Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 86 87 88 89 90 91 92 93 94 ... 123
Перейти на страницу:

Już otwierał usta, ale nie pozwoliła mu przemówić.

– Przez rok gościliśmy ich u siebie. Tak, żyli w afraagrze, której mieszkańcy musieli przez ten czas nosić zasłonięte twarze. Ale jeśli ratujesz komuś życie, to trzeba to zrobić jak należy. To tu młody książę usłyszał po raz pierwszy o Baelta’Mathran, Pramatce Bogów. Bo właśnie u nas czci się ją bez przerwy od trzech i pół tysiąca lat. Znamy innych bogów, z niektórymi mamy jeszcze rachunki do wyrównania, ale kłaniamy się tylko Jej. To u nas młody Fregan uczył się, jak rządzić krajem, i myślał, jak ocalić swój lud. I w końcu wymyślił. Podporządkować wszystkie religie jednej Bogini, narzucić panteonowi zapomnianą hierarchię, złamać potęgę wojowniczych kultów i wchłonąć oraz podporządkować sobie większość gildii magicznych, aby Moc służyła sprawie kraju. Miał piękny plan.

– Kłamiesz, mamisz mnie bajkami... – Po raz pierwszy wydawał się zbity z tropu.

– Bajki? Kto wie? Gdy wasz młody książę stanął przed radą plemion i przedstawił swój plan, mędrcy zaśmiali się głośno. Jego miasto było zdobyte, kraj okupowany, akolitki Venissy miały twardą rękę i wyciskały z wszystkich podbitych prowincji ostatnie soki. Ale było w nim, w tym waszym przyszłym pierwszym cesarzu, było coś wielkiego, jakiś niezłomny hart ducha i żelazna wola. Dlatego plemiona wypełniły złotem dziesięć skrzyń. I postaraliśmy się, aby miał szansę spełnić swoją wizję. Nic mi nie powiesz?

Pokręcił głową.

– Pamiętam tę historię. Cesarz przybył do miasta tuż po tym, jak wybuchło powstanie, w ciągu roku wystawił armię i odbił kraj z rąk fanatyków. A później powędrował dalej na południe, wyzwalając kolejne ziemie. W trzech bitwach złamał potęgę Sióstr Wojny i zgniótł kult. Nie było was tam.

– W tej chwili się uśmiecham, kupcze. Szeroko i szczerze. Cóż za cudowny pokaz meekhańskiego myślenia, jaka klarowność przekazu i nieskażona niczym prawda. Jednak jądro, sama istota tej historii kryje się w tym, kto dał waszemu cesarzowi rok na stworzenie i wyekwipowanie armii. Za nasze złoto. Dlaczego powstanie w Starym Meekhanie nie zostało zdławione w ciągu kilku dni, jak większość wcześniejszych, w czasie których udekorowano mury buntujących się miast setkami podrygujących na palach skazańców? Przez ten rok, Meekhańczyku, armie zaprzysiężone córce Draal wykrwawiały się w bitwach i potyczkach wzdłuż całej południowej granicy. Postaraliśmy się o to. Przyznam, że nie chodziło tylko o sympatię do patykowatego rudzielca, który został później cesarzem. Mieliśmy z Venissą od Włóczni porachunki sięgające czasów Wojen Bogów. A pamiętliwość śmiertelników może być równie długa i bezwzględna jak Nieśmiertelnych. Przyczynienie się do upadku Sióstr Wojny było dla nas częściowym wyrównaniem starego długu. Tylko dlatego ten twój cesarz wygrał swoje trzy bitwy, zachowując jednocześnie dość sił, aby przenieść wojnę na północ od Gór Krzemiennych i rzucić wyzwanie świątyni Reagwyra.

Opuściła ręce i wyprostowała się.

– Dlatego nie traktuj mnie jak dzikuski, Meekhańczyku, bo to my stworzyliśmy wasze Imperium. Daliśmy mu religię, która pozwoliła zjednoczyć kontynent, wypełniliśmy skarbiec pierwszym złotem i podarowaliśmy dość czasu, by mogło okrzepnąć. Wiesz, na czym polegał twój problem z tym młodym wojownikiem? – Przeszła do sedna. – Ty patrzyłeś na niego z góry, a on patrzył z góry na ciebie i twój ród. Tak naprawdę, gdy twoja córka ofiarowała mu ciało, musiał się pewnie dobrze zastanowić, czy przypadkiem zbytnio się nie pospolituje.

—— • ——

W rodowym domostwie Yatech bez słowa zostawił ją przy drzwiach i ruszył w stronę swojego pokoju. Nie zatrzymywała go. Potrzebował czasu, ona zresztą też. To, co przed chwilą zrobili, było głupie, nierozważne i najlepiej potwierdzało słowa Lengany h’Lenns. Jej brat przestał myśleć i zachowywać się jak Issaram. A ona mu na to pozwoliła. Mogli wciągnąć ród w trwającą wiele lat waśń, która w rezultacie osłabi plemię. Szczerze żałowała, że opowiedziała mu historię przybycia tej kobiety do afraagry i jej kampanię plotek, pomówień i oszczerstw skierowaną przeciw rodowi d’Kllean. Nawet nie przeciw całemu rodowi, tylko wymierzoną dokładnie w nich, ją i jej braci.

Gdy tylko Lengana, która wprowadziła się do siedziby rodu h’Lenns, w dwa miesiące po wyjeździe Yatecha dowiedziała się, że ich matka była Meekhanką, zrobiła wszystko, żeby odsunąć ich od plemienia. Osoba taka jak ona, pierwsza z kobiet w najpotężniejszym rodzie, miała mnóstwo sposobów i możliwości, by tego dokonać. Gdy Yatech wyjeżdżał na służbę, Deana spodziewała się lada dzień zobaczyć jeden lub dwa pasy ślubne położone przed progiem. W dwa miesiące po jej przybyciu wiedziała już, że nic z tego nie będzie. Młodzi wojownicy, którzy wcześniej wodzili za nią wzrokiem, bo odziedziczona po matce uroda wyróżniała ją spośród innych dziewcząt, gdzieś zniknęli. Skończyły się żartobliwe docinki, przygadywania, wyzwania na ćwiczebne pojedynki, które często prowadziły do tych powodujących drżenie w podbrzuszu zapasów, na które starsi mistrzowie przyzwalali z lekko pobłażliwymi uśmiechami. Jeśli z tych zapasów, kontynuowanych już w bardziej zacisznym miejscu, wyszło coś więcej, dziewczyna zawsze miała wybór, mogła zdecydować, czy wychowa dziecko we własnym rodzie, gdzie dzieci były po prostu wspólne, czy też poślubi młodzieńca i wzmocni jego rodzinę. Wśród Issaram dzieci były traktowane jak błogosławieństwo, obietnica przetrwania plemienia. Dopiero więzy małżeńskie narzucały ograniczenia w doborze partnerów. Ściśle mówiąc, ograniczały go do jednej osoby, współmałżonka. Ale tu też, w przypadku rozwodu, kobieta miała prawo zadecydować, czy wróci do swojego rodu z potomstwem, czy zostanie w rodzie byłego męża. Gdy czci się Boginię Matkę, zdolność do rodzenia dzieci daje sporą przewagę. Zwłaszcza jeśli przy okazji nikt nie może zabronić doskonalenia umiejętności posługiwania się mieczem czy szablą. Szczerze mówiąc, wiedza o tym, jak traktuje się kobiety na północy, w Imperium lub innych krajach, zawsze budziła w niej współczucie dla tych biednych, ubezwłasnowolnionych istot.

Do czasu, gdy przekonała się, co może zdziałać dobrze wymierzona plotka. Rzucona mimochodem uwaga, jedno krótkie, lecz bardzo bolesne słowo – dral’k.

Mogła dać rodowi niejedno dziecko, to była prawda, równie pewna jak krwawienia, odmierzające każdy stracony miesiąc. Może nie w tej afraagrze, może w jednej z sąsiednich, gdzie siła plotek nie była tak wielka, znalazłoby się wielu wojowników, którzy mieliby ochotę na „zapasy” z dziewczyną o nietypowej urodzie. Być może nawet udałoby się jej zmusić któregoś do ślubu.

Tylko że to byłaby klęska, przyznanie przed wszystkimi, że nie jest prawdziwą og’Issaram: kobietą z gór. Potwierdziłaby tym samym, że nie zasługuje na prawdziwy ślubny pas, że jest kimś gorszym.

Ujście dla goryczy i gniewu znalazła w długich godzinach morderczych ćwiczeń. Talhery zawsze były jej ulubioną bronią, teraz jednak poświęcała im każdą wolną chwilę. Drean h’Keaz, jedyny wojownik w afraagrze mogący nosić te szable w białych pochwach, był zdumiony i lekko zaniepokojony determinacją, jaką przejawiała w czasie ćwiczeń. Ale on miał prawie sześćdziesiąt lat i nie rozumiał jej furii. Żył we własnym świecie, zamknięty w magicznym tańcu rozmigotanych ostrzy i śmiertelnych ciosów. Nie obchodziła go duma młodej kobiety. Nawet gdy pokonała go trzykrotnie z rzędu, nie widział w niej nic, poza nad wyraz utalentowaną uczennicą. Kiedy przed miesiącem otrzymała od niego wykonane z białej skóry pochwy szabel, wydawał się dziwnie wzruszony i zakłopotany. Na pewno nie zrozumiał jej szorstkiego podziękowania. Być może uznał je za arogancję młodej mistrzyni, nie mógł wiedzieć, że ta ozdoba była dla niej niemym przypomnieniem tego, kim się stała. Obcym dziwactwem we własnym rodzie.

1 ... 86 87 88 89 90 91 92 93 94 ... 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)