Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... 58
Перейти на страницу:

— Skąd wiesz, że Wiesio?…

— Nie rozmawiał z nimi jeszcze wtedy… To kto zostaje? Ostatnia osoba: nieboszczyk! Dobrze, dob­rze, wiem, że to nonsens, ale w tym jest coś… No, włączaj się!

— Czekaj — powiedziała Alicja, marszcząc brwi. —Rzeczywiście… Czy nie znaleźli przypadkiem cze­goś wśrуd rzeczy Tadeusza?

W tym momencie spłynęło na mnie olśnienie, ktуre powinno było spłynąć już dawno.

— Alicja, jesteś genialna! — powiedziałam uroczyś­cie i z zachwytem. — Jesteś уsmym cudem świata!

— Co ty powiesz — zdziwiła się uprzejmie Alicja i patrzyła na mnie pytająco.

Tadeusz miał notes. Wielki, zielony notes, cały zapisany, doskonale mi znany, ponieważ prowadził w nim między innymi rachunki ze mną. Cуż innego mogły oznaczać podsłuchane przeze mnie słowa:

„Trzeba to dokładnie przestudiować…”, jak nie zna­lezienie przez milicję tego notesu?!

— No dobrze — powiedziała Alicja z powątpiewa­niem. — Ale nie prowadził chyba w tym notesie pamiętnika, dotyczącego spraw wspуłpracownikуw?

— Pozwуl mi się skupić, bo znуw mi się coś rysu­je. Kojarzą mi się z tym takie dziwne podejrzenia…

Zawahałam się nieco, bo podejrzenia były bardzo niemiłe, i ciągnęłam dalej:

— Wiedział o rуżnych osobach same kompromi­tujące rzeczy. Kazio… ten Kazio wyjaśnia najwię­cej… I te krzyki Ryszarda… Bo właściwie dlaczego mu wszyscy pożyczali?…

Przez chwilę obie trwałyśmy nieruchomo, wyba­łuszając na siebie oczy, aż Alicja gwizdnęła głośno i przeciągle.

—    Pozwуl, że ci się odwzajemnię — powiedziała z kurtuazją. — Jesteś genialna!

***

Po dobrej godzinie intensywnych rozważań osta­tecznie zdrętwiały nam nogi. Dokonałyśmy pod tym lustrem olśniewającej pracy myślowej i widać nasze napięcie nieco osłabło, bo stan nуg zaczął nam rzu­tować na stan umysłu.

— To znaczy, że ten, co miał więcej, to miał wię­cej — powiedziała Alicja, rozglądając się beznadziej­nie dookoła. — Na litość boską usiądźmy! Ja już dłużej nie mogę!

— Usiądziemy pod warunkiem, że na siedząco będziesz dalej myśleć — oświadczyłam kategorycz­nie, chociaż sama wcale nie czułam się lepiej.

— Na siedząco będę wszystko! — przysięgła Ali­cja. — Na razie przestaję rozumieć w ogуle, co do mnie mуwisz.

Wobec tego przestałam do niej mуwić. Zanim jed­nak zdążyłyśmy się rozstać, do przedpokoju wpadła Matylda.

— Pan Włodek zasłabł! — krzyknęła w zdenerwo­waniu. — Gdzie pani Glebowa, ona ma krople Wale­riana!

— Krople? — zdziwiła się Alicja niemrawo. — Po co! Na niego świetnie działa woda z kwiatkуw.

Wieść o nędznym samopoczuciu Włodka sprawi­ła, że nagle odzyskałam wigor zarуwno w nogach, jak i w głowie. Na tle wszystkiego, co zrozumiałam i czego się zdołałam domyślić, jego zasłabnięcie wy­dało mi się szczytem obrzydliwości. Mamrocząc gniewnie pod nosem, popędziłam do pokoju sani­tarnych, a Alicja po krуtkim wahaniu popędziła za mną.

Włodek siedział na krześle, oparty o ścianę, jesz­cze bardziej zielony niż dotychczas, reszta obecnych była wyraźnie wzburzona, a Andrzej z filozoficznym spokojem wachlował go rzutem zagospodarowania terenu. Spojrzawszy na rzut, stwierdziłam, że to jest moje osiedle, wyjęłam mu to z ręki i zwrуciłam się jak furia do mdlejącej ofiary.

— Teraz to mdlejesz, tak? — powiedziałam jadowi­cie. —Ale o blondynce z „Monopolu” głodne kawałki wstawiać, to miałeś siłę? Oprzytomniej, niedojdo, bo jak mi Bуg miły, strzelę cię w ten bezmyślny pysk!

Matylda wydała z siebie okrzyk zgrozy, a Włodek nagle otworzył oczy.

— Zostaw mnie, wiedźmo — wyszeptał słabo. — Czego chcesz?

— Chodziłeś z nieboszczykiem na wуdkę?

— Chodziłem! No to co? Nie wolno mi chodzić na wуdkę? Jak z nim chodziłem, to jeszcze był żywy!

— Zwierzałeś mu się ze swoich sukcesуw z blon­dynką z „Monopolu”, z brunetką z Jeleniej Gуry, z rudą z Zalesia, z tą Manillą, czy jak jej tam, z Za­kopanego…?!

— Z Manuela! — wrzasnął Włodek, odzyskując nagle siły ku zdumieniu obecnych. — Odczep się! Co cię to obchodzi?!

Zignorowałam go i odwrуciłam się do Alicji, ktу­ra natychmiast po wejściu do pokoju pośpiesznie usiadła na najbliższym krześle.

— Widzisz? — powiedziałam, pełna rozgorycze­nia. — Nie mуwiłam?

Alicja bez słowa pokiwała głową. Wszystko się nam znakomicie zgadzało. Włodek, jedyny projektant-elektryk naszej pracowni, jeździł na prawie wszystkie delegacje z projektantami innych branż. Na delegacjach czynili sobie nawzajem niezliczone zwierzenia rozmaitej natury. Wszystkie te zwierzenia Włodek przekazywał potem Tadeuszowi pod wpły­wem alkoholu, przy czym, na skutek jego kompleksu niższości na tle płci pięknej, wszelkie kontakty jego wspуlkolegуw z przedstawicielkami tejże płci w rуż­nych miastach Polski ulegały w jego umyśle jakiemuś dziwnemu odwrуceniu i opowiadał o nich jako o swoich sukcesach. Tadeusz go znał, wiedział, co o tym myśleć i, wsadzając go na tego konia, mуgł od niego wyciągnąć informacje, jakie sobie tylko życzył. Włodek był źrуdłem wiedzy o Kaziu, Stefanie i jesz­cze kilku innych osobach, źrуdłem, ktуre mogło obfi­cie zasilić zielony notes Tadeusza.

Teraz urządzał przedstawienie w obawie nie o tam­tych zdradzonych, a o siebie. W rozpędzie naopowia­dał Tadeuszowi bredni na temat pewnej pani, ktуra istotnie pałała do niego niestosownym sentymen­tem, zwiedziona zapewne szlachetnym wyrazem jego pięknych, niewinnych, błękitnych oczu. Уw senty­ment był dla niego źrуdłem ustawicznej rozterki, z jednej bowiem strony pęczniał z dumy, a z drugiej zieleniał ze zgryzoty, gnębiony panicznym lękiem przed żoną. Ktoś nieświadomy prawdziwego stanu rzeczy rzeczywiście mуgłby go posądzić o zgładzenie Tadeusza, człowieka, ktуry groził, że zdradzi żonie jego sekrety.

O tym ostatnim upewnił mnie Andrzej.

— Czy pani wie, o co oni mnie pytali? — powie­dział, z narastającym zainteresowaniem przygląda­jąc się zielonemu Włodkowi.

— Skąd mam wiedzieć?

— Czy to prawda, że Tadeusz pokłуcił się z Włodkiem parę dni temu, jak powiedział, że ho, ho, ho, on tylko wspomni żonie!

— Panie Andrzeju, już i pan zaczyna gadać od rzeczy? Kto powiedział, czyjej żonie?

— Tadeusz. Żonie Włodka. O jakimś spotkaniu z kobietą o zmroku.

— A rzeczywiście tak było? Kłуcili się?

— Jeszcze jak! Ale powiedziałem, że nie bardzo pamiętam, bo to tak głupio wyszło… Włodek od­mуwił wtedy postawienia pуł litra.

No nie, tego już sobie nieboszczyk nie zapisywał!

— Kto im o tym mуgł powiedzieć? — spytałam, mimo woli patrząc na Alicję, ktуra bezradnie wzru­szyła ramionami.

— Ja — oznajmiła nagle Matylda wyzywająco i z determinacją. — Jak mnie pytają, to mуwię praw­dę. Ja tu nie mam nic do ukrywania. Pytali mnie, czy Stolarek się tu z kimś nie kłуcił, więc powie­działam. Panowie się tak awanturowali, że w całym biurze było słychać!

Na chwilę wszyscy zamilkli, z podziwem i zgrozą patrząc na niezłomną duchem Matyldę. Nawet Wło­dek, ktуry przedtem zerwał się z krzesła i łamiąc ręce biegał po pokoju, zatrzymał się i wytrzeszczył na nią oczy.

— I będę mуwić prawdę! — oświadczyła Matylda z jeszcze większą determinacją, przerywając tym za­padłą na krуtko ciszę i wywołując ożywione i uroz­maicone reakcje.

— Co zrobić. Boże, co zrobić! — jęczał Włodek, na nowo zzieleniały.

1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)