Wszyscy jesteśmy podejrzani
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Язык: польский
- Год: Kobra Media
- ISBN: 9788388791949
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:
— Skąd wiesz, że Wiesio?…
— Nie rozmawiał z nimi jeszcze wtedy… To kto zostaje? Ostatnia osoba: nieboszczyk! Dobrze, dobrze, wiem, że to nonsens, ale w tym jest coś… No, włączaj się!
— Czekaj — powiedziała Alicja, marszcząc brwi. —Rzeczywiście… Czy nie znaleźli przypadkiem czegoś wśrуd rzeczy Tadeusza?
W tym momencie spłynęło na mnie olśnienie, ktуre powinno było spłynąć już dawno.
— Alicja, jesteś genialna! — powiedziałam uroczyście i z zachwytem. — Jesteś уsmym cudem świata!
— Co ty powiesz — zdziwiła się uprzejmie Alicja i patrzyła na mnie pytająco.
Tadeusz miał notes. Wielki, zielony notes, cały zapisany, doskonale mi znany, ponieważ prowadził w nim między innymi rachunki ze mną. Cуż innego mogły oznaczać podsłuchane przeze mnie słowa:
„Trzeba to dokładnie przestudiować…”, jak nie znalezienie przez milicję tego notesu?!
— No dobrze — powiedziała Alicja z powątpiewaniem. — Ale nie prowadził chyba w tym notesie pamiętnika, dotyczącego spraw wspуłpracownikуw?
— Pozwуl mi się skupić, bo znуw mi się coś rysuje. Kojarzą mi się z tym takie dziwne podejrzenia…
Zawahałam się nieco, bo podejrzenia były bardzo niemiłe, i ciągnęłam dalej:
— Wiedział o rуżnych osobach same kompromitujące rzeczy. Kazio… ten Kazio wyjaśnia najwięcej… I te krzyki Ryszarda… Bo właściwie dlaczego mu wszyscy pożyczali?…
Przez chwilę obie trwałyśmy nieruchomo, wybałuszając na siebie oczy, aż Alicja gwizdnęła głośno i przeciągle.
— Pozwуl, że ci się odwzajemnię — powiedziała z kurtuazją. — Jesteś genialna!
***
Po dobrej godzinie intensywnych rozważań ostatecznie zdrętwiały nam nogi. Dokonałyśmy pod tym lustrem olśniewającej pracy myślowej i widać nasze napięcie nieco osłabło, bo stan nуg zaczął nam rzutować na stan umysłu.
— To znaczy, że ten, co miał więcej, to miał więcej — powiedziała Alicja, rozglądając się beznadziejnie dookoła. — Na litość boską usiądźmy! Ja już dłużej nie mogę!
— Usiądziemy pod warunkiem, że na siedząco będziesz dalej myśleć — oświadczyłam kategorycznie, chociaż sama wcale nie czułam się lepiej.
— Na siedząco będę wszystko! — przysięgła Alicja. — Na razie przestaję rozumieć w ogуle, co do mnie mуwisz.
Wobec tego przestałam do niej mуwić. Zanim jednak zdążyłyśmy się rozstać, do przedpokoju wpadła Matylda.
— Pan Włodek zasłabł! — krzyknęła w zdenerwowaniu. — Gdzie pani Glebowa, ona ma krople Waleriana!
— Krople? — zdziwiła się Alicja niemrawo. — Po co! Na niego świetnie działa woda z kwiatkуw.
Wieść o nędznym samopoczuciu Włodka sprawiła, że nagle odzyskałam wigor zarуwno w nogach, jak i w głowie. Na tle wszystkiego, co zrozumiałam i czego się zdołałam domyślić, jego zasłabnięcie wydało mi się szczytem obrzydliwości. Mamrocząc gniewnie pod nosem, popędziłam do pokoju sanitarnych, a Alicja po krуtkim wahaniu popędziła za mną.
Włodek siedział na krześle, oparty o ścianę, jeszcze bardziej zielony niż dotychczas, reszta obecnych była wyraźnie wzburzona, a Andrzej z filozoficznym spokojem wachlował go rzutem zagospodarowania terenu. Spojrzawszy na rzut, stwierdziłam, że to jest moje osiedle, wyjęłam mu to z ręki i zwrуciłam się jak furia do mdlejącej ofiary.
— Teraz to mdlejesz, tak? — powiedziałam jadowicie. —Ale o blondynce z „Monopolu” głodne kawałki wstawiać, to miałeś siłę? Oprzytomniej, niedojdo, bo jak mi Bуg miły, strzelę cię w ten bezmyślny pysk!
Matylda wydała z siebie okrzyk zgrozy, a Włodek nagle otworzył oczy.
— Zostaw mnie, wiedźmo — wyszeptał słabo. — Czego chcesz?
— Chodziłeś z nieboszczykiem na wуdkę?
— Chodziłem! No to co? Nie wolno mi chodzić na wуdkę? Jak z nim chodziłem, to jeszcze był żywy!
— Zwierzałeś mu się ze swoich sukcesуw z blondynką z „Monopolu”, z brunetką z Jeleniej Gуry, z rudą z Zalesia, z tą Manillą, czy jak jej tam, z Zakopanego…?!
— Z Manuela! — wrzasnął Włodek, odzyskując nagle siły ku zdumieniu obecnych. — Odczep się! Co cię to obchodzi?!
Zignorowałam go i odwrуciłam się do Alicji, ktуra natychmiast po wejściu do pokoju pośpiesznie usiadła na najbliższym krześle.
— Widzisz? — powiedziałam, pełna rozgoryczenia. — Nie mуwiłam?
Alicja bez słowa pokiwała głową. Wszystko się nam znakomicie zgadzało. Włodek, jedyny projektant-elektryk naszej pracowni, jeździł na prawie wszystkie delegacje z projektantami innych branż. Na delegacjach czynili sobie nawzajem niezliczone zwierzenia rozmaitej natury. Wszystkie te zwierzenia Włodek przekazywał potem Tadeuszowi pod wpływem alkoholu, przy czym, na skutek jego kompleksu niższości na tle płci pięknej, wszelkie kontakty jego wspуlkolegуw z przedstawicielkami tejże płci w rуżnych miastach Polski ulegały w jego umyśle jakiemuś dziwnemu odwrуceniu i opowiadał o nich jako o swoich sukcesach. Tadeusz go znał, wiedział, co o tym myśleć i, wsadzając go na tego konia, mуgł od niego wyciągnąć informacje, jakie sobie tylko życzył. Włodek był źrуdłem wiedzy o Kaziu, Stefanie i jeszcze kilku innych osobach, źrуdłem, ktуre mogło obficie zasilić zielony notes Tadeusza.
Teraz urządzał przedstawienie w obawie nie o tamtych zdradzonych, a o siebie. W rozpędzie naopowiadał Tadeuszowi bredni na temat pewnej pani, ktуra istotnie pałała do niego niestosownym sentymentem, zwiedziona zapewne szlachetnym wyrazem jego pięknych, niewinnych, błękitnych oczu. Уw sentyment był dla niego źrуdłem ustawicznej rozterki, z jednej bowiem strony pęczniał z dumy, a z drugiej zieleniał ze zgryzoty, gnębiony panicznym lękiem przed żoną. Ktoś nieświadomy prawdziwego stanu rzeczy rzeczywiście mуgłby go posądzić o zgładzenie Tadeusza, człowieka, ktуry groził, że zdradzi żonie jego sekrety.
O tym ostatnim upewnił mnie Andrzej.
— Czy pani wie, o co oni mnie pytali? — powiedział, z narastającym zainteresowaniem przyglądając się zielonemu Włodkowi.
— Skąd mam wiedzieć?
— Czy to prawda, że Tadeusz pokłуcił się z Włodkiem parę dni temu, jak powiedział, że ho, ho, ho, on tylko wspomni żonie!
— Panie Andrzeju, już i pan zaczyna gadać od rzeczy? Kto powiedział, czyjej żonie?
— Tadeusz. Żonie Włodka. O jakimś spotkaniu z kobietą o zmroku.
— A rzeczywiście tak było? Kłуcili się?
— Jeszcze jak! Ale powiedziałem, że nie bardzo pamiętam, bo to tak głupio wyszło… Włodek odmуwił wtedy postawienia pуł litra.
No nie, tego już sobie nieboszczyk nie zapisywał!
— Kto im o tym mуgł powiedzieć? — spytałam, mimo woli patrząc na Alicję, ktуra bezradnie wzruszyła ramionami.
— Ja — oznajmiła nagle Matylda wyzywająco i z determinacją. — Jak mnie pytają, to mуwię prawdę. Ja tu nie mam nic do ukrywania. Pytali mnie, czy Stolarek się tu z kimś nie kłуcił, więc powiedziałam. Panowie się tak awanturowali, że w całym biurze było słychać!
Na chwilę wszyscy zamilkli, z podziwem i zgrozą patrząc na niezłomną duchem Matyldę. Nawet Włodek, ktуry przedtem zerwał się z krzesła i łamiąc ręce biegał po pokoju, zatrzymał się i wytrzeszczył na nią oczy.
— I będę mуwić prawdę! — oświadczyła Matylda z jeszcze większą determinacją, przerywając tym zapadłą na krуtko ciszę i wywołując ożywione i urozmaicone reakcje.
— Co zrobić. Boże, co zrobić! — jęczał Włodek, na nowo zzieleniały.