Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Исторические детективы » KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów

Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:

Podczas przygotowań do koronacji cara Mikołaja II porwany zostaje syn Wielkiego Ksiecia Georgija Aleksandrowicza. Porywacz jako okupu żąda `Orłowa`. Ten bezcenny brylant zdobiący berło jest narodową świętością. Fandorin wie, że zbrodniarz nie zwykł zostawiać swych ofiar przy życiu. Musi więc wygrać wyścig z czasem.
1 ... 90 91 92 93 94 95 96 97 98 ... 104
Перейти на страницу:

- Mam się pojawić w pałacu omotana w tę szmatkę?! - wykrzyknęła z niezadowoleniem mademoiselle. - W żadnym wypadku! Już lepiej wrócić do piwnicy!

Erast Piotrowicz z troską potarł podbródek.

- Rzeczywiście. Nie pomyślałem o tym. Ziukin, czy wy znacie się na damskich sukniach, kapelusikach, pantofelkach i wszystkim tym...?

- Tylko ciut - przyznałem się.

- A ja jeszcze mniej. Ale co poradzić? Damy Emilii możliwość dokonania porannej t-toalety, a sami tymczasem wybierzemy się na Miasnicką do sklepów. Coś na pewno kupimy. Emilio, zawierzycie naszemu gustowi?

Mademoiselle przycisnęła ręce do piersi.

- Wam, moi dhodzy panowie, zawierzę we wszystkim.

* * *

Zatrzymaliśmy się przy Bramie Miasnickiej, przypatrując się niepewnie szyldom sklepów z gotową odzieżą.

- Co o tym myślicie? - Fandorin wskazał na lustrzaną witrynę z napisem: „Ostatnia Moda Paryska”. - Skoro p-paryska, to na pewno dobra?

- Słyszałem, jak jej cesarska wysokość mówiła, że w tym sezonie na wszystko panuje moda londyńska. W dodatku nie powinniśmy zapominać, że mademoiselle Declique nie ma i tego, bez czego porządne damy nie mogą się obejść.

- W j-jakim sensie? - wgapił się we mnie niepojętny Fandorin.

Musiałem się wyrazić bardziej bezpośrednio:

- Bielizna, pończochy, pantalony.

- Tak, tak, oczywiście. Więc tak, Ziukin, widzę, że wy w tych sprawach jesteście ekspertem. Rozkazujcie.

Pierwsze trudności pojawiły się w sklepie obuwniczym. Patrząc na piramidy pudełek, nagle pojąłem, że zupełnie nie mam pojęcia, jakiego rozmiaru potrzebujemy. Ale tutaj przydał się nam talent obserwacyjny Fandorina. Erast Piotrowicz pokazał subiektowi swoją dłoń i polecił:

- Ot, tyle plus półtora cala. Sądzę, że będzie w sam raz.

- A jaki wybieracie, panowie, fasonik? - Sprzedawca zgiął się w ukłonie. - Posiadamy prunelowe pantofelki na obcasiku trzy czwarte, ostatni szyk! Albo może odpowiadają panom atłasowe baretki, lub pantofle z wytłaczanej satyny tureckiej, czy kimryńskie juchtowe półbuciki, albo chaussure z „Alban Picaud”?

Spojrzeliśmy na siebie.

- Podajcie te, które są „ostatnim szykiem” - zadecydował Fandorin i zapłacił dziewiętnaście rubli i pięćdziesiąt kopiejek.

Z liliowym pudełkiem w ręku ruszyliśmy dalej. Widok tego eleganckiego kartonowego opakowania przypomniał mi o innym pudle, którego nie widziałem od wczorajszego wieczoru.

- A gdzie jest szkatułka? - spytałem, nagle zaniepokojony. - W życiu wszystko się zdarza, a nuż włamią się złodzieje. Mało to w Moskwie wszelkich łachudrów?

- Nie d-denerwujcie się, Ziukin. Szkatułkę schowałem t-tak, że cały wydział śledczy jej nie znajdzie - uspokoił mnie.

Suknię i kapelusik kupiliśmy bez większych kłopotów, w sklepie „Beau Brummel - Towary Londyńskie”. Obu nam przypadła do gustu jasnopaliowa sukienka z bareżu chambery, ze złotą nitką i narzutką. Fandorin stracił na nią sto trzydzieści pięć rubli, ale niech skonam, warta była takich pieniędzy. Kapelusik z koronkowego tiulu ze szkockim fanszonem (mój wybór) kosztował dwadzieścia pięć rubli. Erastowi Piotrowiczowi zbędne się wydały bawełniane fiołki na denku, ale moim zdaniem doskonale pasowały do oczu Emilii.

Ciężkie chwile przeżyliśmy w sklepie z damską bielizną. Nie potrafiliśmy sensownie odpowiedzieć na żadne z pytań sprzedawczyni. Fandorin wyglądał na speszonego, a ja byłem gotów zapaść się pod ziemię - szczególnie gdy bezwstydna pannica zaczęła się dopytywać o rozmiar biustu.

Właśnie w tym sklepie podsłuchałem rozmowę, która zupełnie zepsuła mi nastrój, tak że przestałem interesować się zakupami, całkowicie zdając się na Erasta Piotrowicza.

Rozmawiały dwie damy - półgłosem, ale wszystko było doskonale słychać.

- ...a najjaśniejszy pan zapłakał i rzekł: „To znak z góry, że nie powinienem panować. Złożę koronę i pójdę do monasteru, żeby przez resztę swoich dni modlić się za dusze tych, którzy zginęli” - powiedziała jedna, okrągła i ważna, ale, sądząc z wyglądu, z nie najwyższego towarzystwa. - Mój Serż słyszał to na własne uszy, ponieważ wczoraj był przy jego cesarskiej mości dyżurnym kancelistą.

- Co za szlachetność duszy! - zachwyciła się rozmówczyni, dama młodsza i bardziej prosta, patrząca na grubaskę z szacunkiem. - A co Symeon Aleksandrowicz? Czy prawdę powiadają, że to właśnie on namówił cesarza i cesarzową, by mimo wszystko pojechali na ten nieszczęsny bal?

Po cichu podszedłem bliżej, udając, że jestem zajęty oglądaniem jakichś koronkowych pantalonów z falbaneczkami.

- To czysta prawda - zniżyła głos pierwsza. - Serż słyszał, jak jego wysokość powiedział: „Też mi ważna sprawa! Bydło zadeptało się w ogonku po darmochę. Dosyć wygłupów, Niki, bierz się do panowania”.

Wątpliwe, aby okrągłej damie wystarczyło fantazji coś takiego wymyślić. Jakie to podobne do Symeona Aleksandrowicza: powtórzyć słowo w słowo zdanie, które Aleksander Błogosławiony usłyszał niegdyś z ust zabójcy swego koronowanego ojca!

- Ach, Filippo Karłowna, ale po cóż było w taki wieczór jechać na bal do posła francuskiego!

Filippa Karłowna westchnęła żałośnie, nie kryjąc rozgoryczenia.

- Co ja mogę wam odpowiedzieć, Polińko? Jedynie powtórzyć słowa Serża: „Kogo Bóg zechce ukarać - tego pozbawi rozumu”. Wiecie, hrabia Montebello specjalnie na ten bal polecił przywieźć z Francji sto tysięcy róż. Gdyby bal przełożono, róże by zwiędły. Dlatego ich cesarskie mości pojawiły się na raucie, ale na znak żałoby nie tańczyły. A w Moskwie wśród prostego ludu już chodzą plotki, że car ze swoją Niemką tańczyli i radowali się, że tyle prawosławnych dusz zgubili. Koszmar, po prostu koszmar!

Boże - pomyślałem - cóż za niewybaczalna lekkomyślność! Z powodu byle róż zapewnić sobie niechęć całej Rosji! Tragedię na Chodynce można było jeszcze wyjaśnić nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, przygotować pokazowy proces organizatorów festynu - cokolwiek, żeby tylko zachować autorytet najwyższej władzy. A teraz powszechna nienawiść skieruje się nie na moskiewskiego generała-gubernatora, lecz na cara i carycę. I wszyscy będą powtarzać: róże są im droższe niż ludzie.

1 ... 90 91 92 93 94 95 96 97 98 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)