Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 ... 12 13 14 15 16 17 18 19 20 ... 58
Перейти на страницу:

Wybryk natury, siedzący na skraju biurka Witka, przerwał mi moje rozmyślania, zmuszając do sku­pienia.

— Niech nam pani wyliczy szczegуłowo wszyst­kie rozmowy telefoniczne, prowadzone w waszym pokoju… Od rana.

Poczułam lekki niepokуj. Rozmowy telefoniczne? Święci pańscy, przecież sama wymyśliłam poprzed­nio, że Tadeusz został wywołany do sali konferen­cyjnej telefonem! Czyżby i to było prawdą?…

Było prawdą! Z dalszych pytań pojęłam niezbicie, że o dwunastej trzydzieści pięć przeklęty telefon wywabił ofiarę z pokoju, usuwając ją zarazem defi­nitywnie z pola widzenia pozostałych przy życiu wspуłpracownikуw. Na domiar złego wyraźnie było widoczne, że podejrzewają mnie o jego autorstwo.

— Nie, proszę panуw — powiedziałam kategory­cznie. — Przyjmijcie do wiadomości raz na zawsze: poza wymyśleniem wszystkiego wstępnie, nie kiw­nęłam palcem w tej sprawie. Nie ruszyłam się z miejsca. Siedzę w pokoju z trzema facetami, ktуrzy wprawdzie wychodzili, ale pojedynczo. Nigdy wszy­scy razem! Jeden siedzi przede mną, jeden za mną, a jeden obok mnie. Przynajmniej dwуch musi mnie widzieć. Czy świadectwo dwуch osуb wam wystar­czy?

— Na razie jeszcze nie mamy tego świadectwa — mruknął kapitan.

Pomyślałam sobie, że jeżeli ten cymbał, Leszek, w przypływie poczucia humoru oświadczy, że nie zwracał na mnie uwagi i że nie zauważyłby, nawet gdybym stała na głowie, to nie pozostanie mi nic innego, jak tylko udowodnić, że nie miałam powo­du. To znaczy przyznać się do przestępstwa!

Przesłuchanie zaczęło się robić coraz bardziej in­teresujące i nieco zagadkowe. Pytania o reakcję i po­czynania wszystkich obecnych, o prywatne kontakty i powiązania z nieboszczykiem były zrozumiałe. Jas­ne, że usiłują znaleźć jakiś rozsądny motyw, słusznie powątpiewając, że go ktoś zabił za opуźnienie projek­tu. Zrozumiałe jest też, że badają nasze alibi, starając się wreszcie kogoś wyeliminować, bo dwadzieścia sztuk zbrodniarzy to stanowczo za dużo, nawet dla ludzi otrzaskanych z przestępstwami. Ale stopnio­wo zaczęły padać pytania zdumiewająco celne!

Tajemniczym sposobem kojarzyli ze sobą rуżne sprawy i osoby, trafiając w sam środek tarczy. Łączy­li Kacpra z Moniką, Włodka z pewną panią, dziwnie dużo wiedzieli o dodatkowych zarobkach Kazia, o in­teresach Kajtka i Jarka… Skąd? Kto, u diabla, mуgł im o tym powiedzieć?

Byłam mniej więcej zorientowana, co usłyszeli w czasie wstępnego badania personelu w poszczegуl­nych pokojach. Nikt się nie rozwodził nad prywatnymi sprawami. Przede mną odpowiadał w gabinecie tylko Janusz, ale Janusz nie mуgł ich o tym poinformować z tego prostego powodu, że sam wiedział mniej niż oni. Żadnych badań poza terenem pracowni nie zdąży­li jeszcze przeprowadzić, więc co, u licha? Nie są przecież jasnowidzący?

Tak mnie to zaintrygowało, że zapomniałam o ostrożności, odpowiadając na pytania szczegуłowo i z wielkim przejęciem, kiedy nagle padły słowa, ktуre zabrzmiały mi w uszach nadzwyczaj niemile:

— A pani? Czy nie prowadziła pani przypadkiem jakichś interesуw finansowych z zamordowanym?

Trafiona celnym strzałem milczałam, udając, że sobie przypominam, bo nie wiedziałam, co odpo­wiedzieć. Wiedzą czy nie?… Skąd wiedzą?!…

— Czy nie zaciągała pani przypadkiem jakiejś po­życzki? — spytał z jadowitą uprzejmością prokurator. — Od denata? Albo może wspуlnie z denatem?…

Trwałam w rozterce i nadal w milczeniu. Z jednej strony nie miałam najmniejszej ochoty stawać przed sądem w charakterze oskarżonej o przestępstwo na­tury finansowej, a z drugiej owo przestępstwo zdej­mowało ze mnie podejrzenie o zamordowanie Ta­deusza. Nie miałam pojęcia, co wybrać. Uznałam, że jeśli wiedzą, to i tak mi nic nie pomoże, a jeśli nie, zawsze jeszcze zdążę się wyprzeć, więc tym bardziej na razie milczałam.

— Dziękujemy pani — powiedział nagle proku­rator i zanim zdążyłam oprzytomnieć, przesłucha­nie okazało się skończone. Podpisałam kilometrowy maszynopis sierżanta i wyszłam z gabinetu głęboko zaniepokojona.

Przede mną pytali tylko Janusza, ktуry znał moje interesy z Tadeuszem. Janusz im powiedział?… Nie­możliwe!

— Janusz, coś ty im nagadał? — spytałam, siada­jąc przy swoim stole.

— Sprawdzaliśmy szyje, czy ktoś nie ma śladуw duszenia — odparł Janusz. — Wyobraź sobie, wszys­cy mają czyste! Jakaś mania mycia czy co?

— Zostaw szyje… — przerwałam.

— Ale kartki zginęły — przerwał mi z kolei Wiesio. — Pytałem wszystkich i nikt się nie przyznaje. Ciekawe, co się z nimi stało.

— Zeszły same z tablicy ogłoszeń i ze zmartwie­nia utopiły się w wychodku — powiedziałam z gnie­wem. — Przestańcie się wygłupiać! Słuchaj no ty, odpowiadaj natychmiast, dlaczego mnie wsypałeś?

— Ja cię wsypałem? — oburzył się Janusz. — No wiesz! Broniłem cię jak idiota! Wstręt mnie już ogar­niał, ale musiałem cię uniewinniać. Zaświadczyłem, że nie widziałem, żebyś wychodziła z pokoju i dusiła Tadeusza, za to jak sam wychodziłem, to mnie głupio spytałaś, ile jest sześć minus dziewięć.

— A, to rzeczywiście świetny dowуd mojej nie­winności! A coś im mуwił o moich machlojkach z Tadeuszem? O tych pięciu patykach?

— Nic, jak Boga kocham! Zwariowałaś? Za kogo mnie masz?!

— W ogуle cię o to nie pytali?

— Pytali, co nie mieli pytać. Powiedziałem, że nic nie wiem. Tadeusz, owszem, przychodził do pokoju, wszyscy przychodzili, rozmawiali z tobą prywatnie i służbowo, ale o czym, to ja nie wiem. Nie przy­słuchiwałem się.

— No to skąd wiedzą, do diabła?!

— Jak to? Wiedzą?!

— Wiedzą. Przypomnij sobie dokładnie, może ci się coś wyrwało?

— No przecież nie jestem pijany! Przysięgam, że pary z gęby na ten temat nie puściłem! Wygłupiłem się za to zupełnie z czym innym…

— Z czym?

Janusz odwrуcił się, pisnąwszy kręconym krzes­łem, sięgnął po papierosa i z zakłopotaniem popat­rzył na płonącą zapałkę.

— Skołowali mnie trochę. Najpierw wypierałem się tych wiadomości o tobie, potem dowiedziałem się od nich, że Kacper się rozwodzi, jak Boga ko­cham, nic o tym nie wiem, a potem mnie spytali, co miał prywatnie Witek do Tadeusza. Coś wreszcie musiałem wiedzieć i trochę to głupio wyszło, bo przyznałem się, że ich razem widziałem, a do tej pory nie wiem, gdzie i kiedy to było. Zdaje się, że się plątałem w zeznaniach.

— No to można ci pogratulować — powiedziałam i zgryźliwie i zamyśliłam się. Więc z Januszem to samo, co ze mną… Celne strzały w nasze prywatne życie.

— Cholernie głodny jestem — oświadczył nagle Leszek z niezadowoleniem. — Wy nie? Nie zjed­libyście na przykład kurczaczka? Z nadzionkiem?

— Ten znуw swoje zaczyna — powiedziałam gniewnie, wyrwana z zamyślenia, bo mnie zawsze denerwowały kulinarne marzenia Leszka. — Już pan nic innego nie ma w głowie, tylko kurczaczki z na­dzionkiem?

— Jeszcze zajączki… — wtrącił Wiesio.

— A zwykłej kiełbasy nie łaska?

— Nie ma kiełbasy — westchnął Leszek smutnie. — Jak byłem rano w sklepie, to był tylko pasztet.

— Jaki pasztet? — zainteresował się Janusz. — W puszkach czy w tubach?

— W słoiku i na wagę.

— Pasztet w tubach? — spytał Wiesio z niedo­wierzaniem. — Gdzie ty widziałeś coś takiego? Sprzedają pasztet w tubach?

— No pewnie, i to bardzo dobry, lepszy niż te inne. Sprzedawali, a jak teraz, to nie wiem.

1 ... 12 13 14 15 16 17 18 19 20 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)