Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]
- Автор: Робертс Нора
- Язык: польский
- Жанр: Остросюжетные любовные романы
Электронная книга - «Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]». Краткое содержание книги:
– Mogę być jeszcze lepszy. – Przystanął w drzwiach sypialni, żeby ją pocałować.
– Nie mogę się tego doczekać.
– Tym razem będziesz musiała.
Drzemała przygnieciona jego ciałem. To i owo zaczynało ją boleć, ale nawet ból sprawiał jej radość. Zawsze uważała się za sprawną kochankę – choć pod koniec ich znajomości Luis miał zastrzeżenia, ale nigdy nie czuła się tak zadowolona z siebie.
Przeciągnęła się z westchnieniem. Tucker przetoczył się na plecy, tak że znalazła się na nim.
– Lepiej? – zapytał, kiedy położyła mu głowę na piersi.
– Przedtem też było dobrze. – Uśmiechnęła się i podniosła ciężkie powieki. Z niemałym zdziwieniem stwierdziła, że leżą w nogach łóżka. – Jak się tu znaleźliśmy?
– Sprawność fizyczna. Daj mi parę chwil, a znajdziemy się w głowach.
– Hmmm. – Przycisnęła usta do jego piersi. – Przestało padać. I jest jeszcze bardziej gorąco niż przedtem.
– Nie wiem, czy to przypadkiem nie nasza zasługa. Caroline uniosła głowę.
– Wiesz, czego chcę?
– Skarbie, gdy tylko odzyskam siły, dam ci wszystko, czego zapragniesz.
– Zapamiętaj to sobie. Ale… – Zbliżyła usta do jego warg. – Ale w tej chwili mam ochotę, naprawdę wielką ochotę na lody. – Pokazała mu w uśmiechu wszystkie zęby. – Chcesz loda, Tucker?
– Może bym i zjadł. – Oczyma wyobraźni zobaczył, jak zlizuje Niespodziankę Truskawkową z interesujących rejonów jej ciała. – Przyniesiesz je tutaj?
– Taki miałam plan. – Wyślizgnęła się z łóżka i poszukała w szafie szlafroczka. – Dwie łyżki?
Jego zęby błysnęły w mroku, kiedy skrzyżowała poły szlafroka na piersiach.
– Zdecydowanie dwie. Pomóc ci?
– Myślę, że sobie poradzę.
– To dobrze. – Wsadził ręce pod głowę i zamknął oczy. Caroline wyszła, pewna, że Tucker skorzysta z jej nieobecności i utnie sobie drzemkę.
W świetle naftowej lampy nałożyła lody. Pomyślała, że ta chwila zostanie jej w pamięci. Duszna kuchnia, zapach deszczu i nafty, silny posmak miłości. Lody, które zaniesie do łóżka.
Nucąc pod nosem wyszła do holu. Nawet ostry dźwięk telefonu nie zepsuł jej humoru. Odstawiła jedną miseczkę i przytrzymując słuchawkę ramieniem, zanurzyła łyżkę w lodach.
– Halo.
– Caroline! Dzięki Bogu!
Zamarła w połowie gestu, z łyżeczką tuż przy wargach. Jednak istniało coś, co mogło zepsuć jej humor. Telefon od matki.
– Cześć, mamo.
– Od godziny próbuję się z tobą połączyć. Jakieś kłopoty na linii. Co nie jest zaskakujące, biorąc pod uwagę, jak oni tam funkcjonują.
– Mieliśmy burzę. Jak się masz? A tato?
– Mamy się dobrze. Twój ojciec jest w podróży służbowej do Nowego Jorku. Nie mogłam mu towarzyszyć. Mam mnóstwo zajęć.
Georgia Waverly mówiła szybko, bez śladu akcentu z delty Missisipi, pracowała ciężko i z zamiłowaniem, by go wykorzenić.
– To o ciebie należy się martwić – powiedziała i Caroline wyobraziła ja sobie przy różanym biureczku w wytwornym salonie, jak odfajkowuje imię córki na długiej liście spraw do załatwienia.
Zamówić kwiaty. Pójść na obiad organizacji charytatywnej. Pomartwić się o Caroline.
– Nie ma powodu do zmartwienia – powiedziała Caroline.
– Tak sądzisz? Byłam dzisiaj na proszonym obiedzie u Fullbrightów i to Carter musiał mi powiedzieć, że moja córka została napadnięta.
– Nic mi się nie stało – powiedziała Caroline szybko.
– Wiem – rzuciła Georgia, niezadowolona z tego, że jej przerwano. – Carter powiedział mi wszystko to, czego ty nie raczyłaś. Ile razy ci powtarzałam, że nie ma po co tam jechać, ale ty nie chciałaś słuchać. A teraz dowiaduję się (nawiasem mówiąc, wolałabym nie wysłuchiwać takich opowieści przy zupie) że jesteś zamieszana w śledztwo o morderstwo.
– Przepraszam. – Caroline zamknęła oczy. Przeprosiny były nieodłącznym elementem jej rozmów z matką. – To stało się tak szybko. Zresztą już po wszystkim.
Podniosła wzrok słysząc ruch na schodach. Zobaczyła Tuckera i odwróciła się, znużona.
– Carter dał mi jasno do zrozumienia, że to dopiero początek. Wiesz, że jest właścicielem filadelfijskiej NBC. Powiedział, że dziennikarze podchwycili tę historię i wybierają się do Innocence, żeby nadawać bezpośrednie relacje. Naturalnie, kiedy pojawiło się twoje nazwisko, wiadomość weszła na pierwsze strony gazet.
– Chryste!
– Słucham?
– Nic. – Przesunęła dłonią po włosach. Bądź rozsądna, nakazała sobie, ktoś musi być rozsądny. – Przykro mi, że usłyszałaś to od kogoś innego. Wiem, że tego rodzaju popularność cię irytuje. Nic nie poradzę na prasę, mamo. Nie odpowiadam za to. Przykro mi z twojego powodu.
– Czy nie dość, że musieliśmy zatuszować skandal, kiedy trafiłaś do szpitala, odwołałaś letnie tournee i publicznie zerwałaś z Luisem?
– Tak – powiedziała Caroline sucho. – To musiało być dla ciebie bardzo trudne. To bardzo nieodpowiedzialne z mojej strony, że załamałam się w ten sposób.
– Proszę nie mówić do mnie takim tonem. To by się w ogóle nie stało, gdybyś nie rozdmuchała drobnego nieporozumienia z Luisem. A teraz Wyjeżdżasz do tej dziury, zagrzebujesz się…
– Nie jestem zagrzebana.
– Marnujesz talent. – Georgia jakby nie słyszała protestów Caroline. – Upokarzasz siebie i swoją rodzinę. Nie przespałam spokojnie jednej nocy, wiedząc, że jesteś tam sama, nie chroniona.
Carolina przyłożyła dłoń do skroni.
– Byłam sama od lat. Georgia w ogóle nie usłyszała.
– A teraz… Mogłaś zostać zamordowana albo zgwałcona.
– O tak, to dopiero byłaby sensacja. Nastąpiła krótka cisza.
– Caroline, nie zasłużyłam na to.
– Przepraszam. – Przycisnęła palce do powiek i wyrecytowała zwykłą litanię. – Przepraszam. Zdaje się, że jeszcze nie przyszłam do siebie po wstrząsie.
„Zapytasz, co się stało, mamo? Zapytasz, jak się czuję, co czuję, czy tylko, jak się będę zachowywać?”
– Rozumiem. I oczekuję, że ty ze swej strony postarasz się zrozumieć mnie. Nalegam na twój bezzwłoczny powrót do domu.
– Jestem w domu.
– Nie bądź śmieszna. Nie przynależysz do tego miejsca, podobnie jak ja. Stworzyliśmy ci z ojcem wspaniały start w życiu. Nie pozwolę ci tego zmarnować przez jakiś kaprys.
– Kaprys? To interesujące podejście do sprawy, mamo. Żałuję, ale nie mogę postępować tak, jak sobie życzysz. Być kimś, kogo chcesz we mnie widzieć.
– Nie wiem, skąd w tobie ten upór, ale to brzydka cecha. Bez wątpienia Luis podziela moje zdanie w tej kwestii, choć jest o wiele bardziej tolerancyjny. Bardzo się niepokoi.
– Co?! Chcesz powiedzieć, że do niego zadzwoniłaś? Że wbrew moim wyraźnym życzeniom zadzwoniłaś do niego?
– Życzenia dziecka nie zawsze pokrywają się z jego interesami. Chciałam porozmawiać z Luisem o twoim wrześniowym występie w Białym Domu.
Caroline przycisnęła rękę do żołądka, który zmienił się w twardy węzeł.
– Przestałam być dzieckiem w chwili, gdy wypchnęłaś mnie na scenę. I nie potrzebuję rad Luisa.
– Nie jestem zaskoczona twoim podejściem. Od dawna karmisz mnie niewdzięcznością.
Caroline wyobraziła sobie matkę, jak bębni starannie wymanikiurowanymi paznokciami o wypolerowany blat biurka.
– Mam tylko nadzieję, że kiedy Luis do ciebie zadzwoni, będziesz trochę grzeczniejsza. Obie wiemy, że Luis to najlepsze, co ci się przytrafiło w życiu. On rozumie twój artystyczny temperament…
– Wykorzystuje moją żałosną naiwność. Nie robi ci to żadnej różnicy, że zastałam go pieprzącego się z flecistką w garderobie?
– Twój język jest tak niewyszukany jak twoje otoczenie. – To dopiero wprawki.