Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 58
Перейти на страницу:

— Gdzie?!

— Na Żoliborzu. Na placu po prawej stronie.

— Co ty mуwisz, gdzie plac ma prawą stronę?

— A rzeczywiście. Czekaj, jak by ci tu wytłuma­czyć?…

— Zlokalizuj w stosunku do stron świata — za­proponowałam, bo też mnie zainteresował pasztet w tubach. —Jak stoisz twarzą do pуłnocy, to gdzie?

— A gdzie jest pуłnoc? — zaciekawił się Janusz.

— Na Bielanach.

— Bielany są na wschodzie — zaprotestował Wie­sio. — Na Marymoncie.

— Na jakim Marymoncie?! W Łomiankach! No, jak stoisz gębą do Gdańska, do morza!

— Aha, do Szwecji?

— Tak, a tyłem do Krakowa.

— Rozumiem — powiedział Janusz z wyraźną ulgą. — To po lewej.

— Tam jest bardzo dużo sklepуw spożywczych — powiedział Wiesio powoli i w zamyśleniu. — Chyba z pięć…

— Ja to widziałem z miesiąc temu… — ciągnął Janusz, rуwnież popadając w zamyślenie.

— Nie, więcej… — dodał Wiesio po chwili ciągle tym samym tonem, patrząc w okno niewidzącym spojrzeniem.

Janusz się nagle do niego odwrуcił.

— Skąd ty wiesz, kiedy ja tam byłem? — spytał z urazą. — Chyba ja wiem lepiej?

— Ja mуwię, że więcej sklepуw!

— No to obejdź wszystkie — poradziłam mu i też się zamyśliłam, usiłując wrуcić do tematu, z ktуrego wytrącił mnie pasztet w tubach.

Janusz się nagle znуw odwrуcił.

— Złamałem się — oświadczył ze skruchą. — To było mniej niż miesiąc temu. Jak wyjeżdżał ten mуj kumpel, Jugosłowianin, to razem kupowaliśmy ten pasztet…

— Gdzie on mieszkał? — przerwał mu Wiesio.

— … w tubach — dodał rozpędzony Janusz.

— W tubach mieszkał?!

—    Nie, w tubach kupował…

Zniecierpliwili mnie tym wreszcie.

— Na litość boską, przestańcie prowadzić tę idio­tyczną rozmowę z opуźnionym zapłonem, bo nie mogę sobie przypomnieć, o co mi chodziło!

— A, właśnie — ożywił się Janusz. — To nie tobie chodziło, tylko mnie. Teraz sobie właśnie uprzytom­niłem, gdzie ja widziałem Witka z Tadeuszem. Wła­śnie na placu Wilsona przy tym pasztecie w tubach!

— O — powiedział Wiesio z umiarkowanym za­interesowaniem.

— Też go kupowali?

— Głodny jestem — powtуrzył Leszek niecierp­liwie. — Chyba sprуbuję ich namуwić, żeby mnie puścili do sklepu.

— Jak cię puszczą, to kup dla wszystkich, może być ten pasztet…

Zaprzątnięty bez reszty myślą o jedzeniu, Leszek wyszedł. Skupiliśmy się wszyscy troje przy stole Ja­nusza, na nowo pogrążeni w śledczych rozważa­niach. Witek był na ogуł tajemniczy i nikt z nas nie przypuszczał, żeby go cokolwiek, poza biurem, mia­ło łączyć z Tadeuszem. A Janusz widział ich razem pуźnym popołudniem…

— Teraz już to sobie dokładnie przypominam, w oczach mam ten widok. Stali obaj koło wozu Wit­ka i Witek tak jakoś wyglądał, jakby chciał odejść, a Tadeusz go zatrzymywał. Mуwił coś do niego. Wi­tek był chyba zdenerwowany, chociaż po nim to nie bardzo widać… Ale tak mi się jakoś wydało. A po­tem się nagle odwrуcił, jakby go piorun strzelił, po­patrzył na Tadeusza i obaj wsiedli do samochodu…

— A ciebie nie widzieli?

— Nie, bo ja byłem w sklepie. Po ten pasztet…

— Co mu takiego mуgł powiedzieć?

— A cholera go wie. Od Witka się nie dowiesz, a od Tadeusza tym bardziej.

— Słuchajcie, w tym coś musi być. Te gliny, tam w gabinecie, wiedzą, co robią. Przez cały czas doszu­kują się naszych prywatnych powiązań z nieboszczy­kiem i mam wrażenie, że w tym chcą znaleźć motyw zabуjstwa…

— No przecież bez powodu nikt go chyba nie udusił — powiedział Wiesio krytycznie.

— Właśnie. Zastanуwmy się szybko, czy był jakiś służbowy powуd.

— Dlaczego szybko?

— Bo na pewno nie było, zrzucimy to z głowy i będziemy się mogli skupić na prywatnych powodach.

Po krуtkich rozważaniach uznaliśmy niezbicie, że z przyczyn służbowych raczej by go każdy chętnie wskrzesił. A prywatnie?…

— No to bierzmy się za tego Witka. Co on mуgł mieć prywatnie do Tadeusza?

— Może… — powiedział Janusz i nie dokończył, bo z sąsiedniego pokoju dobiegł nas nagle potężny ru­mor i jakieś niezwykłe hałasy. Bez namysłu zerwaliś­my się z miejsc i popędziliśmy tam, popychając się nawzajem.

Widok, jaki ukazał się naszym oczom, był tak osobliwy, że na chwilę nas zamurowało. Na środku pokoju klęczał przed Moniką Kacper, całował ją po rękach i jęczał rozdzierająco:

— Przebacz! Przebacz!…

Monika, wyglądająca jak wcielenie furii, usiłowała wydrzeć mu ręce, a za nią stał Kajtek, ktуrego oblicze najwyraźniej w świecie wskazywało, że przed chwilą dostał w pysk. Źrуdłem największego hałasu był Stefan, wytrząsający pięściami nad głową skulonej na trуjkątnym stołku, śmiertelnie zapłakanej Wiesi. Wytrząsał pięściami i zduszonym głosem wrzeszczał rozmaite niezbyt cenzuralne rzeczy, mające zapewne obrazować jego o niej opinię. Zdenerwowany Zby­szek usiłował go uspokajać, czyniąc to zarуwno bez­skutecznie, jak i bez przekonania. Wszystko to razem tworzyło zdumiewającą scenę, ktуrej przyglądaliśmy się w osłupieniu, wetknąwszy głowy w drzwi.

— Ho, ho — powiedział Wiesio z wyraźnym uznaniem.

Tkwiący obok niego oniemiały Janusz nagle jakby się ocknął.

— Spokуj!!! — ryknął głosem niczym trąba jery­chońska.

Cale zgromadzenie na moment zamarto i wytrzesz­czyło na niego oczy. Przez kilka sekund ten żywy obraz trwał w bezruchu, aż Janusz, rуwnie nieoczekiwanie, jak krzyknął, odwrуcił się i uciekł. To spowodowało natychmiastową zmianę konfiguracji i dziwaczna sce­na uległa zakończeniu.

— Co to było? — spytałam z szalonym zacieka­wieniem, ale przyjrzawszy się im dokładniej, uzna­łam, że odpowiedzi mogę oczekiwać tylko od Alicji. Wszyscy inni najwyraźniej w świecie stracili przy­tomność umysłu.

— Co tu było, na litość boską, natychmiast opo­wiedz! — domagałam się, usiłując ją oderwać od bliskiego apopleksji Stefana.

— Jeszcze go szlag trafi — odparła Alicja z niepoko­jem. — Nie wiesz, czy tu ktoś nie ma kieliszka wуdki?

— Do tej pory?! Nawet jeśli mieli, to z pewnością już dawno wypili. Daj mu trochę wody i niech głę­boko oddycha.

— Po co ma głęboko oddychać? To pomaga?

— Nie, ale zajmie się tym i wściekłość mu przej­dzie.

Po krуtkim namyśle Alicja kiwnięciem głowy przy­znała mi słuszność. Zrezygnowałam na razie z uzys­kania wyczerpujących informacji, przyniosłyśmy wo­dy od razu w kilku szklankach i rozdałyśmy wszyst­kim obecnym, nie wyłączając Marka, ktуry dopiero w tej chwili wszedł do pokoju.

— Co to? — spytał z lekkim zdumieniem, podej­rzliwie oglądając otrzymane naczynie. — Woda? Czy ja to muszę wypić?

— Nie pij, jak nie chcesz, zostaw sobie na wszelki wypadek. Nie wiadomo, co tu jeszcze będzie.

— Myślałem, że picie wody należy do specjalnego rytuału śledztwa, coś tak jak ten osioł z brzuchem…

W pokoju wciąż jeszcze panowało potężne zamie­szanie. Z największym trudem, po długich wysił­kach zdołałam się wreszcie dowiedzieć, o co chodzi, i to niedokładnie.

Zaraz po mnie wezwali na egzamin Stefana, jako najbliższego wspуłpracownika ofiary. Trzeba szczęś­cia, że wzywając go trafili akurat na chwilę, kiedy Wiesia publicznie oznajmiała rewelacyjne rzeczy. Oświadczyła mianowicie, że Tadeusza zabił Stefan z zazdrości o nią, a jako drugą wersję przyjęła popeł­nienie morderstwa przez Monikę, ktуra, jej zdaniem, pragnęła ukryć w ten sposуb fakt wspуłżycia rуwno­cześnie z Kacprem i z Kajtkiem. W myśl wypowiedzi Wiesi Stolarek o tym wiedział i Monika w sposуb radykalny zamknęła mu usta na wieki.

1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)