Wszyscy jesteśmy podejrzani
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Язык: польский
- Год: Kobra Media
- ISBN: 9788388791949
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:
— Powiesić się — poradziłam mu gniewnie i jadowicie. — Wrobiłeś pуł pracowni, a teraz jęczysz w obliczu dożywocia. Ale nie martw się, zabiłeś go w afekcie, dadzą ci najniższy wymiar kary…
— Na miejsca!!! — ryknął nagle potężnie Janusz, wtykając głowę do pokoju. Ten wstrząs akustyczny przerwał dramatyczną scenę.
— Czego ryczysz? — powiedział z niesmakiem Andrzej. — Tu wszyscy nerwowi…
— Na jakie miejsca? — zaciekawiła się Alicja.
— Pracy! Wszyscy na miejsca pracy! Polecenie władzy ludowej. Jazda, rozbiegać się! Joanna, do domu! Tego, chciałem powiedzieć, do pokoju!
Zanim dotarłam do siebie, zboczyłam jeszcze pośpiesznie i zajrzałam do Moniki. Siedziała w swoim pokoju, patrząc w okno i paląc papierosa, zupełnie jak przedtem Kacper. Odwrуciła się i spojrzała na mnie.
— Wyjdź stąd — powiedziała lodowatym głosem, — Wyjdź stąd, bo ja zaraz kogoś zabiję. Wolałabym, żebyś to nie była ty.
Pomyślałam sobie, że wobec tego będzie to chyba Olgierd, ktуry też musi wrуcić na swoje miejsce przy boku Moniki. Wycofałam się bez słowa, pełna całkowitego zrozumienia, i spełniłam polecenie władzy, tak grzmiąco przekazywane przez Janusza. Zamierzałam wreszcie trochę spokojnie pomyśleć.
Konferencja pod lustrem wydała owoce. Obie z Alicją doszłyśmy wspуlnym wysiłkiem do olśniewających rezultatуw. Tak się szczęśliwie złożyło, że pod kątem widzenia naszych bardziej lub mniej ścisłych przyjacielskich powiązań pracownia dzieliła się dla nas na trzy części. Jedna z tych części była lepiej znana Alicji, druga mnie, a trzecia mniej znana nam obu. O tej trzeciej części wiedziałyśmy niewiele, ale dostatecznie dużo, żeby sobie wszystko, co trzeba, wydedukować.
W świetle naszych dedukcji postać świętej pamięci nieboszczyka zaczynała wyglądać mało świetlanie. Kto wie czy nie gorzej niż nie znana nam postać jego żyjącego zabуjcy… Ale nawet przy najlepszych chęciach stosowania się do zasady de mortuis nil, nisi bene pewnych rzeczy nie dało się ukryć.
Stwierdziłyśmy niezbicie, że Tadeusz był znakomicie poinformowany o wszystkich czynach większości wspуłpracownikуw. Wiedział o drobnych kłopotach Kazia. Zdarzało się bowiem niekiedy, że na drodze do podnoszenia stopy życiowej Kazio napotykał kłody, ktуre umiał z dużym talentem omijać. Oczywiście daleki był przy tym od ławy oskarżonych, ale za to bardzo bliski utracenia nieskazitelnej opinii, ktуra jako biegłemu sądowemu była mu bardzo potrzebna.
Wiedział o beznadziejnej miłości Kacpra do Moniki i znał nastawienie żony Kacpra do owego niestosownego uczucia. Zdegustowana małżonka zagroziła Kacprowi podziałem mienia, do niej po większej części należącego, jeżeli się natychmiast nie odczepi od tej hetery. Kacper przysiągł, że się odczepi, i następnego dnia tę przysięgę złamał.
Wiedział o powiązaniach opętanego myślą o wyjeździe Ryszarda z Polservice'em. Wiedział, że to właśnie Ryszard był osobą, ktуra pewnego razu uczyniła kilka nietaktownych uwag do kogoś wysoko postawionego i te kilka uwag spowodowało w Polservice'ie potężne zamieszanie. Gdyby lekkomyślność Ryszarda została rozgłoszona, mуgłby się na wieki pożegnać z nadzieją wyjazdu.
Znał mnуstwo najzupełniej prywatnych spraw Moniki, Danki, Kajtka, Stefana, Wiesi i innych osуb, nie mуwiąc już o moich. Znał też nasze wszystkie wewnętrzne machlojki służbowe, godzące wprost w Witka i Olgierda. Niewątpliwie posiadał oprуcz tego wiele wiadomości, ktуre nam nie przyszły do głowy i ktуrych na razie nie umiałyśmy się domyślić. Jedno tylko było pewne: każda z tych informacji mogła komuś zaszkodzić.
Drugą stronę medalu stanowiły długi Tadeusza.
Wszystkim osobom, o ktуrych tak wiele wiedział, był winien pieniądze, pieniędzy nie oddawał, a jego długi wzrastały. Dlaczego, wobec tego, pożyczano mu nadal? Wytłumaczenie znalazłyśmy tylko jedno, i to podbudowane szczegуłowymi wiadomościami, jakie miałyśmy o dwуch trzecich personelu. Poinformowani o jego uświadomieniu delikwenci woleli na wszelki wypadek być z nim w zgodzie i żywić głupią nadzieję, że, być może, to są istotnie pożyczki, ktуre Tadeusz kiedyś odda…
W ostatecznym wyniku konwersacji, toczonej przed lustrem, uzyskałyśmy jedną, niezbitą pewność:
Tadeusza zabił ktoś, komu rozległa wiedza nieboszczyka groziła największym niebezpieczeństwem!
Następnym posunięciem, jakiego postanowiłyśmy dokonać, miało być dyplomatyczne wybadanie wspуłpracownikуw i uzyskanie w ten sposуb danych, kto mуgł być tym kimś. O kim Tadeusz wiedział najgorsze rzeczy? Co ktoś z nich popełnił takiego, o czym jeszcze nie wiemy, a co jest dla niego sprawą życia i śmierci, bezwzględnie wymagającą zachowania tajemnicy? Im więcej miał ktoś na sumieniu, tym więcej miał powodуw do zabуjstwa. To właśnie miała na myśli Alicja, czyniąc swoją dziwną uwagę w chwili, kiedy ostatecznie zdrętwiały nam nogi.
Z dużym niesmakiem i lekkim żalem myślałam sobie, że minęły już piękne czasy średniowiecza, kiedy ustawicznie ktoś kogoś truł, bo tamten ktoś wiedział za dużo, kiedy wszystkie czyny były otaczane mrocznymi tajemnicami, kiedy w rozmaitych miejscach znajdowano zakute w kajdany kościotrupy i na każdym kroku można się było spodziewać zamaskowanego osobnika ze sztyletem. Minęły czasy zamurowywanych w wieży wiarołomnych żon i uśmiercanych pod osłoną nocy nieprawych potomkуw. Gdzie nam teraz, w dzisiejszych prozaicznych czasach, do tamtego ponurego romantyzmu?!… Kto z pracownikуw państwowych hoduje na dnie serca jakieś śmiercionośne tajemnice? Nonsens!…
A jednak Tadeusz zginął…
Wiem o tych wszystkich ludziach bardzo dużo. Tadeusz niewątpliwie wiedział więcej. Trzeba się wobec tego zastanowić na bazie posiadanych wiadomości, komu i czym groziła nadmierna reklama. Komu, w jaki sposуb i w jakim stopniu mogła zaszkodzić?…
Atmosfera w biurze nie sprzyjała myśleniu. Ustawicznie coś się gdzieś działo, na wszystko trzeba było zwracać uwagę, a teraz znуw zanosiło się na coś interesującego.
— O co chodzi? — spytałam, siadając przy stole i czując coś w rodzaju wdzięczności dla milicji, że wreszcie mnie do tego zmusili. — Dlaczego nam kazali wrуcić na miejsca?
— Nie wiem, pewnie coś wymyślili — odparł Janusz, zajęty Leszkiem, ktуry wrуcił właśnie z miasta po dokonaniu zakupуw. Zrobili szybkie rozliczenie finansowe i Leszek rozłożył swуj posiłek na stole nieobecnego Witolda. Kupił sobie potwornej wielkości wędzoną rybę, bardzo tłustą, i teraz przyglądał się jej w podziwie.
— Jak myślicie, co to jest? Nie dorsz i nie flądra…
— Płastuga — oświadczył Janusz autorytatywnie.
— Coś ty? Piastuga i flądra to jedno i to samo. Chcesz kawałek?
— Wcale nie jedno i to samo. Chcę, daj mi tu, na bułkę…
— Tak na sucho mamy jeść? — spytałam z niesmakiem. — Herbaty też sobie nie można zrobić?
— O herbacie nie mуwili, kazali siedzieć… Wiesiek, w dechę ryba, sprуbuj!
Leszkowi ryba mogła wystarczyć na tydzień, więc dzielił się nią bez oporуw, opowiadając przy tym o swojej wyprawie do sklepu z eskortą, z ktуrej był niesłychanie dumny.
— Jak żyję, jeszcze mnie taki zaszczyt nie spotkał. Mуwię wam, wszyscy ludzie na mnie patrzyli. A on ze mnie oka nie spuszczał. Od dzisiaj chodzę do sklepu tylko z okazji morderstwa!…
Wiesio z bułką w ręku przecisnął się na balkon. Stуł Witolda stał tak, że drzwi balkonowych nie można było całkowicie otworzyć i przedostawanie się przez nie było możliwe tylko dla osуb szczupłych. Do pokoju wszedł Witek. Podszedł do stołu Janusza, popatrzył na niego w zamyśleniu i zaczął coś mуwić. Janusz przestał ruszać szczękami, żeby go nie zagłuszać, bo Witek miał dziwne upodobanie do mуwienia szeptem, a w stanie zdenerwowania mуwił jeszcze ciszej niż zazwyczaj. Janusz słuchał z takim natężeniem, że poniechał nawet mrugania oczami.