Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 79 80 81 82 83 84 85 86 87 ... 123
Перейти на страницу:

Wskoczył na siodło z wprawą osoby spędzającej na koniu długie godziny. Pochylił się i pogłaskał wierzchowca po szyi.

– Moja matka urodziła tylko jednego syna – usłyszał zza pleców. – Gdyby miała kolejnego, na pewno nadałaby mu imię Yatech. Zawsze jej się podobało.

Nie zareagował, zajęty uspokajaniem konia, który znów zaczął nerwowo parskać.

– Gdybym miała jeszcze jednego brata – kontynuowała – byłby szczupły i silny, miałby ciemne włosy po swoim ojcu i piwne oczy po matce. Rósłby, wyróżniając się wśród innych niedorostków odwagą i brawurą, i płacąc za to czasami wielką cenę.

Nadal traktował ją jak powietrze.

– Gdybym miała brata – mówiła dalej – być może w wieku siedemnastu lat pojechałby jak wielu innych młodych Issaram za góry, na północne równiny, gdzie całkiem niedawno wyrosło kolejne imperium, roszczące sobie pretensje do dominacji nad całym kontynentem. Być może przyjąłby ofertę służby u jednego z tamtejszych kupców, być może zostałby tam całe trzy lata, o wiele za długo jak na tak młodego wojownika. Być może kupiec ten nie chciałby odprawić go, choć nie wiem z jakiego powodu, tylko regularnie przysyłałby do plemienia zapłatę za kolejne lata służby.

Wreszcie zrozumiał. Wyprostował się w siodle, jakby dźgnęła go nożem w krzyż. Zawrócił konia.

– Co powiedziałaś?

Najechał na nią, nie cofnęła się, choć pierś zwierzęcia omal jej nie przewróciła.

Uniosła głowę.

– Być może ten mój brat, który nigdy się nie narodził, zakochałby się w córce kupca, zakochał głupio i nierozważnie, bo Issaram nie powinien oddawać serca kobiecie z równin, i kiedy ujrzała jego twarz, zabiłby ją, kierowany strachem, poczuciem winy i miłością.

– Miłością? Miłością?! – Aerin pochylił się w siodle. – Wy nie wiecie, co to miłość, nie wiecie, co to przyjaźń i lojalność. Gdyby Yatech wiedział, co to miłość, wyprułby sobie flaki własnym mieczem.

– Nie wiem, o kim mówisz, Aerinie-ker-Noel. Nigdy o nikim takim nie słyszałam. Ale ty, który handlujesz z moim plemieniem od dziesięciu lat, powinieneś wiedzieć, że żaden Issaram nie może zginąć z własnej ręki. Takie jest prawo. Jedyny sposób, w jaki możemy oddać duszę plemieniu, to przestać przyjmować wodę i pokarm, ale wtedy odchodzi się przez kilka dni. Gdy ktoś zobaczy twoją twarz, masz czas tylko do świtu.

– Mógł przyjść do mnie. Z przyjemnością wyświadczyłbym mu tę przysługę.

Czuł, jak na niego patrzy, mimo ekchaaru zasłaniającego jej twarz czuł spojrzenie wwiercające mu się w źrenice.

– To dziwne – stwierdziła. – Gdybym miała brata, to po powrocie z równin mógłby powiedzieć to samo. Mógłby powtarzać: „Powinienem zejść na dół i dać się zabić”. A ja powtarzałabym mu, że gdyby wszyscy zawsze robili to, co należy, ten świat byłby najlepszym z miejsc w wielkiej przestrzeni Wszechrzeczy.

Odwróciła się i ruszyła w głąb cienistego kanionu.

– Jest za gorąco, aby stać na słońcu i opowiadać sobie o ludziach, którzy nigdy się nie urodzili. Jeśli chcesz, jedź po swoją śmierć. Nie obchodzi mnie to.

Niemal wbrew woli zawrócił konia i podążył za nią. Nawet się nie obejrzała.

—— • ——

U wejścia do wąwozu wykuto w skale kilka pomieszczeń wielkości chłopskiej chaty. Aerin wielokrotnie przybywał z północy handlować z plemieniem d’yahirrów, wiedział więc, że pomieszczenia służyły głównie przyjezdnym, płacącym złotem za znakomitą broń, na którą popyt był w całym Imperium i daleko poza nim. Proste i zakrzywione miecze, szable, sztylety, włócznie i oszczepy. Najlepsze issarskie miecze osiągały cenę równą swojej wagi w złocie. Ci, którzy potrafili zdobyć zaufanie pustynnych plemion, w szybkim tempie mogli zbić olbrzymi majątek.

Kobieta weszła do największego pomieszczenia. Nieraz siedział tam przed kilkoma zamaskowanymi starcami i zawzięcie targował się o każdą sztukę broni, popijając napar z gorzkich ziół, który tak cenili jego gospodarze.

Zawahał się, po czym wszedł za nią. W środku było ciemno i chłodno.

– Myślałam, że pojedziesz po swoją śmierć, nieznajomy. Stała pośrodku, niedbale oparta o drewnianą ławę. Światło małego kaganka rzucało na ścianę rozchybotane cienie.

– Nie igraj ze mną, kobieto. Gdzie on jest?

– Kto?

– Yatech, morderca mojej córki.

– Nie wiem, o kim mówisz, kupcze. Od stu lat nie było tu nikogo o tym imieniu.

Skoczył naprzód. Później gotów był przysiąc na życie całej swojej rodziny, że nie zauważył jej ruchu, po prostu syknęła wydobywana z pochwy szabla i nagle musiał zatrzymać się w pół kroku, czując ostrze łagodnie opierające się tuż powyżej jego mostka. Miała ugięte ramię. Gdyby je wyprostowała, mógłby oddychać bez pośrednictwa nosa i ust.

– Na zewnątrz byliśmy mniej więcej równi, Aerinie-ker-Noel – wyszeptała. – Tam mogłeś mnie dotknąć. Tu jest afraagra. Tu dotknąć mnie może tylko jeden z Issaram. Oczywiście jeżeli mu na to pozwolę. Jeśli ty to zrobisz, będę musiała spróbować cię zabić.

Słowo „spróbować” powiedziała w taki sposób, że wiedział, iż się uśmiecha.

– Nic o nas nie wiesz, prawda? Handlujesz z nami od wielu lat, tak jak handlował twój ojciec, poznałeś trochę język, trochę obyczaje. Myślisz, nie, ty wiesz, że masz przed sobą bandę dzikusów, żyjących na pustyni, hołdujących dziwacznym przesądom, mordujących każdego, kto ma nieszczęście ujrzeć twarz któregoś z nich. Jesteś przekonany, że nie umiemy czytać i pisać, że się nie myjemy, że jemy brudnymi rękami ze wspólnej miski i spędzamy czas na wymyślaniu coraz to nowych powodów do mordowania się nawzajem. – Nie opuściła broni, czuł kroplę krwi powoli spływającą mu po piersi. – Wasze meekhańskie miasta, mosty, akwedukty i tysiące mil kamiennych dróg są dla ciebie wyznacznikiem człowieczeństwa. Uczelnie i akademie, teatry, szkoły, manufaktury, młyny wodne, kurierzy pocztowi, magia w służbie Imperium, armia strzegąca granic. Oto czym dla ciebie jest prawdziwa cywilizacja. Nawet teraz, stojąc z szablą dzikuski przy gardle, nie potrafisz zdobyć się na nic więcej niż robienie zdziwionej miny, że ta dzikuska zna tyle trudnych słów i mówi twoim językiem prawie bez akcentu.

Jednym płynnym ruchem schowała broń do pochwy. Cofnął się powoli, trzymając ręce z dala od rękojeści miecza.

– Powiedz mi, kupcze z zielonych równin, dlaczego tak naprawdę pragnąłeś mieć za strażnika wojownika z ludu Issaram?

– C... co?

Zbiła go z tropu, odebrała inicjatywę i nie zamierzała jej oddać.

– Dlaczego właśnie Issaram? Na północy nienawidzą nas i boją się. Zwłaszcza we wschodnim Ayrepr, gdzie plemiona d’ryss i k’leark przelały tyle krwi.

Nie wiedział, co odpowiedzieć. Tak naprawdę nigdy się nad tym nie zastanawiał. Kiedy starszy rodu zaproponował mu usługi Yatecha, nie wahał się długo. Issarscy strażnicy słynęli z waleczności, lojalności i umiejętności bitewnych. Podnosili też prestiż swoich pracodawców. Niejedne negocjacje poszły mu lepiej, bo za plecami miał zamaskowanego wojownika, który potrafił godzinami trwać w tej samej pozycji, jakby był kamienną figurą. Jego cicha, milcząca obecność oddziaływała na większość ludzi jak widok leżącej na skale ziemnej żmii, pozornie nieruchomej i ospałej, ale w każdej chwili gotowej do śmiercionośnego ataku. Denerwowała ich i wyprowadzała z równowagi. A dobrze się targuje, gdy przeciwnik nie może się skupić i co chwilę zerka za twoje plecy. Zazwyczaj po zakończeniu rozmów widział w ich oczach szacunek i poważanie. Ktoś, kto nie boi się trzymać w domu zamaskowanego demona, zabójcę, mordującego bez wahania i litości, musi być człowiekiem odważnym i zdecydowanym. To zaszczyt handlować z kimś takim, mówiły ich spojrzenia.

1 ... 79 80 81 82 83 84 85 86 87 ... 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)