Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Исторические детективы » KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów

Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:

Podczas przygotowań do koronacji cara Mikołaja II porwany zostaje syn Wielkiego Ksiecia Georgija Aleksandrowicza. Porywacz jako okupu żąda `Orłowa`. Ten bezcenny brylant zdobiący berło jest narodową świętością. Fandorin wie, że zbrodniarz nie zwykł zostawiać swych ofiar przy życiu. Musi więc wygrać wyścig z czasem.
1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 104
Перейти на страницу:

Szliśmy z powrotem ulicą, niosąc wielką ilość pudełek i pakunków. Nie wiem, o czym rozmyślał Fandorin, który nie słyszał rozmowy dwóch klientek, ale minę miał skupioną - najpewniej planował kolejne działania. Zmusiłem się, by także zająć myśli innym problemem: jak odnaleźć zbiegłego lorda Banville’a i - razem z nim - Michała Gieorgijewicza?

I nagle stanąłem jak wryty.

- A Freyby?! - krzyknąłem.

- Co Freyby?

- Zupełnie o nim zapomnieliśmy, a on też jest człowiekiem Linda, to oczywiste! I doktor pozostawił go w Ermitażu nie bez powodu - tylko po to, aby mieć swoją wtyczkę. No, rzecz jasna! - jęknąłem, przeżywając tę spóźnioną iluminację. - Freyby od samego początku zachowywał się dziwacznie. Już pierwszego dnia powiedział, że w domu na pewno jest szpieg. Celowo rzucił to podejrzenie, aby nie padło na niego! I w dodatku zupełnie zapomniałem wam o tym powiedzieć. Kiedy z lejtnantem Endlungiem wyruszałem śledzić Banville’a i Carra, Freyby rzekł do mnie: „Wy patrzeć lepiej dziś”. To już wtedy mną wstrząsnęło - jakby wiedział, w jakiej sprawie wychodzę!

- „Wy patrzeć lepiej dziś”? Tak powiedział? - zdziwił się Fandorin.

- Tak, korzystając ze swojego słownika.

Trzeba było przerwać rozmowę, ponieważ zbliżaliśmy się już do domu.

Mademoiselle powitała nas ciągle w tej samej narzucie, jednak już uczesana, umalowana i pachnąca.

- O, podahki! - wykrzyknęła, z zachwytem patrząc na nasz ładunek. - Ach, szybciej, szybciej!

I już w przedpokoju zaczęła rozwiązywać taśmy i tasiemki.

Staliśmy z Fandorinem z boku, mocno podenerwowani.

- Mon Dieu, qu’est-ce que c’est? - wymamrotała Emilia, wyciągając z różowej bibułki wybrane przez Erasta Piotrowicza pantalony. - Quelle horreur! Pour qui me prenez vous?!* [Boże, co to jest? Co za okropność! Za kogo mnie uważacie?! (fr.).]

Trudno było patrzeć na Fandorina bez współczucia. Zupełnie zszarzał, kiedy mademoiselle oznajmiła, że różowy gorset z fioletowym sznurowaniem jest kompletnie wulgarny, takie noszą tylko kokoty, a rozmiar przewyższa jej skromne proporcje przynajmniej trzykrotnie.

Byłem oburzony. Temu człowiekowi nie można niczego powierzyć! Wystarczyło, żebym na minutę się zdekoncentrował, a on wszystko zepsuł. Z jego zakupów przychylność zyskały tylko jedwabne pończoszki.

Ale i mnie czekał cios. Wyciągając z pudełka prześliczny kapelusik z fiołkami, który tak mi się podobał, mademoiselle najpierw uniosła ze zdziwieniem brwi, a potem parsknęła śmiechem. Podbiegła do zwierciadła, pokręciła głową na wszystkie strony.

- Un vrai epouvanteill* [* Prawdziwa mumia! (fr.).] - zabrzmiał bezlitosny werdykt.

Wspaniała sukienka z bareżu chambery i prunelowe buciki, „ostatni paryski szyk”, otrzymały nie mniej surową ocenę.

- Widzę, panowie, że w najważniejszych sprawach nie można wam zaufać - podsumowała z westchnieniem Emilia. - No cóż, byle tylko dojechać do Ermitażu, tam się przebiorę.

Zanim wsadziliśmy mademoiselle do dorożki, Erast Piotrowicz przekazał jej ostatnie wytyczne:

- Opowiedzcie, że ja i Ziukin uwolniliśmy was i dalej szukamy Linda. Naszego adresu nie wydajcie. O tym, że „Orłow” i pozostałe klejnoty są u nas, nic nie wiecie. Odpoczywajcie, nabierajcie sił. I jeszcze jedno. - Zaczął mówić szeptem, chociaż dorożkarz i tak nic po francusku nie mógł zrozumieć. - Wszystko wskazuje na to, że Freyby jest człowiekiem Linda. Przyglądajcie się mu i zachowujcie szczególną ostrożność. Ale Karnowiczowi o tym ani słowa, bo pułkownik z pośpiechu może wszystko zepsuć. O Banville’u powiedzcie mu obowiązkowo - niech policja przyłączy się do poszukiwań, to ograniczy Lindowi swobodę ruchów. To już wszystko, do zobaczenia. Jeśli będzie cokolwiek pilnego, telefonujcie. Numer znacie...

I uścisnął jej rękę. Ach, rękawiczki - przypomniałem sobie. Zupełnie zapomnieliśmy kupić jej rękawiczki!

- Do zobaczenia, moi przyjaciele. - Emilia zamrugała długimi rzęsami, przenosząc wzrok z Fandorina na mnie. - Jestem waszą dłużniczką na wieki. Wyzwoliliście mnie z tej koszmarnej piwnicy, gdzie dusiłam się od smrodu zgniłych ziemniaków. - Jej szare oczy błysnęły żartobliwie. - To było bardzo romantyczne, zupełnie jak w powieści rycerskiej. Co prawda, nigdy nie słyszałam, żeby rycerze, uwalniając piękność z zaczarowanego zamku, posługiwali się łomem stróża.

Pomachała nam ręką na pożegnanie i kolaska ruszyła w kierunku Bramy Miasnickiej.

* * *

Długo patrzyliśmy w ślad za nią - dopóki fiakier nie zniknął za zakrętem. Spojrzałem z ukosa na Fandorina. Minę miał zamyśloną i wydawał się jakby trochę roztargniony. Wcale mi się to nie spodobało. Czy czasem ten lowelas nie poczuł do Emilii czegoś szczególnego?

- Co dalej? - spytałem z zamierzoną oschłością.

Twarz Fandorina nagle stała się ponura i zdecydowana, ale nie odpowiedział mi od razu, tylko dopiero po długiej, znaczącej pauzie.

- A więc, Ziukin, kobiety i tabor są w bezpiecznym miejscu. Znowu jesteśmy na w-wojennej ścieżce. Doktor Lind przechadza się na wolności, a to oznacza, że jeszcze nie wykonaliśmy swego zadania.

- Najważniejsze jest ratowanie jego wysokości - przypomniałem. - Mam nadzeieję, że chęć zemsty nie skłoni was do poświęcenia życia Michała Gieorgijewicza.

Zawstydził się - to było widać. Zatem moja uwaga była jak najbardziej na miejscu.

- Tak, oczywiście. W każdym razie najpierw musimy się d-dobrać do naszego doktora. Jak to zrobić?

- Przez Freyby’ego - wzruszyłem ramionami. - Z pewnością butler ma jakiś kontakt z Lindem.

- Ciągle myślę o tym Freybym. - Erast Piotrowicz wszedł po schodkach i otworzył drzwi. - Coś mi tu nie pasuje. Jeśli on jest rzeczywiście człowiekiem Linda, to po co przestrzegałby was przed szpiegiem? I po co mówił, żebyście przypatrywali się jego panu? Coś jest nie tak. Czy nie moglibyście sobie przypomnieć, jakie dokładnie słowa wypowiedział?

- Bardzo dobrze pamiętam. „Wy patrzeć lepiej dziś”. Wyszukał kolejne wyrazy w słowniku.

- Hmm. A jak to było po angielsku? You... watch out today?

1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)