Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]
- Автор: Робертс Нора
- Язык: польский
- Жанр: Остросюжетные любовные романы
Электронная книга - «Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]». Краткое содержание книги:
– Co to jest?
– Coś, co ci pomoże – powiedziała Della i ruchem ręki nakazała Winnie odejść.
– Nie chcę żadnego magicznego napoju Winnie – powiedziała z rozdrażnieniem Happy. – Nie jestem chora, jestem tylko…
– Przerażona i nieszczęśliwa – dokończyła za nią Della. – Sądząc po tym, jak wyglądasz, nie zmrużyłaś w nocy oka. Wiesz, że Winnie nie dałaby ci nic, co mogło zaszkodzić. Wypij i trochę sobie odpocznij.
– Napiję się, ale kawy. – Winnie chciała się podnieść. Della pchnęła ją z powrotem na krzesło.
– Posłuchaj mnie chwilę. Uporem nic nie zdziałasz. Jeżeli Bóg pozwoli, twoja Darleen wróci i będzie się puszyć, że udało jej się wywołać taki raban. Ale w tej chwili masz tam na górze dziecko, które będzie cię potrzebowało. Na niewiele mu się zdasz, skrajnie wyczerpana.
– Chcę tylko, żeby wróciła. – Happy oparła głowę o wielkie piersi Delii i zapłakała. – Chcę tylko, żeby moja dziewczynka wróciła. Potraktowałam ją tak ostro.
– Nigdy nie zrobiłaś nic, co nie wyszłoby jej na dobre.
– Była zawsze taka niespokojna. Już jako dziecko. Ledwie dostała jedno, już chciała drugie. Zawsze pragnęłam dla niej jak najlepiej, ale nie bardzo wiedziałam, co to może być.
Caroline podeszła do niej i ujęła filiżankę.
– Proszę, Happy, wypij to.
Happy wzięła łyczek, potem drugi i chwyciła Caroline za rękę.
– Ona myśli, że ja jej nie kocham, ale to nieprawda. Zawsze kochamy mocniej tych. którzy sprawiają nam najwięcej bólu. Przyszła tu wczoraj, chciała, żebym poparła ją w tej historii z chłopakiem od Bonnych, a ja nie mogłam Postąpiła źle. Nigdy nie potrafiła odróżnić tego, co dobre, od tego, co złe, ale przyszła tu, szukając wsparcia u swojej matki. A ja nie mogłam tego zrobić. Skończyło się na tym, że pokłóciłyśmy się jak zwykle i ona wyszła. Nawet nie widziałam, jak odjeżdża.
Zaczęła szlochać i Della kołysała ją w ramionach. Susie otoczyła Marvelle ramieniem.
– Te inne dziewczęta. – Palce Happy zacisnęły się konwulsyjnie na dłonie Caroline. – Och, słodki Boże, nie mogę przestać o nich myśleć.
– Cicho, cicho. – Della podniosła filiżankę do ust Happy. – Mówią przecież, że to Austin, a on jest martwy jak kłoda. Caroline przestrzeliła mu głowę i każda kobieta z Innocence jest jej za to wdzięczna. Może z wyjątkiem Mavis Hatinger, ale ona nigdy nie mogła się poszczycić rozumem. No, chodź ze mną, kochana. Poleżysz sobie przez chwilę.
– Tylko przez chwilę. – Powieki zaczęły jej opadać i Happy pozwoliła Delii wyprowadzić się z kuchni.
– Och, mamo! – Marvella wtuliła głowę w ramię Susie i wybuchnęła płaczem.
– No, no, tylko ty nie zaczynaj. – Susie poklepała ją po plecach. – Może nic się nie stało.
– Musimy zachować wiarę – powiedziała Winnie. – A tymczasem przygotuję coś do jedzenia, na wypadek gdyby tu jeszcze ktoś przyszedł. Upiekę kurczaki.
– Dobrze – Susie odsunęła delikatnie Marvellę. – Złotko, obierz ziemniaki na sałatkę ziemniaczaną. Nie ma potrzeby, żeby wszyscy chodzili głodni. Nie wiadomo, jak długo będziemy musieli czekać.
Tucker stał nad brzegiem Gooseneck Creek i ocierał chustką mokrą od potu twarz. Temperatura skoczyła do czterdziestu stopniu, powietrze sprawiało wrażenie gęstej zawiesiny. Niebo, rozjaśnione bezlitosnym słońcem, było niemal białe.
Wyobraził sobie, że zanurza się w chłodną, orzeźwiającą toń. Wizja przyniosła chwilową ulgę. Tucker poprzestał na zmoczeniu chustki i ochłodzeniu twarzy i szyi.
Przypomniał sobie, że brat Darleen znalazł w tym miejscu Arnette. Odmówił krótką modlitwę.
Nie pozwól, Boże, żebym to ja ją znalazł.
Ktoś to zrobi, nie miał cienia wątpliwości. Odrzucił pocieszającą teorię, że Darleen uciekła z mężczyzną. Było to bez sensu. Darleen nie miała czasu, by znaleźć sobie nowego kochanka po Billym T., a on twierdził stanowczo, że nic nie wie.
Tucker mu wierzył. W grę wchodziła męska duma. Billy T. nie związałby się z kobietą, której mąż zaprawił go w głowę patelnią. Darleen nie była dla Billy'ego T. nikim wyjątkowym. Nie odróżniał jednej kobiety od drugiej.
Nasunęło mu się nieuchronne porównanie z niejakim Tuckerem Longstreetem. Poczuł gorycz w ustach.
Darleen nie pozostawiłaby własnego samochodu na skraju drogi podczas burzy po to, by wskoczyć do wozu kochanka. Junior twierdził, że z jej ubrań nic nie brakuje, a pieniądze na gospodarstwo leżą nadal w puszce po kawie.
Ktoś ją znajdzie, pomyślał znowu Tucker. I pomodlił się, żeby to nie był on.
Wszedł w trzciny. Jego grupa posuwała się brzegiem strumienia, brodząc po kolana w błocie. Szukali, nie tracąc nadziei, że jedynym znaleziskiem okażą się puszki po piwie i zużyte prezerwatywy.
Wszyscy byli uzbrojeni, co napawało Tuckera lekkim niepokojem. Junior rozwalił już wodnego węża. Ponieważ sprawiło mu to wyraźną ulgę, nikt się nie poskarżył.
Zresztą, prawie nie rozmawiano. Mężczyźni pracowali w milczeniu jak żołnierze organizujący zasadzkę. Jeden z helikopterów przysłanych przez policję okręgową przelatywał im co jakiś czas nad głowami, bełtając gorące powietrze, krótkofalówka pobzykiwała u paska Burke'a. FBI nie kwapiła się, by przejąć sprawę. Ale federalni nie znali przecież Innocence i jej mieszkańców. Burns był przekonany, że ma do czynienia z kolejną niezadowoloną żoną, która wyruszyła na poszukiwanie szczęścia i bardziej soczystych pastwisk.
Zdaniem Tuckera, Burns nie chciał przyznać, że popełniono morderstwo tuż pod jego nosem.
Usłyszał przeciągły gwizd lokomotywy i pożałował, że nie znajduje się w pociągu. Byle jakim pociągu jadącym w dowolnym kierunku.
Kiedy skończył obchód wyznaczonego mu terenu, przyłączył się do Burke'a. Juniora i Toby'ego, którzy pracowali w górze strumienia.
– Na drugim brzegu też już prawie kończą – odezwał się Burke. Nie spuszczał z oka Juniora, gotowy do działania, na wypadek gdyby mąż Darleen chciał uspokoić nerwy strzelając do czegoś poza wodnymi wężami. – Singleton i Carl dzwonili znad stawu McNairów. Tam też nic.
Toby March wrzucił swój karabin do półciężarówki szeryfa. Pomyślał o swojej żonie i córce. Choć wstydził się tego, ogarnęło go uczucie wdzięczności do zabójcy, że najwyraźniej preferuje białą skórę.
– Mamy jeszcze dobrych sześć godzin do zmroku – powiedział do nikogo w szczególności. – Może ktoś z nas wybrałby się do Rosedale i Greenville, popytał ludzi?
– Kazałam Barbarze Hopkins dzwonić po motelach, szpitalach i posterunkach policji. – Burke wyjął Juniorowi z ręki karabin i wrzucił go do samochodu. – Okręgowi rozsyłają jej zdjęcie.
– No widzisz! – Will Shiver grzmotnął Juniora w plecy. – Znajdą ją w jakimś motelu, malującą sobie paznokcie i gapiącą się w telewizor.
Junior bez słowa strząsnął jego rękę i odszedł na bok.
– Zostawcie go w spokoju – szepnął Burke. Mężczyźni odwrócili z zażenowaniem oczy. Toby zsunął daszek czapki mocniej na oczy i patrzył pod słońce na drogę.
– Ktoś jedzie. Upłynęło kilkanaście sekund, zanim inni dostrzegli blask metalu poprzez fale gorąca unoszące się z asfaltu.
– Macie wzrok, wy czarni – powiedział Will Shiver dobrodusznie. – Ten samochód jest trzy kilometry stąd. – Oczy to jeden z organów – zauważył Toby z tak nieuchwytnym sarkazmem, że Tucker musiał przygryźć policzek od wewnątrz, aby się nie uśmiechnąć. – Wiesz, co mówią o naszych organach. Willy poderwał głowę, bardzo zaintrygowany.
– No, słyszałem coś niecoś od akuszerek.
– No właśnie – powiedział Toby łagodnie. – Każda akuszerka to potwierdzi.