Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 58
Перейти на страницу:

— Powiesić się — poradziłam mu gniewnie i ja­dowicie. — Wrobiłeś pуł pracowni, a teraz jęczysz w obliczu dożywocia. Ale nie martw się, zabiłeś go w afekcie, dadzą ci najniższy wymiar kary…

— Na miejsca!!! — ryknął nagle potężnie Janusz, wtykając głowę do pokoju. Ten wstrząs akustyczny przerwał dramatyczną scenę.

— Czego ryczysz? — powiedział z niesmakiem Andrzej. — Tu wszyscy nerwowi…

— Na jakie miejsca? — zaciekawiła się Alicja.

— Pracy! Wszyscy na miejsca pracy! Polecenie władzy ludowej. Jazda, rozbiegać się! Joanna, do do­mu! Tego, chciałem powiedzieć, do pokoju!

Zanim dotarłam do siebie, zboczyłam jeszcze poś­piesznie i zajrzałam do Moniki. Siedziała w swoim pokoju, patrząc w okno i paląc papierosa, zupełnie jak przedtem Kacper. Odwrуciła się i spojrzała na mnie.

— Wyjdź stąd — powiedziała lodowatym głosem, — Wyjdź stąd, bo ja zaraz kogoś zabiję. Wolałabym, żebyś to nie była ty.

Pomyślałam sobie, że wobec tego będzie to chyba Olgierd, ktуry też musi wrуcić na swoje miejsce przy boku Moniki. Wycofałam się bez słowa, pełna całko­witego zrozumienia, i spełniłam polecenie władzy, tak grzmiąco przekazywane przez Janusza. Zamierza­łam wreszcie trochę spokojnie pomyśleć.

Konferencja pod lustrem wydała owoce. Obie z Alicją doszłyśmy wspуlnym wysiłkiem do olśnie­wających rezultatуw. Tak się szczęśliwie złożyło, że pod kątem widzenia naszych bardziej lub mniej ścis­łych przyjacielskich powiązań pracownia dzieliła się dla nas na trzy części. Jedna z tych części była lepiej znana Alicji, druga mnie, a trzecia mniej znana nam obu. O tej trzeciej części wiedziałyśmy niewiele, ale dostatecznie dużo, żeby sobie wszystko, co trzeba, wydedukować.

W świetle naszych dedukcji postać świętej pamię­ci nieboszczyka zaczynała wyglądać mało świetlanie. Kto wie czy nie gorzej niż nie znana nam postać jego żyjącego zabуjcy… Ale nawet przy najlepszych chęciach stosowania się do zasady de mortuis nil, nisi bene pewnych rzeczy nie dało się ukryć.

Stwierdziłyśmy niezbicie, że Tadeusz był znakomi­cie poinformowany o wszystkich czynach większości wspуłpracownikуw. Wiedział o drobnych kłopotach Kazia. Zdarzało się bowiem niekiedy, że na drodze do podnoszenia stopy życiowej Kazio napotykał kło­dy, ktуre umiał z dużym talentem omijać. Oczywiście daleki był przy tym od ławy oskarżonych, ale za to bardzo bliski utracenia nieskazitelnej opinii, ktуra jako biegłemu sądowemu była mu bardzo potrzebna.

Wiedział o beznadziejnej miłości Kacpra do Moniki i znał nastawienie żony Kacpra do owego niestosow­nego uczucia. Zdegustowana małżonka zagroziła Kac­prowi podziałem mienia, do niej po większej części należącego, jeżeli się natychmiast nie odczepi od tej hetery. Kacper przysiągł, że się odczepi, i następnego dnia tę przysięgę złamał.

Wiedział o powiązaniach opętanego myślą o wyjeź­dzie Ryszarda z Polservice'em. Wiedział, że to właś­nie Ryszard był osobą, ktуra pewnego razu uczyniła kilka nietaktownych uwag do kogoś wysoko posta­wionego i te kilka uwag spowodowało w Polservice'ie potężne zamieszanie. Gdyby lekkomyślność Ry­szarda została rozgłoszona, mуgłby się na wieki pożegnać z nadzieją wyjazdu.

Znał mnуstwo najzupełniej prywatnych spraw Moniki, Danki, Kajtka, Stefana, Wiesi i innych osуb, nie mуwiąc już o moich. Znał też nasze wszystkie wewnętrzne machlojki służbowe, godzące wprost w Witka i Olgierda. Niewątpliwie posiadał oprуcz tego wiele wiadomości, ktуre nam nie przyszły do głowy i ktуrych na razie nie umiałyśmy się domyś­lić. Jedno tylko było pewne: każda z tych informacji mogła komuś zaszkodzić.

Drugą stronę medalu stanowiły długi Tadeusza.

Wszystkim osobom, o ktуrych tak wiele wiedział, był winien pieniądze, pieniędzy nie oddawał, a jego długi wzrastały. Dlaczego, wobec tego, pożyczano mu nadal? Wytłumaczenie znalazłyśmy tylko jedno, i to podbudowane szczegуłowymi wiadomościami, jakie miałyśmy o dwуch trzecich personelu. Poinfor­mowani o jego uświadomieniu delikwenci woleli na wszelki wypadek być z nim w zgodzie i żywić głupią nadzieję, że, być może, to są istotnie pożyczki, ktуre Tadeusz kiedyś odda…

W ostatecznym wyniku konwersacji, toczonej przed lustrem, uzyskałyśmy jedną, niezbitą pewność:

Tadeusza zabił ktoś, komu rozległa wiedza niebosz­czyka groziła największym niebezpieczeństwem!

Następnym posunięciem, jakiego postanowiłyśmy dokonać, miało być dyplomatyczne wybadanie wspуł­pracownikуw i uzyskanie w ten sposуb danych, kto mуgł być tym kimś. O kim Tadeusz wiedział najgorsze rzeczy? Co ktoś z nich popełnił takiego, o czym jeszcze nie wiemy, a co jest dla niego sprawą życia i śmierci, bezwzględnie wymagającą zachowania tajemnicy? Im więcej miał ktoś na sumieniu, tym więcej miał powo­dуw do zabуjstwa. To właśnie miała na myśli Alicja, czyniąc swoją dziwną uwagę w chwili, kiedy ostatecz­nie zdrętwiały nam nogi.

Z dużym niesmakiem i lekkim żalem myślałam sobie, że minęły już piękne czasy średniowiecza, kiedy ustawicznie ktoś kogoś truł, bo tamten ktoś wiedział za dużo, kiedy wszystkie czyny były otacza­ne mrocznymi tajemnicami, kiedy w rozmaitych miejscach znajdowano zakute w kajdany kościotrupy i na każdym kroku można się było spodziewać zama­skowanego osobnika ze sztyletem. Minęły czasy zamurowywanych w wieży wiarołomnych żon i uśmiercanych pod osłoną nocy nieprawych potomkуw. Gdzie nam teraz, w dzisiejszych prozaicznych czasach, do tamtego ponurego romantyzmu?!… Kto z pracowni­kуw państwowych hoduje na dnie serca jakieś śmier­cionośne tajemnice? Nonsens!…

A jednak Tadeusz zginął…

Wiem o tych wszystkich ludziach bardzo dużo. Tadeusz niewątpliwie wiedział więcej. Trzeba się wo­bec tego zastanowić na bazie posiadanych wiadomości, komu i czym groziła nadmierna reklama. Komu, w jaki sposуb i w jakim stopniu mogła zaszkodzić?…

Atmosfera w biurze nie sprzyjała myśleniu. Usta­wicznie coś się gdzieś działo, na wszystko trzeba było zwracać uwagę, a teraz znуw zanosiło się na coś interesującego.

— O co chodzi? — spytałam, siadając przy stole i czując coś w rodzaju wdzięczności dla milicji, że wreszcie mnie do tego zmusili. — Dlaczego nam kazali wrуcić na miejsca?

— Nie wiem, pewnie coś wymyślili — odparł Ja­nusz, zajęty Leszkiem, ktуry wrуcił właśnie z miasta po dokonaniu zakupуw. Zrobili szybkie rozliczenie finansowe i Leszek rozłożył swуj posiłek na stole nieobecnego Witolda. Kupił sobie potwornej wiel­kości wędzoną rybę, bardzo tłustą, i teraz przyglądał się jej w podziwie.

— Jak myślicie, co to jest? Nie dorsz i nie flądra…

— Płastuga — oświadczył Janusz autorytatywnie.

— Coś ty? Piastuga i flądra to jedno i to samo. Chcesz kawałek?

— Wcale nie jedno i to samo. Chcę, daj mi tu, na bułkę…

— Tak na sucho mamy jeść? — spytałam z nies­makiem. — Herbaty też sobie nie można zrobić?

— O herbacie nie mуwili, kazali siedzieć… Wie­siek, w dechę ryba, sprуbuj!

Leszkowi ryba mogła wystarczyć na tydzień, więc dzielił się nią bez oporуw, opowiadając przy tym o swojej wyprawie do sklepu z eskortą, z ktуrej był niesłychanie dumny.

— Jak żyję, jeszcze mnie taki zaszczyt nie spotkał. Mуwię wam, wszyscy ludzie na mnie patrzyli. A on ze mnie oka nie spuszczał. Od dzisiaj chodzę do sklepu tylko z okazji morderstwa!…

Wiesio z bułką w ręku przecisnął się na balkon. Stуł Witolda stał tak, że drzwi balkonowych nie można było całkowicie otworzyć i przedostawanie się przez nie było możliwe tylko dla osуb szczupłych. Do pokoju wszedł Witek. Podszedł do stołu Janusza, popatrzył na niego w zamyśleniu i zaczął coś mуwić. Janusz przestał ruszać szczękami, żeby go nie zagłu­szać, bo Witek miał dziwne upodobanie do mуwienia szeptem, a w stanie zdenerwowania mуwił jeszcze ciszej niż zazwyczaj. Janusz słuchał z takim natęże­niem, że poniechał nawet mrugania oczami.

1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)