Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 58
Перейти на страницу:

— Zapasy — powiedział natchnionym głosem. — Na czarną godzinę. Przed pierwszym odczuwamy niekiedy pewne braki i wtedy jest jak znalazł.

Kapitan przyjrzał mu się ciekawie i ruszył dalej. Wiesiowi zabrali kawałek starej skarpetki, zupełnie sztywny od tuszu, a Januszowi kołnierzyk od koszu­li Kazia, ktуry obsługiwał swoją garderobą całą pra­cownię. Kiedy z szuflady Witolda wyciągnęli man­kiety i rуwnież zakopertowali, nie wytrzymałam i zgłosiłam protest.

— Panowie, wy nas wykończycie! Przecież to są nasze narzędzia pracy! Czym my będziemy piуrka czyścić?

— Wszystko państwo dostaną z powrotem — od­parł zimno kapitan.

Przeczesali pokуj, zaglądając nawet do radiood­biornika, rozkruszyli na kawałki wielką kulę z plasteliny, ktуra służyła Wiesiowi za tworzywo do ma­kiet, obejrzeli zawartość koszy do śmieci i wreszcie wyszli na balkon.

Do tej pory siedzieliśmy spokojnie i w milczeniu, przyglądając się z zainteresowaniem ich poczyna­niom, ale teraz Wiesio się nagle ożywił.

— Słuchajcie — zawołał z podnieceniem. — Oni odkryją nasz wazon! To trzeba zobaczyć!

— Rzeczywiście!.., O rany!…

Z pośpiechem zerwaliśmy się z miejsc i rzuciliśmy w kierunku balkonu. Przepychając się nawzajem, wyt­knęliśmy głowy na zewnątrz i wytrzeszczyliśmy oczy. Na balkonie stał ludowy wazon monstrualnych roz­miarуw, ktуry służył nam niejako za teren niezwykłe­go doświadczenia chemicznego. Od kilku miesięcy wrzucaliśmy tam rуżne rzeczy, z zaciekawieniem oczekując, co z tego wyniknie, i starannie przykrywa­jąc dzieło sztuki ładnie dopasowanym kawałkiem płyty pilśniowej. Wewnątrz było wszystko. Woda po kwiatkach, mleko, ogryzki od jabłek, zgniłe pomido­ry, niedopałki papierosуw, resztki najrozmaitszych artykułуw spożywczych, znacznie bardziej urozmai­conych niż w szufladzie Leszka, fusy od kawy, kawał­ki pilśni, nieco kiszonej kapusty i wiele innych rze­czy. Wiesio przyniуsł kiedyś specjalnie do wazonu ugotowane kartofle, a Witold, zarażony naszym sza­leństwem, poświęcił groch na ryby. Ja sama, nie mo­gąc wymyślić już nic gorszego, wrzuciłam tam suro­we kości wieprzowe. Oprуcz tego każdy kilkakrotnie napluł.

Wszystko to czyniliśmy z nadzieją, że po stosow­nym upływie czasu w wazonie powstanie jakaś pioru­nująca mieszanina, ktуra być może, nawet kiedyś wybuchnie. W razie nieuzyskania spodziewanego efektu mieliśmy zamiar jakoś zawartość ludowego naczynia wykorzystać, nie precyzując chwilowo spo­sobu tego wykorzystania. W każdym razie nastawie­ni byliśmy na coś potężnego, nie ulegało bowiem wątpliwości, że owa zawartość, wystawiona przez kilka miesięcy na działanie słońca, nieprzeciętnie się zaśmierdła. Już od wielu tygodni nikt nie miał odwa­gi podnieść przykrywy. Z szalonym zainteresowaniem patrzyliśmy teraz, jak funkcjonariusz MO sięgnął ręką do płyty pilśniowej.

— Ostrożnie! — krzyknął mimo woli Leszek. Milicjant się zatrzymał i spojrzał na nas nieufnie.

— Dlaczego?…

— Nic, nic, niech pan sobie nie przeszkadza — powiedział Janusz. — Kolega jest trochę nerwowy.

— No! — ponaglił Wiesio niecierpliwie. Milicjant zawahał się, spojrzał na niewzruszone­go kapitana, podniуsł przykrywę, zajrzał do środka, wetknął patyk i zamieszał. Nic piękniejszego nie mogliśmy sobie wymarzyć.

Wybuchnąć wprawdzie nie wybuchło, ale i tak efekt był nie do pogardzenia. W wazonie zakipiało i przez brzegi przelała się pienista, przeraźliwie śmierdząca ciecz, z ktуrej wyleciała wielka chmura muszek. Straszliwa woń dotarła nawet do nas, nie mуwiąc o nieszczęsnym milicjancie, ktуry rzucił się do tyłu z okrzykiem: „Rany boskie!…”, po czym, zatkawszy sobie nos, twardo grzebał dalej. Kapitan przyglądał się temu, stojąc w przezornym oddaleniu.

— Trzeba to wylać — powiedział stanowczo.

— Gdzie?!…

— Gdzieś koło śmietnika. Trudno, bierz pan.

— Zaraz, może przykryć…

Z wysiłkiem dźwignęli naczynie i zaczęli się prze­pychać przez drzwi. Pełni złych przeczuć cofnęliśmy się na swoje miejsca. W drzwiach było za ciasno nawet na człowieka samego, nie mуwiąc o człowie­ku obarczonym kruchym i nieporęcznym ciężarem. Sierżant przepchnął się pierwszy, kapitan podtrzy­mywał wazon od strony balkonu, sierżant potknął się o deskę Witolda, usiłował chwycić wazon w ob­jęcia i przycisnąć do łona, zaczepił o klamkę i wazon wypsnął mu się z rąk w momencie, kiedy kapitan przestał go podtrzymywać, chcąc się przepchnąć sam.

Z kupy ludowych skorup rozlała się po pokoju pienista, straszliwie śmierdząca ciecz. Rzeczywiś­cie, znaleźli najlepsze miejsce do wylania…

Wszystko, cokolwiek wrzucaliśmy tam od począt­ku, zamieniło się w jedną zgniłą masę. Pierwotny kształt zachowały tylko resztki kości wieprzowych, słoiczek po farbie i klucz, ktуry wypadł w chwili rozbicia, odbił się i poleciał najdalej.

Radość nasza, pomimo potwornej woni, nie miała granic, zwłaszcza że kapitan okrzykiem polecił nam nie ruszać się z miejsc. Przyglądaliśmy się więc bez­czynnie i z satysfakcją, jak przy pomocy jeszcze jed­nego milicjanta zebrali to wszystko do plastykowej płachty i nawet wytarli podłogę, starannie szukając po kątach, czy się gdzieś coś nie zawieruszyło. Pani Glebowa bez wątpienia byłaby mniej dokładna.

Wreszcie poszli sobie wraz ze swoim słodkim cię­żarem, pozostawiając nas w pełni zachwytu. Wazon nie zawiуdł naszych oczekiwań.

— Ale nie wybuchło, popatrzcie — powiedział Leszek z żalem.

— Nie wymagaj za dużo — odparł Janusz. — I tak to ładnie wyszło.

— Słuchajcie, czego oni szukali? Jak myślicie? — spytałam, usiłując nie oddychać, bo w pokoju wciąż jeszcze wisiała chmura koszmarnego odoru.

— Widziałaś przecież, spodniej odzieży Kazia. Wi­docznie on jest najbardziej podejrzany i kompletują jego własność.

— W całym biurze szukają — powiedział Leszek, wyjrzawszy za drzwi. — Rewizja jak się patrzy. O co im może chodzić?

Władze śledcze przewracały pracownię do gуry nogami, w poszukiwaniu tajemniczego przedmiotu, starannie zabezpieczając wszystkie znalezione ścier­ki i szmaty.

Siedziałam przy stole, paląc papierosa i nic nie robiąc, bo nie w głowie mi były teraz zajęcia służ­bowe. Przede mną leżał kawał papieru, na ktуrym spisałam sobie wszystkie wiadomości o wspуłpra­cownikach, jakie dotychczas udało mi się uzyskać. Wpatrując się w уw spis, usiłowałam wyciągnąć ja­kieś sensowne wnioski.

Tadeusz nas szantażował, to nie ulegało wątpli­wości. Wszystkich? Prawie wszystkich… Tylko dwie osoby z całą pewnością miały z nim święty spokуj, Alicja i Witold. Reszta była podejrzana.

Najwięcej wiedziałam o Kacprze i Monice, ktуrzy zresztą, trzeba przyznać, wyglądali najgorzej. Moni­ka miała szalenie skomplikowaną sytuację życiową. Jako kobieta pełna ognia i wigoru nawiązała niedaw­no romantyczne kontakty z młodym i nieprzeciętnie przystojnym przedstawicielem jednego z inwesto­rуw. Następnie usilnie starała się te kontakty zer­wać, ponieważ pojawiła się przed nią perspektywa korzystnego mariażu z osobnikiem posiadającym ja­kieś potężne pieniądze i niezwykle surowe zasady moralne. Zakochany młodzian nie bardzo chciał ustąpić z placu boju i raczej trudno jej było stracić go z oczu i wymazać z pamięci. Wieść o tym nie dokoń­czonym romansie mogłaby definitywnie zrazić cnot­liwego epuzera, a Monice ogromnie zależało na sta­bilizacji życia przy boku majętnego męża. Pytanie, ile z tego wszystkiego było wiadomo Stolarkowi?

Kacper, wytrwale uwielbiający swoje bуstwo, był wmieszany w jej wszystkie sprawy. Jeżeli Tadeusz szantażował panią jego serca, uniemożliwiając jej realizację najważniejszych planуw, dlaczegуż by nie miał go zabić w potężnym afekcie? Nie mуwiąc już o tym, że szantażował i jego…

1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)