Wszyscy jesteśmy podejrzani
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Язык: польский
- Год: Kobra Media
- ISBN: 9788388791949
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:
Wybryk natury, siedzący na skraju biurka Witka, przerwał mi moje rozmyślania, zmuszając do skupienia.
— Niech nam pani wyliczy szczegуłowo wszystkie rozmowy telefoniczne, prowadzone w waszym pokoju… Od rana.
Poczułam lekki niepokуj. Rozmowy telefoniczne? Święci pańscy, przecież sama wymyśliłam poprzednio, że Tadeusz został wywołany do sali konferencyjnej telefonem! Czyżby i to było prawdą?…
Było prawdą! Z dalszych pytań pojęłam niezbicie, że o dwunastej trzydzieści pięć przeklęty telefon wywabił ofiarę z pokoju, usuwając ją zarazem definitywnie z pola widzenia pozostałych przy życiu wspуłpracownikуw. Na domiar złego wyraźnie było widoczne, że podejrzewają mnie o jego autorstwo.
— Nie, proszę panуw — powiedziałam kategorycznie. — Przyjmijcie do wiadomości raz na zawsze: poza wymyśleniem wszystkiego wstępnie, nie kiwnęłam palcem w tej sprawie. Nie ruszyłam się z miejsca. Siedzę w pokoju z trzema facetami, ktуrzy wprawdzie wychodzili, ale pojedynczo. Nigdy wszyscy razem! Jeden siedzi przede mną, jeden za mną, a jeden obok mnie. Przynajmniej dwуch musi mnie widzieć. Czy świadectwo dwуch osуb wam wystarczy?
— Na razie jeszcze nie mamy tego świadectwa — mruknął kapitan.
Pomyślałam sobie, że jeżeli ten cymbał, Leszek, w przypływie poczucia humoru oświadczy, że nie zwracał na mnie uwagi i że nie zauważyłby, nawet gdybym stała na głowie, to nie pozostanie mi nic innego, jak tylko udowodnić, że nie miałam powodu. To znaczy przyznać się do przestępstwa!
Przesłuchanie zaczęło się robić coraz bardziej interesujące i nieco zagadkowe. Pytania o reakcję i poczynania wszystkich obecnych, o prywatne kontakty i powiązania z nieboszczykiem były zrozumiałe. Jasne, że usiłują znaleźć jakiś rozsądny motyw, słusznie powątpiewając, że go ktoś zabił za opуźnienie projektu. Zrozumiałe jest też, że badają nasze alibi, starając się wreszcie kogoś wyeliminować, bo dwadzieścia sztuk zbrodniarzy to stanowczo za dużo, nawet dla ludzi otrzaskanych z przestępstwami. Ale stopniowo zaczęły padać pytania zdumiewająco celne!
Tajemniczym sposobem kojarzyli ze sobą rуżne sprawy i osoby, trafiając w sam środek tarczy. Łączyli Kacpra z Moniką, Włodka z pewną panią, dziwnie dużo wiedzieli o dodatkowych zarobkach Kazia, o interesach Kajtka i Jarka… Skąd? Kto, u diabla, mуgł im o tym powiedzieć?
Byłam mniej więcej zorientowana, co usłyszeli w czasie wstępnego badania personelu w poszczegуlnych pokojach. Nikt się nie rozwodził nad prywatnymi sprawami. Przede mną odpowiadał w gabinecie tylko Janusz, ale Janusz nie mуgł ich o tym poinformować z tego prostego powodu, że sam wiedział mniej niż oni. Żadnych badań poza terenem pracowni nie zdążyli jeszcze przeprowadzić, więc co, u licha? Nie są przecież jasnowidzący?
Tak mnie to zaintrygowało, że zapomniałam o ostrożności, odpowiadając na pytania szczegуłowo i z wielkim przejęciem, kiedy nagle padły słowa, ktуre zabrzmiały mi w uszach nadzwyczaj niemile:
— A pani? Czy nie prowadziła pani przypadkiem jakichś interesуw finansowych z zamordowanym?
Trafiona celnym strzałem milczałam, udając, że sobie przypominam, bo nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Wiedzą czy nie?… Skąd wiedzą?!…
— Czy nie zaciągała pani przypadkiem jakiejś pożyczki? — spytał z jadowitą uprzejmością prokurator. — Od denata? Albo może wspуlnie z denatem?…
Trwałam w rozterce i nadal w milczeniu. Z jednej strony nie miałam najmniejszej ochoty stawać przed sądem w charakterze oskarżonej o przestępstwo natury finansowej, a z drugiej owo przestępstwo zdejmowało ze mnie podejrzenie o zamordowanie Tadeusza. Nie miałam pojęcia, co wybrać. Uznałam, że jeśli wiedzą, to i tak mi nic nie pomoże, a jeśli nie, zawsze jeszcze zdążę się wyprzeć, więc tym bardziej na razie milczałam.
— Dziękujemy pani — powiedział nagle prokurator i zanim zdążyłam oprzytomnieć, przesłuchanie okazało się skończone. Podpisałam kilometrowy maszynopis sierżanta i wyszłam z gabinetu głęboko zaniepokojona.
Przede mną pytali tylko Janusza, ktуry znał moje interesy z Tadeuszem. Janusz im powiedział?… Niemożliwe!
— Janusz, coś ty im nagadał? — spytałam, siadając przy swoim stole.
— Sprawdzaliśmy szyje, czy ktoś nie ma śladуw duszenia — odparł Janusz. — Wyobraź sobie, wszyscy mają czyste! Jakaś mania mycia czy co?
— Zostaw szyje… — przerwałam.
— Ale kartki zginęły — przerwał mi z kolei Wiesio. — Pytałem wszystkich i nikt się nie przyznaje. Ciekawe, co się z nimi stało.
— Zeszły same z tablicy ogłoszeń i ze zmartwienia utopiły się w wychodku — powiedziałam z gniewem. — Przestańcie się wygłupiać! Słuchaj no ty, odpowiadaj natychmiast, dlaczego mnie wsypałeś?
— Ja cię wsypałem? — oburzył się Janusz. — No wiesz! Broniłem cię jak idiota! Wstręt mnie już ogarniał, ale musiałem cię uniewinniać. Zaświadczyłem, że nie widziałem, żebyś wychodziła z pokoju i dusiła Tadeusza, za to jak sam wychodziłem, to mnie głupio spytałaś, ile jest sześć minus dziewięć.
— A, to rzeczywiście świetny dowуd mojej niewinności! A coś im mуwił o moich machlojkach z Tadeuszem? O tych pięciu patykach?
— Nic, jak Boga kocham! Zwariowałaś? Za kogo mnie masz?!
— W ogуle cię o to nie pytali?
— Pytali, co nie mieli pytać. Powiedziałem, że nic nie wiem. Tadeusz, owszem, przychodził do pokoju, wszyscy przychodzili, rozmawiali z tobą prywatnie i służbowo, ale o czym, to ja nie wiem. Nie przysłuchiwałem się.
— No to skąd wiedzą, do diabła?!
— Jak to? Wiedzą?!
— Wiedzą. Przypomnij sobie dokładnie, może ci się coś wyrwało?
— No przecież nie jestem pijany! Przysięgam, że pary z gęby na ten temat nie puściłem! Wygłupiłem się za to zupełnie z czym innym…
— Z czym?
Janusz odwrуcił się, pisnąwszy kręconym krzesłem, sięgnął po papierosa i z zakłopotaniem popatrzył na płonącą zapałkę.
— Skołowali mnie trochę. Najpierw wypierałem się tych wiadomości o tobie, potem dowiedziałem się od nich, że Kacper się rozwodzi, jak Boga kocham, nic o tym nie wiem, a potem mnie spytali, co miał prywatnie Witek do Tadeusza. Coś wreszcie musiałem wiedzieć i trochę to głupio wyszło, bo przyznałem się, że ich razem widziałem, a do tej pory nie wiem, gdzie i kiedy to było. Zdaje się, że się plątałem w zeznaniach.
— No to można ci pogratulować — powiedziałam i zgryźliwie i zamyśliłam się. Więc z Januszem to samo, co ze mną… Celne strzały w nasze prywatne życie.
— Cholernie głodny jestem — oświadczył nagle Leszek z niezadowoleniem. — Wy nie? Nie zjedlibyście na przykład kurczaczka? Z nadzionkiem?
— Ten znуw swoje zaczyna — powiedziałam gniewnie, wyrwana z zamyślenia, bo mnie zawsze denerwowały kulinarne marzenia Leszka. — Już pan nic innego nie ma w głowie, tylko kurczaczki z nadzionkiem?
— Jeszcze zajączki… — wtrącił Wiesio.
— A zwykłej kiełbasy nie łaska?
— Nie ma kiełbasy — westchnął Leszek smutnie. — Jak byłem rano w sklepie, to był tylko pasztet.
— Jaki pasztet? — zainteresował się Janusz. — W puszkach czy w tubach?
— W słoiku i na wagę.
— Pasztet w tubach? — spytał Wiesio z niedowierzaniem. — Gdzie ty widziałeś coś takiego? Sprzedają pasztet w tubach?
— No pewnie, i to bardzo dobry, lepszy niż te inne. Sprzedawali, a jak teraz, to nie wiem.