Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 84 85 86 87 88 89 90 91 92 ... 123
Перейти на страницу:

Zrobiła krok w przód, zstępując z podwyższenia.

– Moja najstarsza kuzynka i ja trzymałyśmy straż w sercu domostwa, komnacie bardzo podobnej do tej. – Zatoczyła ręką wokół. – Razem z nami było ośmioro dzieci, moi pozostali kuzyni i dzieci dalszych krewnych. Zrobiłyśmy, co do nas należało i prawu stało się zadość. I wtedy... też nie czułam gniewu. To był mój obowiązek. Ale gdy żołnierze sforsowali wreszcie drzwi, gdy weszli do środka, przestępując ciało mojego ojca przeszyte kilkoma bełtami... Był tam taki młody oficer... mniej więcej w twoim wieku... popatrzył na nas, na zakrwawione szable w naszych dłoniach i na to, co zrobiłyśmy. Zobaczyłam w jego oczach najpierw przerażenie, a potem... litość. Uwłaczającą mi i mojej dumie litość! Wtedy gniew wybuchł we mnie jak wulkan. Ten żołnierz wtargnął zbrojnie do mojego domu i wymordował mój ród. A potem, choć nic o nas nie wiedział, miał czelność litować się nade mną. Miał czelność być przerażony tym, do czego zrobienia mnie zmusił. Powoli zdjęłam ekchaar i pokazałam mu swoją twarz, był zdziwiony, że jestem taka młoda... On i jego trzech ludzi. Był zdziwiony nawet wtedy, gdy przecinałam mu tchawicę. Jego ludzie walczyli dobrze, ale to nie wystarczyło, by oprzeć się mojemu gniewowi. A potem... usłyszałam, jak grają trąbki wzywające Meekhańczyków do odwrotu. Ich straże zauważyły przybywających nam z pomocą wojowników z sąsiedniego plemienia. Odetchnęła.

– Wtedy przestałam czuć gniew... Raz na zawsze. Nigdy już go nie poczułam, ale dziś wiem jedno: my i oni nigdy się nie zrozumiemy. I ich krew nie powinna mieszać się z naszą... – w jej głosie dało się wyczuć cierpką złośliwość. – Spójrz na siebie, chłopcze. Nachodzisz moją rodową siedzibę w chwili, gdy nie ma tu żadnych mężczyzn, którzy mogliby cię powstrzymać, przychodzisz tu, kipiąc gniewem, ale bez broni, aby chroniło cię prawo gościnności. Żaden prawdziwy Issaram by tak nie postąpił, zdumiewająco łatwo nasiąkłeś obcymi zwyczajami, twoje serce wypełniły inne prawa. Możesz nosić się jak jeden z nas, ale w głębi duszy nim nie jesteś. – Odwróciła się do nich plecami. – A teraz wyjdźcie z mego domu. I jeśli zamierzacie tu wrócić, nie zapomnijcie broni – dodała cicho.

Yatech stał bez ruchu, patrząc na matronę. Deana widziała teraz jego twarz z profilu, więc nie wszystko mogła z niej wyczytać. Ale zaskoczyło ją zrozumienie i ponura, mroczna akceptacja, które pojawiły się na obliczu brata. Jesteśmy tym, kim jesteśmy, powiedział wcześniej. Teraz dopiero zaczęła rozumieć, co miał na myśli.

– Przyprowadziłaś do rodu trzech synów, czcigodna – powiedział spokojnie. – Wzmocniłaś plemię. To dobrze. Źle, że osłabiasz je plotkami i nienawiścią. Gdy następnym razem tu przyjdę, nie zapomnę broni.

Lengana h’Lenns uniosła hardo głowę.

– Będę czekać, Meekhańczyku.

—— • ——

– Nienawiść... – Nawet na chwilę nie zmieniła pozycji. – Sądzisz, że jej nie czujemy? Tak zaślepiło cię poczucie krzywdy, że odmawiasz nam do niej prawa? Tamta przelana krew wyryła między nami a Meekhańczykami głęboką i szeroką szczelinę. Przepaść nieomal. I od ćwierć wieku próbujemy ją zasypać. Nie zawsze się udaje.

– Moje plemię nie straciło nikogo w czasie waszego napadu – dodała po chwili. – Nikogo bezpośrednio. Jednak więzy krwi wciągnęły i nas w spiralę gniewu. Trzy lata temu pierwszy z rodu h’Lenns poślubił wdowę z plemienia d’ryss. Lengana h’Lenns straciła w tamtej wojnie niemal wszystkich krewnych. Przybyła do nas z trzema synami i gniewem, który wypełniał ją tak, że przestała go zauważać. Stał się krwią w jej żyłach i powietrzem w płucach. Gdybyś to ją spotkał na zewnątrz, zabiłaby cię bez chwili wahania.

Aerin patrzył na kobietę w milczeniu, ruszając tylko ustami, jakby przeżuwał jakieś słowa.

– Nic nie powiesz?

Pokręcił głową.

– Nie – szepnął. – Nic. Między tobą a mną nie powinno być zbyt wielu słów.

– Dlaczego? – Zaskoczyła ją miękkość w jego głosie.

– Bo twój brat także nie był zbyt gadatliwy. Potrafił milczeć całymi godzinami, czasem całymi dniami. Był wtedy jak chodzący posąg, stał bez ruchu wiele godzin, niekiedy w palącym słońcu, w deszczu albo w chłodzie piwnicy. Na polecenia reagował skinieniem głowy, ale się nie odzywał. Były dni, że pił tylko czystą wodę, były i takie, gdy nie pił i nie jadł w ogóle. – Przerwał na chwilę, a potem uderzył – czy wiesz, jak bardzo widać, że chłoniesz każde słowo o nim? Zaciskasz dłonie, przechylasz głowę, czekasz na więcej. Nie mówił zbyt wiele o swojej służbie w moim domu, prawda?

Prawie dała się złapać, prawie skinęła głową.

– Nie wiem, o kim mówisz, kupcze – wydusiła. – Mój brat nigdy nie służył w twoim domu. Ale teraz wiem na pewno, że ten obcy był z ludu Issaram. Czy pytałeś go, dlaczego pości, modli się i medytuje? Czy wiesz, co to znaczy urodzić się i wychować w tych górach?

– Nie wiem. Nie pytałem.

– Meekhańska tolerancja? Póki nie kłaniasz się Niechcianym i uznajesz zwierzchnictwo Wielkiej Matki nad panteonem, możesz czcić, kogo chcesz. Czyż nie tak?

– To dobra zasada.

– Owszem, zjednoczyliście sporą część rozdartego wojnami religijnymi kontynentu, zmusiliście wszystkie kulty do pokłonienia się Baelta’Mathran, a te, które nie chciały tego zrobić, wyeliminowaliście. Narzuciliście własną formę magii, Moc naznaczoną przez aspekty, bo to pozwoliło wam pogodzić gildie czarowników i różne świątynie. Tych, którzy nie chcieli lub nie potrafili posługiwać się taką Mocą, spaliliście na stosach lub wygnaliście. A potem rozsiedliście się na ławie wymoszczonej własnym samozadowoleniem i uważacie, że wszyscy powinni być szczęśliwi. Nie, nie patrz tak, doceniamy wasze osiągnięcia, nie kpię z ciebie. Przerwaliście trwający trzysta lat korowód wojen, krucjat, religijnych rzezi i pogromów. Gdy kapłani Laal Szarowłosej walczyli z akolitami Dress, Setren Byk szczuł swoich wyznawców przeciw Kan’nie, a świątynia Reagwyra próbowała stworzyć gigantyczną teokrację, wtedy całe miasta płonęły w ogniu religijnego fanatyzmu. Ofiary liczono w dziesiątkach tysięcy. Do tego doszły gildie magów, używające najróżniejszych odmian Mocy, dolewające oliwy do ognia i czerpiące niewyobrażalne zyski z toczących się wojen. Czyż sam Stary Meekhan nie był trzy razy zdobywany i plądrowany przez Siostry Wojny zaprzysiężone Venissie, córce Draal? Przez kilkaset lat wydawało się, że cały kontynent oszalał, zadawnione waśnie i urazy przelały się na zewnątrz i wypełniły świat krwawą pianą. Przywitaliśmy powstanie waszego Imperium niemal z zadowoleniem.

– Aroganckie słowa, nieznajoma.

Zdjęła dłonie z rękojeści szabel. Chyba jeszcze nie będą walczyć.

– Dlaczego? Bo nie wydaję się przytłoczona majestatem twojego Imperium? Żyjemy w tych górach trzy i pół tysiąca lat. Widzieliśmy, jak na północy wyrastają i upadają królestwa. Karahowie byli ciemnoskórzy i ciemnowłosi, budowali miasta otoczone ziemnymi wałami i transportowali towary po drogach z cedrowych pni. Często z nimi walczyliśmy, ale to było w czasie, zanim jeszcze zaczęliśmy zasłaniać twarze, gdy próbowaliśmy oszukać klątwę i zakładaliśmy własne miasta na równinach za górami. Nie patrz tak, kiedyś mieliśmy kamienne miasta i wioski stąd aż do Wyżyny Rennańskiej. Część naszych rodaków nie chciała przyjąć pokuty, próbowała oszukać los. Prostując ich błędy, prawie dorównaliśmy okrucieństwu mrocznych lat. To wtedy Harudi poprowadził wojowników z pustynnych plemion przeciw naszym zagubionym braciom i ocalił ich dusze.

1 ... 84 85 86 87 88 89 90 91 92 ... 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)