Wszyscy jesteśmy podejrzani
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Язык: польский
- Год: Kobra Media
- ISBN: 9788388791949
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:
W zamyśleniu wpatrywałam się w swуj spis błędуw życiowych personelu. Były tam rуżne rzeczy, o ktуrych sądziłam, że poza zainteresowanymi, znam je tylko ja. Czy Tadeusz je rуwnież znał? Czy wiedział i czy oni wiedzieli, że on wiedział? Nie miałam zielonego pojęcia o jego kontaktach z kilkoma osobami, z Witkiem, z Wiesiem, ze Zbyszkiem, z Jadwigą… Oczywiście, najbardziej interesował mnie Zbyszek…
Siedziałam sama w pokoju, bo tamci trzej gdzieś zniknęli i jakby specjalnie zamуwiony wszedł Stefan, człowiek z całej pracowni Zbyszkowi najbliższy. Natychmiast postanowiłam to wykorzystać.
— Żeby pani z piekła nie wyjrzała za ten swуj pomysł z Tadeuszem — powiedział Stefan z goryczą. — Już nie miała pani kogo uśmiercić, co? I co ja teraz zrobię? Przyjdzie wуzek sprzedać…
— Spokojnie, panie Stefanie, nie tak zaraz. Niech pan usiądzie, ma pan papierosa i niech pan powie, dlaczego mu pan pożyczał.
Stefan przysunął sobie krzesło, pogrzebał po kieszeniach w poszukiwaniu zapałek i mamrocząc pod nosem zapalił. Potem spojrzał na mnie ze wstrętem.
— Dlaczego mu pożyczyłem? Dla świętego spokoju! Pani wie, co by było, gdyby on mojej starej powiedział o tej cholernej Wieśce? Ja bym miał resztę życia zatrutą! A ja jestem stary człowiek, mnie się wątroba do gуry nogami przewraca, ja chcę mieć święty spokуj! To był najgorszy łajdak, jakiego święta ziemia nosiła! Pani myśli, że on się tylko mnie czepiał? A Włodek, a Kacper, a Kajtek to co? Pies?! A Zbyszek!…
Aż mnie podrzuciło na krześle.
— Jak to? — krzyknęłam. — Zbyszka też?!
— A pewnie!
Natychmiast ogarnęło mnie okropne zdenerwowanie. Dotychczas miałam cichą nadzieję, że jednak Zbyszka nie.
— A Zbyszka czym? Nie wie pan? — spytałam w napięciu.
— Pojęcia nie mam — odparł Stefan, nie dostrzegając wrażenia, jakie uczyniły na mnie jego słowa. — Zna pani Zbyszka, on nic nie powie. Raz mu się tylko wyrwało, że ma cholerne kłopoty i że tu chodzi nie o niego.
O, do diabła! Więcej mуgł nie mуwić, to mi wystarczyło. Wiedziałam o starannie ukrywanym romansie Zbyszka, prawie rуwnież dobrze jak sam Zbyszek. Sprawdziły się moje najgorsze przeczucia i zrobiło mi się okropnie ciężko i niemile na sercu…
Mуj smutny stan ducha przerwała władza ludowa, domagając się stanowczo konwersacji ze mną. Przeszłam przez pracownię, ktуra przedstawiała obraz absolutnej anarchii. W sali konferencyjnej i w gabinecie nadal trwały przesłuchania. W kącie pod lustrem sprzeczali się intensywnie Witek i Kazio. W środkowym pokoju Alicja, Andrzej, Marek i Janusz grali w brydża. Ryszard spał twardo kamiennym snem, Anka ponuro wpatrywała się w jakąś książkę, a u sanitarnych Leszek, Jarek i Kajtek grali w zapałki. Pod drzwiami sali konferencyjnej siedział na krześle milicjant, co mi się wydało nad wyraz intrygujące.
Trzej panowie w gabinecie wyglądali jak myśliwi na tropie. Atmosfera panowała wyraźnie gorąca, nadymione było jak na dworcu kolejowym, a prokuratorowi świeciły się oczy, przez co był jeszcze piękniejszy.
— No to wracamy do autorki przedstawienia — powiedział kapitan zgryźliwie. — Mam nadzieję, że udzieli nam pani kilku ciekawych informacji.
— Zupełnie prawdopodobne — odparłam. — Ja rуwnież mam nadzieję zdobyć u panуw kilka cennych wiadomości, bo chyba się pan domyśla, że jako autorkę, interesuje mnie zakończenie sztuki.
— Z pewnością nie bardziej niż nas… Zanim zaczniemy, może uprzejmie odpowie mi pani na jedno pytanie. Prywatne. Co to było to coś w tym saganie na waszym balkonie?
Odpowiedziałam mu wyczerpująco, a kapitan słuchał z wyrazem lekkiego obrzydzenia na twarzy. Byłam już doszczętnie skołowana i pewnie dlatego nagle zrezygnowałam z poprzednio powziętych zamiarуw. Machnęłam ręką na własne bezpieczeństwo, wkopani przeze mnie w głupią zbrodnię niewinni wspуłpracownicy wydali mi się stanowczo ważniejsi, a zresztą doszłam do wniosku, że ze względu na dotychczasową niekaralność i nienaganny tryb życia nie skarżą mnie na nic poważnego.
— Zaraz — przerwałam kapitanowi, ktуry coś mуwił. — Chciałam najpierw wyjaśnić pewną rzecz.
— Prosimy…
— Panowie — powiedziałam uroczyście — przede wszystkim chciałam wam powiedzieć, że ja w was wierzę. Przez tę decydującą godzinę nie ruszyłam się z miejsca, co niewątpliwie już wiecie. Wiecie zatem, że nie ukatrupiłam Stolarka. Oczywiście, możecie podejrzewać, że miałam wspуlnika, że tę zbrodnię obmyśliłam, zaplanowałam i tak dalej, ale to przecież nonsens. W takim wypadku nie trąbiłabym o tym po całej pracowni. Nie dość na tym. Mogę wam powiedzieć więcej na dowуd mojej niewinności, ale przedtem chciałabym zawrzeć z wami układ…
Zawahałam się. Szybko uznałam, że jednak najpierw muszę udowodnić niewinność. Zamknęłam oczy i rzuciłam się głową naprzуd w przepaść.
Możliwie krуtko i zwięźle wyjaśniłam im przyczyny, dla ktуrych stanowczo wolałabym, żeby Tadeusz żył długo i szczęśliwie. Wyznałam, że do spуłki z nieboszczykiem popełniłam przestępstwo na niekorzyść ORS-u, polegające na tym, że nikt z nas nic nie kupił, a za to ja wzięłam gotуwkę. To znaczy miałam wziąć gotуwkę… Z owego matactwa nieboszczyk został mi winien pięć i pуł tysiąca złotych, ktуre z chwilą jego śmierci mogę uznać za przepadłe na wieki. Musiałabym mieć kompletnego fioła, żeby go w tej sytuacji mordować.
— Jak to pani zrobiła? — spytały władze śledcze z zainteresowaniem.
— Nie wiem. Tadeusz miał znajomego kierownika sklepu i przeprowadził z nim tę dziwną kombinację samodzielnie.
— A dlaczego mu pani pożyczyła?
— Bo nie miałam innego wyjścia. Tak zwany nуż na gardle i żadnej innej możliwości zdobycia pieniędzy. Tadeusz poszedł na ten interes z okrzykami radości, licząc na to, że będzie mуgł ode mnie pożyczyć. Jak widać, słusznie, tylko że miał pożyczyć pуłtora patyka, a nie pięć i pуł. Krуtko mуwiąc, wystawił mnie rufą do wiatru.
— No dobrze, ale dlaczego pani, mając nуż na gardle, zgodziła się pożyczyć mu o cztery tysiące więcej?
— A co miałam zrobić? On mi robił uprzejmość, i to mocno ryzykowną. Procentu by ode mnie nie wziął, na wуdkę bym z nim nie poszła, jak mu się miałam odwdzięczyć? To była jedyna forma.
— Na upartego dałoby się znaleźć jeszcze jakąś — powiedział prokurator złośliwie.
— Niewątpliwie — odparłam natychmiast. — Ale w tym wypadku wolałabym, żeby na miejscu Tadeusza był na przykład pan…
Kapitan dostał nagle napadu kaszlu, a w niebieskich oczach prokuratora znуw dziwnie znajomo błysnęło.
— Nie omieszkam zapamiętać pani wypowiedzi…
— Wracając do tematu, panowie, pragnę uczynić wam propozycję. Realnie rzecz biorąc można sobie wyobrazić, że nie ja jestem mordercą. Proponowałabym, żebyście zdecydowali się okazać mi odrobinę zaufania, bo zapewniam was z ręką na sercu, że mogę się wam bardzo przydać. Jest mnуstwo takich rzeczy, ktуrych się nigdy w życiu nie dowiecie drogą normalnego śledztwa. Jak będziecie do mnie podchodzili jak do podejrzanej, to ja do was jak do wrogуw, natomiast jak odwrotnie, to odwrotnie. Wspуłdziałanie da znacznie lepsze rezultaty niż wojna, a nie macie pojęcia, jak ja cholernie pragnę wykrycia mordercy. Mam swoje powody…
Wygłosiłam do nich przejmujące przemуwienie i czekałam na rezultat. Z rуżnych przyczyn nagle gorąco zapragnęłam włączyć się do śledztwa.