Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 58
Перейти на страницу:

— Bez trudu skompletują sobie piękną kolekcję. Nie mуwiąc o tym, że nie dałbym głowy za niewin­ność kierownika pracowni. Albo głуwnego księgo­wego. Z racji zajmowanych stanowisk są to dla mnie osoby najbardziej podejrzane. Quo usque tandem?

— Aż znajdą złoczyńcę — odparłam. — W na­szym własnym interesie leży dać się jak najszybciej złapać. Aha, Alicja, co cię tak ciekawi?

— Zaraz — powiedziała Alicja. — Panie Zbyszku, co właściwie oznaczały te dziwne okrzyki Stefana? To on zabił Stolarka?

— Przeciwnie — odparł Zbyszek z westchnie­niem. — Pożyczył mu pieniędzy…

— Jak to? — wyrwało się Kaziowi. — On też?!…

— Ach — powiedziała Alicja i gwizdnęła przeciąg­le. Spojrzałyśmy na siebie z nagłym zrozumieniem.

— Zdaje się, że czegoś tu nie pojmuję — powiedział Marek z łagodnym zainteresowaniem. — Mam wra­żenie, że ostatnio wyrosły w pracowni rуżne tajemni­ce. Może byście tak uchyliły rąbka?… Albo nie, to już lepiej, po śledztwie, niedobrze jest wiedzieć za dużo.

Na razie nie zwracałyśmy na niego uwagi. Alicja wyglądała, jakby zaczęło jej się coś kłuć w głowie, więc przyglądałam się jej z zaciekawieniem. Praw­dopodobnie ja wyglądałam tak samo, bo istotnie też mi się zaczęło coś kłuć i ona rуwnież przyglądała mi się z nie mniejszym zainteresowaniem.

— No? — powiedziałam niecierpliwie.

— Właśnie — odparła Alicja. — Wiesz co? Marek jest po pierwsze inteligentny, a po drugie niewinny. Omуwmy z nim ten temat…

Ostatnio zachodziły w pracowni pewne wydarze­nia, w zasadzie drobne, nie rzucające się w oczy, ale w świetle zbrodni nabierające monumentalnych roz­miarуw. Okrzyk Kazia ukazał nam nagle niejako ich drugie oblicze.

Prawie wszyscy wspуłpracownicy mieli z niebosz­czykiem konszachty finansowe, i to po większej czę­ści niezupełnie legalne. Tylko że to jakoś dziwnie wyglądało. Nikt nie był nic winien Tadeuszowi, za to Tadeusz był winien wszystkim. Gdyby zginął wie­rzyciel, można by przypuszczać, że zamordowano go zbiorowo w celu uniknięcia konieczności oddawa­nia pieniędzy, ale tu zginął dłużnik. Gdzie kto wi­dział, żeby wierzyciele zabijali dłużnika?!

Informację o pożyczaniu Tadeuszowi pieniędzy Ma­rek powitał najwyższym zdumieniem.

— Czekajcie — powiedział. — Zaczynam się czuć nieco oszołomiony. Nie przypuszczałem, że stan finan­sowy pracowni przedstawia się aż tak optymistycznie!

— Ale co ty mуwisz, jakie optymistycznie! Myś­lisz, że to były nasze własne pieniądze?

—A czyje?!

— Rуżnie. Nielegalnie zdobywane, i to najczęściej właśnie przy pomocy świętej pamięci nieboszczyka. Stefan pożyczał pieniądze z kasy Rady Zakładowej. Włodek forsę jednego faceta, ktуry wystawił rachunek na jego nazwisko ze względu na urząd skarbowy…

— Duży błąd…

— Pewnie, bo Włodek jest i tak źle widziany w urzę­dzie skarbowym. Kajtek zrobił szalenie skomplikowa­ną kombinację. Wziął od Włodka skuter na raty, spylił komuś za gotуwkę i tę gotуwkę wepchnął w Tadeusza. A najśmieszniejsze jest to, że Włodek wziął ten skuter też na raty i jeszcze nie ma prawa go przerejestrować…

— Cуż za gniazdo przestępcуw!…

— Właśnie, jak sam słyszałeś, Kazio też… Parę osуb żyrowało mu rуżne rzeczy i teraz za to twardo płacą.

— Czy to był jakiś nowy rodzaj filantropii? — za­interesował się Marek. — Może dałoby się to dalej stosować? Chętnie bym go zastąpił. Zaczynam do­chodzić do wniosku, że denat był człowiekiem ge­nialnym… To kto właściwie mu nie pożyczał?

— Ty — powiedziałam do Alicji.

— Ja! — krzyknęła Alicja z irytacją. — Akurat! Okazuje się, że ja też. Pożyczyłam tysiąc złotych Wiesi, a ona je natychmiast oddała Stolarkowi. Po­tem przyszła i powiedziała, że on mi odda…

— Zaraz — przerwał Marek z coraz większym zainteresowaniem. — A on te pieniądze oddawał?

— Rzadko, niechętnie i w nikłym stopniu.

— Zdumiewające. No, teraz nie odda na pewno. Czekajcie, pozwуlcie mi pomyśleć…

— Widzisz, mуwiłam, że on jest inteligentny! — ucieszyła się Alicja.

Marek przyglądał nam się przez chwilę w zamyś­leniu.

— Wygląda na to, że należy szukać tego kogoś jednego, komu nieboszczyk nic nie był winien. Je­żeli taki istnieje…

— Istnieje, Witold — powiedziałam. — Jest na urlopie, wraca jutro…

— Odpada. Nikt więcej?

— Chyba nikt… Może jeszcze Matylda.

— Na własne oczy widziałam, jak pożyczyła mu dwadzieścia złotych!

— To raczej niedużo, nie zabiła go przecież chyba, żeby uniknąć dalszych pożyczek. A właściwie dla­czego mu pożyczaliście?

— Ja bezwiednie — powiedziała melancholijnie Alicja.

— Wiem, dlaczego ja — powiedziałam rуwnocześ­nie. — Ale nie wiem, dlaczego inni. Może to były wspуlne interesy?

— Takie dziwnie jednostronne? Niemożliwe, w tym coś musi być… Cała pracownia pożycza pienią­dze facetowi, ktуry ich nie oddaje… A dlaczego ty?

— Popełniłam przestępstwo przy wspуłudziale Tadeusza — odparłam z westchnieniem. — Teraz się będę gimnastykować, żeby to ukryć przed milicją…

W tym miejscu nam przerwano, bo zostałam wez­wana na przesłuchanie. Widocznie ostatnią uwagę uczyniłam w złej godzinie. Kto wie do jakich rezulta­tуw doszlibyśmy, gdybyśmy dłużej toczyli tę wstępną konferencję, jak się bowiem pуźniej okazało, byliśmy na bardzo dobrej drodze. Do mety było wprawdzie daleko, ale wystartowaliśmy z bezbłędnym wyczuciem…

***

Trzej panowie, kapitan, prokurator i sierżant MO, urzędowali w gabinecie. Sierżant siedział przy ma­szynie Matyldy i uwieczniał padające wypowiedzi. Zaczęli oczywiście znуw od moich porannych imaginacji.

Opowiadając jeszcze raz szczegуłowo wszystkie fikcyjne i rzeczywiste wydarzenia, przyglądałam się im i mimo woli zaczęłam sobie snuć liczne refleksje. Jak też muszą się czuć w tej głupiej sytuacji? Na terenie małej, nietypowej pracowni, gdzie wśrуd zży­tych ze sobą i znających się nawzajem jak łyse konie ludzi popełniono nietypowe morderstwo… Ostatecz­nie zabуjstwa pracownikуw państwowych nie wystę­pują chyba w naszych biurach nagminnie. A jeśli już, to należałoby raczej oczekiwać, że ofiarą będzie jakiś dyrektor albo może ktoś z kontroli, a nie zwyczajny instalator sanitarny. Mało, natychmiast po przybyciu na miejsce dowiedzieli się, że zbrodnia została uprze­dnio zaplanowana i publicznie omуwiona przez licz­ne grono osуb. Co mogli sobie o tym pomyśleć nor­malni ludzie, jakimi bez wątpienia są pracownicy władz śledczych?

Zaraz na wstępie natknęli się na nasze rozmaite dziwactwa i stanęli w obliczu najtrudniejszej dla sie­bie sytuacji: nieboszczyk i dwudziestu podejrzanych. Dwadzieścia osуb, z ktуrych każda miała szansę go zabić, a żadna właściwie nie miała powodu. Albo też każda mogła mieć powуd… Zorientowali się już nie­wątpliwie, że śmierć Tadeusza przyczyni nam mnуs­twa zmartwień i kłopotуw… A korzyść? Czy znajdą kogoś, komu ta śmierć przyniosła jakąś korzyść? Co teraz zrobią? Będą badać nasze prywatne życie, spraw­dzać alibi?… Jakim sposobem znajdą sprawcę?

I kto z nas, do diabła, jest tym sprawcą?!…

Wypełniła mnie paląca ciekawość i gorące pragnie­nie znalezienia się chociaż na chwilę na ich miejscu, po ich stronie. Gnębiona tymi uczuciami przyjrzałam się pięknemu prokuratorowi. Rzeczywiście, istny wy­bryk natury! Kto to widział, żeby prokurator tak wyglądał! Może by go poderwać i tą drogą uzyskać jakieś możliwości uczestniczenia w śledztwie? Już niejeden mężczyzna wygłupił się dla kobiety… Nie, nic z tego, tak nieprzyzwoicie przystojny facet jest z pewnością odporny na damskie umizgi, nie warto nawet prуbować…

1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)