Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Остросюжетные любовные романы » Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]
Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]

Электронная книга - «Miasteczko Innocente [На польском / Carnal Innocence]». Краткое содержание книги:

Po ciężkich przeżyciach skrzypaczka Caroline Waverly szuka wytchnienia w miasteczku Innocence na amerykańskim Południu. Jednakże ten idylliczny z pozoru zakątek okaże się miejscem śmiertelnie niebezpiecznym – grasuje tu sadystyczny, nieuchwytny morderca kobiet. Do grona podejrzanych należy Tucker, miejscowy playboy, który zakocha się w Caroline. Skrzypaczkę porwie wir strasznych, tajemniczych wydarzeń…
1 ... 83 84 85 86 87 88 89 90 91 ... 113
Перейти на страницу:

– Tucker, nic mi nie będzie. To o Darleen trzeba się martwić. O Fullerów, o Juniora. O to małe dziecko. Boże! – Walcząc o zachowanie spokoju, machinalnie wsuwała i wysuwała z tubki szczoteczkę do tuszu. – Jak to się mogło stać?

– Nie wiemy, czy w ogóle coś się stało. Może po prostu zwinęła żagle. Billy T. twierdzi, że się z nią nie widział, ale ponieważ Junior go poturbował, trudno oczekiwać, że powie prawdę.

– Więc dlaczego zostawiła samochód na drodze? Wałkowali ten temat przez pół nocy.

– Może się z kimś umówiła. Ta droga jest dość odludna. Mogła zostawić samochód i pojechać z kimś, choćby po to, żeby dać nauczkę Juniorowi.

– Mam nadzieję, że się nie mylisz. – Przeczesała grzebieniem włosy. – Boże, mam nadzieje, że się nie mylisz, bo inaczej… Bo to by oznaczało…

– Nie ma co martwić się na zapas. – Delikatnie ujął ją za ramiona. – Żyjemy dniem dzisiejszym, pamiętasz?

– Próbuję. – Oparła się o niego na chwilę. Łazienka była zaparowana po ich kąpieli. Za oknem świtało. – Jeżeli moja matka ma racje, dziennikarze zjadą tu jeszcze dzisiaj. Poradzę sobie z nimi. – Odsunęła się z ciężkim westchnieniem. – Ale muszę iść do Fullerów i spróbować pocieszyć Happy. I tego się boję.

– Będzie tam mnóstwo ludzi. Nie musisz iść.

– Muszę. Mogę być albo kimś z zewnątrz, albo członkiem tej społeczności. Wszystko zależy od tego, jak potraktuję innych.

Czy nie powiedział czegoś podobnego Cyrowi zaledwie wczoraj? Trudno dyskutować z sobą samym.

– Przyjdę tam, kiedy będę mógł. Jeżeli będę mógł. Skinęła głową. Przed domem roztrąbił się samochód.

– To pewnie Burke. Już prawie świta.

– Muszę iść.

– Tucker! – Pocałowała go, delikatnie, czule. – Tylko tyle. Przytulił twarz do jej policzka.

– To wystarczy.

Dochodziła dopiero ósma, kiedy Caroline dotarła do domu Fullerów, ale Happy nie była sama. Przyjaciele i rodzina zwarli szeregi, kawa lała się strumieniami. Choć nikt nie myślał o jedzeniu, wszyscy siedzieli w kuchni, w tej odwiecznej kobiecej kryjówce.

Caroline stanęła niepewnie w drzwiach, poza nawiasem cichych rozmów, poza kręgiem duchowego wsparcia i niepokoju. Susie huśtała Scootera na biodrze, Josie kręciła się niespokojnie przy tylnych drzwiach. Żona Toby'ego, Winnie, zmywała naczynia. Birdie Shays trwała przy Happy jak posąg. Marvella rwała na strzępy papierową chusteczkę.

Wrażenie, że jest tu intruzem, było tak silne, że Caroline chciała się odwrócić i odejść. To Josie zauważyła ją pierwsza, uśmiechnęła się do niej ze zrozumieniem.

– Caroline! Wyglądasz jak zbity pies. Chodź, napompujemy cię kawą.

– Ja… – Przeniosła wzrok od jednej kobiety do drugiej. – Chciałam tylko zapytać, czy nie mogę w czymś pomóc.

– Możemy tylko czekać. – Happy wyciągnęła ku niej rękę. Caroline weszła w zaklęty krąg.

Więc czekały, pośród zapachu perfum i cichych głosów, rozmów o dzieciach i mężczyznach, pośród dziecięcych popłakiwań. Przed południem wkroczyła do kuchni Della z koszem jedzenia. Zmusiła Happy do zjedzenia kanapki, zbeształa Josie za zbyt mocną kawę, uciszyła Scottera dając mu do gryzienia jedną ze swych plastikowych bransolet.

– Ten dzieciak ma zafajdane pieluchy – oświadczyła. – Czuć na kilometry.

– Przewinę go. – Susie podniosła malca z podłogi, gdzie próbował rozbić bransoletką kafelki.

– Jest zmęczony. Prawda, że jesteś zmęczony, skarbie? Położę go do łóżeczka. Happy.

– Lubi spać z żółtym misiem – powiedziała Happy, zaciskając drżące usta. – Darleen przywiozła mu go wczoraj.

– Poszukaj go, Happy. – Della rzuciła Birdie ostrzegawcze spojrzenie, dławiąc w zarodku jej protest. – Musi się czymś zająć – powiedziała cicho, kiedy Happy wyszła z kuchni. – Inaczej zagryzie się na śmierć. Nam wszystkim przydałoby się zajęcie. Birdie, sprawdź, czy uda ci się znaleźć składniki do twojej słynnej galaretki. Do wieczora powinna wystygnąć. Marvello, przestań wykręcać sobie palce i zrób z nich jakiś użytek. Wyciśnij cytryny. Zrobimy lemoniady, zamiast tej cholernej kawy. Winnie, myślę, że powinnaś zmajstrować napój dla Happy. Niech sobie pośpi.

– Myślałam już o tym, panno Delio. Nie sądzę, żeby go wypiła. Della uśmiechnęła się ponuro.

– Wypije, jeżeli ja jej każę. Ta kobieta szła ze mną zawsze łeb w łeb, ale ja wstrzymywałam konia. Josie, weźcie się z Caroline do zmywania.

– Marnujesz się, Delio. Powinnaś mieć pod sobą pluton komandosów – mruknęła Josie, ale już zbierała naczynia.

Teraz kuchnię przepełniał duch pracy, nie tylko jedności. Caroline uśmiechnęła się do Delii.

– Co muszę robić, żeby być taka jak pani, kiedy dorosnę? Mile połechtana, Della bawiła się złotymi guzikami przy bluzce.

– Cóż, drogie dziecko, musisz się nauczyć wyzyskiwać swoje możliwości. Każdy je ma, ale nie wszyscy wiedzą, jak ich używać.

– Dziewczynki Happy powinny tu być. – Birdie trzasnęła drzwiczkami szafki. – Powinny.

– Wiesz, że przyjadą, jeżeli będą potrzebne. Marvello, czy tak matka uczyła cię wyciskać cytryny? – Della zaczęła sprzątać nie dojedzone kanapki. – Te dziewczęta mają rodziny, Birdie. Pracę i własne domy. Czy nie byłoby głupio z ich strony jechać taki kawał drogi tylko po to, by się przekonać, że Darleen pojechała na wycieczkę?

– Panno Delio? – Winnie wsypywała jakieś liście do dzbanka stojącego na piecu. Dłonie miała małe i zgrabne. Była cichą kobietą, wolała działać niż mówić. – Uwarzę to jak herbatę. Nie takie mocne, tylko żeby się uspokoiła.

– Zobaczymy, co tam masz. – Della podeszła do pieca i przez chwilę obie kobiety szeptały nad zawartością dzbanka. Birdie udawała, że nic nie widzi. Uważała, że żonie lekarza nie godzi się aprobować medycyny ludowej.

– Na nic więcej się tu nie przydam. – Josie wytarła ręce w ręcznik do naczyń. – Jadę jej szukać.

– Tuzin mężczyzn już to robi – powiedziała Birdie tak ostrym tonem, że Josie uniosła karcąco brwi. Ale Birdie musiała wyładować jakoś swoją frustrację.

– Mężczyźni nie zawsze wiedzą, gdzie szukać kobiety. – Josie sięgnęła po torebkę. – Sprawdzę, co z kuzynką Lulu, Delio, i zajadę do Billy'ego T.

Jeżeli coś wie, chętniej podzieli się tym ze mną niż z mężczyzną.

– Nie ma się czym przechwalać – mruknęła Della pod nosem.

– Fakt pozostaje faktem. A poza tym, jeżeli jest coś, co Happy powinna wiedzieć, lepiej niech dowie się tego od razu. Rozchoruje się, jeżeli to potrwa zbyt długo.

Na to już nikt nie znalazł odpowiedzi. Josie wyszła tylnymi drzwiami. Chwilę później rozległo się wycie silnika.

– Jeżeli Billy T. wie, dokąd prysnęła Darleen… – zaczęła Birdie.

– Jeżeli wie, Josie wyciągnie to z niego, jak amen w pacierzu. – Della podała Winnie pustą filiżankę na napój uspokajający.

– Zasnął jak aniołek – powiedziała Happy wchodząc do kuchni. Jej słynny uśmiech przypominał teraz grymas. – Nie to, co jego mama. Boże, walczyła ze snem, jakby to był diabeł, który przyszedł po jej duszę. Wydeptywałam ścieżki w podłodze, nosząc ją… – urwała, ocierając oczy.

– Usiądź, Happy. Zamartwisz się na śmierć. – Della niemal siłą posadziła Happy na krześle. – Pozwól, że my się przez chwilę pomartwimy. Nikt nie robi tego lepiej niż tuzin bab w kuchni. Winnie, daj mi tę filiżankę.

– Jest bardzo gorące, pani Fuller. Musi pani podmuchać. – Winnie postawiła przed nią filiżankę i stanęła z dłonią na oparciu krzesła. Winnie chodziła do szkoły z najstarszą córką Happy. Belle Fuller była pierwszą białą dziewczynką, która zaprosiła Winnie do siebie do domu.

1 ... 83 84 85 86 87 88 89 90 91 ... 113
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)