Wszyscy jesteśmy podejrzani
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Язык: польский
- Год: Kobra Media
- ISBN: 9788388791949
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:
— Alicja, pozwуl na chwilę…
Wrуciła Jadwiga, więc opuściłyśmy jej stуł i przeniosłyśmy się pod drzwi mojego pokoju, przyglądając się poczynaniom milicjantуw, ktуrych ilość dziwnie wzrosła. Myślę, że musieliśmy im chyba wszyscy nieco przeszkadzać, bo patrzyli na nas z wyraźnym wstrętem.
Jadwiga miała nowe wiadomości.
— Przyjechał prokurator — powiedziała tajemniczo. — Jest w gabinecie i magluje Witka. Młody i cholernie przystojny. O, to ten!…
Wszystkie trzy spojrzałyśmy z zainteresowaniem na wchodzących do przedpokoju facetуw, bo słowo „prokurator” zawsze brzmi gromko w uszach każdego, nawet najbardziej niewinnego obywatela. Spojrzałyśmy i oko nam zbielało!
Razem z porucznikiem w mundurze i znanym nam już kapitanem wszedł jeszcze jeden, wysoki, szczupły, czarny, z niebieskimi oczami, w czarnych spodniach i czarnej koszuli. Pomimo intensywności kolorуw nie miał w sobie nic agresywnego, był łagodnie piękny. Nieznaczna asymetria twarzy dodawała mu wdzięku i sprawiała, że ta zbytnia łagodność była jednak męska. A przy tym miał niebieski ślad po goleniu.
Stałyśmy akurat pod przeciwległymi drzwiami, wprost na widoku, wszystkie trzy jakoś wyjątkowo porządnie uczesane, wszystkie niewątpliwie interesujące i co najważniejsze, każda inna. Czarna, ognista, dysponująca pełnią kształtуw Monika, szczupła, jasnowłosa, zielonooka Anka, no i ja, coś pośredniego między nimi, ale też nie taka ostatnia.
Prokurator spojrzał i chociaż oblicze jego wyrazu nie zmieniło, to jednak w oczach zapłonął mu blask, dobrze mi znany. Nie było wątpliwości, stuprocentowy mężczyzna!
— O, cholera… — szepnęła Monika z głębokim uznaniem.
Trzej panowie zajrzeli na chwilę do sali konferencyjnej, a potem skierowali się do ostatniego pokoju, aktualnie pustego, bo Monika stała z nami, a Olgierd siedział u Witka w gabinecie. Patrzyłyśmy za nimi w milczeniu, wstrząśnięte nieprzeciętną urodą prokuratora.
— No? — powiedziała Jadwiga z triumfem. — Nie mуwiłam?
— Ho, ho — powiedziała Anka, co można było rozmaicie zrozumieć. I po chwili dodała z powątpiewaniem: — On jest chyba nietypowy?
Trwałam wraz z nimi w kontemplacji, aż nagle tknęła mnie wspaniała, odkrywcza myśl. Zostawiłam je i na palcach weszłam do damskiego WC-tu.
Każde biuro ma swoje tajemnice. W damskim WC-cie było takie miejsce koło umywalni, w ktуrym można było usłyszeć każdy szmer w pokoju głуwnego księgowego, pod warunkiem zajęcia pozycji w kucki albo na czworakach. Przypadkowo wiedziałyśmy o tym tylko we dwie z Alicją, odkrywszy ten sekret, kiedy Alicji rozerwały się korale. Zastygłam teraz w tym mało reprezentacyjnym miejscu i rуwnie mało reprezentacyjnej pozycji i słuchałam…
Kapitan, ktуrego poznałam po głosie, kończył właśnie opisywać szczegуły zbrodni i topografię biura, przy czym udało mi się usłyszeć wyjaśnienie najbardziej niezrozumiałego drobiazgu.
Dowiedziałam się, że Tadeusz został ogłuszony od tylu twardym przedmiotem, ostrożnie opuszczony na podłogę, a następnie doduszony owym nieszczęsnym paskiem. Twardym przedmiotem okazał się nasz służbowy dziurkacz, jedyny przedmiot w sali konferencyjnej, na ktуrym nie znaleziono żadnych odciskуw palcуw…
— Niech pan weźmie pod uwagę — mуwił kapitan — że został uderzony dość lekko, tak, że uległ prawdopodobnie tylko chwilowemu zamroczeniu. Skуra na głowie jest wprawdzie przecięta, ale kość nienaruszona. Ta zbrodnia została zainscenizowana w określony sposуb. Z jakichś powodуw mordercy zależało na tym, żeby to wyglądało dokładnie tak, jak było pierwotnie przewidywane…
Zamarłam na czworakach pod tą umywalnią i zimny dreszcz przeleciał mi po krzyżu. W świetle jego wypowiedzi sama sobie wydałam się najbardziej podejrzana.
Panowie w sąsiedztwie rozmawiali dalej, więc usunęłam na bok te niemiłe myśli i skupiłam się, żeby nic nie stracić.
— …Kto tego ostatni używał?
— Jeszcze nie wiem, musimy to sprawdzić…
Pokiwałam sobie głową, melancholijnie i ze wspуłczuciem. Badanie na temat, kto ostatni używał dziurkacza, mogłoby w naszej pracowni potrwać do sądnego dnia. W normalnych warunkach, nie wiadomo dlaczego, nikt się nigdy nie chciał przyznać do używania żadnej z ustawicznie potrzebnych rzeczy, a jeszcze teraz, po zbrodni?… Wyprą się, jak amen w pacierzu!
Kapitan mуwił dalej, wzbudzając we mnie coraz większe zainteresowanie:
— Wśrуd rzeczy, znalezionych przy denacie, znajdowało się to!…
W pokoju głуwnego księgowego zapanowała na chwilę cisza, a potem ktуryś z panуw gwizdnął przeciągle. Opanowała mnie szaleńcza ciekawość. Co, na miły Bуg, takiego mogli znaleźć przy Tadeuszu?!…
Trzej panowie ciągle jeszcze milczeli.
— Ciekawe… — mruknął wreszcie ktуryś. — Ho, ho…
— Trzeba to dokładnie przestudiować, znakomity punkt zaczepienia…
O mało nie oszalałam w tym WC-cie. Dałabym nie wiem co, żeby tam bodaj na chwilę zajrzeć! Niesłychanie przejęta słuchałam dalej, jak trzej panowie komentują wypowiedzi Marka na tle „dlaczego akurat Stolarek?” i biorą pod uwagę możliwość pomyłki co do osoby ofiary, jak postanawiają sprawdzić, czy nie chodziło o rzucenie podejrzeń specjalnie na mnie i jak oceniają naszą psychikę na podstawie obrazu Leszka.
— … Musi pan to koniecznie zobaczyć — powiedział kapitan.
Potem usłyszałam nieżyczliwe zdanie o Jarku, ktуry wyraźnie coś kręci z obecnością w biurze, i wreszcie prokurator, ktуrego głos już odrуżniałam, powiedział:
— No trudno, panowie, musimy postąpić trochę niezgodnie z procedurą. Zaczynamy przesłuchanie na miejscu. Jeżeli ich wypuścimy do domu, to przepadło, niczego się nie dowiemy. Zajmiemy gabinet i tę salę konferencyjną, jak tylko wyniosą zwłoki…
Nie dowiedziawszy się w rezultacie, co za osobliwość znaleziono przy Tadeuszu, wyszłam z WC-tu, głęboko zaintrygowana.
W środkowym pokoju panował nastrуj niemal towarzyski. Liczne zgromadzenie komentowało poczynania władz śledczych i omawiało metody znalezienia mordercy. Alicja proponowała sprowadzenie osła z ubłoconym brzuchem w celu zastosowania znanego, arabskiego sposobu.
— Po co? — zaprotestował Kazio. — Nie wystarczy ci osłуw na miejscu?
— Wystarczy, ale żaden nie da sobie ubłocić brzucha…
Propozycje padały rozmaite i zupełnie nierealne. Zbyszek odwrуcił się do mnie.
— Pani Joanno, chciałem panią przeprosić.
— Za co?!
— Za to, co mуwiłem. Niech mi pani wybaczy, byłem cholernie zdenerwowany.
— Panie Zbyszku, po pierwsze dobrze pan wie, że mam do pana słabość i wszystko panu przebaczę, a po drugie nie przesadzajmy. Wszyscy byli zdenerwowani i wszyscy mуwili rуżne głupstwa.
— Ale ja rzucałem na panią podejrzenia.
— Drobiazg. Jeżeli to ma ulżyć pańskiemu sumieniu, rуwnież chętnie rzucę na pana podejrzenie. Chce pan?
— Nie, dziękuję pani, już lepiej nie. Wolę sumienie…
— Z tej wypowiedzi można wnosić, że jesteś gorsza od wyrzutуw sumienia — powiedział uprzejmie Marek. Siedział przy małym stoliku, pił kawę i z filozoficzną rezygnacją palił papierosa. — Czy nie orientujecie się, jak długo będą nas trzymali w tym przymusowym zamknięciu?
— A, właśnie! — przypomniałam sobie. — Coś ty najlepszego narobił? Dałeś im do zrozumienia, że nastąpiła pomyłka w wyborze ofiary…
— Czyżbyś sama była innego zdania?
— Nie wiem, nie omawiałam tego z mordercą. Na razie szukają wrogуw Tadeusza, ale lada chwila zaczną szukać wrogуw Witka.