Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 92 93 94 95 96 97 98 99 100 ... 123
Перейти на страницу:

– Nie – szepnęła. – Schowaj broń.

– Skończmy to, Deana. Tu i teraz. Jeśli zabierzesz tej kobiecie synów, straci oparcie i pozycję w rodzie.

– Nie, nie w ten sposób. On jest nieprzytomny, nie może się bronić. To niezgodne z prawem...

– Czyim prawem? Naszym? Harudiego? – Zadrżał, w oczach pojawił mu się błysk. – By dochować wierności prawu, na północy zabiłem kobietę, która ofiarowała mi serce i ciało. Bo wierzyłem... nie wiem... Tam nie byłem Meekhańczykiem, mimo krwi matki. Tu mówią, że nie jestem Issaram, mimo krwi ojca. Kim więc jestem, siostro? Powiesz mi?

Wyciągnęła przed siebie skrzyżowane szable.

– Wiem, kim nie jesteś, Yatech. Nie jesteś mordercą i nie zostaniesz nim.

Pochylił głowę i uśmiechnął się. Dziwnie i strasznie.

– Już za późno.

—— • ——

Stał pod skalną ścianą, na której zapisano ostatnie trzy i pół tysiąca lat historii kontynentu. Każde z tych imion, czasem opatrzone kilkoma zdaniami, mówiło o żywych ludziach, ale tak, jakby byli niczym więcej niż maleńkim kamieniem brukowym na drodze, którą podążał ich naród. Mimo wszystko... były tu zapisane dzieje miłości i nienawiści, zdrady i wierności, przyjaźni i fałszu. Za tysiąc czy dwa tysiące lat być może po Meekhańczykach zostaną tylko puste ruiny, wśród których będzie hulał wiatr, a te napisy pozostaną, wciąż opowiadając swoje historie.

Delikatnie dotknął miejsca, w którym kiedyś znajdowało się imię Yatecha.

– Gdybyś miała brata, dokąd odszedłby po złamaniu własnych mieczy?

Kobieta pochyliła głowę.

– Na południe, na daleką pustynię, gdzie piasek ma biel kości i gdzie nie ma nic, poza wydmami wielkimi jak góry. Wziąłby jeden bukłak wody i szedłby przed siebie, póki miałby siły. Potem upadłby, jaszczurki, węże i skorpiony pożywiłyby się jego ciałem, a kości wiatr zmieliłby na proch. Tak stałoby się, gdybym miała brata.

Milczał, usiłując znaleźć właściwe słowa.

– Uważałem go za syna. Kochałem... Gdyby poprosił, dałbym mu Isanell za żonę. Ale nigdy mu nie wybaczę.

Skinęła głową.

– Nie prosiłby o wybaczenie.

– Muszę już iść.

Wyraźnie się wahała.

– Wiem. Mamy przyjaciół na północy, wśród kupców i rzemieślników. Opowiedzieli nam o ojcu, który postanowił pomścić śmierć dziecka. Sprzedał większość majątku... Zaciągnął długi... Zebrał najemną bandę, kilkuset zbirów, koczowników, desperatów. Obozują w oazie, do której zmierzałeś. Powinieneś... na nich uważać. I nie przyłączać się do ataku na afraagrę. Będziemy czekać i zabijemy napastników.

Poczuł ulgę. Wiedzieli.

– Moja żona... odeszła... Syn zaciągnął się do akademii wojskowej i chce uczyć się na żołnierza, żeby zabijać Issaram. Ten młody wojownik był jego idolem, a teraz... Nieważne. Czy jeśli pojadę na czele tego oddziału, będziesz na mnie czekać w przedsionku afraagry? Z bronią w ręku. To byłoby dobre zakończenie tej historii, ostatni członkowie dwu rodów twarzą w twarz...

Wykonała skomplikowany ukłon. Nie miał pojęcia, co on ma znaczyć.

– Będę czekać. Szukaj kobiety z odsłoniętą twarzą.

– Jeszcze nie podjąłem decyzji...

– Wiem.

– Są rzeczy...

– Nie gadaj tyle, Meekhańczyku.

Uśmiechnął się i ruszył w stronę wyjścia.

—— • ——

Czekała na niego w przedsionku afraagry do wieczora, całą noc i cały następny dzień. Na próżno.

Pocałunek skorpiona

Szedł już trzeci dzień. Właściwie od wczorajszego popołudnia pełzł. Ostatnią noc spędził zagrzebany w piasku, budząc się co chwilę z pełnego majaków snu, krzykiem płosząc jaszczurki i skorpiony. Opróżniony bukłak z koziej skóry służył mu za poduszkę, lecz zostawił go, wyruszając w dalszą drogę. Na pustyni było dość stworzeń, które wykorzystają to niespodziewane bogactwo. On też wkrótce złoży im należną ofiarę, trybut za zakłócenie spokoju.

Dotarł do szczytu wydmy, zatrzymał się, po czym powoli spłynął w dół, wraz z niewielką lawiną piasku. Piach miał wszędzie, w oczach, uszach, ustach, we włosach, pod ubraniem. Jego szorstki dotyk był jak pieszczota natrętnej kochanki; zostań ze mną, mówił, nie idź dalej, poleż tu chwilę, w cieniu między wydmami jest tak przyjemnie... Prawie miał ochotę go posłuchać. Ale nie, jeszcze nie teraz, jeszcze nie. Wygrzebał się powoli, z najwyższym trudem przykucnął, podpierając się dłońmi. Uniósł głowę. Kolejna wydma wznosiła się przed nim jak fala rozkołysanego gniewem bogów oceanu.

Tym właśnie jest pustynia, pomyślał, bożym oceanem, rozciągniętym na eony sztormem, którego gwałtownością tylko bogowie potrafią się cieszyć. To są właściwe rozrywki Nieśmiertelnych: wyrastające spod powierzchni łańcuchy górskie, lądy zatapiane przez oceany, lodowce sunące tam i z powrotem. Cała reszta, rozumne rasy, ich konflikty, wojny, dynastie, królestwa i imperia, to pył niewart spojrzenia. A ludzie swoimi zawodzącymi modłami, świątyniami i uroczystościami, wyprowadzającymi na ulice w żałosnych procesjach rozhisteryzowane tłumy, zupełnie niepotrzebnie próbują zwrócić na siebie uwagę panteonu. Ich prawdziwe problemy zaczynają się dopiero wtedy, gdy bogowie wreszcie oderwą wzrok od wędrujących pustynnych wydm i skupiają go na pełzającym po obliczu ich ukochanego świata robactwie. Wtedy okazuje się, że tam, gdzie odwieczną pieśnią miały szumieć cieniste puszcze, wyrosły miasta, olbrzymie wrzody wypełnione ropą brudu, śmieci i nieczystości. Tysiącletnie dęby padły pod ciosami siekier, rzeki zrobiły się mętne od odchodów, góry poznaczono bliznami wyrytych w kamieniu dróg i tuneli. Wtedy wybuchają wojny i konflikty, świątynie skaczą sobie do gardeł, a ziemia zamienia w błoto lepkie od krwi. Bo jesteśmy jak stado korników, które zalęgły się w misternej, drewnianej rzeźbie, i trzeba się nas pozbyć.

Opuścił wzrok tam, gdzie powinny być jego dłonie. Już ich nie widział. Ta chwila, którą poświęcił na złapanie oddechu, wystarczyła, żeby zapadł się w piach po same nadgarstki. Poruszył palcami, czując szorstkie drobinki wbijające się pod paznokcie. To znaczyło, że jeszcze żył, stare powiedzenie mówiło: gdy nie czujesz piasku w dłoniach, to znaczy, że masz go już we krwi. To znaczy, że jesteś martwy. Wyrwał ręce z wydmy, gwałtownie, z gniewem, który go zaskoczył. Jeszcze nie teraz, jeszcze nie. Jego celem był Skorpioni Młyn, olbrzymia niecka wypełniona białym jak kreda piaskiem, który pochodzić miał z ciał milionów pustynnych pajęczaków, wędrujących tam co roku, po swoją śmierć. Burze i wichry mieliły ich pancerze na drobny pył. Oto sens życia jadowitych zabójców, noce spędzane na łowach i śmierć ozdabiająca oblicze pustyni białą plamą o kilkumilowej średnicy. Nic więcej, nic mniej. Tam podążał, kolejny morderca, którego zmielone kości dołączą do trwającego od tysiącleci tańca ku czci śmierci.

Teraz musiał iść naprzód.

Ból w dole pleców prawie powalił go na ziemię. To objawy zbliżającego się końca. Pozbawiony wody organizm odmawiał posłuszeństwa, a najpierw dawały o tym znać nerki. Z każdym oddechem, z każdą drobiną wilgoci ulatującą z ust, zbliżał się do kresu. Pocić przestał się już wczoraj wieczorem, i gdyby nie chłód nocy, resztki sił straciłby już kilkanaście godzin temu. Teraz jednak... Nie było jeszcze południa, u stóp wydmy zalegał cień, ale za godzinę czy dwie w promieniu dziesiątek mil nie znajdzie schronienia przed słońcem.

Starsi w plemieniu wielokrotnie opowiadali o tym, jak paskudna jest śmierć na pustyni. Najpierw człowiek poci się, traci wodę i słabnie, potem, gdy ciało nie ma już wilgoci, którą może zamienić w pot, następuje powolne przegrzewanie organizmu, pojawiają się omamy, majaki, delirium. Mroczne legendy Issaram wypełniają opowieści o wędrowcach, których zwłoki znajdowano z ustami pełnymi pustynnego pyłu, bo w ostatnich chwilach życia próbowali pić piach. Wcześniej odmawiają pracy nerki, wątroba, żołądek. Bez wody przestają działać. Pewien stary mędrzec powiedział mu kiedyś, że ostatnim objawem są ponowne poty. W końcowych chwilach życia, gdy wszystkie narządy już umarły, ciało uwalnia resztki wody i próbuje się ratować. Kilka chwil potów, drgawek i koniec.

1 ... 92 93 94 95 96 97 98 99 100 ... 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)