Pan Lodowego Ogrodu. Tom I
- Автор: Гжендович Ярослав
- Серия: Pan Lodowego Ogrodu #1
- Год: 2005
- Язык: польский
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Pan Lodowego Ogrodu. Tom I». Краткое содержание книги:
Oprócz tego pracuje jako dziennikarz „wolny strzelec”, prowadzi stałą rubrykę naukowo-cywilizacyjną w Gazecie Polskiej i tłumaczy komiksy, głównie z serii Usagi Yojimbo i Batman.
W Fabryce Słów ukazała się Księga jesiennych demonów, jego pierwszy autorski zbiór opowiadań grozy.
Pan Lodowego Ogrodu to pierwsza powieść Jarosława Grzędowicza, w mistrzowski sposób łącząca elementy science fiction i fantasy.
Droga wiodła znów przez las, ale nie tak głęboki jak poprzedni. Co chwila wychodziliśmy na skaliste wrzosowisko, porośnięte krzakami.
Kiedy wychynęliśmy zza kolejnego zagajnika, natknęliśmy się na dziwny widok.
Na drodze stał krzywo drewniany, dwukołowy wózek, na którym siedział, ledwo utrzymując równowagę, kapłan Podziemnej w czerwonym płaszczu, osłaniając się od słońca parasolem. Przy osi wózka biedził się świątynny akolita o ogolonej głowie, również w czerwonych szatach, ale składających się z bufiastych portek, ściśle powiązanych wokół łydki czarnymi taśmami, i dziwnej kurty, zakrywającej tylko jedno ramię.
Na nasz widok kapłan zrzucił kaptur i jednym ruchem nałożył lśniącą jak lustro maskę.
— Hej, wy tam! — Głos kapłana brzmiał tak, jakby miał w gardle metalowe struny. — Biegiem tu! Pomóżcie temu niedorajdzie!
Brus uśmiechnął się jakimś takim dziwnym uśmiechem, który przywodził na myśl wilka.
— Nie znajdą ich? — spytałem później, siedząc na drewnianym koźle i patrząc na zadki osłów.
— Prędzej czy później znajdą — odpowiedział metaliczny głos zza lustrzanej maski. — Znajdą dwa gołe, bezimienne trupy. Te ich maski to dla nas ogromna wygoda, Ardżuk. Kiedy dojedziemy do miasta, musisz zejść z kozła i iść obok. Żadnemu żołnierzowi akolita idący na piechotę i wiozący rozpartego wygodnie kapłana nie skojarzy się z uciekającym następcą tronu. Jednak miasto i posterunki to zawsze ryzyko. Czas, byś wiedział, dokąd podążać. Gdyby coś mi się stało, dostań się za wszelką cenę do Sauragaru. Stamtąd do niewielkiego miasta na skraju pustyni, które zwie się Nahilgył. A tam przyłączysz się do karawany przemytników soli, idących przez pustynię.
— Ale dokąd?!
— Za Pustynię Końca Świata i Góry Barierowe. Do kraju potworów, barbarzyńców i bestii. Do kraju, z którego przypływają wilcze okręty.
Milczałem.
— Przecież nie przeżyję tam ani chwili. Ludzie Niedźwiedzie są ludożercami, a załogi wilczych okrętów to nieboszczycy i upiory!
— Bajki. To jedyne miejsce na ziemi, gdzie Nahel nie będzie mogła cię znaleźć ani po ciebie sięgnąć.
Przejechaliśmy jeszcze kawałek.
— A dlaczego mówisz mi to akurat teraz?
— Dlatego, że nie wiem, co stanie się za chwilę. W tym przebraniu może i przejedziemy przez most, ale być może będziemy musieli nocować wśród kapłanów w Czerwonej Wieży.
Wyjechaliśmy akurat zza zakrętu i Czerwona Wieża, ogromna i stara, ukazała się naszym oczom.
Rozdział 9
Ogród Rozkoszy Ziemskich
Zdycha ci bydło, umierają krewni
i ty sam umierasz;
Lecz sława, którąś sobie zdobył,
nie umrze nigdy.
Zdycha ci bydło, umierają krewni
i ty umierasz;
Wiem jedną rzecz, co nigdy nie umrze:
Sąd o umarłym.