Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]
- Автор: Робертс Нора
- Язык: польский
- Жанр: Остросюжетные любовные романы
Электронная книга - «Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]». Краткое содержание книги:
– To jej problem, nie twój.
– Ale to właśnie ten jej wstyd mnie tu przygnał. On nas łączy. Zdaje się. że na tym właśnie polega rodzina. Nie masz wyboru, musisz stać się ogniwem łańcucha. Nigdy nie dała mi szansy poznania dziadków. Obywali się bez wielu rzeczy, żeby mogła studiować w Filadelfii. Nie powiedziała mi tego moja matka. Usłyszałam to od Happy Fuller. Babcia szyła, haftowała, prała cudze rzeczy, żeby tylko uciułać parę groszy na naukę córki. Całe szczęście, nie musieli robić tego długo. Już na pierwszym semestrze poznała mojego ojca. Często mi opowiadał, jak próbował wykręcić się z randki w ciemno, w którą wrobili go koledzy i jak zakochał się w matce od pierwszego wejrzenia. Potrafisz wyobrazić sobie swoich rodziców, jak idą na pierwszą randkę i się zakochują?
– Mój ojciec zakochał się w mojej matce, kiedy miała dwanaście lat. Czekał na nią sześć.
– Moi uwinęli się prędzej. Pobrali się, zanim matka ukończyła pierwszy rok studiów. Waverly'owie są starą filadelfijską rodziną. Mój ojciec już w chwili swego urodzenia został przeznaczony na prawnika. Wiem, że mojej matce musiało być trudno wpasować się w to środowisko. Ale od kiedy sięgam pamięcią, była większym snobem niż jakikolwiek Waverly. Dom w najlepszej dzielnicy miasta, ubrania od najsławniejszych projektantów, wakacje we właściwych kurortach we właściwej porze roku.
– Większość ludzi przesadza, kiedy wydaje im się, że muszą coś udowodnić.
– Och, ona musiała wiele udowodnić. I natychmiast urodziła dziecko, żeby jej w tym pomogło. Niania zajmowała się tą mniej przyjemna stroną wychowywania dziecka, zaś matka tworzyła decorum, kształciła zachowania i poglądy. Posyłała po mnie, żebym przyszła do salonu. Pachniał zawsze różami z cieplarni i perfumami Chanel. Pouczała mnie, bardzo cierpliwie, czego oczekuje się od Waverlych.
Tucker wyciągnął rękę i dotknął jej włosów.
– Czego oczekuje się od Waverlych? – Doskonałości.
– Ciężka sprawa. Ponieważ jestem Longstreetem, ojciec oczekiwał tylko, że „będę mężczyzną”. Oczywiście było to powiedziane drukowanymi literami. Nasze poglądy na sprawę męskości różniły się przy tym znacznie.
No i nie wykorzystywał salonu. Wolał drewutnię.
– Matka nigdy nie podniosła na mnie ręki. Nie musiała. To ona wpadła na pomysł, żebym zaczęła grać na skrzypcach. Uważała, że to jest w dobrym tonie. Powinnam być jej wdzięczna – powiedziała z westchnieniem. – Ale nie wystarczało jej, że gram dobrze. Musiałam być najlepsza. Na całe szczęście miałam talent. Nazywali mnie cudownym dzieckiem. Zanim skończyłam dziesięć lat, na sam dźwięk tego słowa dostawałam dreszczy. Matka dobierała mi muzykę, instruktorów, ubrania na występy, tak jak dobierała mi przyjaciół. Potem zaczęłam jeździć w trasy koncertowe, sporadycznie na początku, z powodu młodego wieku. Potem było tych tournées coraz więcej. Kiedy skończyłam szesnaście lal, moja droga została wytyczona. Szłam nią przez następne dwanaście lat.
– Chciałaś tego?
Uśmiechnęła się, słysząc to pytanie. Nikt go przedtem nie zadał.
– Ile razy dochodziłam do wniosku, że mam wybór, pojawiała się moja matka. Osobiście, przez telefon, listownie. Zupełnie jakby wyczuwała to ziarenko buntu, które czasem zaczynało kiełkować. Po prostu je wyrywała. Pozwalałam jej na to.
– Dlaczego?
– Chciałam, żeby mnie kochała. – Zamrugała oczami, próbując odpędzić łzy. – Bałam się, że przestanie. Byłam pewna, że przestanie, jeżeli nie okażę się doskonała. – Zawstydzona otarła łzę, która przedarła się przez linie obronne. – To brzmi żałośnie.
– Nie. Tylko to smutne. Dla twojej matki.
Odetchnęła głęboko, jak nurek wypływający na powierzchnię.
– Przed trzema laty poznałam w Londynie Luisa. Był najgenialniejszym dyrygentem, z jakim zdarzyło mi się pracować. Kiedy go spotkałam, miał trzydzieści dwa lata i cieszył się sławą w całej Europie. Prowadził orkiestrę brawurowo, panując nad nią jak matador nad bykiem. Był stanowczy arogancki, przepełniony seksualizmem. Fizycznie nieodparty, miał w sobie jakiś magnetyzm.
– Na tym możesz poprzestać. Facet w oczach mi stoi. Zaśmiała się.
– Miałam dwadzieścia pięć lat. Nigdy nie byłam z mężczyzną. Tucker chciał się napić, ale odstawił szklankę.
– Nigdy nie…
– Nie dokazywałam w sianie? – Uśmiechnęła się, widząc osłupienie na jego twarzy. Ale uśmiech znikł niemal tak szybko, jak się pojawił. – Nie. Kiedy dorastałam, matka trzymała mnie na bardzo krótkiej smyczy, a ja nie miałam odwagi szarpać się zbyt mocno. Dobierała mi męską eskortę, kiedy już musiałam iść na imprezę. Można powiedzieć, że mamy odmienne gusty. Nie byłam zainteresowana mężczyznami, których ona uznawała za odpowiednich.
– Dlatego ja ci się spodobałem. – Przechylił się nad stołem, żeby ją pocałować. – Osiwiałaby na mój widok.
– Jakoś nigdy o tym nie pomyślałam. – Rozbawiona, stuknęła się z nim kieliszkiem. – Potem, kiedy zaczęłam jeździć na tournee sama, miałam napięty rozkład zajęć i byłam… No cóż, chyba powściągliwa.
Pomyślał o kobiecie, która przed paroma minutami przetaczała się z nim po łóżku.
– Ho, ho.
Nie wiedziała, ze sarkazm może przynieść ulgę.
– Mój seksualizm był jakby uwięziony w muzyce. Z pewnością nie zaliczałam siebie do kategorii kobiet, które wskakują do łóżka pierwszemu atrakcyjnemu mężczyźnie, który kiwnie palcem. – Sięgnęła po butelkę. – W trzydzieści sześć godzin po próbie z Luisem, okazało się, że byłam w błędzie.
Wzruszyła ramionami i pociągnęła z kieliszka.
– Zbił mnie z nóg. Kwiaty, sentymentalne spojrzenie, rozpaczliwe obietnice wiecznej miłości. Nie mógł beze mnie egzystować. Jego życie nabrało sensu dopiero, gdy ja się w nim pojawiłam. Nie szczędził trudu. Powinnam dodać, że moja matka go uwielbiała. Luis jest hiszpańskim arystokratą.
– Bardzo stosownie z jego strony.
– Niezwykle stosownie. Kiedy musiałam wyjechać z Londynu do Paryża, telefonował codziennie, przysyłał drobne, urocze prezenciki, wspaniałe kwiaty. Pośpieszył do Berlina, żeby spędzić ze mną weekend. Ciągnęło się tak przez rok. Słyszałam, że romansuje z jaką aktorką, ale uznałam, że to złośliwe plotki. Och. może i coś podejrzewałam, ale wystarczyło napomknąć mu tylko, że coś słyszałam, a wpadał w furię. Oskarżał mnie o chorobliwą zazdrość, zaborczość, brak wiary w siebie. No i byłam zajęta. Właśnie podpisałam kontrakt na półroczne tournee.
Umilkła rozpamiętując tamte chwile. Lotniska, hotele, próby, występy. Grypa, której nabawiła się w Sydney, trzymała ją aż do Tokio. Pełne napięcia rozmowy z Luisem. Obietnice, rozczarowania. Zdjęcie, które ktoś położył na toaletce w jej garderobie. Zdjęcie Luisa obejmującego francuską aktorkę.
– Pomińmy obrzydliwe szczegóły. W każdym razie tournee było mordercze, mój związek z Luisem zaczął się chwiać, straciłam zupełnie wiarę w siebie. Zakończyliśmy nasz romans brzydką sceną pełną oskarżeń i łez. Moich łez, jego oskarżeń. Wtedy nie umiałam jeszcze walczyć.
Tucker nakrył ręką jej dłonie.
– Umiesz teraz.
– Uczę się szybko, kiedy już się zdecyduję. Szkoda tylko, że podjęcie tej decyzji zajęło mi dwadzieścia osiem lat. Kiedy rozstaliśmy się z Luisem, chciałam zrobić sobie przerwę w pracy, ale byłam już uwikłana w sieć zobowiązań. Gościnne występy w telewizji, program w kablowej. Podupadłam na zdrowiu. – Ciężko jej było to przyznać, nawet teraz. Nadal czuła się zażenowana chorobą, choć rozum mówił jej, że to irracjonalne, – I ja…