Wszyscy jesteśmy podejrzani
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Язык: польский
- Год: Kobra Media
- ISBN: 9788388791949
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:
— Gdzie?!
— Na Żoliborzu. Na placu po prawej stronie.
— Co ty mуwisz, gdzie plac ma prawą stronę?
— A rzeczywiście. Czekaj, jak by ci tu wytłumaczyć?…
— Zlokalizuj w stosunku do stron świata — zaproponowałam, bo też mnie zainteresował pasztet w tubach. —Jak stoisz twarzą do pуłnocy, to gdzie?
— A gdzie jest pуłnoc? — zaciekawił się Janusz.
— Na Bielanach.
— Bielany są na wschodzie — zaprotestował Wiesio. — Na Marymoncie.
— Na jakim Marymoncie?! W Łomiankach! No, jak stoisz gębą do Gdańska, do morza!
— Aha, do Szwecji?
— Tak, a tyłem do Krakowa.
— Rozumiem — powiedział Janusz z wyraźną ulgą. — To po lewej.
— Tam jest bardzo dużo sklepуw spożywczych — powiedział Wiesio powoli i w zamyśleniu. — Chyba z pięć…
— Ja to widziałem z miesiąc temu… — ciągnął Janusz, rуwnież popadając w zamyślenie.
— Nie, więcej… — dodał Wiesio po chwili ciągle tym samym tonem, patrząc w okno niewidzącym spojrzeniem.
Janusz się nagle do niego odwrуcił.
— Skąd ty wiesz, kiedy ja tam byłem? — spytał z urazą. — Chyba ja wiem lepiej?
— Ja mуwię, że więcej sklepуw!
— No to obejdź wszystkie — poradziłam mu i też się zamyśliłam, usiłując wrуcić do tematu, z ktуrego wytrącił mnie pasztet w tubach.
Janusz się nagle znуw odwrуcił.
— Złamałem się — oświadczył ze skruchą. — To było mniej niż miesiąc temu. Jak wyjeżdżał ten mуj kumpel, Jugosłowianin, to razem kupowaliśmy ten pasztet…
— Gdzie on mieszkał? — przerwał mu Wiesio.
— … w tubach — dodał rozpędzony Janusz.
— W tubach mieszkał?!
— Nie, w tubach kupował…
Zniecierpliwili mnie tym wreszcie.
— Na litość boską, przestańcie prowadzić tę idiotyczną rozmowę z opуźnionym zapłonem, bo nie mogę sobie przypomnieć, o co mi chodziło!
— A, właśnie — ożywił się Janusz. — To nie tobie chodziło, tylko mnie. Teraz sobie właśnie uprzytomniłem, gdzie ja widziałem Witka z Tadeuszem. Właśnie na placu Wilsona przy tym pasztecie w tubach!
— O — powiedział Wiesio z umiarkowanym zainteresowaniem.
— Też go kupowali?
— Głodny jestem — powtуrzył Leszek niecierpliwie. — Chyba sprуbuję ich namуwić, żeby mnie puścili do sklepu.
— Jak cię puszczą, to kup dla wszystkich, może być ten pasztet…
Zaprzątnięty bez reszty myślą o jedzeniu, Leszek wyszedł. Skupiliśmy się wszyscy troje przy stole Janusza, na nowo pogrążeni w śledczych rozważaniach. Witek był na ogуł tajemniczy i nikt z nas nie przypuszczał, żeby go cokolwiek, poza biurem, miało łączyć z Tadeuszem. A Janusz widział ich razem pуźnym popołudniem…
— Teraz już to sobie dokładnie przypominam, w oczach mam ten widok. Stali obaj koło wozu Witka i Witek tak jakoś wyglądał, jakby chciał odejść, a Tadeusz go zatrzymywał. Mуwił coś do niego. Witek był chyba zdenerwowany, chociaż po nim to nie bardzo widać… Ale tak mi się jakoś wydało. A potem się nagle odwrуcił, jakby go piorun strzelił, popatrzył na Tadeusza i obaj wsiedli do samochodu…
— A ciebie nie widzieli?
— Nie, bo ja byłem w sklepie. Po ten pasztet…
— Co mu takiego mуgł powiedzieć?
— A cholera go wie. Od Witka się nie dowiesz, a od Tadeusza tym bardziej.
— Słuchajcie, w tym coś musi być. Te gliny, tam w gabinecie, wiedzą, co robią. Przez cały czas doszukują się naszych prywatnych powiązań z nieboszczykiem i mam wrażenie, że w tym chcą znaleźć motyw zabуjstwa…
— No przecież bez powodu nikt go chyba nie udusił — powiedział Wiesio krytycznie.
— Właśnie. Zastanуwmy się szybko, czy był jakiś służbowy powуd.
— Dlaczego szybko?
— Bo na pewno nie było, zrzucimy to z głowy i będziemy się mogli skupić na prywatnych powodach.
Po krуtkich rozważaniach uznaliśmy niezbicie, że z przyczyn służbowych raczej by go każdy chętnie wskrzesił. A prywatnie?…
— No to bierzmy się za tego Witka. Co on mуgł mieć prywatnie do Tadeusza?
— Może… — powiedział Janusz i nie dokończył, bo z sąsiedniego pokoju dobiegł nas nagle potężny rumor i jakieś niezwykłe hałasy. Bez namysłu zerwaliśmy się z miejsc i popędziliśmy tam, popychając się nawzajem.
Widok, jaki ukazał się naszym oczom, był tak osobliwy, że na chwilę nas zamurowało. Na środku pokoju klęczał przed Moniką Kacper, całował ją po rękach i jęczał rozdzierająco:
— Przebacz! Przebacz!…
Monika, wyglądająca jak wcielenie furii, usiłowała wydrzeć mu ręce, a za nią stał Kajtek, ktуrego oblicze najwyraźniej w świecie wskazywało, że przed chwilą dostał w pysk. Źrуdłem największego hałasu był Stefan, wytrząsający pięściami nad głową skulonej na trуjkątnym stołku, śmiertelnie zapłakanej Wiesi. Wytrząsał pięściami i zduszonym głosem wrzeszczał rozmaite niezbyt cenzuralne rzeczy, mające zapewne obrazować jego o niej opinię. Zdenerwowany Zbyszek usiłował go uspokajać, czyniąc to zarуwno bezskutecznie, jak i bez przekonania. Wszystko to razem tworzyło zdumiewającą scenę, ktуrej przyglądaliśmy się w osłupieniu, wetknąwszy głowy w drzwi.
— Ho, ho — powiedział Wiesio z wyraźnym uznaniem.
Tkwiący obok niego oniemiały Janusz nagle jakby się ocknął.
— Spokуj!!! — ryknął głosem niczym trąba jerychońska.
Cale zgromadzenie na moment zamarto i wytrzeszczyło na niego oczy. Przez kilka sekund ten żywy obraz trwał w bezruchu, aż Janusz, rуwnie nieoczekiwanie, jak krzyknął, odwrуcił się i uciekł. To spowodowało natychmiastową zmianę konfiguracji i dziwaczna scena uległa zakończeniu.
— Co to było? — spytałam z szalonym zaciekawieniem, ale przyjrzawszy się im dokładniej, uznałam, że odpowiedzi mogę oczekiwać tylko od Alicji. Wszyscy inni najwyraźniej w świecie stracili przytomność umysłu.
— Co tu było, na litość boską, natychmiast opowiedz! — domagałam się, usiłując ją oderwać od bliskiego apopleksji Stefana.
— Jeszcze go szlag trafi — odparła Alicja z niepokojem. — Nie wiesz, czy tu ktoś nie ma kieliszka wуdki?
— Do tej pory?! Nawet jeśli mieli, to z pewnością już dawno wypili. Daj mu trochę wody i niech głęboko oddycha.
— Po co ma głęboko oddychać? To pomaga?
— Nie, ale zajmie się tym i wściekłość mu przejdzie.
Po krуtkim namyśle Alicja kiwnięciem głowy przyznała mi słuszność. Zrezygnowałam na razie z uzyskania wyczerpujących informacji, przyniosłyśmy wody od razu w kilku szklankach i rozdałyśmy wszystkim obecnym, nie wyłączając Marka, ktуry dopiero w tej chwili wszedł do pokoju.
— Co to? — spytał z lekkim zdumieniem, podejrzliwie oglądając otrzymane naczynie. — Woda? Czy ja to muszę wypić?
— Nie pij, jak nie chcesz, zostaw sobie na wszelki wypadek. Nie wiadomo, co tu jeszcze będzie.
— Myślałem, że picie wody należy do specjalnego rytuału śledztwa, coś tak jak ten osioł z brzuchem…
W pokoju wciąż jeszcze panowało potężne zamieszanie. Z największym trudem, po długich wysiłkach zdołałam się wreszcie dowiedzieć, o co chodzi, i to niedokładnie.
Zaraz po mnie wezwali na egzamin Stefana, jako najbliższego wspуłpracownika ofiary. Trzeba szczęścia, że wzywając go trafili akurat na chwilę, kiedy Wiesia publicznie oznajmiała rewelacyjne rzeczy. Oświadczyła mianowicie, że Tadeusza zabił Stefan z zazdrości o nią, a jako drugą wersję przyjęła popełnienie morderstwa przez Monikę, ktуra, jej zdaniem, pragnęła ukryć w ten sposуb fakt wspуłżycia rуwnocześnie z Kacprem i z Kajtkiem. W myśl wypowiedzi Wiesi Stolarek o tym wiedział i Monika w sposуb radykalny zamknęła mu usta na wieki.