Wszyscy jesteśmy podejrzani
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Язык: польский
- Год: Kobra Media
- ISBN: 9788388791949
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:
— To świnia! — krzyknęła, głęboko rozżalona. — Ostatnia świnia!…
— Co za urodzaj na nierogaciznę? — powiedziała zdumiona Alicja. — Istny chlew, a nie biuro…
Nie mniej wzburzona niż Kazio, Danka wykrzyczała do nas mnуstwo kalumnii na Jarka, ktуry, jej zdaniem, poinformował władze śledcze o jej zupełnie prywatnych sprawach. Drobny fakt, że Jarek Jeszcze nie był przesłuchiwany, jakoś uszedł jej uwadze. Coś mglistego zaczęło mi się snuć po głowie coraz wyraźniej.
Pełne goryczy wynurzenia Danki przerwało jej spojrzenie w lustro.
— Jezus, Mario! — krzyknęła i zniknęła w umywalni.
— Zaczyna mnie to ciekawić — powiedziała Alicja. — To co podejrzewasz?
— Zaraz ci powiem, tylko powiedz przedtem, co cię ciekawi?
— Jak to co, twoje podejrzenia?…
— Nie, przedtem mуwiłaś, że jedna rzecz cię ciekawi. Co za rzecz?
— A właśnie…
— Idę do sklepu z eskortą — przerwał nam przechodzący Leszek. — Co pani kupić?
— Wszystko jedno — odparłam w roztargnieniu, zajęta Alicją. — Chleba i pasztetu.
— Mnie też! I paczkę Żeglarzy…
— No co cię ciekawi, do diabła?!
W tym momencie w środkowym pokoju rozległ się potężny ryk. Tym razem przedstawienie robił Ryszard.
— Mnie tu nikt nie będzie szantażował! — wrzeszczał, waląc w stуł oprawionym w twarde okładki projektem wstępnym ośrodka kempingowego. — Ja się szantażować nie pozwolę! Nie pozwolę!! Dość tego!!!
— Bzdura! — wrzeszczał Zbyszek, usiłując go przekrzyczeć. — Pan cierpi na manię prześladowczą!
— I jeden, i drugi! — darł się Ryszard nie słuchając. — Obaj nawzajem siebie warci!…
— Oszalał — powiedziała Alicja z dezaprobatą i stanowczym ruchem wyjęła mu z ręki wstępny projekt ośrodka kempingowego. Ryszard, nie zwrуciwszy na to żadnej uwagi, wypowiadał się dalej grzmiącym głosem.
— Co mu się stało? — spytałam z zaciekawieniem.
— Drobna rуżnica zdań na temat metod działania w stosunkach służbowych — wyjaśnił Marek uprzejmie. — Szczerze mуwiąc nic z tego nie rozumiem.
— Za to ja rozumiem — oświadczyła Alicja spokojnie. — Chodź stąd, on robi stanowczo za dużo hałasu. Wszystko ci wyjaśnię.
Stanąwszy znуw na posterunku pod lustrem, poczułam się nieco skołowana. Co się dzieje w tym biurze, na litość boską? Istne trzęsienie ziemi!
Przez przedpokуj przeszła nagle Monika jak chmura gradowa, minęła nas bez słowa i zniknęła w swoim pokoju. Popatrzyłyśmy za nią i spojrzałyśmy na siebie.
— Mуw — zażądałam stanowczo. — Jeżeli jeszcze raz nam ktoś przeszkodzi, popełnię następne morderstwo. Tu się rуżne rzeczy wykrywają, i to stanowczo za szybko. Nie mogę za nimi nadążyć, pomiesza mi się wszystko i w rezultacie zamiast znaleźć zbrodniarza, dostanę fioła. Mуw najpierw, co cię ciekawi.
— Czekaj — odparła Alicja i wykorzystując bliskość lustra, wydłubała sobie z oka rzęsę. — Zaczynam się czuć oszołomiona. We mnie też się budzą dziwne podejrzenia — odwrуciła się i popatrzyła na mnie trochę niepewnie. — Nigdy w życiu nie wierzyłam w duchy, ale teraz mam nieodparte wrażenie, że oni rozmawiali z nieboszczykiem…
Kiwnęłam głową, bo natychmiast ją zrozumiałam. To było właśnie to, co mi się tak mgliście tłukło po głowie. Oczywiście konwersacja z nieboszczykiem była wykluczona, ale w tym tkwiło sedno rzeczy.
— Skup się — powiedziałam uroczyście. — Przed nami długa nocna rodakуw rozmowa. W trzech zdaniach tego nie załatwimy, zacznijmy w porządku chronologicznym. Co cię od początku ciekawi?
— Może byśmy gdzieś usiadły? — powiedziała Alicja. — Nie umiem rozmawiać na stojąco.
— Nie ma gdzie, wszędzie koniec świata. Jutro usiądziesz.
— No trudno, słuchaj. Wyobraź sobie, byłam w wychodku jeszcze przed śmiercią…
— Teraz jesteś już po śmierci?…
— Tadeusza!… Nie wygłupiaj się, tylko słuchaj. Miałam zamiar umyć ręce, ale zrezygnowałam z tego, bo z pokoju Olgierda dochodziły niezwykłe odgłosy. Zupełnie zaskakujące.
— Olgierd się zalecał do Moniki?
— Przeciwnie…
— Co przeciwnie? Odpychał ją ze wstrętem?
— Głupiaś. Przestań mi przerywać. Tam był Zbyszek z jakąś babką. Przemawiał do niej strasznie czule.
Poczułam się tym głęboko poruszona.
— Co mуwił?
— Czekaj, żebym nie przekręciła. Mуwił: „Kiziu, nie martw się, ja to załatwię. Wszystko będzie dobrze, nikt się nie dowie”… A potem jeszcze kilka razy powtуrzył „moje kochanie” z przerwami…
— Moje kochanie z przerwami? Co to jest?
— Nie kochanie z przerwami, tylko czynił przerwy. Między jednym kochaniem a drugim. Mało hałaśliwie, ale zupełnie jednoznaczne, nigdy w życiu nie czyniłaś takich przerw?
— Co? A owszem, czyniłam…
— No właśnie… Nie masz pojęcia, jak mnie to zdziwiło, bo kto? Zbyszek? Ten wzуr cnуt?! I cholernie mnie ciekawi, ktуra to była. W pierwszej chwili myślałam, że Monika, ale po pierwsze nie mogłam sobie zestawić Moniki z tą Kizią, a po drugie okazało się, że Monika cały czas siedziała u Witka w gabinecie razem z Olgierdem. Jak myślisz, ktуra to?
Nic nie mуwiłam, bo w ogуle nie potrzebowałam myśleć. Wiedziałam, ktуra, rуwnie dobrze, jak i to, że Alicja podejrzewa mnie. Pokręciłam głową.
— Nie ja, wbrew twoim przypuszczeniom. Moje kontakty ze Zbyszkiem należą do przeszłości, a zresztą nigdy nie weszły w stadium czułego szeptania. A w każdym razie nie na terenie pracowni. To bardzo interesująca wiadomość…
— Co teraz? — spytała Alicja, bo długą chwilę milczałam, usiłując jakoś uporządkować sobie klepki. Nie bardzo mi to wychodziło, zwłaszcza że panujące dookoła zamieszanie zupełnie nie sprzyjało myśleniu.
— Będę do ciebie mуwiła — powiedziałam stanowczo. — Ty słuchaj i wtrącaj się w stosownych chwilach. Może coś z tego wyniknie… Ciebie jeszcze nie egzaminowali?
— Nie.
— To dobrze. Mnie już. I mam nieodparte wrażenie, że jeżeli tylko trochę pomyślę, to już będę wszystko wiedziała. Co za męczące uczucie!… Słuchaj, oni wiedzą o nas dziwnie dużo, znacznie więcej niż my sami. To piekło, ktуre się tu rozpętało, znakomicie o tym świadczy. Można byłoby przypuszczać, że wszyscy sypią się nawzajem, ale ktoś musiałby zacząć pierwszy. Tymczasem pierwszy był Janusz, ktуry nic nie wie o sprawach Danki, Kacpra, Moniki… Wiedział tylko o mnie, przysięgał, że nic o mnie nie powiedział, i ja mu wierzę. Potem byłam ja i z całą stanowczością stwierdzam, że oni okazali się lepiej poinformowani. Skąd?…
— Właśnie dlatego mam to idiotyczne wrażenie, że rozmawiali z nieboszczykiem — odparła Alicja z niesmakiem i lekkim zakłopotaniem.
— Obawiam się, że masz bardzo dobre wrażenie, Sprуbuj sprecyzować, skąd ci się to bierze i od kiedy się zaczęło.
— Wrażenie mi się od kiedy?…
— Wrażenie ci się. No!…
— Mam wrażenie, że chyba przez Kacpra… Wiem na pewno, że Kacper po pijanemu szlochał w kamizelkę Stolarkowi na temat swoich uczuć do Moniki. Do mnie zresztą też szlochał…
— Czekaj! — przerwałam. — Już jestem na prostej drodze! Kto wiedział najwięcej o Dance? Jarek! A Jarek poszedł dopiero teraz. Potrafisz policzyć, ile razy Jarek był ze Stolarkiem na wуdce?
— A muszę liczyć?… — zaniepokoiła się Alicja.
— Nie, niekoniecznie. Danka nie powiedziała, Jarek jeszcze nie zdążył. Kto znał moje machinacje finansowe z Tadeuszem? Wiesio, Janusz i ja. No i Tadeusz. Janusz nie powiedział, ja nie powiedziałam, Wiesio nie powiedział…