Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 123
Перейти на страницу:

– Gdzie twój brat? – wycharczał po chwili.

– Pochowałam Verneana w skalnej niszy obok naszej matki. Miał serce przebite włócznią i głowę rozrąbaną toporem. Ledwo mogłam go rozpoznać. Ale wszyscy mówili, że zabrał ze sobą trzech koczowników. To była dobra śmierć.

– Nie o nim mówię!

– Nie miałam innego brata. Choć gdyby ten nieznajomy, którego gościłeś w swym domu, był moim bratem, zapłakałabym, widząc smutek w jego oczach.

—— • ——

– Deana...

Odwróciła się gwałtownie, porzucając obserwację grupki bawiących się dzieci. Podszedł do niej bezszelestnie, ale to nie było niezwykłe w ich rodzinie. Wszyscy w afraagrze wiedzieli, że członkowie rodu d’Kllean potrafią poruszać się ciszej niż piaskowy pająk. Zaskoczył ją jego strój. Nosił zniszczoną chaffdę, chyba tę samą, w której trzy lata temu opuścił plemię, ciemny ekchaar miał założony na twarz.

– Yatech – ledwo powstrzymała się od rzucenia mu się na szyję. Trzy lata, długie trzy lata, w czasie których tylko od czasu do czasu przychodziły jakieś wieści. Jego pracodawca musiał być zadowolony, regularnie przysyłał zapłatę okraszoną pochwałami i wyrazami wdzięczności. Yatech dobrze służył plemieniu.

Cofnęła się i obrzuciła go spojrzeniem. Pamiętała szczupłego, młodego chłopca, który odjeżdżał na kupieckim wozie, przejęty tak, że brakowało mu słów przy pożegnaniu. Nadal był szczupły, przez lata życia na równinach nie obrósł tłuszczem, ale wyraźnie wydoroślał. Był wyższy o jakieś dwa cale, szerszy w ramionach, trzymał się pewniej. Zmężniał.

– Możesz to zdjąć. – Wyciągnęła dłoń w stronę jego oblicza. – Jesteś w domu.

Wiedziała, że nie tylko on po powrocie ze służby poza plemieniem ma kłopoty z odsłanianiem twarzy. Długie miesiące lub lata pilnowania się, by nikt obcy nie zobaczył ich bez ekchaaru, odciskały swoje piętno na większości młodych wojowników. Niektórzy nosili zawoje jeszcze wiele dni po powrocie. Nikogo to nie dziwiło. Ale ona koniecznie chciała znów go zobaczyć.

Delikatnie chwycił ją za nadgarstek.

– Nie teraz, siostro – szepnął. – Może później. Jeszcze za wcześnie.

Zamarła, przestraszona chłodem jego dotyku i chłodem w głosie. Coś się musiało stać.

– Czy... czy starsi wiedzą już o twoim powrocie?

– Tak, Deana, wiedzą.

To było głupie pytanie, nie wszedłby do osady, gdyby nie wiedzieli.

– Czy zaakceptowali go?

To pytanie było ważniejsze. Po powrocie każdy zdawał relację starszyźnie osady, której towarzyszył przynajmniej jeden Wiedzący. Nierozsądnie było wtedy kłamać. Starsi akceptowali powrót bezwarunkowo lub nakładali pokuty, w skład których wchodziły modlitwy, medytacje i posty, mające oczyścić wracającego z występków popełnionych na zewnątrz. Zdarzało się też, choć niezmiernie rzadko, że wykluczali taką osobę z plemienia. Zamarła, przerażona podobną możliwością. Czy Yatech przyszedł pożegnać się przed wygnaniem?

Zacisnął uchwyt na jej ręce aż do bólu. Wiedziała, że zostaną jej siniaki.

– Tak, siostro. Zaakceptowali mój powrót bezwarunkowo. Nie dopatrzyli się żadnych uchybień przeciw Prawu.

Odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę ich domu.

– Żadnych uchybień, Deana! – warknął zduszonym głosem. – Najmniejszych!

—— • ——

– Ten nieznajomy, którego przyjąłeś pod dach, Aerinie-ker-Noel, najpewniej był jednym z synów naszych gór. Nosił zasłonę na twarzy i dwa miecze na plecach, tak opisałeś go starszyźnie. Jeśli zabił twoją córkę po tym, jak ujrzała jego twarz, zrobił tylko to, czego wymagał od niego zwyczaj. Pierwsze Prawo Harudiego zna tylko jeden wyjątek od tej reguły i wierz mi, on ofiarował twojej córce lepszy los.

Meekhańczyk milczał, patrzył tylko na nią zmrużonymi, złymi oczami.

– Nie obchodzą mnie wasze zwyczaje, kobieto – powiedział po chwili. – Wasze prawa i zabobony to dla mnie pył na wietrze. Yatech był gościem w moim domu i złamał najstarsze prawo, jakie zna świat.

– Jeśli przyjąłeś go na służbę, nie był już gościem. Ten nieznany Issaram był strażnikiem, mieczem wetkniętym między twój ród a młyny śmierci. Akceptowałeś to, że naraża swoje życie w twojej obronie, ale gdy przyszło ci zapłacić cenę za jego obecność, czujesz się pokrzywdzony i zraniony. Powiedz mi, czy naprawdę nigdy nie powiedział ci, co się stanie, jeśli ktoś zobaczy go bez ekchaaru?

Wyczytała odpowiedź w jego oczach. Uśmiechnęła się gorzko, choć nie mógł tego zobaczyć. Postarała się jednak, żeby wyczuł ten uśmiech w jej głosie.

– Czego więc właściwie chcesz, Meekhańczyku? Oczywiście poza oszukaniem własnego poczucia winy?

Zgrzytnął zębami i postąpił krok w jej stronę. Pomyślała, że jednak będą walczyć. Tu i teraz.

– Nie ma mojej winy w tym, co się stało! Nie ma mojej winy – powtórzył z naciskiem.

– Ciekawe. – Rozluźniła się, wysunęła lekko prawą stopę do przodu, opuściła ramiona. – Czy to samo powtarzali mieszkańcy wschodniego Ayrepr, gdy kilkuset wojowników zeszło na równiny, by pomścić śmierć bliskich lub znaleźć własną? Nie ma w tym naszej winy. Jesteśmy tylko ofiarami, niewinnymi i szlachetnymi w swej dobroci. – Skrzyżowała ręce na brzuchu, ujmując rękojeści szabel. – Zawsze tak jest u twojego ludu? Zamieniacie winę na poczucie krzywdy? To musi być łatwe i proste, pozwala budzić się co rano z przekonaniem o własnej wyższości nad resztą świata i pewnością, że każdy występek da się usprawiedliwić.

– Nie zmieniaj tematu, kobieto!

Zdawał się ignorować jej postawę, lekko ugięte nogi i dłonie na rękojeściach szabel. Pomyślała z żalem, że chyba jednak będzie musiała go zabić. Oczywiście jeśli nie okaże się lepszym szermierzem, niż sądziła.

– Nie zmieniam – powiedziała spokojnie. – Ty, jako kupiec i szlachcic, powinieneś wiedzieć, dlaczego tak naprawdę wasze pułki uderzyły na plemiona d’ryss i k’leark. Co wtedy stało za decyzją wysłania prawie pięciu tysięcy żołnierzy w góry. Byłeś w tym czasie młody, zapewne nie przejąłeś jeszcze schedy po ojcu, ale nie byłeś głupi. Więc jak, Meekhańczyku? Powiesz mi prawdę? Tu i teraz, tylko ty, ja i kilka słów prawdy o chciwości, zdradzie i łamaniu obietnic?

Powoli, jakby zmuszała go do tego jakaś niewidzialna siła, opuścił wzrok.

– To był błąd, wtedy, ćwierć wieku temu. Nie powinni byli tego robić.

– Błąd? Błąd? Teraz nazywacie to błędem, bo pułki zostały zdziesiątkowane, a prowincja zapłaciła za tę wyprawę krwią. Lecz gdyby wam się udało, byłaby to ze wszech miar słuszna i usprawiedliwiona decyzja, nieprawdaż? Byłoby to kolejne zwycięstwo meekhańskiego oręża na drodze do powszechnego pokoju i dobrobytu. Nikt nawet nie wspomniałby o kontroli nad szlakami handlowymi między Meekhanem a królestwami Daeltr’ed. Gdy straciliście ujście Elharan i port w Ponkee-Laa, najkrótsza droga na południe wiodła przez nasze ziemie. A my nie chcieliśmy podpisać niekorzystnych traktatów handlowych. Więc jak zwykle miały przemówić miecze. Po wszystkim nikomu nie przyszłoby do głowy wspominać coś o jedwabiu, złocie, kości słoniowej, kamieniach szlachetnych i droższych od złota przyprawach. Gdyby udało się wam podbić te plemiona, tylko głupiec mógłby gadać o chciwych kupcach, którzy stwierdzili, że nie będą już płacić Issaram za prawo przejazdu przez ich ziemie, prawo korzystania z wody i eskortę. Także oficerowie nie byliby skorumpowanymi głupcami, łasymi na pieniądze, tylko bohaterami chodzącymi w chwale. Czy tak właśnie jest z wami, Meekhańczykami? Czy prawda służy wam jak zastraszony kundel, obszczekujący tego, kogo wskaże wasze poczucie winy?

Nie ruszał się, zastygł, jakby zamienił się w kamienną figurę. Tylko oczy mu błyszczały.

– Dlaczego próbujesz to zrobić? – zapytał cicho.

1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)