Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 78 79 80 81 82 83 84 85 86 ... 123
Перейти на страницу:

– Tak. Że będę dla ciebie dobry.

– Więdz bądź dla mnie dobry. I kochaj mnie. Kochaj mnie dobrze, Yatech. Jak nigdy dotąd.

—— • ——

Wymykał się w noc jak bandyta, złodziej, szczur. Uciekał z domu ludzi, którzy przez ostatnie trzy lata byli jego rodziną, karmili go, ubierali, okazywali przyjaźń, szacunek i miłość.

Issaram nie powinien przyjmować żadnej z tych rzeczy od obcych.

Założył te same szaty, w których tu kiedyś przybył, starą, burą chaffdę, czarny ekchaar, znoszone sandały. Nie miał prawa zabierać stąd nic, czego nie przyniósł. I tak skradł zbyt wiele.

Wsunął miecze do pochew, sztylety powędrowały na swoje miejsce, po jednym przy każdej kostce, jeden przy lewym przedramieniu. Ostatniego nie wziął.

Sprawdził jeszcze raz drzwi. Zamknięte. Podszedł do okna, wyjrzał, do drzewa było tylko kilka stóp.

Gdy już znajdzie się na zewnątrz, nie będzie miał problemu z opuszczeniem rezydencji.

Zerknął jeszcze raz na łóżko.

– Mówiłem ci, seyqui allafan, że kocham cię nad życie – szepnął. – Nie mogę cię zabrać w góry. Nie mogę cię skazać na lata mroku i kamienne koło.

Spojrzał w blade oblicze księżyca.

– Widziałaś moją twarz, Isanell. Nie mogłem... nie mogłem...

Issaram zawsze nosi w sercu prawo gór.

Poczuł łzę na policzku. Po raz pierwszy od czasu, gdy dowiedział się, kim jest ślepa kobieta.

– Wybacz... – Pomyślał o ludziach, z którymi spędził tyle czasu. – Wybaczcie mi wszyscy.

Leżąca na łóżku dziewczyna nie odpowiedziała. Nie mogła. Pośrodku piersi sterczała jej rękojeść issarskiego sztyletu.

Wojownik spojrzał na nią po raz ostatni.

– Żegnaj.

Ze zręcznością skalnego kota skoczył na najbliższą gałąź.

Zanim rano podniesiono w domu lament, był już daleko.

Gdybym miała brata

Mężczyzna wyszedł z głębokiego cienia wprost na rozpalone słońcem pustkowie. Przed chwilą opuścił przedsionek afraagry, długi, wąski kanion, prowadzący do głębokiej kotliny pełnej okrągłych domostw, gdzie słońce zaglądało zaledwie na godzinę czy dwie dziennie. Tam było w miarę chłodno. Tu żar spadł na niego niczym słoneczny młot dzierżony przez jakiegoś mściwego boga. Nie było się gdzie ukryć. U podnóża tych gór zaczynała się pustynia Travahen, zwana też Issarskim Przekleństwem, miejsce gdzie – jak powiadano – nawet demony ognia szukają cienia. Parszywa okolica.

Przybysz kilka chwil stał nieruchomo, jakby nieznośny gorąc nie robił na nim żadnego wrażenia. Nie był Issarem, nie zasłaniał twarzy i nosił się jak mieszkaniec północnych równin, ciemna koszula i kubrak z zielonego lnu, spodnie koloru piasku, skórzane buty. Przy pasie miał prosty miecz. Zdecydowanie nie pasował do tego miejsca.

Powoli powiódł wokół wzrokiem. Było właśnie południe, najgorętsza pora dnia. Zaścielające okolicę kamienie i głazy praktycznie nie rzucały cienia. Żar lał się z nieba, odbijał od kamiennej równiny, wciskał z każdym oddechem do nosa i ust. Wysuszał śluzówkę, budził pragnienie, niósł zapowiedź powolnej i bolesnej śmierci. Rozgrzane powietrze ozdabiało horyzont mirażami.

Mężczyzna odwrócił się w stronę ciemnej szczeliny w zboczu góry. Pokrytą szpakowatym zarostem twarz wykrzywił mu trudny do zinterpretowania grymas. Na moment znikł w cieniu, by po chwili ukazać się z powrotem, ciągnąc za uzdę osiodłanego konia. Wierzchowiec szedł niechętnie, parskając i potrząsając grzywą. Najwyraźniej uważał, że jeden z nich musi zachować rozsądek. Jego właściciel nie zwracał uwagi na zachowanie zwierzęcia. Dopiął popręg, sprawdził ekwipunek, wsunął nogę w strzemię.

– Więc to prawda, co o was mówią – usłyszał zza pleców kobiecy głos. – Uważacie, że cały świat powinien się wam podporządkować, nagiąć do waszej woli, skamleć u stóp niczym kopnięty szczeniak.

Odwrócił się błyskawicznie, z mieczem na wpół wyciągniętym z pochwy.

– Wyruszenie teraz do oazy to śmierć – kontynuowała kobieta. – Nieładna, w gorączce, śmiertelnych potach i majakach. Nie wiem tylko, dlaczego chcesz skazać na nią także konia.

Mężczyzna nie miał pojęcia, jak udało się jej podejść do niego tak blisko. Gdyby chciała jego głowy... dwa talhery, krótkie szable o podwójnej krzywiźnie ostrza, wisiały niedbale przy jej pasie, niosąc zapowiedź paskudnej śmierci każdemu, kto naraziłby się czymś ich właścicielce. Wiedział, że w górach nie każda kobieta miała prawo nosić taką broń. Uzbrajały się tak tylko te, które na równi z mężczyznami stawały w bitwie. Pochwy obu szabel były białe.

Stała trzy kroki od niego. Jeśli chciałaby go zabić...

Jak na kobietę była wysoka, a choć sięgająca ziemi szata koloru otaczających ich skał okrywała ją od ramion po stopy, mógł stwierdzić, że jest szczupła i najpewniej śmiertelnie zwinna. Oczywiście twarz miała zakrytą. Głos zdradzał kobietę najwyżej dwudziestopięcioletnią. Bardzo młodą jak na talhery w białych pochwach.

Milczał.

– To mój koń i moja droga – wychrypiał wreszcie. – I jeśli taka będzie wola Matki, także moja śmierć.

Pokręciła łagodnie głową.

– Do twojej śmierci nic nie mam. Żal mi konia.

Puścił rękojeść miecza.

– Nic ci do tego, nieznajoma. Idź swoją drogą.

W tym miejscu, tuż przy siedzibie plemienia, to były najwłaściwsze słowa, jakie mógł skierować do issarskiej kobiety. Czuł, jak mu się przygląda. W takim słońcu gęsty zawój, za którym ukryła twarz, na pewno dawał jej przewagę. On musiał nieustannie mrużyć oczy.

– Czy tak samo traktujesz wszystkich w swoim rodzie? – zapytała wreszcie. – Naginasz do własnych zachcianek, ryzykujesz ich życiem, zmuszasz, aby szli za tobą wbrew woli?

– Gdybym tak robił, moja córka jeszcze by żyła. Wydałbym ją za mąż już dwa lata temu. Nie zostałaby zgwałcona i zamordowana przez twojego współplemieńca.

Nawet nie drgnęła.

– Te słowa są ciebie niegodne, kupcze. Hańbisz nimi imię swojej córki. I imię nieznajomego, który ją zabił.

– To nie był nieznajomy. – Zrobił krok w jej stronę. – To Yatech d’Kllean, przeklęły przez wszystkich bogów gwałciciel i morderca, członek twojego przeklętego plemienia.

Nie cofnęła się, przechyliła tylko nieznacznie głowę w bok, jakby chciała mu się lepiej przyjrzeć.

– Ostatni mężczyzna o tym imieniu urodził się w mojej afraagrze ponad sto lat temu. Zginął młodo. Kimkolwiek był zabójca twojej córki, nie pochodził stąd – powiedziała cicho.

Doskoczył do niej, złapał za ramiona i potrząsnął.

– To samo mówili twoi starsi, kobieto – warknął. – Tę samą śpiewkę słyszałem dziś od samego rana, nie znamy go, nigdy o takim nie słyszeliśmy, nie wiemy, kim był! Jakbym niemal cztery lata temu sam nie zabrał go stąd do domu!

Oparła dłonie o rękojeści szabel.

– Jeśli się nie cofniesz, stracisz ręce, nieznajomy – jej głos był zimny i opanowany. – Dzięki temu nie umrzesz od upału, ale ja będę musiała tu posprzątać. Oszczędź mi tego, proszę.

Tylko issarska kobieta mogła się tak odezwać do obcego mężczyzny. Oszczędź mi trudu związanego ze sprzątaniem po twoim trupie.

Puścił ją, znów spokojny, zrobił krok w tył, musnął ręką pochwę miecza z taką miną, jakby coś rozważał. Pokręciła głową, nie puszczając broni.

– Śmierć to dobre rozwiązanie, zwłaszcza dla duszy zamkniętej w bólu. Walka to dobre rozwiązanie, dla serca wypełnionego nienawiścią. Jednak taka dusza i takie serce nigdy nie poznają nawet części prawdy. Zginą w niewiedzy.

– Mówisz jak poetka.

– Tym także jestem dla mojego rodu.

Odwrócił się i ruszył w stronę konia.

– Kimkolwiek jesteś, kłamiesz, kobieto. Pustynia jest uczciwsza niż całe twoje plemię. Zaryzykuję z nią.

1 ... 78 79 80 81 82 83 84 85 86 ... 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)