Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Исторические детективы » KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów

Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:

Podczas przygotowań do koronacji cara Mikołaja II porwany zostaje syn Wielkiego Ksiecia Georgija Aleksandrowicza. Porywacz jako okupu żąda `Orłowa`. Ten bezcenny brylant zdobiący berło jest narodową świętością. Fandorin wie, że zbrodniarz nie zwykł zostawiać swych ofiar przy życiu. Musi więc wygrać wyścig z czasem.
1 ... 94 95 96 97 98 99 100 101 102 ... 104
Перейти на страницу:

Zdenerwowany odłożyłem gazety i zacząłem wyglądać przez okno - to na pierwszy rzut oka bezużyteczne zajęcie doskonale uspokaja strwożone nerwy, zwłaszcza w jasny, majowy wieczór, gdy cienie są miękkie i złociste, drzewa cieszą oko świeżym listowiem, a niebo jest spokojne i beztroskie.

Dosyć długo siedziałem tak, bezmyślnie obserwując ulicę. A kiedy zmierzch rozmył kontury domów i zapaliły się latarnie, zadzwonił telefon.

- Słuchajcie uważnie i nie p-przerywajcie - usłyszałem glos Fandorina. - Znacie Worobjowe Góry?

- Tak, to całkiem niedaleko od...

- Jest tam p-park widokowy. Oglądaliśmy go z łódki. Pamiętacie wiszący most na linach nad wąwozem? Powiedziałem wtedy, że widziałem prawie identyczny w Himalajach.

- Tak, pamiętam. Ale po co mi to wszystko...

- Bądźcie tam jutro rano. O szóstej. Przynieście kamień i szkatułkę.

- Po co? Co się sta...

- A, i jeszcze jedno - impertynencko wszedł mi w słowo. - Nie zdziwcie się, będę przebrany za mnicha. Najprawdopodobniej się spóźnię, ale wy, Ziukin, przyjdźcie punktualnie. Wszystko zrozumieliście?

- Tak, to jest nie, zupełnie nic nie rozum...

Rozległ się sygnał przerwanego połączenia.

Ze złością rzuciłem słuchawkę. Jak on śmie tak mnie traktować? Nic nie wyjaśnił, o niczym nie opowiedział! Jak przebiegło jego spotkanie z Somowem? Gdzie on sam teraz jest? Dlaczego tutaj nie wraca? I najważniejsze: dlaczego muszę zawieźć skarby Korony w takie dziwne miejsce?

Nagle przypomniałem sobie dziwną minę, z którą przyglądał mi się podczas rozstania. Co on chciał wtedy powiedzieć i dlaczego się nie zdecydował?

„Teraz nasze drogi się rozchodzą”. A jeśli rozeszły się także w metaforycznym sensie? Boże, nawet nie mam się kogo poradzić!

Siedziałem, patrzyłem na niemy aparat telefoniczny i myślałem intensywnie.

Karnowicz? Wykluczone.

Łasowski? Jego już pewnie zdjęli ze stanowiska, a jeśli nawet nie...

Endlung? Rzecz jasna, świetny kompan, ale w tak skomplikowanej sprawie korzyści z niego nie będzie.

Emilia! Oto kto mógł mi pomóc.

Trzeba zatelefonować do Ermitażu i zmienionym głosem, najlepiej kobiecym, poprosić mademoiselle Declique...

W tej samej chwili aparat nagle się obudził i przeraźliwie zadzwonił.

No, dzięki Bogu! Widać Fandorin jednak nie jest takim gburem, jak sądziłem. Po prostu nas rozłączyli.

Specjalnie zacząłem mówić pierwszy, żeby nie dać się zaskoczyć jakimś nowym wymysłem.

- Zanim spełnię to, czego żądacie, zechcijcie mi wyjaśnić, co z Somowem. I po co się przebierać akurat za mnicha? Czyż nie ma innego kostiumu? To bluźnierstwo!

- Mon dieu, Atanas, co takiego mówicie? - usłyszałem głos mademoiselle i zatkało mnie, ale tylko na moment.

To było wspaniałe, że sama do mnie zadzwoniła!

- Do kogo się zwracaliście? - spytała, przechodząc na francuski.

- Do Fandorina - wymamrotałem.

- Jaki mnich? I co ma z tym wspólnego Somow? Właśnie dzwonię z jego... to jest waszego byłego pokoju. Somow przepadł, nikt nie wie, gdzie jest. Ale to głupstwo. Carr został zabity!

- Tak, już wiem.

- Wiecie? Skąd? - W jej głosie słychać było zdziwienie. - Są tutaj wszyscy wielcy książęta i pułkownik Karnowicz. Od kilku godzin przesłuchuje Freyby’ego. Biedny pułkownik zupełnie stracił głowę. Prawie nie zauważył mojego powrotu; powiedział tylko: „Potem opowiecie, teraz to nieważne”. Opowiadam mu o lordzie Banville’u, a on nie wierzy! Mówi, że od tych przeżyć mam rozstrojone nerwy, rozumiecie? Uznał, że to Freyby jest doktorem Lindem! Chcę zasięgnąć waszej rady. Może powinnam jeszcze raz spróbować? Wyjaśnić Karnowiczowi, że Freyby to tylko nieistotny pionek? Albo może mu opowiedzieć, że odnaleźliście skradzione skarby cesarzowej? Wtedy ci wszyscy panowie od razu się uspokoją i zaczną mnie słuchać. Co mam robić?

- Ach, Emilio, ja sam potrzebuję porady - przyznałem się. - Bóg z mister Freybym. On pewnie niczemu nie jest winien, ale Karnowicz niech go przesłuchuje - przynajmniej będzie zajęty. Nie trzeba mówić o klejnotach. Mam inny pomysł...

Zamilkłem, ponieważ ten pomysł właśnie przyszedł mi do głowy i jeszcze nie zdążył się wyklarować. Wziąłem ze stolika książkę telefoniczną i otworzyłem na literze „P”. Czy jest tam park Worobjowski?

Przerzucałem strony i powiedziałem to, czego nie zdecydowałbym się powiedzieć, gdyby Emilia stała teraz przede mną.

- Tak się cieszę, że usłyszałem wasz głos. Właśnie czułem się całkowicie osamotniony i zagubiony, a teraz mi znacznie lżej. Mam nadzieję, że nie jestem zbyt natrętny?

- Boże, Atanas, czasami ze swoją ceremonialnością bywacie po prostu nieznośny! - wykrzyknęła. - Czy nigdy nie powiecie mi tych słów, na które czekam? Prosto i jasno, bez uników.

Od razu domyśliłem się, jakie słowa ma na myśli, i zaschło mi w gardle.

- W pełni was rozumiem - wymamrotałem, zszokowany jej śmiałością. - I tak już chyba powiedziałem znacznie więcej, niż to jest dopuszczalne, biorąc pod uwagę...

- Znowu się zaplątaliście! - przerwała mi mademoiselle. - Dobrze, do diabła z wami. Wytrząsnę z was wyznanie, gdy się spotkamy. A na razie zdradźcie swój pomysł. Tylko szybko. Tutaj w każdej chwili mogą wejść.

Opowiedziałem jej o dziwacznym żądaniu Fandorina. Emilia słuchała, milcząc.

- Zamierzam postąpić inaczej - powiedziałem. - Spotkajmy się. Przekażę wam szkatułkę i „Orłowa”. O świcie pojadę w wyznaczone miejsce i zażądam od Fandorina wyjaśnień. Jeśli jego odpowiedzi mnie usatysfakcjonują i uznam, że kamień jest rzeczywiście konieczny dla sprawy, zadzwonię do was z dyrekcji parku Worobjowskiego, mają tam telefon - właśnie to sprawdziłem. Bądźcie gotowa. Z Ermitażu do Worobjowych Gór jest tylko kwadrans jazdy fiakrem. Zbyt wiele czasu przez tę ostrożność Fandorin nie straci.

Słyszałem w głośniku jej oddech i ta cicha muzyka rozgrzewała mi serce.

- Nie - powiedziała Emilia po długiej chwili milczenia. - Wasz pomysł, Atanas, zupełnie mi się nie podoba. Po pierwsze, nie jestem pewna, że uda się opuścić Ermitaż niepostrzeżenie. A po drugie, boję się, że popsujemy szyki Erastowi. Ja mu wierzę. I wy także powinniście. To naprawdę szlachetny człowiek. Mało tego, podobnych mu, nigdy w życiu nie spotkałam. Jeśli chcecie, żeby malutki książę został uratowany, jedźcie na spotkanie z Erastem i wypełnijcie wszystkie jego polecenia.

1 ... 94 95 96 97 98 99 100 101 102 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)