KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
- Автор: Акунин Борис Чхартишвили
- Серия: Przygody Erasta Fandorina #8
- Язык: польский
- Жанр: Исторические детективы
Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:
Leżała z głową odrzuconą do tyłu, oczy miała zamknięte. Zobaczyłem, że jedna ręka Emilii jest przykuta do wbitego w ścianę żelaznego kółka. Twarz biednej mademoiselle była cała w siniakach i plamach zaschniętej krwi. Z okrągłego białego ramienia zsunęła się koszulka i nad obojczykiem ujrzałem ogromny siniak.
- Ziukin, jesteście na dole? - doniósł się z góry głos Fandorina.
Nie odpowiedziałem, zajęty przeszukiwaniem pozostałych kątów piwnicy. Ale nie, jego wysokości tutaj nie było.
- Słyszycie mnie? - spytałem, wracając do mademoiselle i ostrożnie unosząc jej głowę.
Fandorin zeskoczył do piwnicy i stanął za moimi plecami. Mademoiselle uchyliła powieki, zmrużyła je w świetle lampy i uśmiechnęła się.
- Athanas, comment tu es marrant sans les favoris. J’ai te vu dans mes reves. Je reve toujours...* [Atanas, jaki jesteś śmieszny bez bakenbardów. Śniłeś mi się. Ja i teraz śnię... (fr.).]
Była nieprzytomna - to jasne. Inaczej w żadnym przypadku nie zwróciłaby się do mnie przez „ty”. Serce pękało mi z żalu. Ale Fandorin był mniej sentymentalny. Odsunął mnie, poklepał zakładniczkę po policzku.
- Emilie, ou est le prince?* [Emilio, gdzie książę? (fr.).]
- Je ne sais pas...* [Nie wiem... (fr.).] - wyszeptała i jej oczy znowu się zamknęły.
* * *
- Jak to, nie domyśliliście się, kim jest Lind? - Emilia z niedowierzaniem popatrzyła na Fandorina. - A ja byłam pewna, że wy, z waszym intelektem, już dawno to odgadliście. Ach, teraz wydaje mi się, że to nie było takie proste! Zaprawdę wszyscy byliśmy ślepi.
Erast Piotrowicz miał zawstydzoną minę, a i mnie, przyznam, rozwiązanie zagadki wcale nie wydało się oczywiste.
Rozmowę prowadzono po francusku, ponieważ dręczyć mademoiselle Declique gramatyką rosyjską byłoby w tej sytuacji zbytnim okrucieństwem. Już wcześniej zauważyłem, że posługując się innymi językami, Fandorin zupełnie się nie jąka, ale nie miałem czasu zastanawiać się nad tym zadziwiającym fenomenem. Sądzę, że jego ułomność - czytałem, że jąkanie jest ułomnością psychiczną - ma jakiś związek z wysławianiem się po rosyjsku. Czy w tym potykaniu się na dźwiękach mowy ojczystej nie wyraża się skryta nienawiść do Rosji i wszystkiego, co rosyjskie? Wcale by mnie to nie zdziwiło.
Pół godziny wcześniej przyjechaliśmy do naszego wynajętego mieszkania. Fandorin trzymał szkatułkę, a mnie dostał się ciężar znacznie cenniejszy: niosłem na rękach Emilię, owiniętą w almawiwę doktora Linda. Ciało mademoiselle było gładkie i bardzo rozpalone - czułem to nawet przez tkaninę. Najwidoczniej właśnie z tego powodu opanowała mnie gorączka i długo potem nie mogłem złapać tchu, chociaż mademoiselle wcale nie była ciężka.
Zdecydowaliśmy się ulokować drogiego gościa w sypialni. Położyłem biedaczkę na łóżku, pospiesznie przykryłem kołdrą i wytarłem z czoła krople potu. A Fandorin usiadł obok i powiedział:
- Emilio, nie możemy do pani wezwać doktora. Z monsieur Ziukinem znajdujemy się, można powiedzieć, w nielegalnym położeniu. Jeśli pani pozwoli, osobiście obejrzę i opatrzę pani rany i obrażenia, mam trochę praktyki. Nie powinna się pani mnie wstydzić.
A to niby dlaczego? - oburzyłem się w myśli. Co za bezczelność!
Ale mademoiselle nie dopatrzyła się w propozycji Fandorina niczego zdrożnego.
- Teraz ani mi w głowie wstydliwość. - Uśmiechnęła się. - Będę wam bardzo zobowiązana za pomoc. Wszystko mnie boli. Jak widzicie, porywacze obchodzili się ze mną bez galanterii.
- Afanasiju Stiepanowiczu, p-podgrzejcie wodę - nakazał rzeczowo Fandorin po rosyjsku. - A w łazience widziałem spirytus i octan ołowiowy na kompresy.
Też mi znalazł się Pirogow! Niemniej wszystkie polecenia wykonałem, przy okazji wziąłem czyste serwetki, merkurochrom i bandaż, które znalazłem w jednej z szuflad w łazience.
Przed badaniem mademoiselle wstydliwie zerknęła w moją stronę. Odwróciłem się szybko, oblany mocnym rumieńcem.
Usłyszałem szelest lekkiej tkaniny. Fandorin rzekł zmartwiony:
- Boże, cała pani jest poobijana... Czy tu boli?
- Nie, niezbyt.
- A tutaj?
- Tak!
- Wygląda, że pękło żebro. Na razie unieruchomię je bandażem... A tu, pod obojczykiem?
- Kiedy pan naciska, boli.
Nieopodal na ścianie wisiało lustro. Gdybym zrobił dwa niewielkie kroczki w prawo, widziałbym, co się dzieje na łóżku, ale natychmiast zawstydziłem się tej niegodnej myśli i przesunąłem się w lewo.
- Obróćcie się - polecił Erast Piotrowicz. - Sprawdzę pani kręgosłup.
- Tak, i tutaj jeszcze boli, kość ogonowa.
Zgrzytnąłem zębami. To stawało się naprawdę nie do wytrzymania! Szkoda, że nie wyszedłem na korytarz.
- Kopnięto panią - skonstatował Fandorin. - To bardzo bolesne miejsce. Przyłożymy tutaj kompres. I tutaj... To nic, jeszcze kilka dni poboli i przestanie.
Rozległ się plusk wody, mademoiselle kilka razy cicho jęknęła.
- Koniec, Atanas, można się odwhócić - usłyszałem w końcu.
Emilia leżała na plecach, pierś zakryła kołdrą. Na lewej brwi bielał plaster, kącik ust poczerwieniał od merkurochromu, pod rozpiętym kołnierzem koszuli widać było skraj serwetki.
Nie mogłem spojrzeć mademoiselle w oczy i zerknąłem na Fandorina, który z obojętną miną, jak doświadczony lekarz, mył ręce w misce. Na myśl o tym, że te silne, szczupłe palce dopiero co dotykały skóry Emilii, i to jeszcze w takich miejscach, o których bez zawrotu głowy nawet pomyśleć się nie da, przygryzłem wargi.
Najdziwniejsze, że sama mademoiselle wcale nie wyglądała na skrępowaną i patrzyła na Fandorina z wdzięcznym uśmiechem.
- Dziękuję ci, Eraście!
Eraście!
- Dziękuję. Teraz mi znacznie lepiej. - Zaśmiała się cicho. - Nie mam już przed wami żadnych tajemnic. Jako porządny człowiek powinniście się ze mną ożenić.
Po takim ryzykownym żarcie nawet Fandorin poczerwieniał. A o mnie już nie ma co mówić.
Żeby zmienić nieprzyzwoity i męczący charakter rozmowy, sucho spytałem:
- Jednakże, mademoiselle Declique, gdzie jest jego wysokość?