KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
- Автор: Акунин Борис Чхартишвили
- Серия: Przygody Erasta Fandorina #8
- Язык: польский
- Жанр: Исторические детективы
Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:
- O, chłopczyk żyje, jestem pewna! - wykrzyknęła mademoiselle. - W każdym razie wczoraj wieczorem jeszcze żył. Kiedy gospodarz odciągnął ode mnie wściekłego Banville’a, usłyszałam, jak ten wyryczał: „Gdyby nie kamień, posłałbym mu głowy obojga - i chłopaka, i baby!” Myślę, Eraście, że miał na myśli ciebie.
- Dzięki Bogu! - wyrwało mi się.
Spojrzałem na wiszącą w rogu ikonę błogosławionego Mikołaja i przeżegnałem się. Michał Gieorgijewicz żyje, ciągle jest nadzieja!
Ale pozostała jeszcze jedna kwestia, która mnie męczyła. Takich pytań z zasady się nie zadaje, a jeśli już - nie powinno się liczyć na odpowiedź. Jednak odważyłem się:
- Powiedzcie, oni... oni... was gwałcili?
Dla uniknięcia nieporozumień spytałem po francusku. Dzięki Bogu, Emilia nie obraziła się, przeciwnie - smutno się uśmiechnęła.
- Tak, Atanas, oni dokonywali na mnie gwałtów, jak mogliście osądzić po moich siniakach i guzach. Jedyna pociecha, że nie były to takie gwałty, jakie najpewniej mieliście na myśli. Ci panowie, przypuszczam, woleliby popełnić samobójstwo niż wejść w kontakt fizyczny z kobietą.
Bardzo się zawstydziłem tą śmiałą, bezpośrednią odpowiedzią i spuściłem oczy. Jeśli cokolwiek mi się nie podobało w mademoiselle Declique - to właśnie ta niekobieca dosadność języka.
- Zatem podsumujmy - rzekł Fandorin, splatając palce. - Wyrwaliśmy z łap doktora Emilię - to raz. Wiemy teraz, jak wygląda doktor Lind - to dwa. Odzyskaliśmy klejnoty cesarzowej - to trzy. Połowa planu wykonana. Zostały już tylko drobnostki. - Westchnął ciężko i zrozumiałem, że o „drobnostkach” wspomniał w ironicznym kontekście. - Uwolnić chłopczyka. Zlikwidować Linda.
- Tak, tak! - mademoiselle gwałtownie uniosła głowę z poduszki. - Zabić tego podłego gada! - Spojrzała na mnie ze smutkiem i cieniutkim głosem powiedziała: - Atanas, pewnie sobie nie wyobrażacie, jaka jestem głodna...
Ach, tępy, pozbawiony uczuć matole! Fandorin - wiadomo, jego tylko Lind interesuje, ale ja...!
Rzuciłem się do drzwi, jednak Erast Piotrowicz złapał mnie za połę marynarki.
- A wy dokąd, Ziukin?
- Jak to dokąd? Do jadalni. Tam w bufecie jest ser, herbatniki, a w lodowni pasztet i zimne mięso.
- Żadnej z-zimnego mięsa. Szklanka słodkiej herbaty z rumem i kromka czarnego chleba. Więcej na razie nie można.
Miał rację. Po długotrwałym głodzie nie wolno przeciążać żołądka. Ale cukru wsypałem cztery łyżeczki, chleba ukroiłem wielką kromę i dolałem do szklanki dużo whisky z butelki mister Freyby’ego.
Mademoiselle wypiła herbatę, uśmiechając się poranionymi ustami, i jej blade policzki poróżowiały.
Moje serce ściskało się z niewypowiedzianej litości. Gdyby teraz wpadł mi w ręce ten potworny doktor Lind, który kopał bezbronną kobietę, chwyciłbym go rękoma za gardło i żadna siła nie zdołałaby ich rozewrzeć.
- Powinniście się przespać - powiedział Fandorin, wstając. - Rano zdecydujemy, co robić dalej. Afanasiju Stiepanowiczu - przeszedł na rosyjski - czy z-zgodzicie się spać tutaj, na fotelach? Na wypadek gdyby Emilia czegoś potrzebowała?
Jeszcze pytał! Tak chciałem zostać z nią sam na sam. I tylko pomilczeć. A jeśli się uda, to opowiedzieć o uczuciach, które skuły moje serce. Tylko skąd wziąć słowa?
Fandorin wyszedł. Emilia patrzyła na mnie z uśmiechem, a ja, żałosny, niezgrabny baran, ciągle oblizywałem wargi, odchrząkiwałem, zaciskałem i rozprostowywałem palce. W końcu się zdecydowałem.
- Ja... bardzo mi was brakowało, mademoiselle Declique.
- Możecie mówić do mnie „Emilio” - powiedziała cicho.
- Tak, świetnie. To chyba nie będzie nadmierną poufałością, ponieważ po tym, przez co przeszliście... to jest, co my z wami... to jest, co my wszyscy przeszliśmy, mam czelność mieć nadzieję, że wy i ja... - Zaplątałem się i spurpurowiałem. - Że my z wami...
- Tak? - Uprzejmie skinęła głową. - Phoszę, mówcie, mówcie.
- Że my z wami możemy uważać się nie tylko za znajomych z pracy, ale też za przyjaciół.
- Przyjaciół?
Wydało mi się, że w jej głosie dosłyszałem rozczarowanie.
- No nie, ja, rzecz jasna, nie jestem aż taki zadufany w sobie, żeby myśleć o jakiejś specjalnie bliskiej czy ścisłej przyjaźni - poprawiłem się szybko, aby nie pomyślała, że wykorzystując sytuację, narzucam się jej ze swoimi uczuciami. - Po prostu będziemy dobrymi znajomymi. Bardzo bym się z tego cieszył... o...
Więcej nic nie powiedziałem, ponieważ, moim zdaniem, nasze stosunki i tak znacznie się zacieśniły: oficjalnie zwracaliśmy się do siebie po imieniu, a oprócz tego zaoferowałem jej przyjaźń i moja propozycja została przyjęta raczej przychylnie.
Jednak Emilia patrzyła tak, jakby oczekiwała czegoś więcej.
- Widzicie więc we mnie przyjaciela, znajomego? - spytała po bardzo długiej przerwie, jakby uściślając.
- Tak, serdecznego przyjaciela - ośmieliłem się potwierdzić.
Wtedy mademoiselle westchnęła, zamknęła oczy i cicho powiedziała:
- Wybaczcie, Atanas. Jestem bardzo zmęczona. Chcę spać.
Nie zauważyłem, kiedy zasnęła. Jej pierś podnosiła się i opuszczała równomiernie, lekko drżały długie rzęsy, a od czasu do czasu po twarzy przebiegał nikły cień - jak chmurka odbita w lustrze lazurowych wód.
Przez całą noc to pogrążałem się w ciężkim śnie, to się budziłem. Wystarczyło, żeby Emilia drgnęła albo westchnęła głośniej, od razu otwierałem oczy - może trzeba przynieść wody, owinąć kołdrą, poprawić poduszkę... Te częste przebudzenia wcale mnie nie męczyły, przeciwnie - były przyjemne, rzekłbym nawet: upojne. Od dawna, bardzo dawna, nie czułem takiego spokoju.
19 maja
Śniadanie podałem już jak należy: na porcelanie, ze srebrami, na nakrochmalonym obrusie. Bez pomocy kucharza, rzecz jasna, niewiele mogłem zdziałać, mimo to usmażyłem omlet, przygotowałem sery i wędliny.
Emilia wyglądała dziś znacznie lepiej i jadła z wielkim apetytem. Oczy jej błyszczały, głos był dźwięczny i wesoły. Kobiety potrafią nadzwyczaj szybko wyleczyć się z najcięższych nawet niedomagań, jeśli warunki życia nagle zmienią się na lepsze - wielokrotnie byłem świadkiem takich radykalnych uzdrowień. Prawdą jest też to, że najlepiej na przedstawicielki słabszej płci działa obecność mężczyzn, którzy skupiają na nich całą uwagę, a my obchodziliśmy się z mademoiselle jak z prawdziwą królową.