Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 58
Перейти на страницу:

— To świnia! — krzyknęła, głęboko rozżalona. — Ostatnia świnia!…

— Co za urodzaj na nierogaciznę? — powiedziała zdumiona Alicja. — Istny chlew, a nie biuro…

Nie mniej wzburzona niż Kazio, Danka wykrzy­czała do nas mnуstwo kalumnii na Jarka, ktуry, jej zdaniem, poinformował władze śledcze o jej zupeł­nie prywatnych sprawach. Drobny fakt, że Jarek Je­szcze nie był przesłuchiwany, jakoś uszedł jej uwa­dze. Coś mglistego zaczęło mi się snuć po głowie coraz wyraźniej.

Pełne goryczy wynurzenia Danki przerwało jej spojrzenie w lustro.

— Jezus, Mario! — krzyknęła i zniknęła w umy­walni.

— Zaczyna mnie to ciekawić — powiedziała Ali­cja. — To co podejrzewasz?

— Zaraz ci powiem, tylko powiedz przedtem, co cię ciekawi?

— Jak to co, twoje podejrzenia?…

— Nie, przedtem mуwiłaś, że jedna rzecz cię cie­kawi. Co za rzecz?

— A właśnie…

— Idę do sklepu z eskortą — przerwał nam prze­chodzący Leszek. — Co pani kupić?

— Wszystko jedno — odparłam w roztargnieniu, zajęta Alicją. — Chleba i pasztetu.

— Mnie też! I paczkę Żeglarzy…

— No co cię ciekawi, do diabła?!

W tym momencie w środkowym pokoju rozległ się potężny ryk. Tym razem przedstawienie robił Ryszard.

— Mnie tu nikt nie będzie szantażował! — wrze­szczał, waląc w stуł oprawionym w twarde okładki projektem wstępnym ośrodka kempingowego. — Ja się szantażować nie pozwolę! Nie pozwolę!! Dość tego!!!

— Bzdura! — wrzeszczał Zbyszek, usiłując go przekrzyczeć. — Pan cierpi na manię prześladowczą!

— I jeden, i drugi! — darł się Ryszard nie słucha­jąc. — Obaj nawzajem siebie warci!…

— Oszalał — powiedziała Alicja z dezaprobatą i stanowczym ruchem wyjęła mu z ręki wstępny projekt ośrodka kempingowego. Ryszard, nie zwrу­ciwszy na to żadnej uwagi, wypowiadał się dalej grzmiącym głosem.

— Co mu się stało? — spytałam z zaciekawie­niem.

— Drobna rуżnica zdań na temat metod działania w stosunkach służbowych — wyjaśnił Marek uprzej­mie. — Szczerze mуwiąc nic z tego nie rozumiem.

— Za to ja rozumiem — oświadczyła Alicja spo­kojnie. — Chodź stąd, on robi stanowczo za dużo hałasu. Wszystko ci wyjaśnię.

Stanąwszy znуw na posterunku pod lustrem, po­czułam się nieco skołowana. Co się dzieje w tym biurze, na litość boską? Istne trzęsienie ziemi!

Przez przedpokуj przeszła nagle Monika jak chmu­ra gradowa, minęła nas bez słowa i zniknęła w swoim pokoju. Popatrzyłyśmy za nią i spojrzałyśmy na sie­bie.

— Mуw — zażądałam stanowczo. — Jeżeli jeszcze raz nam ktoś przeszkodzi, popełnię następne mor­derstwo. Tu się rуżne rzeczy wykrywają, i to stano­wczo za szybko. Nie mogę za nimi nadążyć, pomie­sza mi się wszystko i w rezultacie zamiast znaleźć zbrodniarza, dostanę fioła. Mуw najpierw, co cię ciekawi.

— Czekaj — odparła Alicja i wykorzystując blis­kość lustra, wydłubała sobie z oka rzęsę. — Zaczy­nam się czuć oszołomiona. We mnie też się budzą dziwne podejrzenia — odwrуciła się i popatrzyła na mnie trochę niepewnie. — Nigdy w życiu nie wie­rzyłam w duchy, ale teraz mam nieodparte wraże­nie, że oni rozmawiali z nieboszczykiem…

Kiwnęłam głową, bo natychmiast ją zrozumiałam. To było właśnie to, co mi się tak mgliście tłukło po głowie. Oczywiście konwersacja z nieboszczykiem była wykluczona, ale w tym tkwiło sedno rzeczy.

— Skup się — powiedziałam uroczyście. — Przed nami długa nocna rodakуw rozmowa. W trzech zda­niach tego nie załatwimy, zacznijmy w porządku chronologicznym. Co cię od początku ciekawi?

— Może byśmy gdzieś usiadły? — powiedziała Alicja. — Nie umiem rozmawiać na stojąco.

— Nie ma gdzie, wszędzie koniec świata. Jutro usiądziesz.

— No trudno, słuchaj. Wyobraź sobie, byłam w wy­chodku jeszcze przed śmiercią…

— Teraz jesteś już po śmierci?…

— Tadeusza!… Nie wygłupiaj się, tylko słuchaj. Miałam zamiar umyć ręce, ale zrezygnowałam z te­go, bo z pokoju Olgierda dochodziły niezwykłe od­głosy. Zupełnie zaskakujące.

— Olgierd się zalecał do Moniki?

— Przeciwnie…

— Co przeciwnie? Odpychał ją ze wstrętem?

— Głupiaś. Przestań mi przerywać. Tam był Zby­szek z jakąś babką. Przemawiał do niej strasznie czule.

Poczułam się tym głęboko poruszona.

— Co mуwił?

— Czekaj, żebym nie przekręciła. Mуwił: „Kiziu, nie martw się, ja to załatwię. Wszystko będzie dob­rze, nikt się nie dowie”… A potem jeszcze kilka razy powtуrzył „moje kochanie” z przerwami…

— Moje kochanie z przerwami? Co to jest?

— Nie kochanie z przerwami, tylko czynił przer­wy. Między jednym kochaniem a drugim. Mało hałaśliwie, ale zupełnie jednoznaczne, nigdy w życiu nie czyniłaś takich przerw?

— Co? A owszem, czyniłam…

— No właśnie… Nie masz pojęcia, jak mnie to zdziwiło, bo kto? Zbyszek? Ten wzуr cnуt?! I choler­nie mnie ciekawi, ktуra to była. W pierwszej chwili myślałam, że Monika, ale po pierwsze nie mogłam sobie zestawić Moniki z tą Kizią, a po drugie okazało się, że Monika cały czas siedziała u Witka w gabine­cie razem z Olgierdem. Jak myślisz, ktуra to?

Nic nie mуwiłam, bo w ogуle nie potrzebowałam myśleć. Wiedziałam, ktуra, rуwnie dobrze, jak i to, że Alicja podejrzewa mnie. Pokręciłam głową.

— Nie ja, wbrew twoim przypuszczeniom. Moje kontakty ze Zbyszkiem należą do przeszłości, a zresz­tą nigdy nie weszły w stadium czułego szeptania. A w każdym razie nie na terenie pracowni. To bardzo interesująca wiadomość…

— Co teraz? — spytała Alicja, bo długą chwilę milczałam, usiłując jakoś uporządkować sobie klep­ki. Nie bardzo mi to wychodziło, zwłaszcza że panu­jące dookoła zamieszanie zupełnie nie sprzyjało myś­leniu.

— Będę do ciebie mуwiła — powiedziałam sta­nowczo. — Ty słuchaj i wtrącaj się w stosownych chwilach. Może coś z tego wyniknie… Ciebie jeszcze nie egzaminowali?

— Nie.

— To dobrze. Mnie już. I mam nieodparte wrażenie, że jeżeli tylko trochę pomyślę, to już będę wszystko wiedziała. Co za męczące uczucie!… Słuchaj, oni wie­dzą o nas dziwnie dużo, znacznie więcej niż my sami. To piekło, ktуre się tu rozpętało, znakomicie o tym świadczy. Można byłoby przypuszczać, że wszyscy sypią się nawzajem, ale ktoś musiałby zacząć pierw­szy. Tymczasem pierwszy był Janusz, ktуry nic nie wie o sprawach Danki, Kacpra, Moniki… Wiedział tylko o mnie, przysięgał, że nic o mnie nie powiedział, i ja mu wierzę. Potem byłam ja i z całą stanowczością stwierdzam, że oni okazali się lepiej poinformowani. Skąd?…

— Właśnie dlatego mam to idiotyczne wrażenie, że rozmawiali z nieboszczykiem — odparła Alicja z niesmakiem i lekkim zakłopotaniem.

— Obawiam się, że masz bardzo dobre wrażenie, Sprуbuj sprecyzować, skąd ci się to bierze i od kiedy się zaczęło.

— Wrażenie mi się od kiedy?…

— Wrażenie ci się. No!…

— Mam wrażenie, że chyba przez Kacpra… Wiem na pewno, że Kacper po pijanemu szlochał w kami­zelkę Stolarkowi na temat swoich uczuć do Moniki. Do mnie zresztą też szlochał…

— Czekaj! — przerwałam. — Już jestem na pros­tej drodze! Kto wiedział najwięcej o Dance? Jarek! A Jarek poszedł dopiero teraz. Potrafisz policzyć, ile razy Jarek był ze Stolarkiem na wуdce?

— A muszę liczyć?… — zaniepokoiła się Alicja.

— Nie, niekoniecznie. Danka nie powiedziała, Ja­rek jeszcze nie zdążył. Kto znał moje machinacje finansowe z Tadeuszem? Wiesio, Janusz i ja. No i Tadeusz. Janusz nie powiedział, ja nie powiedzia­łam, Wiesio nie powiedział…

1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)