Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Остросюжетные любовные романы » Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]
Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]

Электронная книга - «Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]». Краткое содержание книги:

Po ciężkich przeżyciach skrzypaczka Caroline Waverly szuka wytchnienia w miasteczku Innocence na amerykańskim Południu. Jednakże ten idylliczny z pozoru zakątek okaże się miejscem śmiertelnie niebezpiecznym – grasuje tu sadystyczny, nieuchwytny morderca kobiet. Do grona podejrzanych należy Tucker, miejscowy playboy, który zakocha się w Caroline. Skrzypaczkę porwie wir strasznych, tajemniczych wydarzeń…
1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 113
Перейти на страницу:

– Czekaj! Co to znaczy podupadłaś na zdrowiu? Poruszyła się niespokojnie na krześle i zaczęła bawić nóżką kieliszka.

– Bóle głowy. Przywykłam do nich, ale stawały się coraz gwałtowniejsze. Straciłam na wadze. Jakoś nie mogłam jeść. Pojawiła się bezsenność i w rezultacie wyczerpanie organizmu.

– Dlaczego o siebie nie dbałaś?

– Myślałam, że po prostu sobie pobłażam. Że jestem kapryśna. I miałam obowiązki. Ludzie polegali na mnie, na tym, że zagram, i to zagram dobrze. Nie mogłam po prostu… – Roześmiała się. – Wymówki, jak powiedziałby doktor Palamo. Prawda wygląda tak, że praca była moją ucieczką. Poza tym wpojono mi pewne zachowania. Musiałam realizować wizerunek swojej osoby i spełniać najwyższe oczekiwania. A jak twierdziła moja matka, niedyspozycja nie uprawnia damy do niestosownego zachowania. Łatwiej mi było ignorować symptomy niż walczyć z chorobą. Kiedy nagrywałam występ dla telewizji w Nowym Jorku, pojawiła się matka w asyście Luisa. Poczułam się tak zraniona, że po prostu zeszłam z planu. – Uśmiechnęła się radośnie. Nigdy w życiu nie zrobiłam czegoś podobnego. I doznałam cudownego uczucia triumfu. Przejęłam kontrolę nad swoim życiem. Zadziałałam pod wpływem impulsu, kierując się wyłącznie emocjami, i świat wcale się nie zawalił. Było to upajające pięć minut.

Nie była w stanie dłużej usiedzieć na miejscu. Wstała i zaczęła chodzić po kuchni.

– Po pięciu minutach do garderoby wpadła matka i przedstawiła mi własną wersję mojego buntu. Zachowałam się jak rozpieszczone dziecko rozkapryszona artystka, primadonna. Próbowałam powiedzieć jej, że poczułam się zraniona tym, że go przyprowadziła, ale ona po prostu przemaszerowała po mnie. Byłam niedobra, głupia, niewdzięczna… Luis był gotów wybaczyć mi to, że okazałam się uparta, przewrażliwiona i chorobliwie zazdrosna, i że kręciłam na wszystko nosem. Oczywiście, przeprosiłam ją.

– Za co?

– Za wszystko, za co chciała, żebym ją przeprosiła. – Caroline machnęła niedbale ręką. – Przecież chciała dla mnie jak najlepiej. Chciała mojego dobra. Pracowała i poświęcała się dla mojej kariery.

– Twój talent się nie liczył?

Caroline westchnęła głęboko, jakby razem z powietrzem chciała wydalić z siebie choć trochę goryczy.

– Ona już taka jest. Tucker. Staram się to zaakceptować i prawie mi się udało. Był czas, kiedy ja również nie odpowiadałam za siebie. Tego wieczoru Luis przyszedł do mojego apartamentu w hotelu. Był czarujący, słodki, pełen skruchy. To wina stresu, powiedział, rezultat tego, że tak często musiał obywać się beze mnie, choć to oczywiście nie usprawiedliwia jego zdrady, zapewniał mnie. Ale czuł się taki samotny, taki bezbronny, a moje wątpliwości i pytania tylko pogłębiały stres. Te inne kobiety były tylko namiastka mnie.

Chwyciła kieliszek ze stołu.

– Wyobrażasz sobie kobietę z jedną pracującą szarą komórką w głowie, która by się na to nabrała?

Tucker zaryzykował i uśmiechnął się do niej.

– Aha.

Zatrzymała się, wpiła w niego wzrok, po czym zaczęła się śmiać.

– Oczywiście. Nie ja pierwsza, nie ostatnia. Luis był nadal jedynym mężczyzną, z którym spałam. Może gdybym miała paru kochanków, byłabym mniej skłonna do ustępstw. Albo gdybym znała swoją wartość jako kobiety, nie tylko jako muzyka, może pokazałabym mu drzwi. A tak, zgodziłam się o wszystkim zapomnieć, zacząć od nowa. Rozmawialiśmy nawet o małżeństwie. O, w bardzo luźny, niezobowiązujący sposób. Kiedy nadejdzie właściwy czas, powiedział Luis. Kiedy życie się unormuje. Zgodziłam się na następne tournee, ponieważ mnie o to poprosił.

Trochę zdziwiona spojrzała na swój kieliszek.

– Upijam się.

– Nie szkodzi, ja prowadzę. Mów dalej. Oparła się o kuchenny blat.

– Luis miał być dyrygentem, ja solistką. Mówił: to będzie mordercza praca, oczywiście, ale przynajmniej będziemy razem. A przecież tylko to się liczy, prawda? Doktor Palamo – mniej więcej w tym czasie zaczęłam się leczyć – odradzał mi to. Potrzebowałam spokoju i odpoczynku. Miałam, widzisz, wrzód na żołądku. Do tego migreny, bezsenność, wyczerpanie. Wszystko było wynikiem stresu i doktor nie kryl, że następne tournee tylko pogorszy sprawę. Nie posłuchałam go.

– Powinien zawieźć cię do szpitala i przykuć do łóżka łańcuchem.

– Dokładnie to samo powiedział – zdziwiła się i siorbnęła trochę wina. – W przeddzień naszego wyjazdu matka wydała przyjęcie. Była w swoim żywiole, dawała wszystkim wyraźnie do zrozumienia, że to przyjęcie zaręczynowe. Luis odpowiadał głupim śmiechem. Wyjechaliśmy. Jak już mówiłam, Luis jest genialnym dyrygentem, wymagającym, kapryśnym, ale bezwzględnie genialnym. Przejechaliśmy triumfalnie przez Europę. Po pierwszym tygodniu wyprowadził się do własnego apartamentu. Moja bezsenność nie pozwalała mu należycie wypocząć.

– Obleśny drań.

– Raczej gładki. Bardzo gładki. W mojej karierze stanowił ogromny atut. Dopingował mnie. Mówił, że jestem najlepszą artystką, z jaką zdarzyło mu się pracować, ale że mogę być jeszcze lepsza. Że on mnie ukształtuje, wymodeluje.

– Dlaczego nie kupił sobie plasteliny?

– Nie przyszło mi do głowy zapytać. Trzeba mu oddać sprawiedliwość, wychodził ze skóry, żeby udoskonalić moją grę. Zawodził dopiero, gdy trzeba mnie było potraktować jak kobietę. Zaczynałam czuć się jak instrument, coś, co on nastraja i poleruje. Byłam taka zmęczona, chora, zagubiona. Irytowało go jak diabli, kiedy przychodziłam na próby wyczerpana i słaba. Mnie zresztą też. Irytowała mnie litość okazywana mi przez innych członków zespołu. Grałam dobrze, naprawdę dobrze. Takie tournee wspomina się zazwyczaj jako pasmo sal koncertowych, pokoi hotelowych, lotnisk, ale wiem, że nigdy jeszcze nie grałam tak dobrze, i może już nigdy tak nie zagram. Złapałam jakąś infekcję i żyłam na antybiotykach, sokach owocowych i muzyce. W ogóle przestaliśmy ze sobą sypiać. Powiedział, że nie staram się go zadowolić. I miał rację. Potem obiecał mi, że kiedy tournee się skończy, wyjedziemy na wakacje. Żyłam tym. Koniec trasy, my dwoje na odludnej, ciepłej plaży.

Ale nie dotrwałam do końca trasy. Byliśmy w Toronto, dwie trzecie tournee mieliśmy za sobą. Byłam strasznie chora i bałam się, że nie przetrwam wieczornego występu. Zemdlałam w garderobie. To nieprzyjemne uczucie ocknąć się na podłodze.

– Jezu Chryste, Caroline! – Chciał wstać, ale go powstrzymała ruchem dłoni.

– Gorzej to wygląda, kiedy się o tym opowiada. W rzeczywistości byłam po prostu bardzo zmęczona. I miałam potworną migrenę. Chciałam zwinąć się w kłębek i płakać. Powtarzałam sobie w duchu, że to przecież tylko jeden koncert, że jeżeli do niego pójdę i mu to wyjaśnię, on zrozumie. Więc poszłam do niego. Też leżał na podłodze w garderobie, tyle że pod sobą miał flecistkę. Nawet mnie nie zauważyli – powiedziała na wpół do siebie Wzruszyła ramionami. – I bardzo dobrze. Nie miałam sił na konfrontację. W każdym razie, grałam tego wieczora. Trzy bisy, stojące owacje, sześć razy podnoszono kurtynę. Byłoby ich więcej, gdybym nie zemdlała. Obudziłam się w szpitalu.

– To on powinien się leczyć!

– Och, to nie jego wina. On był tylko symptomem. To moja własna robota. Załatwiła mnie własna żałosna potrzeba spełnienia oczekiwań innych ludzi. Luis nie doprowadził mnie do choroby. Ja to zrobiłam. Postawiono diagnozę: wyczerpanie organizmu. – Podeszła niespokojnie do stołu i nalała sobie resztkę wina, starannie wytrząsając ostatnie krople. – To było upokarzające. Wolałabym, żeby to był atak serca albo jakaś rzadka, egzotyczna choroba. Przebadali mnie na wylot, zrobili setki testów, ale nic nie znaleźli. Wyszło im wyczerpanie połączone z załamaniem nerwowym. Doktor Palamo przyleciał, żeby zająć się mną osobiście. I ani razu nie usłyszałam z jego ust sakramentalnego „a nie mówiłem”. A. kiedyś wykopał nawet Luisa z pokoju.

1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 113
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)