Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123
Перейти на страницу:

– Czekaj!

Nie wiedział, do kogo to mówi, dopóki chłopak z celi nie cofnął się pod przeciwległą ścianę i nie przykucnął. Miecz ciągle trzymał w dłoni.

Issar odwrócił się do dziewczyny i powiedział coś w swoim języku. Wzruszyła ramionami, w bardzo uniwersalnym geście.

—— • ——

– Więc to przed nim miałem cię chronić?

Ciągle brakowało mu oddechu, ręce drżały, nogi miał jak z ołowiu. Trans khaan’s, bitewny taniec, w który musiał wejść zaraz po przekroczeniu progu, ledwo wystarczył. Gdyby przeciwnik go nie zlekceważył, gdyby od razu zaatakował z pełną szybkością, Yatech konałby teraz na posadzce. Najlepsi z wojowników Issaram potrafili wejść w trans na ponad dwie minuty, ale to byli mistrzowie, których imiona powtarzano we wszystkich afraagrach wszystkich plemion. Jemu udało się tylko kilka razy osiągnąć ten stan, lecz nigdy na tak długo. Przegrałby, gdyby nie pomoc chłopaka-bestii. Wzdrygnął się, gdy po raz pierwszy spotkali się wzrokiem. Nic ludzkiego, żadnych uczuć, strachu, nienawiści ani szału walki. Tylko pustka i śmierć.

Dziewczyna wzruszyła ramionami.

– Źle ich oceniłam – powiedziała spokojnie. – Nie myślałam, że wyślą kogoś aż tak dobrego. Mimo wszystko, mój skorpionie, spisałeś się lepiej, niż myślałam.

Posłała mu zimny, okrutny uśmiech. To coś obcego rozsiadło się na całej jej twarzy.

– Byłam przekonana, że zabije cię w dziesięć uderzeń serca.

Podeszła do mordercy i zajrzała w szczelinę pękniętej maski.

Hel’zaav – mruknęła niemal śpiewnie.

I skamieniała. Na chwilę przestała nawet oddychać, a gdy wreszcie wciągnęła powietrze, zassała je z takim świstem, jakby właśnie wynurzyła się z głębokiego nurkowania. Błyskawicznie przyklękła przy leżącym, wcisnęła palce pod maskę, szarpnęła. Maska nie była przywiązana, tylko jakby przyklejona, odrywała się od twarzy z mokrym mlaśnięciem, ciągnąc za sobą nitki białego śluzu. Jedna połowa, druga, twarz.

Człowiek, chyba dziewczyna albo młody chłopak, mały nos, zwykłe usta, brwi i rzęsy tak jasne, że prawie białe, szrama na twarzy w miejscu, gdzie pękła maska, czerwona krew.

Do tej pory nie widział jeszcze Kanayoness tak zagubionej. Nawet w chwilach, gdy przechodziła ze stanu normalnego w ten drugi, obcy.

– Nie hel’zaav, nie hel’zaav – powtórzyła. – Siostro moja, co oni zrobili? Córka Przysposobiona... Ale taka Moc, takie umiejętności. Dlaczego? Tak daleko się posunęli? To oznacza wojnę. Złamanie Paktu. To...

Otworzyła przemocą usta leżącej, wetknęła palec do środka. Zabójczyni poruszyła się lekko, jęknęła.

Kanayoness zareagowała szybko i zdumiewająco. Złapała się ręką za włosy, szarpnęła, wyrywając garść czerni, nachyliła nad dziewczyną, jej palce zatańczyły, splatając czarnobiały warkoczyk. Przewiązała go kilkoma włosami.

Spojrzała na Issara przez ramię.

– Chodź tu. Podnieś ją i zabierz do celi. Idzie z nami.

Rozejrzała się po korytarzu, jakby po raz pierwszy dotarło do niej, że oprócz tajemniczego zabójcy znajdują się tam też inni. Omiotła wzrokiem trupy, krew, całą rzeź, która musiała się tam rozegrać, zanim przeszła przez drzwi. Zatrzymała spojrzenie na leżącym pod ścianą grubym mężczyźnie, który wyglądał, jakby stratował go bojowy rumak.

Zrobiła krok ku niemu, a ranny nabrał powietrza, jakby to miał być jego ostatni oddech.

– Ty. Meekhańczyku. – Kanayoness przechyliła głowę i uśmiechnęła się. – Możecie mnie szukać, ale nie wchodźcie w drogę. Jeśli uznam, że stanowicie zagrożenie, zacznę zabijać. Słowo.

Odwracając się zawiesiła wzrok na młodziku, który wspomógł Yatecha w walce. Wskazała go dłonią.

– I... zadbajcie o nich. Sprawdzę.

Weszła do celi zaraz za Issarem. Chłopak z mieczem ciągle tkwił przykucnięty na podłodze.

—— • ——

Ekkenhard chwiejnie wstał i podszedł do Gentrella. Musiał przytrzymywać się ściany, żeby nie upaść.

Komendant zamku powoli wypuścił powietrze. Wyglądał, jakby już jedną nogą stał na drodze do Domu Snu.

– Ekkenhard – wycharczał. – Pojedziesz zaraz do Nory. Zdasz relację. Powiesz, że znalazła nas... Powiesz, że jej szukają i że chyba przestanie teraz uciekać... Wykona ruch... Niech Laskolnyk się pospieszy. I niech uspokoją Ogary. Powiedz...

Głowa opadła mu na pierś i stracił przytomność.

—— • ——

Dziewczyna w celi wciąż kuliła się na posadzce w pozycji płodowej. Yatech, trzymając na rękach bezwładną teraz zabójczynię, stanął z boku.

Kanayoness podeszła do leżącej i podniosła jej głowę, brutalnie, ciągnąc za włosy.

– Ostatni rysunek, Nealla. Las, rzeka, dwa wzgórza i most. Miasto w oddali. Będziesz wiedzieć jakie. Potem odejdę i nigdy się już nie spotkamy, a Obrazy cię opuszczą. Obiecuję.

Nealla nie płakała. Twarz miała jak z kamienia, oczy niczym studnie.

– Nie pamiętam ich – powiedziała głucho.

– Kogo?

– Mamy, ojca, braci. Nikogo. Gdybym pamiętała, mogłabym ich narysować.

– Nie wiesz, czego pragniesz, dziewczyno – szept czarnowłosej był jak szelest sunącej po piasku żmii. – Gdybyś ich narysowała... mogliby po ciebie przyjść. Nie. Lepiej, że ich nie pamiętasz.

Nealla pochyliła głowę.

– Więc ciebie też nie chcę pamiętać. Ani szopy, ani tego, co się stało. Zabierz je, zabij, zabij moje wspomnienia. Teraz.

Cisza, i po dłuższej chwili szept. Miękki, niemal delikatny.

– Naprawdę tego chcesz? Jak to zrobię, nie będzie odwrotu. Zabiorę ci wszystko, co wydarzyło się w twoim życiu, po tym jak mnie spotkałaś. Chcesz?

Skinięcie głową.

– Dobrze. – Yatech nie musiał widzieć jej twarzy, żeby wiedzieć, że znów się pojawiła ta druga, Mała Kana. – Umowa. Najpierw rysunek, potem zabiorę ci wspomnienia. Pospiesz się.

Dziewczyna wstała, sztywno podeszła do ściany i zaczęła rysować. Ta inna istota, która zawładnęła Kanayoness, spojrzała mu w oczy i uśmiechnęła się tak, jakby jej twarz była źle dopasowaną maską.

– Ciebie też mam wyczyścić? Przyszło ci to na myśl? Pozbyć się wspomnień mordu, poczucia winy, pamięci o własnym tchórzostwie? Chcesz?

Nie czekała na odpowiedź.

– Nic z tego, mój skorpionie. Będziesz pamiętał. Będziesz spalał się w żarze tych wspomnień, topił, a ja przekuję cię na miecz. Broń doskonałą. Lepszą nawet niż ona. – Wskazała ich więźnia. – I wypróbuję cię już wkrótce. Odrąbiesz dla mnie rękę, która znów wyciągnęła się po ten świat. Wykuję cię i zahartuję w krwi boga, mały skorpionie. Noszący Miecze. Chodź. Rysunek prawie gotów.

—— • ——

Szła łąką w stronę starej szopy. Nigdy jej tam nie znajdą. Jeszcze kilka kroków i...

Ciemność, smród, wilgoć. Stoi w mrocznym pomieszczeniu, w cienkiej koszuli, brudne ściany, kamienna podłoga, dziura w miejscu drzwi. Coś jest nie tak z jej ciałem. Unosi ręce do twarzy, wyglądają w półmroku jak jej i nie jej. Są blizny, ta na lewym kciuku i ta na grzbiecie dłoni, ale ręce są jakieś za duże, niekształtne, obce.

Chwiejnie, jak w koszmarze, dochodzi do wyłamanej futryny i wygląda na korytarz.

I zaczyna krzyczeć.

Table of Contents

PÓŁNOC Topór i skała

Honor górala

Wszyscy jesteśmy Meekhańczykami

Szkarłat na płaszczu

Krew naszych ojców

POŁUDNIE Miecz i żar

Ponieważ kocham cię nad życie

Gdybym miała brata

Pocałunek skorpiona

Zabij moje wspomnienia

1 ... 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)