KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
- Автор: Акунин Борис Чхартишвили
- Серия: Przygody Erasta Fandorina #8
- Язык: польский
- Жанр: Исторические детективы
Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:
Szliśmy z powrotem ulicą, niosąc wielką ilość pudełek i pakunków. Nie wiem, o czym rozmyślał Fandorin, który nie słyszał rozmowy dwóch klientek, ale minę miał skupioną - najpewniej planował kolejne działania. Zmusiłem się, by także zająć myśli innym problemem: jak odnaleźć zbiegłego lorda Banville’a i - razem z nim - Michała Gieorgijewicza?
I nagle stanąłem jak wryty.
- A Freyby?! - krzyknąłem.
- Co Freyby?
- Zupełnie o nim zapomnieliśmy, a on też jest człowiekiem Linda, to oczywiste! I doktor pozostawił go w Ermitażu nie bez powodu - tylko po to, aby mieć swoją wtyczkę. No, rzecz jasna! - jęknąłem, przeżywając tę spóźnioną iluminację. - Freyby od samego początku zachowywał się dziwacznie. Już pierwszego dnia powiedział, że w domu na pewno jest szpieg. Celowo rzucił to podejrzenie, aby nie padło na niego! I w dodatku zupełnie zapomniałem wam o tym powiedzieć. Kiedy z lejtnantem Endlungiem wyruszałem śledzić Banville’a i Carra, Freyby rzekł do mnie: „Wy patrzeć lepiej dziś”. To już wtedy mną wstrząsnęło - jakby wiedział, w jakiej sprawie wychodzę!
- „Wy patrzeć lepiej dziś”? Tak powiedział? - zdziwił się Fandorin.
- Tak, korzystając ze swojego słownika.
Trzeba było przerwać rozmowę, ponieważ zbliżaliśmy się już do domu.
Mademoiselle powitała nas ciągle w tej samej narzucie, jednak już uczesana, umalowana i pachnąca.
- O, podahki! - wykrzyknęła, z zachwytem patrząc na nasz ładunek. - Ach, szybciej, szybciej!
I już w przedpokoju zaczęła rozwiązywać taśmy i tasiemki.
Staliśmy z Fandorinem z boku, mocno podenerwowani.
- Mon Dieu, qu’est-ce que c’est? - wymamrotała Emilia, wyciągając z różowej bibułki wybrane przez Erasta Piotrowicza pantalony. - Quelle horreur! Pour qui me prenez vous?!* [Boże, co to jest? Co za okropność! Za kogo mnie uważacie?! (fr.).]
Trudno było patrzeć na Fandorina bez współczucia. Zupełnie zszarzał, kiedy mademoiselle oznajmiła, że różowy gorset z fioletowym sznurowaniem jest kompletnie wulgarny, takie noszą tylko kokoty, a rozmiar przewyższa jej skromne proporcje przynajmniej trzykrotnie.
Byłem oburzony. Temu człowiekowi nie można niczego powierzyć! Wystarczyło, żebym na minutę się zdekoncentrował, a on wszystko zepsuł. Z jego zakupów przychylność zyskały tylko jedwabne pończoszki.
Ale i mnie czekał cios. Wyciągając z pudełka prześliczny kapelusik z fiołkami, który tak mi się podobał, mademoiselle najpierw uniosła ze zdziwieniem brwi, a potem parsknęła śmiechem. Podbiegła do zwierciadła, pokręciła głową na wszystkie strony.
- Un vrai epouvanteill* [* Prawdziwa mumia! (fr.).] - zabrzmiał bezlitosny werdykt.
Wspaniała sukienka z bareżu chambery i prunelowe buciki, „ostatni paryski szyk”, otrzymały nie mniej surową ocenę.
- Widzę, panowie, że w najważniejszych sprawach nie można wam zaufać - podsumowała z westchnieniem Emilia. - No cóż, byle tylko dojechać do Ermitażu, tam się przebiorę.
Zanim wsadziliśmy mademoiselle do dorożki, Erast Piotrowicz przekazał jej ostatnie wytyczne:
- Opowiedzcie, że ja i Ziukin uwolniliśmy was i dalej szukamy Linda. Naszego adresu nie wydajcie. O tym, że „Orłow” i pozostałe klejnoty są u nas, nic nie wiecie. Odpoczywajcie, nabierajcie sił. I jeszcze jedno. - Zaczął mówić szeptem, chociaż dorożkarz i tak nic po francusku nie mógł zrozumieć. - Wszystko wskazuje na to, że Freyby jest człowiekiem Linda. Przyglądajcie się mu i zachowujcie szczególną ostrożność. Ale Karnowiczowi o tym ani słowa, bo pułkownik z pośpiechu może wszystko zepsuć. O Banville’u powiedzcie mu obowiązkowo - niech policja przyłączy się do poszukiwań, to ograniczy Lindowi swobodę ruchów. To już wszystko, do zobaczenia. Jeśli będzie cokolwiek pilnego, telefonujcie. Numer znacie...
I uścisnął jej rękę. Ach, rękawiczki - przypomniałem sobie. Zupełnie zapomnieliśmy kupić jej rękawiczki!
- Do zobaczenia, moi przyjaciele. - Emilia zamrugała długimi rzęsami, przenosząc wzrok z Fandorina na mnie. - Jestem waszą dłużniczką na wieki. Wyzwoliliście mnie z tej koszmarnej piwnicy, gdzie dusiłam się od smrodu zgniłych ziemniaków. - Jej szare oczy błysnęły żartobliwie. - To było bardzo romantyczne, zupełnie jak w powieści rycerskiej. Co prawda, nigdy nie słyszałam, żeby rycerze, uwalniając piękność z zaczarowanego zamku, posługiwali się łomem stróża.
Pomachała nam ręką na pożegnanie i kolaska ruszyła w kierunku Bramy Miasnickiej.
* * *
Długo patrzyliśmy w ślad za nią - dopóki fiakier nie zniknął za zakrętem. Spojrzałem z ukosa na Fandorina. Minę miał zamyśloną i wydawał się jakby trochę roztargniony. Wcale mi się to nie spodobało. Czy czasem ten lowelas nie poczuł do Emilii czegoś szczególnego?
- Co dalej? - spytałem z zamierzoną oschłością.
Twarz Fandorina nagle stała się ponura i zdecydowana, ale nie odpowiedział mi od razu, tylko dopiero po długiej, znaczącej pauzie.
- A więc, Ziukin, kobiety i tabor są w bezpiecznym miejscu. Znowu jesteśmy na w-wojennej ścieżce. Doktor Lind przechadza się na wolności, a to oznacza, że jeszcze nie wykonaliśmy swego zadania.
- Najważniejsze jest ratowanie jego wysokości - przypomniałem. - Mam nadzeieję, że chęć zemsty nie skłoni was do poświęcenia życia Michała Gieorgijewicza.
Zawstydził się - to było widać. Zatem moja uwaga była jak najbardziej na miejscu.
- Tak, oczywiście. W każdym razie najpierw musimy się d-dobrać do naszego doktora. Jak to zrobić?
- Przez Freyby’ego - wzruszyłem ramionami. - Z pewnością butler ma jakiś kontakt z Lindem.
- Ciągle myślę o tym Freybym. - Erast Piotrowicz wszedł po schodkach i otworzył drzwi. - Coś mi tu nie pasuje. Jeśli on jest rzeczywiście człowiekiem Linda, to po co przestrzegałby was przed szpiegiem? I po co mówił, żebyście przypatrywali się jego panu? Coś jest nie tak. Czy nie moglibyście sobie przypomnieć, jakie dokładnie słowa wypowiedział?
- Bardzo dobrze pamiętam. „Wy patrzeć lepiej dziś”. Wyszukał kolejne wyrazy w słowniku.
- Hmm. A jak to było po angielsku? You... watch out today?