Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #1
- Год: 2010
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788361187080
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:
Jakieś pół roku po wyjeździe Yatecha, gdy plotki zaczęły już zatruwać umysły, Vegrela poprosiła ją o rozmowę. Najważniejsza kobieta w rodzinie zaproponowała, że wyślą Deanę do sąsiedniej afraagry, do dalszych krewnych. Och, jakże się wtedy wściekła. Duma kipiała w niej wtedy jak wrzątek w garnku i to właśnie przez dumę odrzuciła tę płynącą ze szczerego serca propozycję. To był jej dom i nie wyrzuci jej stąd żadna przybłęda, która wkradła się w łaski pierwszego w rodzie h’Lenns. Nadal pamiętała smutny uśmiech ciotki. Starsza kobieta wiedziała, jak silnie jad plotek potrafi zatruwać serca i umysły.
Po kilku miesiącach poproszono ją, aby zechciała objąć obowiązki Pieśniarki Pamięci. W każdym rodzie było kilka takich osób, zajmujących się zapamiętywaniem, spisywaniem i przekazywaniem dalej historii rodziny i plemienia. Miała nauczać dzieci o przeszłości, tak by umiały wyciągnąć z niej naukę na przyszłość. W tym czasie wrzątek jej dumy już ostygł i bez szemrania przyjęła obowiązki, które przypadały zazwyczaj w udziale starym wdowom lub wojownikom okaleczonym w walce. Odtąd spędzała dni na doskonaleniu sztuki władania szablami i na zgłębianiu historii plemion Issaram.
I starała się nie rzucać w oczy.
Weszła do swojej sypialni i usiadła na łóżku. Przez ostatnie dwie godziny wydarzyło się w jej życiu więcej niż przez poprzednie dwa lata. Zastanawiała się przez chwilę, czy gdyby nie powrót brata, zdecydowałaby się kiedykolwiek stawić czoło tej kobiecie. Pewnie nie, jej duma i gniew osiągnęły już temperaturę pokojową. Spojrzała na wiszące na ścianie szable w białych pochwach. Z drugiej strony, być może w zimnej wściekłości, z jaką doskonaliła się w sztuce władania talherami, było coś więcej niż tylko rozpaczliwa potrzeba podniesienia własnej wartości. Zacisnęła usta w wąską kreskę. Na krew Neys! Jej matka poświęciła oczy, aby być u boku ukochanego mężczyzny. Córka Entoel-lea-Akos nie może spędzić reszty życia, chowając się pod najbliższy kamień na odgłos kroków Lengany h’Lenns.
Uśmiechnęła się do tej myśli. Cokolwiek się stało na północy, dobrze, że Yatech wrócił do domu.
—— • ——
Te słowa ubodły go bardziej, niż chciał przyznać. Sugestia, że Yatech mógł traktować romans z Isanell tak samo, jak wszystkie inne przygody, że dziewczyna wywodząca się z najlepszej krwi Południa była dla tego dzikusa zabawką, sposobem na rozładowanie napięcia w lędźwiach, że zajmował się nią tylko dlatego, bo była pod ręką, uderzyła w jego najczulszy punkt. Zacisnął dłonie, aż pobielały mu kłykcie, i obnażył zęby w niemym grymasie.
– Widzisz – szept kobiety mroził do szpiku kości, jak strumień lodowatej wody wpadającej za kołnierz – mamy jednak coś wspólnego. Duma z rodu i krwi jest tym, co nas łączy, mimo że wszystko inne dzieli. Nie rozumiesz Issaram, nie możesz pojąć, kim staliśmy się przez te wszystkie stulecia. My patrzymy na to, co nas otacza, jak na coś tymczasowego, jak na widok z okna powozu. To się nie liczy, powstające imperia i królestwa, dynastie, fortuny – to wszystko pył. W historii świata nie było jeszcze królestwa, które przetrwałoby niezmienione przez tysiąc lat, a swój szczyt przeżywałoby dłużej niż przez trzy, cztery pokolenia. Potem zawsze okazuje się, że giganci rodzą karłów, a kraj upada. My trwamy, bo musimy. Bo bramy Domu Snu są dla nas zamknięte. Gdy umrę, moja dusza nie trafi na ręce Matki, która oceni jej wagę i czystość. Wierzymy... nie, wiemy, że mamy tylko jedną duszę, jedną wspólną duszę dla całego plemienia. Taka jest nasza kara. Gdy bogowie, ci, którzy przeżyli starcie, zebrali się, aby osądzić nasz lud, wyznaczyli nam taką pokutę. Po śmierci nie odchodzimy do Domu Snu, nie zaznajemy spokoju, tylko wracamy do jednej wspólnej duszy plemienia. Każde dziecko w chwili nadania imienia otrzymuje kawałek tej duszy, i w nim zostanie zapisane całe jego życie. Po śmierci ten fragment wraca do wspólnoty, gdzie będzie oczekiwał na odkupienie. Jeśli go stracę, jeśli ktoś ujrzy moją twarz, osłabię plemię, osłabię duszę. Jeśli dusza zginie, znikniemy na zawsze. Więc nie ma dla nas innej drogi.
Milczał.
– Ten wojownik, kimkolwiek był, mógł zabrać twoją córkę w góry, do swojego rodu. Mógł ją poślubić. Jeśli kochała, pewnie przyjęłaby związane z tym warunki... tak jak moja matka. Te warunki... Nieważne, Meekhańczyku. Gdyby je przyjęła, przez pierwszy rok może miłość by wystarczyła. Potem już nie...
– Tego nie wiesz.
– Nie wiem – zgodziła się bez oporu. – Ale widziałam raz, jak moja matka przeklina imię ojca, płacząc przy tym z miłości i tęsknoty. Nigdy tego nie zapomnę.
Poczuł nagłe znużenie. Co właściwie próbował zrobić? Wymusić na tej kobiecie to, czego nie udało mu się uzyskać od starszyzny plemienia? Uzyskać przyznanie się do winy, błaganie o przebaczenie czy choćby zapewnienie, że Issarowie poczuwają się do odpowiedzialności za mord na Isanell? Tracił tylko czas.
– Ta rozmowa do niczego nie doprowadzi, nieznajoma.
– Jestem Deana d’Kllean – powiedziała po prostu. – Moją matką była Entoel-lea-Akos, meekhańska szlachcianka z Dolnego Rent. Któregoś dnia spotkała wojownika z gór, który przybył na równiny, aby odpłacić wam za przelaną krew. Mimo to pokochała go i poślubiła, poświęciła światło w swych źrenicach, by móc dzielić z nim los. Udało im się przez kilka lat. Potem on zginął. Zgodnie z wolą Harudiego jestem Issaram, urodziłam się w górach, wniosłam świeżą krew do plemienia. Ale są inne prawa, starsze, które czasami zaślepiają nawet nas. Gniew, nienawiść, obsesja na punkcie wielkości rodu i ważności jego przodków. Gdy dziewczyna z gór wychodzi za mąż, tradycja nakazuje jej stanąć przed zgromadzeniem matron i wyrecytować całą żeńską linię swojego rodu. W niektórych przypadkach jest to ponad trzysta pokoleń kobiet, od czasów, kiedy bogowie po raz pierwszy objawili się ludziom. Czasem trwa to pół dnia. Ja swoją linię mogę podać na jednym oddechu, bo moja matka nie potrafiła sięgnąć pamięcią dalej niż dziesięć pokoleń wstecz. To nie powinno mieć znaczenia, nie w świetle praw Harudiego, ale mimo wszystko ma. Rozumiesz?
Czy rozumiał? Być może aż za dobrze.
– Czy twój brat też był uważany za kogoś gorszego? Za kogoś półkrwi?
Pokręciła głową.
– Chłopcy... Mężczyźni recytują męską linię. Poza tym ciągle nie słuchasz i nie rozumiesz. Chodzi o to, że jeśli patrzeć na głupią dumę i arogancję, to tak bardzo się nie różnimy. Tylko że na tym nie można zbudować pomostu między naszymi ludami. Wy uważacie Issarów za bandę wojowniczych barbarzyńców, my was za kolejny lud, który zapomniał, co tak naprawdę jest ważne, ślepy na prawdę o świecie, dryfujący niczym łódka z kory na falach oceanu. Wojny Bogów, skłócony panteon, Niechciani, prawda o Mocy, aspektowanej i innej, to dla was tylko bajki i legendy dla dzieci. Budując swoje Imperium, przydepnęliście gardło wszystkim religiom na tyle skutecznie, że większość ludzi mieszkających w Meekhanie uważa bogów za byty odległe i obojętne, a co więcej, jest z tego zadowolona. Magia, Moc, aspektowana, dzika lub chaotyczna, jest dla waszych uczonych i magów bezrozumną siłą, obecną we wszechświecie na tej samej zasadzie, co przypływy oceanu i huragany, i burze. My... – Kobieta starała się znaleźć odpowiednie słowa. – My żyjemy na innej płaszczyźnie, inaczej patrzymy na świat, bogowie i demony są obecni w naszym życiu od narodzin do śmierci, czujemy ich obecność, ich oddech na karku. Wy postawiliście świątynie, w których zamknęliście panteon, i uważacie, że reszta świata należy do was. Dla mnie życie i śmierć to jedno, dla ciebie to dwie różne sprawy. Różnimy się tak jak ogień i woda. I dlatego nawet miłość nie może być dla nas łącznikiem. Miłość pozwala na chwilę zapomnieć, kim jesteśmy, ale to chciwe i egoistyczne uczucie. Zawsze zażąda od ciebie zapłaty, deklaracji, potwierdzenia...