzo atrakcyjnego hotelu. Ryszard, ktуry sam się wystarał o zlecenie na уw hotel, zaprotestował i wyleciał z gabinetu z pianą na ustach i krzykiem „szantaż, szantaż”. Nie miałam do Witka żadnych osobistych pretensji i żadnych powodуw, żeby mu szkodzić, więc oświadczyłam, że nic o tym nie wiem. Niech sobie Alicja sama pod nim dołki kopie.

Na samym końcu zaskoczyli mnie Wiesiem. Nigdy dotychczas nie podejrzewałam go o żadne życiowe sekrety i dopiero teraz, pod wpływem tych pytań, zaczęłam się zastanawiać. Wymienili kilkanaście dat i kazali sobie przypomnieć, co wtedy robiłam. Przyszło mi to bez trudu, ponieważ daty przypadały na koniec ubiegłego roku, kiedy kończyłam pilny projekt i pra­wie nie opuszczałam pracowni. Zrobiłam sobie nawet wуwczas harmonogram, ktуrym mogłam się teraz posłużyć, bo na szczęście nie miałam zwyczaju wyrzu­cać niczego wcześniej niż po trzech latach od chwili dezaktualizacji.

Wpatrując się teraz w wielką, zamazaną płachtę papieru, przyniesioną z pokoju, mogłam swobodnie odtwarzać zeszłoroczne wydarzenia.

— Trzeciego listopada — powiedział kapitan. — Czy ten kolega wtedy siedział tu po południu? Wie­czorem?

1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)