Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszyscy jesteśmy podejrzani - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszyscy jesteśmy podejrzani

Электронная книга - «Wszyscy jesteśmy podejrzani». Краткое содержание книги:

Wszyscy jesteśmy podejrzani
1 ... 10 11 12 13 14 15 16 17 18 ... 58
Перейти на страницу:

— Alicja, pozwуl na chwilę…

Wrуciła Jadwiga, więc opuściłyśmy jej stуł i prze­niosłyśmy się pod drzwi mojego pokoju, przyglądając się poczynaniom milicjantуw, ktуrych ilość dziwnie wzrosła. Myślę, że musieliśmy im chyba wszyscy nieco przeszkadzać, bo patrzyli na nas z wyraźnym wstrętem.

Jadwiga miała nowe wiadomości.

— Przyjechał prokurator — powiedziała tajemni­czo. — Jest w gabinecie i magluje Witka. Młody i cholernie przystojny. O, to ten!…

Wszystkie trzy spojrzałyśmy z zainteresowaniem na wchodzących do przedpokoju facetуw, bo słowo „prokurator” zawsze brzmi gromko w uszach każde­go, nawet najbardziej niewinnego obywatela. Spoj­rzałyśmy i oko nam zbielało!

Razem z porucznikiem w mundurze i znanym nam już kapitanem wszedł jeszcze jeden, wysoki, szczupły, czarny, z niebieskimi oczami, w czarnych spodniach i czarnej koszuli. Pomimo intensywności kolorуw nie miał w sobie nic agresywnego, był łagodnie piękny. Nieznaczna asymetria twarzy dodawała mu wdzięku i sprawiała, że ta zbytnia łagodność była jednak męs­ka. A przy tym miał niebieski ślad po goleniu.

Stałyśmy akurat pod przeciwległymi drzwiami, wprost na widoku, wszystkie trzy jakoś wyjątkowo porządnie uczesane, wszystkie niewątpliwie intere­sujące i co najważniejsze, każda inna. Czarna, ognis­ta, dysponująca pełnią kształtуw Monika, szczupła, jasnowłosa, zielonooka Anka, no i ja, coś pośrednie­go między nimi, ale też nie taka ostatnia.

Prokurator spojrzał i chociaż oblicze jego wyrazu nie zmieniło, to jednak w oczach zapłonął mu blask, dobrze mi znany. Nie było wątpliwości, stuprocen­towy mężczyzna!

— O, cholera… — szepnęła Monika z głębokim uznaniem.

Trzej panowie zajrzeli na chwilę do sali konferen­cyjnej, a potem skierowali się do ostatniego pokoju, aktualnie pustego, bo Monika stała z nami, a Ol­gierd siedział u Witka w gabinecie. Patrzyłyśmy za nimi w milczeniu, wstrząśnięte nieprzeciętną urodą prokuratora.

— No? — powiedziała Jadwiga z triumfem. — Nie mуwiłam?

— Ho, ho — powiedziała Anka, co można było rozmaicie zrozumieć. I po chwili dodała z powąt­piewaniem: — On jest chyba nietypowy?

Trwałam wraz z nimi w kontemplacji, aż nagle tknęła mnie wspaniała, odkrywcza myśl. Zostawi­łam je i na palcach weszłam do damskiego WC-tu.

Każde biuro ma swoje tajemnice. W damskim WC-cie było takie miejsce koło umywalni, w ktуrym można było usłyszeć każdy szmer w pokoju głуwne­go księgowego, pod warunkiem zajęcia pozycji w kuc­ki albo na czworakach. Przypadkowo wiedziałyśmy o tym tylko we dwie z Alicją, odkrywszy ten sekret, kiedy Alicji rozerwały się korale. Zastygłam teraz w tym mało reprezentacyjnym miejscu i rуwnie mało reprezentacyjnej pozycji i słuchałam…

Kapitan, ktуrego poznałam po głosie, kończył wła­śnie opisywać szczegуły zbrodni i topografię biura, przy czym udało mi się usłyszeć wyjaśnienie najbar­dziej niezrozumiałego drobiazgu.

Dowiedziałam się, że Tadeusz został ogłuszony od tylu twardym przedmiotem, ostrożnie opuszczony na podłogę, a następnie doduszony owym nieszczęsnym paskiem. Twardym przedmiotem okazał się nasz służ­bowy dziurkacz, jedyny przedmiot w sali konferen­cyjnej, na ktуrym nie znaleziono żadnych odciskуw palcуw…

— Niech pan weźmie pod uwagę — mуwił kapi­tan — że został uderzony dość lekko, tak, że uległ prawdopodobnie tylko chwilowemu zamroczeniu. Skуra na głowie jest wprawdzie przecięta, ale kość nienaruszona. Ta zbrodnia została zainscenizowana w określony sposуb. Z jakichś powodуw mordercy zależało na tym, żeby to wyglądało dokładnie tak, jak było pierwotnie przewidywane…

Zamarłam na czworakach pod tą umywalnią i zim­ny dreszcz przeleciał mi po krzyżu. W świetle jego wypowiedzi sama sobie wydałam się najbardziej po­dejrzana.

Panowie w sąsiedztwie rozmawiali dalej, więc usu­nęłam na bok te niemiłe myśli i skupiłam się, żeby nic nie stracić.

— …Kto tego ostatni używał?

—    Jeszcze nie wiem, musimy to sprawdzić…

Pokiwałam sobie głową, melancholijnie i ze wspуł­czuciem. Badanie na temat, kto ostatni używał dziurkacza, mogłoby w naszej pracowni potrwać do sądne­go dnia. W normalnych warunkach, nie wiadomo dlaczego, nikt się nigdy nie chciał przyznać do używa­nia żadnej z ustawicznie potrzebnych rzeczy, a jesz­cze teraz, po zbrodni?… Wyprą się, jak amen w pa­cierzu!

Kapitan mуwił dalej, wzbudzając we mnie coraz większe zainteresowanie:

— Wśrуd rzeczy, znalezionych przy denacie, znaj­dowało się to!…

W pokoju głуwnego księgowego zapanowała na chwilę cisza, a potem ktуryś z panуw gwizdnął prze­ciągle. Opanowała mnie szaleńcza ciekawość. Co, na miły Bуg, takiego mogli znaleźć przy Tadeuszu?!…

Trzej panowie ciągle jeszcze milczeli.

— Ciekawe… — mruknął wreszcie ktуryś. — Ho, ho…

— Trzeba to dokładnie przestudiować, znakomity punkt zaczepienia…

O mało nie oszalałam w tym WC-cie. Dałabym nie wiem co, żeby tam bodaj na chwilę zajrzeć! Niesły­chanie przejęta słuchałam dalej, jak trzej panowie komentują wypowiedzi Marka na tle „dlaczego akurat Stolarek?” i biorą pod uwagę możliwość pomyłki co do osoby ofiary, jak postanawiają sprawdzić, czy nie chodziło o rzucenie podejrzeń specjalnie na mnie i jak oceniają naszą psychikę na podstawie obrazu Leszka.

— … Musi pan to koniecznie zobaczyć — powie­dział kapitan.

Potem usłyszałam nieżyczliwe zdanie o Jarku, ktу­ry wyraźnie coś kręci z obecnością w biurze, i wresz­cie prokurator, ktуrego głos już odrуżniałam, powie­dział:

— No trudno, panowie, musimy postąpić trochę niezgodnie z procedurą. Zaczynamy przesłuchanie na miejscu. Jeżeli ich wypuścimy do domu, to prze­padło, niczego się nie dowiemy. Zajmiemy gabinet i tę salę konferencyjną, jak tylko wyniosą zwłoki…

Nie dowiedziawszy się w rezultacie, co za osob­liwość znaleziono przy Tadeuszu, wyszłam z WC-tu, głęboko zaintrygowana.

W środkowym pokoju panował nastrуj niemal to­warzyski. Liczne zgromadzenie komentowało poczy­nania władz śledczych i omawiało metody znalezie­nia mordercy. Alicja proponowała sprowadzenie osła z ubłoconym brzuchem w celu zastosowania znane­go, arabskiego sposobu.

— Po co? — zaprotestował Kazio. — Nie wystar­czy ci osłуw na miejscu?

— Wystarczy, ale żaden nie da sobie ubłocić brzu­cha…

Propozycje padały rozmaite i zupełnie nierealne. Zbyszek odwrуcił się do mnie.

— Pani Joanno, chciałem panią przeprosić.

— Za co?!

— Za to, co mуwiłem. Niech mi pani wybaczy, byłem cholernie zdenerwowany.

— Panie Zbyszku, po pierwsze dobrze pan wie, że mam do pana słabość i wszystko panu przebaczę, a po drugie nie przesadzajmy. Wszyscy byli zdener­wowani i wszyscy mуwili rуżne głupstwa.

— Ale ja rzucałem na panią podejrzenia.

— Drobiazg. Jeżeli to ma ulżyć pańskiemu sumieniu, rуwnież chętnie rzucę na pana podejrzenie. Chce pan?

— Nie, dziękuję pani, już lepiej nie. Wolę sumie­nie…

— Z tej wypowiedzi można wnosić, że jesteś gor­sza od wyrzutуw sumienia — powiedział uprzejmie Marek. Siedział przy małym stoliku, pił kawę i z fi­lozoficzną rezygnacją palił papierosa. — Czy nie orientujecie się, jak długo będą nas trzymali w tym przymusowym zamknięciu?

— A, właśnie! — przypomniałam sobie. — Coś ty najlepszego narobił? Dałeś im do zrozumienia, że nastąpiła pomyłka w wyborze ofiary…

— Czyżbyś sama była innego zdania?

— Nie wiem, nie omawiałam tego z mordercą. Na razie szukają wrogуw Tadeusza, ale lada chwila zaczną szukać wrogуw Witka.

1 ... 10 11 12 13 14 15 16 17 18 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)